Przez 15 lat z rzędu (1991-2005) fundusz Legg Mason Capital Management Value Trust pod sterami Billa Millera pokonywał indeks S&P 500 (niestety później było znacznie gorzej). Na pewno jednak ten przypadek przekonał w pewnej części naukowców, że rynek czasem da się pokonać i szczęście jest tylko bonusem.
Pozostając w kręgu Legg Mason - proponuję zapoznać się z tekstem, którego autorem jest Michael J. Mauboussin. Mimo, że siedzi głęboko w branży wcale nie "nagania" na fundusze.
Zauważmy, że problem większości z nas ilustruje ten wykres:
Tak jest, kupujemy na górkach, sprzedajemy w dołkach, co potwierdzają przepływy kapitałów nałożone na stopy zwrotu.
W efekcie -jak podaje John C. Bogle, średnioroczna stopa zwrotu przeciętnego inwestora jest aż o 4,5 pkt. procentowych niższa od samego ETFu odzwierciedlającego ruch indeksu. Zatem, sama zamiana drogiego funduszu inwestycyjnego na niskoprowizyjny ETF nie wystarczy, ponieważ dochodzi nasz fatalny timing.
Oczywiście, prawie każdy w duchu przecenia swoje możliwości i tylko wzruszy ramionami: "To dotyczy tych tam głupich amerykańskich lemingów, ja jestem mądrzejszy i nie dam się przechytrzyć", ale naprawdę jest trudniej niż nam wmawia doradca, któremu wykres indeksów zaczyna się w 2009 roku.
Zresztą Mauboussin wskazuje, że podobny problem występuje z poszczególnymi aktywnie zarządzanymi funduszami - inwestorzy najczęściej pędzą do tego, który odniósł sukces w ostatnim okresie, a resztę robi regresja do średniej.
Co w takim razie proponuje w zamian?
W dłuższej wersji: