środa, 30 września 2009

Idź pod prąd, czyli o sile mediów i niezależnym myśleniu

Najgorszą taktyką, nie tylko na giełdzie, wydaje się bezmyślne podążanie za tłumem. Trzeba jednak odróżnić trzymanie się trendu, czyli de facto masy (często sterowanej) pchającej kursy akcji w górę i w dół od niezależnego myślenia. Płynięcie z falą nawet największych głupców często bywa zyskowne, więc nie ma automatycznego przełożenia kontrariańskiego rozumowania, że powszechny optymizm od razu oznacza spadki. Proces trwa stopniowo i liczą się dopiero momenty przełomowe, kiedy wahadełko wychyla się do ekstremum przed ruchem w drugą stronę.

O niezależnym myśleniu i samodzielnym podejmowaniu decyzji napisano tomy książek, więc zawsze ciekawsze są konkretne przykłady z życia. No to pora na konkret.

wtorek, 29 września 2009

Ile pieniędzy trzymasz na RORze?

Wczoraj na podstawie danych z NBP Open Finance opublikował raport, z którego wynika, że Polacy masowo marnują swoje oszczędności i stale trzymają na zwykle nieoprocentowanych RORach około 48,5 mld zł, czyli średnio 2300 zł na każdym rachunku bieżącym. Nie chodzi tu o stałe wpływy, na bieżąco wybierane z kont, tylko o środki, które pozostają jako tak zwany osad praktycznie długoterminowo.

Przy okazji chciałem zauważyć mały, ale nieco bolesny dla mnie błąd w tekście. W Alior Banku nie ma już 4% na lokacie nocnej tylko mniej więcej 2,5%.

Co gorsza, przy oficjalnej inflacji 3,7% ostatnio z tendencją rosnącą praktycznie dopiero niecałe 5% w skali roku zapewnia nam jako taką ochronę kapitału.

Trzeba jednak zauważyć, że w najgorszym położeniu są ludzie najbiedniejsi z dochodami znacznie poniżej średniej krajowej. Dlaczego?

niedziela, 27 września 2009

Inwestuj w srebro, radzi Kiyosaki

Dla wielu ludzi Robert Kiyosaki stał się inspiracją do osiągnięcia wolności finansowej i jako motywator na pewno doskonale sie sprawdza. Gorzej już jeśli chodzi o zagłębianie się w merytorykę, a zwykle im ktoś więcej wie o finansach czy inwestowaniu, tym bardziej marszczy brwi.

Tym razem proponuję najnowsze nagranie (zostawiam tylko linka, bo video samoczynnie się uruchamia, co denerwuje pewnie nie tylko mnie)

sobota, 26 września 2009

Pora na PKO i PGE

Zanim przejdę do akcji banku PKO i oferty PGE przypomnę, że tydzień temu żartowałem sobie, że „atak na 2400 teraz albo nigdy” i po wygaśnięciu serii futów zadanie zostało wykonane, lecz tylko częściowo. WIG20 złamał krótkoterminową linię trendu spadkowego i miał wszelkie dane na dobicie w końcówce tygodnia do wspomnianych 2400. Jednak po słabym odbiorze komunikatu FED, w którym między wierszami znalazła się informacja, że pompowanie gotówki do systemu zwolni oraz po mieszanych danych makro z USA, S&P 500 odbił się w dół od 1070 i tym samym zatrzymał wszystkie giełdy w marszu do góry (teraz wsparcie 1030 pkt mniej więcej).

Na razie dramatu nie widzę i nerwowo zrobi się dopiero gdy WIG20 zejdzie poniżej strefy 2100-2140 pkt wyłamując się z kanału wzrostowego. Jednym z wariantów omawianych przeze mnie przedwczoraj jest podwójny szczyt.

Tymczasem proponuję skupić się bardziej na ofertach prywatyzacyjnych oraz ewentualnie emisji banku PKO BP. Dlaczego?

piątek, 25 września 2009

Złoto 5000 dolarów za uncję?!

Ostatnio widziałem różne prognozy ceny złota. Większość analityków przewiduje rekordy w cenie nominalnej i tu widzę powód do ostrożności w ocenach. Skoro wszyscy kupili sporo złota, to pytanie jak silny jest popyt wydaje się zasadne.


