Obawiam się, że ten temat będzie na czasie wraz z postępującym kryzysem. Kiedy nie da zarobić się na akcjach czy nieruchomościach, ludzie szukają innych alternatyw. Dodatkowo, jeśli recesja uderzy silniej w gospodarkę wiele osób straci pracę i będzie desperacko poszukiwać szybkiego zarobku. Całe rzesze naiwnych znowu zostaną ogolone z kasy. Z pewnością o koniunkturę nie musi martwić się nasze Lotto i im podobni. Niektórzy mówią, że to niegroźny hazard. Moim zdaniem to dość szkodliwy nałóg z wielu względów.
Po pierwsze, utrwala w nas błędne przekonanie, że droga do bogactwa to jeden złoty strzał, a nie powolna akumulacja kapitału. Co więcej, z pozoru niewinna rozrywka przy trzech losowaniach w tygodniu oznacza dla większości to samo co wyrzucenie przez okno co roku laptopa czy telewizora (jakieś 1500 zł), a jak wczoraj spojrzałem na amatorów milionów przy automacie w sklepie większość z nich nie wygląda za bogato. Ciekawe jakie by mieli miny, gdyby byli świadomi tego co robią. Jeśli jest to faktycznie sporadyczna rozrywka przy kumulacji, nie widzę problemu. Gorzej, że według tylu ludzi to jedyny sposób na dojście do większej kasy – przykład z USA: Ray Otero, który wydał na kupony w zeszłym roku $30 000 (blisko 90 000 zł).