niedziela, 13 czerwca 2010

Gdzie rozchodzą się moje pieniądze?

W magicznym wzorze prowadzącym do bogactwa (przychody-wydatki> 0) na początku zawsze prościej jest popracować nad wydatkami z tej przyczyny, że łatwiej jest dorzucić złotówkę do skarbonki niż uskładać ponad 6600 zł i wpłacić je na konto w banku.

Właśnie tyle trzeba zdeponować na najwyżej oprocentowanym obecnie rachunku bankowym, którym jest Konto Mocno Oszczędzające w Polbanku (5,5% netto rocznie), aby codziennie dostawać złotówkę dziennie z odsetek (pomijamy zabawy w optymalizację na innych kontach czy lokaty).

Zatem można z tego wywnioskować, że odłożenie dodatkowych 30 zł miesięcznie będzie zdecydowanie prostszym zadaniem niż zdobycie 6636,36 zł, które przyniosą nam taki sam przychód (pomijamy kwestię grecką i podwyższone ryzyko).

Gdzie zatem znaleźć te dodatkowe złotówki?

Najpierw powinniśmy skonstruować budżet miesięczny, który uwzględnia wszystkie nasze podstawowe potrzeby (polecam też oddzielny fundusz rozrywkowy i pamiętanie o większych jednorazowych wypływach typu wakacje, ubezpieczenie) oraz fundusz bezpieczeństwa (minimum: równowartość trzymiesięcznych wydatków), z którego skorzystasz w razie awarii typu choroba/utrata pracy/zepsuty samochód itd.

Potem warto zając się generowaniem dodatniego cash flowu także przez zwiększenie źródeł przychodu (sam etat nie wystarczy w zdecydowanej większości przypadków; wyjątki: stanowiska kierownicze, poważny własny biznes itp.). Jeśli brakuje ci motywacji, możesz przeczytać jedną książkę Kiyosakiego (więcej raczej nie ma sensu).

Zanim to się jednak stanie warto zidentyfikować dziury, przez które przeciekają nam pieniądze. Często jest to tak zwany czynnik latte, wymyślony przez Davida Bacha (tu znajduje się kalkulator do jego obliczania, którym możesz się pobawić, żeby zrozumieć jego istotę).

Chodzi o drobnostki, które zjadają nasze pieniądze, nierzadko w wyniku głupiej rutyny. Prosty przykład – prenumerata kolorowego magazynu. Większość z tych informacji znajdziesz w internecie i co więcej, ich ilość jest tak olbrzymia, że nigdy nie będziesz w stanie ich poznać nawet w ułamku.

Jednak nie zawsze łatwo się tu da znaleźć dobre rozwiązanie i powiedzmy poranna kawa z automatu stawia cię na nogi, a picie jej z termosu mogłoby stać się powodem do drwin ze strony koleżanek/kolegów z pracy – mnie takie rzeczy nigdy nie ruszają, ale dla wielu ludzi opinia środowiska jest szalenie ważna dla poziomu ich samooceny i ogólnego samopoczucia.

W takim razie poszukajmy innych dziur, przez które wyciekają nam pieniądze.

Telewizja – w wariancie hardkorowym sporo osób w ogóle rezygnuje z telewizora i ja ich rozumiem, bo to zwykle ogłupiacz i pożeracz czasu. Jednak sam lubię czasem obejrzeć jakiś dobry film (kino to jednak bardziej czasochłonna wyprawa) czy sport i nie mam zamiaru się karać brakiem możliwości oglądania mistrzostw świata w piłce nożnej.

Na pewno jednak w życiu nie zapłaciłbym za jakieś megapakiety w kablówce i dopłacał nie wiadomo ile za przyjemność zostania „couch potato”. Właśnie tu widzę źródło oszczędności- zmiana pakietu na mniej wypasiony i najlepiej połączenie go z internetem, bo wtedy wychodzi na pewno taniej.