Przez chwilę było głośno o sprzedaży przez MFW ponad 400 ton złota i wydawało się, że ta informacja ostudzi rynek. Jednak zaraz usłyszeliśmy pogłoski, że Chińczycy chętnie je odkupią. Jeżeli się zastanowimy dłużej nad tym, to przecież 400 ton złota oznacza mniej więcej 13 mld dolarów. Chińczycy pewnie spokojnie wzięliby i 10 razy więcej.

czwartek, 24 września 2009

Czy giełda rysuje podwójny szczyt?

Podwójny szczyt to formacja wierzchołkowa, która oznacza odwrócenie trendu wzrostowego. Do tej pory wszystkie RGRy i inne potencjalnie niebezpieczne figury zostały zanegowane i stąd pewnie coraz większy sceptycyzm wyrażany wobec spadków przez wielu inwestorów. Wczoraj padło wręcz w TVNCNBC dawno niesłyszane magiczne słowo „hossa”. Nastroje są bardzo bycze.

Większość inwestorów indywidualnych nie gra na kontraktach terminowych i dla nich lepszym miernikiem aktualnej sytuacji wydaje się jednak WIG, a nie WIG20.
Tu kluczowym poziomem wsparcia jest według mnie strefa 35900-36000 punktów.
Po wczorajszym słabym odbiorze komunikatu podanego przez FED jeden z możliwych scenariuszy wygląda tak:



Jeżeli tak się stanie, WIG spadnie gdzieś do okolic szczytu z czerwca, który odpowiada mniej więcej 2040 pkt na WIG20.

Na razie jest to dość wstępna hipoteza, bo w końcu piszę to przed sesją i wszystko może się stać, a indeksom naprawdę niewiele brakuje do szczytów. Pokusa do ich pokonania też jest przecież spora.

Jednak takie zagrożenie istnieje.

Osobiście specjalnie nie przejmuję się tym i ustawiam zlecenia kupna na wybranych, przecenianych akcjach spoza WIG20. W ten sposób wpadło mi w tym tygodniu trochę akcji Grupy Kościuszko Polskie Jadło (technika słaba, fundamenty OK, publicity zapewnia Marek Zuber). Czy będą głębsze korekty, czy płytsze powoli będę dobierał akcje, bo szanse na koniec świata zdecydowanie spadły.

środa, 23 września 2009

Kredyt hipoteczny, nie bierz 100%

Bank Millennium we wrześniu ponownie zaatakował rynek kredytów hipotecznych:


Teraz Millennium chwali się, że można starać się znowu o kredyt hipoteczny bez wkładu własnego (do tej pory chcieli 10%). Daleko jeszcze do czasów szaleństwa sprzed dwóch –trzech lat. Wtedy banki dawały kredyty nawet na 120-130 % LTV.
Dla laików wyjaśnienie – LTV (Loan to Value) to stosunek kredytu hipotecznego do wartości nieruchomości.
Szalone banki na dodatek czasem proponowały jeszcze czasem kredyt z funduszem inwestycyjnym, czyli najwięksi pechowcy mogli zaliczyć trzy potężne ciosy: spadek wartości nieruchomości, spadek wartości złotego oraz zjazd wyceny funduszy. Do kompletu brakuje tylko podniesienia stóp i zwolnienia z pracy.
Tak w ogóle to z tymi kredytami hipotecznymi obecnie nie jest zbyt różowo przede wszystkim z powodu strachu banków przed bezrobociem klientów, zresztą w dużej mierze uzasadnionym. Nawet jeśli spowolnienie gospodarcze będzie miało łagodny przebieg, coś w stylu U, i tak w tym wariancie bezrobocie będzie jeszcze rosło przez jakiś czas, bo to jeden z najwolniejszych wskaźników koniunktury gospodarczej.

Co do konkretnych banków, kompletnie nie mam doświadczenia jako kredytobiorca ani nie jestem pośrednikiem i najlepiej kierować się zdrowym rozsądkiem sprawdzając co najmniej kilka ofert. Pewną pomocą służyć mogą na przykład takie rankingi jak z Gold Finance.
Jest jedna rzecz, do której namawiam. Nie bierz kredytu hipotecznego na 100% wartości nieruchomości. Dlaczego?

1. Wkład własny daje większy wybór kredytów i ostatecznie niższe koszty jego obsługi
2. Jeśli uzbierasz choćby 10% wkładu, bardziej szanujesz swoje pieniądze
3. Masz mniej do oddania
4. Staranniej wybierasz bank i nieruchomość

Na pewno teraz jest całkiem niezły moment do zakupu mieszkania czy działki dla własnych potrzeb, a co do inwestowania spekulacyjnego, tego nie wiem.

