poniedziałek, 24 lutego 2014

Jaki mamy trend, czyli do czego służy analiza techniczna [Elementarz Inwestora]

Najpopularniejszą metodą inwestowania na rynkach kapitałowych jest analiza techniczna (AT). Wykorzystuje się ją zarówno wobec poszczególnych akcji, jak też indeksów giełdowych, walut, surowców czy metali szlachetnych.

Jeden artykuł na ten temat nie pozwoli nikomu dokładnie jej zrozumieć, ani tym bardziej skutecznie jej stosować. Podaję tu tylko najważniejsze rzeczy, które wymagają dalszej samodzielnej pracy. Z tego powodu w tekście znajduje się dużo linków oraz wybrane pozycje z literatury przedmiotu.

Podstawowe informacje o analizie technicznej znajdziesz na wideo przygotowanym przez CDM Pekao oraz prezentacji portalu NBP (uwaga! dźwięk uruchamia się automatycznie). Poza tym dorzucam też materiał DM BZWBK.

Przed dalszą lekturą proponuję zapoznanie się przynajmniej z jednym z nich.

Jeżeli ktoś zamierza zajmować się inwestowaniem na poważnie, powinien poznać zasady AT choćby po to, aby rozumieć, co motywuje działania części innych uczestników rynku. A taką wiedzę zdobywa się stopniowo, także dzięki nabywanemu doświadczeniu.

Analiza techniczna opiera się na trzech głównych założeniach:

  1. 1. Rynek dyskontuje wszystko.
  2. 2. Ceny podlegają trendom. 
  3. 3. Historia się powtarza.
Źródło: John J. Murphy - "Analiza Techniczna Rynków Finansowych".

 Jak je rozumieć?


To jest artykuł z cyklu Elementarz Inwestora prowadzonym równolegle na blogach Jak oszczędzać pieniądze? oraz APP Funds. Jeśli chcesz być na bieżąco powiadamiana/-y o nowych artykułach, zapisz się na  newsletter. Akcję można śledzić też na Facebooku przez dołączenie do grupy Elementarz Inwestora (tu będziemy na bieżąco podawać zawierane transakcje) oraz na Twitterze - #ElementarzInwestora. Aktualny spis wszystkich materiałów znajdziesz tutaj.



UWAGA! Informacje przedstawione w tym artykule i na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność!

1. Rynek dyskontuje wszystko.

Oznacza to, że obecna cena (kurs) danych akcji, walut czy towarów zawiera wszelkie możliwe czynniki: fundamentalne, psychologiczne, polityczne czy jakiekolwiek inne. Jeśli popyt przewyższa podaż, cena rośnie. Jeśli podaż przewyższa popyt, cena spada. 

Skoro wszystko już uwzględniono w bieżących notowaniach, zdaniem zwolennika analizy technicznej najsensowniej jest skupić się na badaniu samych cen, głównie przy pomocy wykresów.

Tym bardziej, ze giełda często wyprzedza zjawiska zachodzące w realnej gospodarce, które będą widoczne dopiero w danych ekonomicznych i wynikach spółek za kilka miesięcy. 

Dlatego wykres obrazuje nam zarówno zachowanie inwestorów, jak też ich oczekiwania wobec przyszłej koniunktury gospodarczej.

Do zupełnie innego wniosku doszedł Eugene Fama, propagator hipotezy rynku efektywnego (EMH), który kwestionuje użyteczność analizy technicznej. Fakt, że EMH posiada dziwaczne założenia typu: "koszty transakcyjne nie istnieją", albo "informacje jest bezpłatna" nie przeszkadzają w jej powszechnej dominacji w podręcznikach akademickich. Szkoda, że tych pomysłów nie podzielają biura maklerskie czy giełdy pobierające słone opłaty za dostęp do pełnych serwisów. 

Natomiast z tej hipotezy wynika coś istotnego - szalenie trudno pokonać rynek, ponieważ większość lub wszystkie informacje są już zawarte w cenach. Dotarcie do tych anomalii wymaga albo dostępu do poufnych informacji, co grozi konsekwencjami karnymi (tzw. insider trading), albo ciężkiej pracy.

