GetBack jest obecnie niewątpliwie najgorętszym tematem polskiego rynku kapitałowego.
O akcjach tej spółki wypowiadałem się wielokrotnie na blogu (ostatnio szczegółowo na początku marca) czy w mediach społecznościowych, więc właściwie z punktu widzenia inwestora giełdowego nie mam nic nowego do dodania.
Kto nie uciął w porę strat (lub ewentualnie zrealizował zyski, co było możliwe w zeszłym roku) i wierzył w bajki byłego już prezesa, ten od poniedziałku czeka na odwieszenie notowań.
Kliknij w wykres poniżej, aby powiększyć obrazek.
Myślę, że każdy inwestor giełdowy powinien być świadom ryzyka, z jakim wiążą się akcje. Owszem, swoje za uszami mają wystawiający entuzjastyczne rekomendacje dla spółki, wychwalające ją pod niebiosa (za odpowiednią gratyfikacją) media finansowe czy sam prezes, który do ostatniej sekundy robił dobrą minę do złej gry. Od biedy uznaję to za specyfikę naszego grajdołka.
Zresztą na GPW zostało głównie grono hobbystów, takich jak ja, którzy niejedno widzieli i nic nas szczególnie nie dziwi, choć ta klapa niewątpliwe wygląda spektakularnie.
Natomiast znacznie bardziej niebezpieczną kwestią są obligacje GetBacka.