Jeżeli planujesz wziąć kredyt hipoteczny dopiero za kilka lat i kupić mieszkanie, zbieraj na wkład własny od zaraz.

wtorek, 22 września 2009

Jak zainwestować w spółki niepubliczne?

Zanim zapytamy jak zainwestować w spółki niepubliczne, powinniśmy zastanowić się po co? Sprawa wydaje się dość oczywista - spółki nienotowane nie mają płynnego rynku, na którym odbywa się handel nimi i stąd ich cena jest z reguły sporo niższa od tych publicznych. Z tego powodu samo ich wejście na parkiet NewConnect czy GPW z reguły oznacza automatycznie wzrost ich wartości. Niestety, nasze uczestnictwo w IPO (ofercie publicznej) nie gwarantuje sukcesu, bo czasem cena już jest lekko zawyżona, albo w danym momencie na giełdach panuje nieodpowiednia koniunktura.

Najpewniejsze IPO to duże płynne propozycje oferowane przez Skarb Państwa, chociaż mnogość planów na najbliższe miesiące oznacza, że pewniakami powinny być te pierwsze, a kolejne niekoniecznie. Z tego powodu warto przygotować sobie co nieco gotówki na zakupy.

Wracając do tytułowego pytania najprostsza odpowiedź brzmi, żeby założyć swój fundusz private equity czy venture capital i szukać okazji. Zainteresowanych jak to wygląda w praktyce, znających angielski mogę odesłać do wykładu nr 20 udostępnionego przez Yale University, w którym Stephen Schwarzman opowiada o tajnikach pracy w funduszach Blackstone Group (nie mylić z Blackrock).

W Polsce powstało już całkiem sporo tego typu funduszy i konkurencja jest stosunkowo duża. Wiele z nich sprzedaje swoje akcje na giełdzie i możemy zostać niejako ich współudziałowcem – np.: MCI, Capital Partners, bmp AG czy Inwest Consulting.
Najbardziej zmienne są te z NewConnect i w razie trwałej poprawy koniunktury dadzą najwyższe stopy zwrotu.

Tu strategii znajdziemy bardzo wiele: jeden inwestor gra wyłącznie technicznie, a inny podchodzi do takich funduszy jak do wehikułów rozpraszających ryzyko i inwestujących w jego imieniu niczym Berkshire Hathaway Warrena Buffetta (wczorajsza cena za akcję serii A to bagatela 100 660 USD).

Oczywiście, że najlepszy sposób to założenie spółki, rozkręcenie jej i sprzedanie części swoich akcji w IPO, a potem oddanie kontroli inwestorowi branżowemu, lecz nie każdy ma czas, kapitał i umiejętności do takiej drogi.

Jednym z alternatywnych rozwiązań mogą być fundusze zamknięte. Z tego powodu trochę eksperymentalnie wczoraj stałem się posiadaczem certyfikatu Investor LBO FIZ kupionego za całe 920,03 zł +prowizja 3,5 zł. Teoretycznie ostatnia wycena z 30 czerwca przedstawiona przez Investors wyniosła 1166,1 zł, czyli niby dyskonto jest. Bardziej jednak mnie ciekawi czy ktoś z nimi związany nie podciągnie trochę kursu na GPW, bo planują wkrótce nową emisję certyfikatów i niby po co ktoś kupowałby je w emisji, jeśli miałby sporo tańsze na giełdzie?

Zobaczymy jak będzie, specjalnie nie wierzę w ich jakieś wielkie umiejętności, więc zaryzykowałem niedużo.

poniedziałek, 21 września 2009

Ile powinienem oszczędzać?

Na pewno to pytanie wraca jak bumerang, czyli "ile powinienem oszczędzać?" Najbardziej popularna reguła mówi, że co najmniej 10% przychodów. Bardziej precyzyjnie sugeruje się, że 10% to minimum, 15% da komfortową emeryturę, a 20% pozwoli nam na przejście na wczesną emeryturę dzięki własnym oszczędnościom.

Tyle teoria. Jednak to są reguły z USA, czyli dla ludzi z wyższymi przychodami od naszych.

