środa, 4 stycznia 2012

Przełknąć dużą stratę czy czekać?

Miałem już nie kopać leżącego, ale napisał do mnie Czytelnik z trudnym pytaniem: przełknąć dużą stratę czy czekać?

No cóż, takie pytanie trzeba sobie zadać przed otwarciem jakiejkolwiek transakcji, a teraz podszyte nadzieją zapewne tak naprawdę brzmi: czy to jeszcze odbije?

A o co konkretnie chodzi?


O dobrze nam już znany fundusz "oportunistyczny"  (tak się sam nazywa) Investor FIZ. W grudniu stracił on kolejne 6,89%, co przyniosło stratę w całym 2011 roku aż 28,22% i ten oportunizm oznacza ostatnio głównie pobieranie stałej opłaty za zarządzanie 2% rocznie + prowizję przy sprzedaży kolejnych serii certyfikatów.

Przy okazji cytat z Wikipedii: 

"Oportunista - osoba postępująca adekwatnie do zaistniałej sytuacji, warunków (często politycznych lub społecznych), mająca na celu odniesienie pewnych korzyści; osoba bez zasad, naginająca się do panujących okoliczności dla własnego zysku."

Sam fundusz reklamuje się następująco:

"Wyboru inwestycji dokonują zarządzający funduszem, tak aby fundusz przynosił zyski niezależnie od koniunktury na poszczególnych rynkach. Taka formuła funduszu zdejmuje z inwestorów obowiązek i ryzyko wyboru profilu funduszu inwestycyjnego oraz momentu jego kupna/sprzedaży w celu zmiany strategii inwestycyjnej." 

Niestety, piszący do mnie Czytelnik oraz wiele innych osób przyjęli te słowa za dobrą monetę, a mimo, że ostatni rok był słaby dla funduszy hedgingowych,  to wynik aż -28% wygląda dość porażająco.

Przypomnę mój krótki komentarz z września:

"Naprawdę ciężko zrozumieć pakowanie się w niepłynne, małe spółki w czasie takiej zawieruchy na rynkach kapitałowych. Nawet drobny inwestor ma problem z wyjściem z takiej pozycji bez większej obsuwy (...) a co dopiero fundusz?"

Niestety, wciąż aktualny...

A na deser mamy "wyczyn"  funduszu Investor Gold. W 2011 roku złoto w naszej walucie zyskało 29%, w dolarach ponad 10%, a w funduszu Investor Gold... straciło 12,39%.

Interesujące. Po prostu, ten cały Gold obejmuje na przykład srebro czy... akcje, w zależności od fantazji zarządzającego.

20 comments:

Miasto Lokat pisze...

Jestem w podobnej sytuacji, ale nie mogę winić nikogo innego oprócz siebie. A pytania tego typu kierowane do Ciebie jako eksperta są chyba jakimś głosem rozpaczy.. Każdy podejmuje własne decyzje inwestycyjne i za nie ponosi odpowiedzialność. Pytanie równie dobrze można zadać wróżce.. bo nie ma pewności czy dalej będzie spadać czy się odbije. Trochę hipokryzji z mojej strony bo sam siedzę zapakowany w Agroton i Rcsilaopen (ahh pluje sobie w brodę, że nie sprzedalem certow na gorce za 130). Ale coz takie zycie inwestora :)

Pozdrawiam!

ZP pisze...

No tak, dopóki nie nauczymy się brać odpowiedzialności za własne czyny, nie powinniśmy inwestować nawet złamanego grosza, bo zawsze będzie winny ktoś tam inny: Węgry, Goldman, Tusk itd., nigdy ja. Z takim podejściem droga do bankructwa stoi otworem...

Investstock pisze...

Oczywiście, że inni są winni. JP Morgan, Goldman Sachs, Bank of America czy też rząd Japonii lub Szwajcarii , którzy notorycznie manipulują rynkami i chcą zabrać indywidualnym traderom ostatni grosz. Tusk też jest winny bo jak wiadomo gdy ostatnio chlapnął ozorem o podatku od kopalin to kapitalizacja KGH spadła o setki milionów złotych w parę minut. Nie muszę chyba tłumaczyć co to oznacza dla akcjonariuszy miedziaka.

Tyle, że wskazywanie winnych nie ma tu nic do rzeczy i nic nie zmieni. Zawsze będą lepiej poinformawani, lepiej dokapitalizowani czy też urzędasy przy władzy.