Poza tym wciąż nierozwiązaną kwestią pozostaje problem, czy analiza techniczna faktycznie działa, czy nie, ponieważ ze względu na częstą jej subiektywność, patrząc na ten sam wykres dwóch inwestorów może dojść do zupełnie odmiennych wniosków. Dlatego czasem mówi się tu o pewnego rodzaju "sztuce". Analiza techniczna jest narzędziem w warsztacie inwestora i głównie od tego ostatniego zależy, czy okaże się ono przydatne. 

Zwolennicy łatwiej dającego się zmierzyć podejścia do rynków posługują się modelami i systemami komputerowymi - na podstawie przeróżnych symulacji i testów określają, kiedy i jaką należy zawrzeć transakcję oraz kiedy ją zamknąć. Pełny system obejmuje też wielkość pozycji i jej ewentualne powiększanie/zmniejszanie.

Poszczególne systemy mechaniczne odnotowują swoje gorsze i lepsze okresy. Aktualnie wśród popularnych "automatów" najlepiej sprawuje się system oparty o przecięcia dwóch średnich ruchomych 50 i 200-okresowej. Więcej tutaj

O samych średnich ruchomych możesz przeczytać tutaj (od str. 27)

2. Ceny podlegają trendom.

Kliknij, aby powiększyć
Głównym zadaniem inwestora jest rozpoznanie obowiązującego trendu, czyli kierunku, w którym podążają ceny, a potem podłączenie się do niego, najlepiej w stosunkowo wczesnej fazie. A zatem wcale nie chodzi o to, żeby przechytrzyć rynek za wszelką cenę, tylko jak najdłużej płynąć na wysokiej fali, dopóki ona nie wygaśnie.

Zasadniczo na rynku działa znana z fizyki reguła bezwładności - I zasada dynamiki, która brzmi: "jeśli na ciało nie działają siły zewnętrzne lub działające siły równoważą się, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym".

Z tego powodu zakłada się, że istnieje większe prawdopodobieństwo kontynuacji danego ruchu, niż jego odwrócenia.

W 2012 r. John Lewis zaprezentował wyniki swoich badań, w tym symulacji metodą Monte Carlo, z których wynika, że w przypadku amerykańskich spółek optymalnym okresem do stawiania na te, które przynosiły najwyższe stopy zwrotu w ostatnim okresie był zakres czasu w przedziale od 3 do 12 miesięcy.

Czasem taki ruch potrafi trwać wiele lat:

Kliknij, aby powiększyć
W 1987 r. nastąpił krach i czasem dzieli się tę hossę na dwa odcinki: lata 1982-1987 oraz 1987-2000.

Oczywiście, trendy nie trwają w nieskończoność i w końcu zmieniają swój bieg.

3. Historia się powtarza.

Gospodarka i giełda podlegają cyklom. Podobnie wykresy obrazują zachowanie ludzi. Pomimo upływu lat psychika ludzka nie zmienia się i dlatego formacje techniczne sprawdzały się w przeszłości, funkcjonują obecnie i powinny działać w przyszłości.

Formacje techniczne możemy podzielić na trzy główne grupy zwiastujące:


1. Kontynuację trendu.

- flagi
- chorągiewki
- kliny
- formacje świecowe

2. Kontynuację lub odwrócenie trendu.

trójkąty
- diament

3. Odwrócenie trendu.

- głowa z ramionami (RGR)
- odwrócona głowa z ramionami (ORGR)
- spodek
- odwrócony spodek
- podwójny lub potrójny szczyt
- podwójne lub potrójne dno
- formacja V
- formacje świecowe

Oprócz powyższych należy dodać też luki (więcej tutaj - str.14 i 15, znajdziesz tam również szersze omówienie podstaw AT)

Testy skuteczności poszczególnych formacji znajdziesz w książkach:
Jerzy M. Lempart, Grzegorz Zalewski - "Leksykon formacji świecowych"
Thomas N. Bulkowski - "Analiza formacji na wykresach giełdowych"

Upowszechnienie się komputerów sprawiło, że wiele rynków jest zdominowanych przez transakcje automatyczne - tak zwany trading algorytmiczny, co oznacza poważne wyzwanie dla indywidualnych graczy, zwłaszcza operujących krótkoterminowo. Pomimo, że psychika ludzka nie zmienia się, same rynki ciągle ewoluują i wymagają stałej analizy.

Analiza techniczna czy fundamentalna?

W tym miejscu mogłoby dojść do ciekawej dyskusji na przykład pomiędzy Radkiem Chodkowskim, a Michałem Stopką.

