Robert Prechter jest znanym propagatorem teorii fal Elliotta i zainteresowani na pewno czytali jego wydaną także po polsku na ten temat książkę (lektura obowiązkowa każdego inwestora - także krytycznego wobec Elliotta) oraz regularne biuletyny. Ostatnie wydarzenia na rynku sprawiły, że warto wrócić do czarnych scenariuszy Prechtera i wcale nie chodzi tylko o przecenę na rynku akcji, ale również o umocnienie dolara i dramatyczne spadki na rynku metali szlachetnych (wczoraj masakra na srebrze i cd wyprzedaży złota) oraz surowców.
sobota, 24 września 2011
Prechter zaciera ręce - czy spełni się koszmar?
sobota, 26 lutego 2011
Przed nami nowe dołki na giełdzie. Liczy się tylko dolar!
Robert Prechter jest konsekwentny aż do bólu. Wczoraj pojawił się w Tech Tickerze i ogłosił rychło nadchodzący kataklizm:
Prechter sądzi, że mamy do czynienia jedynie z korektą bessy, a za chwilę wrócimy do spadków z nowymi minimami indeksów. Dow Jones ma spaść poniżej 6800. punktów. Poza tym surowce również czeka rzeź, a złoto od dawna jest dla niego fatalną inwestycją. Co zatem robić z oszczędnościami? Trzymać je w dolarach i czekać na dołki.
Napisane przez
Zbyszek Papiński
o godz.
07:40
Tagi giełda, inwestowanie, inwestycje, portfel, Prechter, Wojciech Białek
sobota, 19 czerwca 2010
Pewne jak w ruskim banku
Dziś rosyjska agencja prasowa RIA-Nowosti potwierdziła krążące po rynku plotki o zainteresowaniu przejęciem BZ WBK przez kontrolowany w 60% przez państwo Sbierbank.
Jak Wam się podoba taki pomysł? Szczególnie ciekawi mnie zdanie osób posiadających konto w BZ WBK.
W końcu znamy powiedzenie „pewne jak w ruskim banku”.
niedziela, 24 stycznia 2010
Inflacja czy deflacja?
Szczerze mówiąc mam pewien problem z inflacją.
Według GUS, w 2009 roku wyniosła ona 3,5%, czyli - doliczając podatek Belki, aby ją pokonać wystarczyło zarobić powyżej 4,3% brutto, co nie było tak naprawdę wielkim wyzwaniem skoro w styczniu ubiegłego roku dobre lokaty dawały nawet ponad 9% brutto. Inną kwestią jest panujący wtedy strach na rynkach finansowych.
Jeszcze inna sprawa to nasza prywatna inflacja i okazała się najwyższa w przypadku lubiących sobie wypić coś mocniejszego palaczy dużo jeżdżących samochodem (tak wychodzi z oficjalnych danych).
Na ten rok szacuje się jej spadek do jakichś 2,5-2,8%. A co w takim razie z obawami o hiperinflację?