A teraz zejdźmy na ziemię i sprawdźmy na prostym kalkulatorze czy uzyskana kwota nas zadowoli. Potrzebujemy czasu i dźwigni. Przy obliczeniach proponuję wpisywanie procent od 2 do 8, czyli tyle ile realnie powinniśmy uzyskać powyżej inflacji w zależności od szczęścia/umiejętności, albo jednego i drugiego.

Końcowy wynik da nam mniej więcej pojęcie czego możemy się spodziewać po xx latach i po podzieleniu kwoty przez 20 czy 25 uzyskamy w przybliżeniu nasz roczny budżet w przyszłości.

Według mnie, jeśli nie zarabiasz zdecydowanie powyżej średniej krajowej 10% to zdecydowanie za mało.

Przy okazji warto się zastanowić nad nowymi strumieniami przychodu oraz optymalizacją wydatków. Tu też tkwią u każdego spore rezerwy.

Na pewno cieszy, że czytelnicy bloga wyglądają na zdecydowanie bardziej świadomych finansowo od przeciętnych ludzi, bo prawie każdy wie co to jest fundusz awaryjny, a na dodatek większość taki posiada lub jest w trakcie jego budowy.

Czy posiadasz fundusz awaryjny/bezpieczeństwa



Przypomnę, że podstawowym jego założeniem jest łatwa dostępność środków – idealne wydaje się konto oszczędnościowe oraz korzystanie z tych pieniędzy w naprawdę podbramkowych sytuacjach. Wielkość wydaje się dość indywidualną kwestią, ale minimum to równowartość trzykrotności miesięcznych wydatków danej osoby/rodziny.

Poza tym wszyscy, których zżera dług powinni się zabrać za spłatę już od dziś. Nie ma na co czekać. Jeden z nieco mniej konwencjonalnych sposobów walki z niechcianymi kredytami podawałem już tu kiedyś,

Sam jestem trochę jak Microsoft, czyli dla mnie kredyt czy pożyczka to raczej garb i ostateczność, a jak potrzebuję dźwigni to mogę skorzystać z instrumentów pochodnych typu opcje czy kontrakty terminowe.

Widać jak wielu ludzi zmaga się z kredytami i długami nawet w kolejnej ankiecie z bloga, gdzie pytałem „Co zrobiłbyś/ -abyś z otrzymanymi nagle 10 000 zł?”



Poza tym zdecydowana większość chce inwestować i jak sądzę działa tu w dużej mierze efekt wzrostów na GPW od lutego do dziś. Ciekawe jakie wyniki byłyby zeszłej zimy?
Na koniec chciałbym przejść do najważniejszej według mnie kwestii, czyli działania.

Jeżeli wciąż jesteś wyłącznie na etapie filozofowania "czy powinienem odkładać 5, 10 czy 15% przychodów" i nic więcej z tym nie robisz, tylko czekasz nie wiadomo na co, proponuję zacząć jutro rano od wpłacenia choćby 100 zł na poczet funduszu awaryjnego czy spłacając zadłużenie na karcie kredytowej.

Przy okazji sprawdź ile miałeś/-aś rok temu kapitału, a ile dziś i zastanów się co to oznacza za rok.

Naprawdę nie musisz być Einsteinem, ani milionerem, żeby systematycznie budować swój kapitał, co staram się udowodnić na bieżąco w portfelu appfunds.

Zapewniam, że nie trzeba do tego ani wielkich sum, ani strasznego wysiłku i zamiast zadręczać się pytaniem „ile procent powinienem oszczędzać” najlepiej to rób.

sobota, 19 września 2009

Banki tną procenty, zakładaj lokaty

Do niedawna trwała wojna depozytowa między bankami. Teraz zaczęły się wyścigi w obcinaniu oprocentowania. Dopiero co we wrześniu eurobank obniżył je na rachunku oszczędnościowym z 6,06% do 5,7, a tu kolejne banki strasznie spieszą się z cięciem po kieszeni klienta.

W ostatnich dniach mamy gwałtowną obniżkę ze strony Alior Banku, czyli z 8 na 5% na lokacie overnight liczonego od połowy salda. Po naszemu zeszli poniżej oprocentowania kont oszczędnościowych w … PKO BP (od 3,75%) i w optymalnym wariancie wychodzi jakieś 2,58% netto. Zupełnie nie opłaca się do trzymania pieniędzy na dłuższą metę, skoro inflacja w sierpniu wyniosła 3,7% r/r i pewnie będzie wciąż rosła w kierunku 4% (jeszcze inna na pewno jest inflacja liczona dla każdego indywidualnie).