Istnieje kilka podejść do AT i AF. Ortodoksyjni zwolennicy pierwszej metody kwestionują użyteczność drugiej. I na odwrót. Nawet jeśli nie zgadzasz się z którąś z nich, warto wiedzieć, co motywuje działania innych inwestorów.

Generalnie często uważa się, że do krótkoterminowej spekulacji wykorzystuje się analizę techniczną, a do inwestowania długoterminowego analizę fundamentalną (AF).

W pracy "A Theoretical Analysis of Momentum and Value Strategies" D. Vayanos i P. Wooley z LSE dowodzą, że w horyzoncie kilkumiesięcznym sprawdzają się strategie typu momentum (czyli w uproszczeniu AT), a potem efekt zanika. Z kolei długoterminowo opłaca się inwestowanie w wartość.

Tego typu spojrzenie wydaje się sporym uproszczeniem, ponieważ nie ma żadnych przeciwwskazań, aby stosować AT także długoterminowo.

Oto przykład konkretnej, nieskomplikowanej strategii:

W 2006 roku Mebane Faber przedstawił specyficzny pomysł inwestowania na rynku amerykańskim.

Zasada brzmi następująco: kupuj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy kurs indeksu przebija prostą średnią 10-miesięczną (SMA). Sprzedawaj na ostatniej sesji w miesiącu, kiedy indeks przebija w dół średnią 10 SMA.

Jak obliczyć taką średnią? W bardzo łatwy sposób - sumujesz zamknięcia z ostatnich 10 miesięcy i dzielisz je przez 10. 

W długim okresie czasu (lata 1901-2012) przyniósł on sumarycznie znacznie wyższy zysk, niż strategia "kup i trzymaj", na dodatek przy niższym ryzyku:
źródło: Mebane Faber
Ostatni sygnał kupna padł na koniec stycznia 2012 r. przy poziomie indeksu 1312,41 pkt. Piątkowe zamknięcie S&P 500 na 1836,25 pkt oznacza, że do tej pory przyniósł on blisko 40 procent zysku (bez uwzględnienia prowizji i podatków) i co ważne, nie wymagał od inwestora żadnego wysiłku poza sprawdzeniem notowań indeksu raz na miesiąc.

Kliknij, aby powiększyć
Nas interesuje też ETF S&P 500 naśladujący zachowanie amerykańskiego rynku, w który inwestuje na GPW Michał. Tu wygląda to nieco inaczej - ze względu na zmiany kursów walutowych (USD/PLN) oraz bardzo krótką historię notowań. Aktualnie obowiązuje "kupno" wygenerowane na koniec stycznia 2013 roku. Nie uwzględniając prowizji i podatków przez nieco ponad rok ten ETF dał zarobić 20,8% + wypłacił dwukrotnie dywidendę (łącznie 76 gr na każdą sztukę/ dodatkowo1,3% zysku):

Kliknij, aby powiększyć
Warto dodać, że urodzony w Polsce wybitny matematyk Benoit Mandelbrot stwierdził, że zachowanie rynków finansowych przypomina struktury fraktalne. Te ostatnie cechuje samopodobieństwo, czyli podobieństwo fraktala do każdej jego części. Wynika z tego, że zasady analizy technicznej powinny działać zarówno na wykresie długoterminowym, co pokazano wyżej, jak też krótkoterminowym - na przykład godzinnym.



Istnieją jednak obszary, w których analiza techniczna staje się niemal bezużyteczna. Na przykład: co zrobić, jeśli firma nie jest notowana na giełdzie, a jako biznesmen zastanawiasz się nad jej kupnem, albo znacznie częściej - czy warto wziąć udział w ofercie publicznej danej spółki? Wtedy pozbawiony wykresów analityk techniczny bezradnie rozkłada ręce. Jedynie może wypowiedzieć się ogólnie o koniunkturze rynkowej, czy sprzyja ona IPO. Wtedy wypada zwrócić się do kogoś, kto zajmuje się analizą fundamentalną.

Z kolei ten drugi często ma problem z wyborem momentu wejścia na rynek oraz z niego wyjścia.

Dlatego ciekawym pomysłem wydaje się połączenie obydwu podejść tak, aby analiza fundamentalna podpowiadała nam, co wybrać, a techniczna - kiedy. 