Pozostaje więc kwestia odpowiedzialności za własne czyny. Pieniądze na rynkach finansowych nie biorą się z niczego - aby ktoś mógł zarobić inny MUSI stracić (dodatkowo i wygrany i przegrany musi płacić za prawo do wejścia na rynek brokerom). Zawierając transakcje na rynku chcesz komuś zabrać pieniądze - musisz się więc liczyć z tym, że możesz trafić na kogoś bardziej zdolnego od ciebie i to on zabierze twoje pieniądze.

Odpowiedzialna osoba raczej nigdy nie powierzyłaby swoich pieniędzy jakiemuś investorfiz czy innym cwaniakom bezczelnie żerującym na niewiedzy i naiwności innych.

Simon pisze...

mnie najbardziej śmieszy w tym wszystkim te 2% rocznie za "zarządzanie"... :)

inwestorex pisze...

akurat z tuskiem i kgh to bym uwazal bo pare dni wczesniej byla grana podbitka na kgh i zastanawalem sie o co chodzi bo rynek zachowal sie przeciwnie do tego co powinien zrobic ale wyjasnilo sie to pozniej gdy kgh sie zwalil przy expose. wniosek prosty - byly pakowane tluste S przez poinformowanych kolegow aby potem skasowac 13% zsku w kilka dni. akurat mi to bylo na reke (dzieki doniu) bo na tym zarobilem sporo, nie mniej jednak jakbym byl akcjonariuszem to bym sie chyba pochlastal 'ze szczescia'

Blogger pisze...

2% za zarządzanie, a nie za zarabianie. Mucha nie siada.

Anonimowy pisze...

mam podobny problem. wybralem KGHM i na pewnym formu od 2 lat naganiam caly czas. Ostatnio nie spie po nocach zastanawiam sie czy zamknac pozycje puki jeszcze mam zysk. Narazie dalej wklejam glupie screeny na forum majace uzasadniac powrot do wzrostow mojego pupila. Czuje ze bedzie nizej ale nie moge sie wycofac bo strace twarz. Pozostaje modlitwa.

co robic ?

Marcin Hanke pisze...

Najlepiej inwestowac samodzielnie.

Wiem Lepiej pisze...

Jakiś czas temu był wpis o "kiszeniu strat", w którym ZP zasugerował żeby w sytuacji dużej straty i dużych wątpliwości zadać sobie pytanie, "czy kupiłbym te akcje/certyfikaty drugi raz"? Otrzeźwiające. Sprzedałem ze sporą stratą, ale jak się okazało słusznie, bo od tego czasu nieszczęsny walor spadł jeszcze bardziej (nieznacznie wprawdzie, ale miałem cash żeby wejść w coś innego).

W tragicznej sytuacji jest moja mama, którą parę lat temu "doradca" wrobił w pewną strukturę. Teraz ma opcję przełknąć stratę 27 tysięcy czy płacić DO KOŃCA ŻYCIA haracz stanowiący 2/5 jej emerytury i liczyć na to że odbije, albo coś. Tragiczne jest to, że ona nie rozumie, że czasem lepsze jest to bardziej bolesne.

gość codzienny pisze...

Raz jeszcze apeluję o odróżnianie pojęć inwestycja od gry czy spekulacji.
Zainwestować można we własny biznes lub taki, na który ma się jakikolwiek wpływ. To tzw "wejście w interes". W przypadku akcji oznacza to objęcie znaczącego pakietu dającego wpływ na losy spółki. Kupno jednej miliardowej części majątku i zysku spółki to nie inwestycja. Dla leszczy to totolotek. Dla znających spółkę i czujących rynek to takie zakłady piłkarskie - też znamy drużyny i wiemy z kim mogą wygrać a z kim nie.
Ulokować kapitał możemy w nieruchomości, commodities, obligacje czy lokaty bankowe.

Jac pisze...

Po zalogowaniu się do Sidomy w ING chyba z miesiąc musiałem zamykać komunikat o sprzedaży certyfikatów Investor Gold. Kiedyś z ciekawości rzuciłem okiem na wykres. To wystarczyło.
Ale nachalnie naganiali do kupna niestety...

ZP pisze...

Zdaje się dodatkowym powodem spadków jest promocja kolejnych emisji certyfikatów na szczycie, kiedy cena uncji przebiła 1900 dolarów. Pewnie wtedy Investor Gold dołożył najwięcej ze środków uciekających obecnie "inwestorów". W grudniu umorzono maksymalny limit certyfikatów.

lwi pisze...

@ 22.38

Wniosek jest dość oczywisty – jeśli nie wiesz co robić to nic nie rób, albo zawsze dywersyfikuj i tnij straty.

