Niedawno opisywany na blogu przypadek GetBacku wcale nie jest odosobniony. Każdy inwestor giełdowy prędzej czy później przeżywa podobne nieprzyjemne doświadczenie.
Czy możemy tego uniknąć?
Nawet najstaranniejsza selekcja nie da żadnej gwarancji. Owszem, potrafimy zredukować ryzyko, starając się dobierać odpowiednie spółki do portfela i dbając o to, żeby rozproszyć ryzyko przez wybór większej liczby walorów (co najmniej 5-7 spółek).
A i tak w okresie bessy większość tych akcji będzie tanieć.
Poza tym nie ma też pewności, że mimo najszczerszych chęci i włożonego wysiłku nie przegramy ze zwykłym indeksem giełdowym, także z powodu dodatkowych kosztów w postaci prowizji.
Skoro większość zarządzających funduszami nie potrafi pokonać indeksu, jakie szanse ma amator? Statystycznie raczej niewielkie.
Dlatego na świecie popularne są tanie ETF-y, czyli notowane na giełdzie fundusze odwzorowujące zachowanie danego aktywa, na przykład indeksu giełdowego.
W teorii regularnie kupujemy ETF-y, nie zawracając sobie głowy bieżącą sytuacją na giełdzie i wyciągamy okrągłą sumkę za X lat, na przykład na dodatkową emeryturę (warto uzupełnić portfel o relatywnie bezpieczne instrumenty, które wygładzą nam zmienność).