W przypadku AF niestety nie jest to wcale łatwe. Przykładowo - drobny inwestor indywidualny ma ograniczony dostęp do spółki i jej zarządu, czyli nie może z nim się spotkać, aby ocenić jego wiarygodność i kompetencję. Poza tym brakuje mu często wiedzy oraz zwyczajnie czasu na dogłębną analizę.

Skąd wziąć wykresy?

Jeśli chodzi o AT, dawniej problemem było czasochłonne sporządzanie wykresów oraz wysoki koszt dostępu do wiarygodnych danych. Obecnie znajdziemy na rynku szereg niedrogich lub bezpłatnych programów do AT oraz darmowych dostawców danych do programów (przykład). Dodatkowo większość biur maklerskich oraz brokerów rynku forex oferuje swoim klientom zarówno narzędzia do analizy, jak też komentarze, w których prezentuje się ilustrowane wykresami opinie na temat rynku i poszczególnych instrumentów.

Przykładowe aplikacje online:

1. Stooq
2. ISPAG PRO
3. Interia Biznes

Wybrane oprogramowanie:

1. AmiBroker
2. Fibotrader
3. PowerTrader

Jeśli z nich korzystasz lub polecasz inne, zapraszam do komentarzy.

Bardzo często nauka obsługi takiej aplikacji oznacza przy okazji poznawanie tajników analizy technicznej. Natomiast ze względu na ograniczoną formułę artykułu na blogu nie jestem w stanie ująć wszystkiego w jednym tekście - tu odsyłam do szkoleń (część jest darmowych) oraz literatury. Przykładowe pozycje poniżej:

John J. Murphy – "Analiza techniczna rynków finansowych”
Martin Pring - "Podstawy analizy technicznej"
Van K. Tharp - "Giełda, wolność i pieniądze. Poradnik spekulanta"
Steve Nison - "Świece i inne japońskie techniki analizowania wykresów"
Jerzy Lempart, Grzegorz Zalewski - "Leksykon formacji świecowych"
Thomas N. Bulkowski - "Analiza formacji na wykresach giełdowych"
Jack D. Schwager - „Analiza techniczna rynków terminowych”
Alfred J. Frost, Robert R. Prechter - "Teoria fal Elliotta"
Alexander Elder - "Zawód inwestor giełdowy"
Victor Sperandeo - "Trader Vic"
Curtis Faith - "Droga Żółwia"
Michael Covel - "Trend jest twoim przyjacielem"
Zenon Komar - "Sztuka spekulacji po latach"
Robert Miner - "Strategie inwestycyjne o wysokim prawdopodobieństwie sukcesu"

Czy trzeba je wszystkie przeczytać, aby skutecznie inwestować? Niekoniecznie. Jednak w ten sposób możesz jakoś usystematyzować swoją wiedzę, a wiele z tych pozycji jest na tyle przydatnych, że wraca się do nich po kilka razy.

Poza tym dzięki różnorodnym spojrzeniom na rynek łatwiej wybrać własną metodę dopasowaną do Twojej psychiki, wiedzy, kapitału oraz czasu, który zamierzasz przeznaczyć na inwestowanie.

Tak, jestem realistą i nie wierzę, żeby ktoś przeczytał wszystko. Jeśli tak się nawet stanie, będą to nieliczne jednostki. Dlatego po cichu liczę, że niektórzy Czytelnicy sięgną choćby po jedną pozycję. W ten sposób próbuję nieco odwrócić trend otumanienia - 60 procent Polaków w ogóle nie czyta książek.

Dla tradycyjnego technika podstawę do oceny danego instrumentu oraz podejmowania decyzji inwestycyjnych stanowi wykres. Najprostszy liniowy zazwyczaj przedstawia ceny zamknięcia. Na osi poziomej obserwujemy czas, a na pionowej wartość wyrażoną w złotych, dolarach czy punktach.
Pomocniczo umieszcza się też inne wskaźniki (na przykład oscylatory czy średnie), a wśród nich wolumen, czyli obroty.

Kliknij, aby powiększyć

Znacznie więcej informacji uzyskamy obserwując wykres słupkowy, który zawiera kurs otwarcia danego waloru, najniższy, najwyższy oraz zamknięcia w danym okresie:


Kliknij, aby powiększyć
Wynika z niego, że na sesji giełdowej 12 lutego pierwsza transakcja nastąpiła po cenie 42,44 zł, a ostatnia po 43,24 zł. Minimum dnia wyniosło 42,26 zł, a maksimum 43,49 zł.