Chcesz wyczytać przewagę komparatywną z wykresu? To na nic, musisz robić to co wszyscy.

Poza value, nie znam żadnej innej metody, która matematycznie ma sens i nadaje się do długoterminowych inwestycji.

Anonimowy pisze...

INV GOLD zlewarowali sie za bardzo na szczycie (sic!) zlota i stad sa teraz duzo nizej... szkoda slow

Teraz w pierwszej kolejnosci beda naganiac na najbardziej stratne fundusze...

Anonimowy pisze...

a ja kupiłem INFIZ z 1990 a sprzedałem za 2580 . uffff mogę się czymś w życiu pochawlić , astraciłem ana CEEFIZ i to sporo , już im nie wierzę za grosz.

Raczek pisze...

ZAWSZE należy ustalić poziom wyjścia z inwestycji, na wypadek gdyby była nieudana... Znam tę zasadę a jednak: SFINKS kupiny za ponad 5 zł. Wiara w tę spółeczkę zaprowadziła mnie do lasu :( Teraz strata wynosi chyba ponad 80%. Przy takim poziomie chyba pozostaje już tylko czekać... a cud??

Szelo pisze...

Otóż moim zdaniem podstawą całego inwestowania jest kupienie czegoś (wartościowego) tanio. Coś co jest tanie, zwykle ma dużo niższe prawdopodobieństwo by stać się dużo tańszym. O ile - jesteśmy przekonani że ma to autentyczną wartość a nie jest czymś w rodzaju wydmuszki petrolinvestu.
Wymaga to czasem bardzo długiego obserwowania i czekania na jakąś tragedię - ale tak jak teraz, mamy u nas wiele mniejszych spółek, które mają c/z-tki c/wk na śmiesznie niskich poziomach - a możemy ich kupić za ułamek ceny sprzed pół roku.

Jeśli spadną po 20 czy 30% zanim zaczną rosnąć, czy odbicie nastąpi to roku, dwóch czy trzech? To nie ma znaczenia. Jeśli jesteśmy pewni co do kierunku czas nie jest dla nas taki ważny - chyba że gramy z x50 lewarem albo w pewnym momencie pękniemy i damy się wypanikować.

Złoto przez dwa lata podwoiło się w cenie, to teraz wiedzą wszyscy. Ale zanim zaczęło swój rajd były jeżące włosy na głowie spadki po 30% w rok i wszyscy mówili o końcu złotej bańki (tak jak teraz btw.).

Nic nigdy nie jest podane na tacy, jeżeli wszyscy są już pewni co do kierunku to znaczy, że cena jest już zwykle wysoka. Jeżeli siedzimy w czymś o czym jesteśmy przekonani, że ma autentyczną wartość i będzie warte więcej to spadek powinien być okazją conajwyżej do powiększenia pozycji.

Jeżeli nie mamy tej pewności, to nie ma powodu żeby to trzymać. ;)

Marcin Hanke pisze...

Szelo masz racje ale nie w tym problem. Wiele wartosciowych spolek w bessie mocno traci. I Twoja wiara nie wywinduje kursu do gory. Jedynie moze sprawi, ze nie sprzedasz spolki. Pytanie czy warto tak pokutowac kiedy na rynku sa czesto lepsze okazje?

lwi pisze...

Value to przede wszystkim aksjomat zrównania ceny z wartością. Zakładając, że okres działalności przedsiębiorstwa dąży do nieskończoności, jego rynkowa cena musi dążyć do zrównania się z rzeczywistą wartością przedsiębiorstwa. Każdy inny przypadek powodowałby bądź to skrajne przewartościowanie firmy (bańka i jej pęknięcie), bądź skrajne niedowartościowanie (np. wartość rynkowa mniejsza niż sam majątek przedsiębiorstwa). Rynek prędzej czy później zauważy takie anomalie i będzie dążył do położenia równowagi. Inaczej wygląda to w przypadku znanego „great company at fair price” - to przedsiębiorstwa posiadające bariery wejścia na tak wysokim poziomie, że zapewniają one stałą marżowość. Dodając do tego nasz aksjomat, widzimy że spółka taka jest warta nieskończenie wiele - stąd znane powiedzenie o trzymaniu akcji właśnie w nieskończoność. Oczywiście istotą value jest wycena przedsiębiorstwa. Wycena taka będzie zawsze subiektywna bo musi się sprowadzać do znalezienia przewagi komparatywnej.

ZP pisze...

Investor CEE FIZ za ostatni rok... -44,81%.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...