Dla mnie Alior Bank jest wyłącznie oprocentowanym rachunkiem maklerskim, ale te procenty stały się nagle niezbyt atrakcyjne.

Z kolei od poniedziałku tnie procenty Polbank i tym razem Grecy wymyślili, że Konto Mocno Oszczędzające (można posiadać takie 3) daje 6,5%, ale tylko do 5000 zł. Powyżej 5k spada do 5%. Trochę łatwiej będzie wypłacić pieniądze, bo przelew wewnętrzny tym razem będzie bezpłatny – oj nie wiem czy ich system transakcyjny nie wysiądzie im w poniedziałek :), bo i tak znany jest z tego, że lubi się „wysypać”.

Co w takim razie robić?

Wydaje się, że obecna RPP nie ma zamiaru walczyć z inflacją i raczej nie będzie podnosić stóp do końca kadencji, choć teraz są już one realnie ujemne.

Oznacza to, że stopy rynkowe też prawdopodobnie nie wzrosną i oprocentowanie lokat oraz kont oszczędnościowych wciąż będzie malało. Z tego powodu moim zdaniem na najbliższe kilka miesięcy opłaca się założyć lokaty przynajmniej za część wolnych środków – przykładowo jedna Lokata Optymalna w Open Finance / Noble Bank na 6% na 3 miesiące lub 6 miesięcy, a dla lubiących się pobawić lokaty na 6% na 2 miesiące w eurobanku nieco ponad 240 zł każda (trzeba uważać na 2,49 zł odsetek, żeby nie przekroczyć) itd.

W zimie zobaczymy czy inflacja zatrzyma się, czy ruszy dalej do góry.

Porzuć swój bank, zostań rolnikiem

Jim Rogers roztacza dość ponure wizje dla świata finansjery i nie widzi przyszłości dla chętnych do pracy w bankowości. Stąd fatalistyczna prognoza dla Wielkiej Brytanii:


W końcu jednym z głównych aktywów Brytyjczyków jest londyńskie City, które rządzi i dzieli na rynkach europejskich (u nas też). Z czasem jego rola ma rzekomo zostać zmarginalizowana, a do głosu dojdą ludzie wytwarzający realne produkty i oferujący wymierne usługi.

Mniej więcej takie przesłanie pamiętamy z innego nagrania Jima Rogersa, czyli „what you should do, become a farmer.”


Możliwe, że Rogers ma rację, ale zauważmy, że jest on żywo zainteresowany zwyżką cen surowców i towarów, bo handluje usługami i produktami z nimi związanymi (cała grupa skupiona wokół The Rogers International Commodity Index).
Poza tym, kto posłuchał Rogersa wiosną i zapakował się na przykład w pszenicę pojechał ostro w dół (tu na wykresie dodatkowy efekt silniejszego złotego):



No właśnie i może dopiero teraz warto zastanowić się nad pszenicą i certyfikatami dostępnymi na GPW oznaczonymi symbolem RCWHTAOPEN? Cena tego zboża spadła już mocno, a złoty tez wydaje się już na tyle silny, że bardzo wiele nie powinien rosnąć wobec euro i dolara (to moja osobiste zdanie).

Certyfikaty są bez dźwigni w przeciwieństwie do pszenicy oferowanej przez platformy brokerów Forex, czyli można inwestować niewielkie kwoty i niewiele ryzykować. Z drugiej strony ograniczamy swój zysk.

Teoretycznie opierają się one o kursy najbliższej serii kontraktów na giełdzie CBOT (a właściwie teraz CME) w Chicago, ale bezpośrednio animator raczej przelicza notowania certyfikatów w euro z Wiednia:


I tu jest pierwszy minus, czyli zależność od animatora. Jak im się coś popsuje, albo znudzi, zostawią nas na lodzie z elektronicznym zapisem.

Kolejna wada to trend spadkowy pszenicy. Taka jazda pod prąd wymaga albo bardzo dobrej wiedzy fundamentalnej, której mi brak w tym zakresie poza jakimiś niezwykle podstawowymi wiadomościami jak te, albo długiego horyzontu.

