Fenomenem rynków kapitałowych jest stały popyt na wszelkiej maści guru. Najpopularniejsi są tacy, którzy wygłaszają zdecydowane opinie typu "w najbliższych dwóch miesiącach WIG20 wzrośnie do 2700 punktów", najlepiej poparte czymś zupełnie niezrozumiałym dla odbiorców, czasem wręcz absurdalnym, w rodzaju - "tak wskazuje korelacja z amerykańskim rynkiem pracy/poziomem wody w Nilu/układ fal Elliotta/cykl Kitchina" i cokolwiek innego podpowiada im fantazja.
Lepiej się sprzedają niż ci, którzy mówią jedynie o pewnych scenariuszach lub założeniach. Wiadomo - nuda. Na dodatek brak wyraźnego komunikatu, co kupić. No a przecież samodzielne myślenie jest takie bolesne. Lepiej niech się nim zajmą inni.
Osobiście od bardzo dawna twierdzę na blogu, że każde wróżenie (łącznie z moim) należy traktować raczej w kategorii rozrywki umilającej pracę przy własnych metodach inwestowania i ich realizacji. Poza tym większość gadających głów z instytucji finansowych ma za zadanie tak naprawdę zapewnić odpowiednią ekspozycję medialną firmy, w której pracują. I tylko tyle. Nawet sami nie muszą specjalnie przejmować się tym, co głosili miesiąc wcześniej. Nikt ich przecież z tego nie rozlicza, tylko z aktywności w mediach i produkcji analiz/komentarzy.
A jaka jest ich wartość?
Firma CXO Advisory zebrała 6582 publiczne prognozy dotyczące amerykańskiego rynku akcji stworzone przez 68. guru w latach 2005-2012. Eksperci posługiwali się różnymi metodami - analizą fundamentalną, techniczną, wskaźnikami sentymentu i innymi.
Jaką uzyskali skuteczność?
47,4% czyli przegrywają z rzutem monetą, który daje nam 50% pewności.
czwartek, 15 maja 2014
Rzut monetą pewniejszy od przepowiedni guru. Kolejne dowody
Napisane przez
Zbyszek Papiński
o godz.
09:41
Tagi CXO Advisory, Fisher, giełda, guru, inwestycje, Quercus, SP500, wig
niedziela, 13 marca 2011
Do czego przydaje się doradca?
W Polsce ze względu na bardzo surowe egzaminy doradca inwestycyjny jest reglamentowanym zawodem i tym mianem może pochwalić się zaledwie 336 osób. Z tej racji dostęp do nich ze strony potencjalnych klientów jest mocno ograniczony.
Dla kontrastu "doradcą finansowym" może być praktycznie każdy.
Jednak nie chciałbym się teraz zajmować roztrząsaniem problemów z nomenklaturą, ale kwestią do czego przydaje się doradca. Obojętnie czy jest to Robert Nejman, czy doświadczony mentor bez papierka.
Napisane przez
Zbyszek Papiński
o godz.
08:34
Tagi doradca inwestycyjny, Fisher, inwestowanie, inwestycje, Maymin, psychologia