Te same dane otrzymamy z wykresu świecowego. Kolor biały korpusu oznacza, ze sesja była wzrostowa (zamknięcie wyższe niż otwarcie). Gdyby sesja zakończyła się spadkiem w stosunku do otwarcia świeca przybrałaby czarną barwę - tak jak ta z 18 lutego. Knot u góry kończy się na maksimum dziennym, a u dołu na minimum:

Kliknij, aby powiększyć
Wykresy świecowe są najstarszym narzędziem w analizie technicznej i stosowano je w Japonii na rynku ryżu na długo przed otwarciem giełd amerykańskich.

Nieco mniej znane są japońskie wykresy kagi i renko. Z kolei Zachód powoli zapomina o wykresach punktowo-symbolicznych - przykład zastosowania w Polsce.

Podobnie zmienia się moda na poszczególne techniki AT. W ostatnich kilku latach w Polsce bardzo popularna stała się technika Ichimoku propagowana między innymi przez Marka Marcinowskiego. Inną modną grupą są formacje harmoniczne.

Powrót do trendu

No to skoro mniej więcej rozpoznajemy poszczególne elementy wykresu - jak zinterpretować całość? Przypomnijmy sobie jedno z podstawowych założeń AT: ceny podlegają trendom.

Na rynku możemy obserwować ich trzy rodzaje.

1. Spadkowy:- w tym przykładzie w formie kanału:

Kliknij, aby powiększyć
Generalnie dla istotności trendu liczą się obroty - jeśli wzrastają w  trakcie spadków, oznaczają silny trend spadkowy.

W przypadku inwestowania w akcje najlepszą metodą jest po prostu omijanie tego typu walorów lub pozbycie się ich z portfela przy pierwszym sygnale sprzedaży.

Na rynku terminowym lub forex można zarabiać także na ruchu w dół.

2. Boczny - ceny poruszają się w formacji czworokąta:

Kliknij, aby powiększyć

Taka konsolidacja jest męcząca i często kosztowna. Najlepszą taktyką jest pozostawanie poza rynkiem lub ewentualnie kupno w okolicach dołka z nadzieją na sprzedaż przy szczycie, czyli w tym przypadku chodzi o poziomy odpowiednio ok. 2200 oraz 2600 pkt.

Między innymi dlatego w portfelu Elementarza Inwestora zdecydowałem się na początku na fundusz indeksowy podążający za znacznie silniejszym indeksem z GPW: mWIG40, niż ETF kopiujący ruchy WIG20.

3. Wzrostowy - widzimy coraz wyżej położone lokalne maksima i minima cen:

Kliknij, aby powiększyć
Generalnie wzrosty powinny być potwierdzane rosnącymi obrotami. W tym konkretnym przypadku trwają one już od lat i wykres wygląda jak marzenie każdego inwestora. Pojawia się jednak pytanie, kto z kupujących po 100 czy 200 zł wytrzymał i nie sprzedał akcji, które rosły kolejno do 300, 400, 500, 1000, 1400 zł?

Dlatego zasadniczo nie warto zgadywać na siłę górek i dołków, tylko lepiej podążać za trendem i czekać aż rynek nam wskaże jego koniec - na przykład spadek poniżej dolnej bandy tego kanału/średniej 200 SMA. Dodatkowo pomocniczo przydatne są oscylatory.

W oparciu o trendy powstała teoria Dowa oraz jej znacznie rozbudowana wersja teoria fal Elliotta (TFE).

Należy jeszcze pamiętać o innej ważnej zasadzie. Trendy dzielimy na długoterminowe, średnioterminowe i krótkoterminowe. Nawet kiedy operujemy krótkoterminowo, powinniśmy robić to zgodnie z trendami wyższego rzędu.

Jeśli inwestujemy w akcje lub fundusze akcji, trzeba najpierw zbadać sytuację techniczną indeksu, do którego one należą.