Nie będę teraz rozpisywał się na temat oszczędzania wody, energii elektrycznej, gazu itd. Warto pokusić się co najmniej o podstawową racjonalność, ale powiedzmy spłukiwanie sedesu wodą z kąpieli i temu podobne dziwactwa uważam bardziej za uciążliwość niż oszczędność i tacy "racjonalizatorzy" mnie zwyczajnie męczą.

Według mnie istotniejsze jest pilnowanie swoich rachunków, żeby były w porę opłacane. Wszelkie kary za spóźnienie są zwykle bardzo dotkliwe i nigdy ich nie lekceważ. Przykładowo spóźnienie się ze spłatą raty kredytu czy nieuregulowanie w terminie choćby spłaty minimalnej salda karty kredytowej uruchamia od razu całą lawinę absurdalnych kar.

Najbardziej wybuchowa mieszanka: gadżeciarz z nowym samochodem prosto z salonu kupionym na kredyt (w telewizyjnej reklamie przekonali go, że to opłacalne), spóźniający się z ratą. Jeśli ma z czego spłacać, jest uwielbiany przez sklepy, banki, salony samochodowe i warsztaty. Dają mu nawet darmowe długopisy i częstują kawą.

Również niebezpieczne bywa płacenie plastikiem. W końcu się przestawiłem, ale jeszcze ze 2-3 lata temu zdecydowanie bardziej wolałem płacić gotówką, ponieważ działała na mnie ułuda, że jeśli używam karty kredytowej czy karty debetowej, prędzej gram w jakąś grę niż wydaję swoje pieniądze – ten sam mechanizm znajdziemy w kasynie, gdzie używamy żetonów zamiast gotówki.

Coś z tego i tak siedzi we mnie do teraz: na przykład jeśli mam stówę w portfelu, dłużej się zastanawiam nad jej wydaniem niż nad powiedzmy pięcioma dwudziestkami.

Trzeba też pamiętać, że przy wielu większych zakupach da się utargować zniżkę właśnie płacąc gotówką.

Rozwiązaniem jest lista zakupów i żelazne się jej trzymanie w sklepie, a jeśli zobaczysz coś niesamowicie atrakcyjnego i nie możesz się oprzeć, daj sobie chociaż dzień na ochłonięcie i sprawdzenie w internecie/innych sklepach czy nie kupisz taniej.

Sklepy stosują masę trików- na przykład celowo otwierają mniej kas, żeby ludzie w kolejce dokonywali zakupów impulsywnych towarów zgromadzonych wokół kasy, albo po prostu, żeby przetrzymać ich w supermarkecie jak najdłużej- zawsze możesz sobie coś przypomnieć i odejść z kolejki, żeby coś jeszcze wrzucić do wózka.

Jeżeli chodzi o inwestowanie: osoby amatorsko zajmujące się giełdą (jak ja w tej chwili) powinny bardziej zwracać uwagę na płacone prowizje, a raczej ich sumę, co często wynika z nadmiernej aktywności. W moim przypadku zidentyfikowałem problem – publikowanie co tydzień transakcji w portfelu wywierało na mnie dodatkową presję, że chciałem koniecznie pokazywać transakcje przynoszące zysk.

Jeśli nie wiesz o czym mówię, podsumuj w złotych prowizje zapłacone w tym roku maklerowi i porównaj je ze swoimi profitami. Pół biedy jeśli masz zysk (WIG20 od początku roku jest na minimalnym minusie) …

Nieco inaczej jest w przypadku grających systemem/zawodowo, ponieważ tu liczy się czy wartość oczekiwana jest dodatnia, a jeśli tak jest, logiczne wydaje się, żeby szukać systemu z dużą ilością transakcji – rozwinięcie koncepcji doprowadziło między innymi do powstania High Frequency Trading - w sumie mieszający się z front running, ale to temat nie na ten wpis.

Czy czytając ten wpis zidentyfikowałeś choćby jeden przeciek, którym stale uciekają Ci pieniądze? A może znasz inne sposoby na wyszukanie i załatanie dziur w budżecie?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...