W mijającym tygodniu największą furorę w anglojęzycznej blogosferze finansowej zrobił wpis "The Relentless Bid, Explained", w którym Joshua Brown próbuje rozgryźć zagadkę, dlaczego amerykański rynek akcji nie tylko nie chce spadać, ale na dodatek nie dochodzi na nim nawet do istotniejszej korekty.
Ciągle z lewej strony arkusza zleceń pojawia się niestrudzony popyt (relentless bid) i obstawiający spadki uciekają w popłochu.
Świetnym przykładem był ostatni tydzień, kiedy po weekendzie, w trakcie którego straszono nas III wojną światową rozpętaną przez pewnego nabotoksowanego byłego pułkownika KGB, miał nas czekać krwawy armageddon (co akurat w Polsce do pewnego stopnia się wydarzyło, ale o tym później).
Tymczasem rynek amerykański zareagował delikatną przeceną w poniedziałek, aby we wtorek pobić kolejny rekord wszech czasów:
Czy to kolejna tajemnicza zmowa wielkich banków inwestycyjnych? Kiedy ta bańka wreszcie pęknie z ogłuszającym hukiem?