Skoro najszerszym indeksem rynku giełdowego w Polsce jest WIG, więc przestudiujmy jego obecne zachowanie w różnych perspektywach czasu. Co prawda wiele osób pamięta o tym, że wciąż brakuje nam sporo do szczytu z 2007 roku, ale trend wieloletni jest niewątpliwie wzrostowy:

Kliknij, aby powiększyć

Jednym z fenomenów rynków jest fakt, że dawne opory często stają się wsparciami. Dzięki tej własności pozwalają na zawieranie transakcji o wysokim współczynniku zysk/ryzyko

Opór możemy porównać do sufitu, od którego odbija się kurs. Kiedy ceny docierają do określonego poziomu, zaczyna brakować chętnych do kupna i brak popytu prowadzi do przeceny. Często taki obszar da się wyznaczyć za pomocą poziomej linii. Z kolei wsparcie oznacza miejsce, poniżej którego brakuje sprzedających. Brak podaży oznacza koniec wyprzedaży.

Takim przykładem służą okolice 50 tys. pkt na indeksie WIG. Wiosną 2011 roku dotarł tam kurs, aby potem gwałtownie spaść. Wspomniane 50 tys. pkt udało się sforsować ponownie dopiero w październiku 2013 r. Wtedy nastąpiła zmiana oporu we wsparcie "chroniące" przed spadkiem.

Kliknij, aby powiększyć
Jak wykorzystać takie wsparcie?

Można je uznać za obszar krytyczny i jeśli indeks spadnie poniżej powiedzmy o 3-5%, sprzedajemy akcje. Jeśli indeks rośnie, nie robimy nic, tylko czekamy jak wysoko zawędruje trend. A jeśli wespnie się o schodek wyżej (na przykład >55 tys. pkt), przesuwamy za nim lekko do góry nasze zlecenia obronne.

Oczywiście trzeba też  zdecydować, które konkretnie akcje kupujemy i na taką bardziej szczegółową analizę przyjdzie czas w kolejnych artykułach.

Analiza techniczna to nie wszystko

Przy okazji znowu wchodzimy w kluczowy obszar, czyli zarządzanie pieniędzmi i ryzykiem. Początkowe portfele w Elementarzu Inwestora są tak niewielkie, ze nie trzeba się tym specjalnie przejmować (w końcu strata 10 proc. z obecnych 400 zł realnie oznacza zaledwie 40 zł pod kreską). Jednak na pewno ten temat będzie wielokrotnie wracał.

Analiza techniczna oferuje nam jedynie metodę, a właściwie cały zbiór przeróżnych metod inwestowania. Natomiast oprócz samej techniki równie ważna jest psychologia czy wspomniane powyżej zarządzanie pieniędzmi. Poza tym łatwiej zrealizujesz swoje cele finansowe, jeśli zaczniesz od uporządkowania finansów osobistych, o czym wspominaliśmy na początku Elementarza Inwestora.

A co na ten temat sądzi Michał?


Już widzę, że analiza techniczna (AT) to nie jest "kaszka z mleczkiem". Im dalej w las w tematyce inwestycji na giełdzie, tym więcej drzew. Dopiero po tym artykule zaczynam rozumieć, dlaczego w Polsce tak mało osób aktywnie inwestuje na giełdzie. Wymaga to bowiem zdobycia szerokiej wiedzy, a to nie jest zadanie, na które gotowy jest każdy ;-)

Myślę, że ten artykuł jest przełomowy. Jeśli dokładnie go przeczytaliście, jeśli poświęciliście czas na przejrzenie dodatkowych materiałów, do których odsyłał Zbyszek, to powinniście umieć już sobie odpowiedzieć na pytanie “czy jestem gotowy lub gotowa analizować zachowania konkretnych walorów i rynków?” i bardziej generalne “czy inwestowanie na giełdzie z wykorzystaniem AT jest dla mnie?". Bez względu na to, jaka to będzie odpowiedź, my będziemy kontynuować nasz cykl.

Ja swojego zdania co do sposobu inwestowania nie zmieniłem. Oglądam i czytam podsuwane mi przez Zbyszka materiały, ale jestem przekonany, że nie chcę tkwić z nosem w wykresach. Wolę coś bardziej pasywnego. Niemniej jednak rozumiem, że spora część rynku posługuje się AT, jako wyznacznikiem tego, czy kurs będzie rósł czy spadał. I dlatego chcę posiadać chociażby elementarną wiedzę, w jaki sposób wykresy mogą wpływać na decyzje podejmowane przez innych inwestorów :) Pora zacisnąć zęby i głębiej w to wniknąć. Jeśli nie teraz to kiedy?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...