Teoretycznie wszystko wskazuje na hossę inflacyjną i rosnący popyt na zboża.
Jednak różnie bywa i na przykład w latach trzydziestych ubiegłego wieku Polska ucierpiała na kryzysie jeszcze więcej od innych krajów właśnie z powodu dramatu rolników, którzy nie mogli sprzedać swoich produktów za godziwą cenę, chociaż wtedy nie ratowano świata masowym dodrukiem pieniądza (Roosevelt zadowlił się konfiskatą złota).

Po przeanalizowaniu tych wszystkich informacji wychodzi mi, że ewentualnie kupię sobie 100 certyfikatów w przyszłym tygodniu i będę czekał na jakiś zarobek, albo udawał, że o nich nie pamiętam. Tym samym dołączę do dedka, który podsunął mi temat na dziś.

piątek, 18 września 2009

Atak na 2400 teraz, albo nigdy

Wreszcie rozliczono wrześniowe futures i według mnie nasza giełda stoi przed prawdziwym testem. Skrótowo należy napisać tak jak w tytule, czyli atak na 2400 teraz, albo nigdy, oczywiście przyjmując „nigdy” z dużym przymrużeniem oka. Poważniej mówiąc, myślę raczej o tym roku.

Jeżeli usiaki zaatakują 1100 na S&P 500, nie widzę powodu do tego, żebyśmy nadal tkwili w tym nędznym marazmie, a najważniejsza najbliższa strefa oporów to moje ostatnio ulubione 2185 oraz 2200 pkt na WIG20. Wybicie tych poziomów oznacza dla mnie sygnał do ataku na szczyt z 25 sierpnia.

Na razie jednak indeks tkwi w pewnego rodzaju lekko opadającej konsoli i moje dość bycze nastawienie obowiązuje do mniej więcej 2060 punktów (linia kanału wzrostowego +23,6% zniesienia wzrostów od lutego). Niżej dla mnie robi się nerwowo.



Dlaczego w takim razie nie kupuję teraz więcej akcji?

Uważam, że nawet jeśli wyjdziemy nad szczyt z sierpnia (co nie jest wcale takie pewne) i tak uda mi się kupić akcje w tym roku po niższych cenach, a jak się pomylę jakoś to może przeżyję.

Portfel 41 736,92 (16074,92 +17326+4120+4216)



Biura maklerskie 16 074,92 zł:

K2 Internet 110 akcji 1122 zł
MakoLab 1500 akcji 1485 zł
Mercor 50 akcji 1045 zł
SelenaFM 110 akcji 1084,6 zł
Trakcja 400 akcji 1568 zł

Gotówka 9770,32 zł

Z akcji doszło mi tylko 400 sztuk MakoLabu w środę (zakup po 92 gr).
O Mercorze mówił ostatnio przekonująco prezes w TVNCNBC, akcje kupował zarząd i RN, a jednak stoi zamulony w miejscu.

Na futures tym razem nieudana przygoda. Dziś wyleciałem na stopie z longa na U prawie na minimum po 2139 i tym samym moje 3 drobne transakcje z tego tygodnia zakończyły się jednak stratą 263 zł, choć wczoraj przed zamknięciem byłem jeszcze na plusie. Nie sprawdziło się moje założenie, że podjedziemy chociaż nieco bliżej 2200. Zupełna nędza na parkiecie, mimo maksów w USA. Jasne, że winę biorę na siebie za ten minus, ale pytany czy zrobiłbym to samo odpowiem, że pewnie tak.

W przyszłym tygodniu będę miał mniej czasu, więc na futures nie widzę szans, bo skończyłoby się pewnie wylatywaniem na stopach.
Przy okazji Alior Bank nie dość, że się trochę sypie w maklerskim systemie transakcyjnym ściął oprocentowanie lokaty nocnej do zaledwie 2,5% od dziś. To dla mnie mało.

Z tego powodu kolejne środki nie będą przeze mnie tu dosyłane, tylko poczekają sobie w eurobanku na rachunku oszczędnościowym. Gdy saldo w Alior Banku spadnie poniżej 5k zł, to dorzucę.

Lokaty 17 326 zł

Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł

Waluty 4120 zł:

1000 euro

Złoto 4216 zł:

46 g w monetach i sztabce

Wartość portfela spadła poniżej 42 tysięcy zł. Nie da się ciągle rosnąć bez przystanku. Ważne, żeby tracić niewiele. Na razie wciąż i tak istotniejsze są nowe oszczędności i inne dodatkowe wpływy (reklamy, dotacje), bo 420 zł oznacza 1% dla całego kapitału, czyli całkiem sporo. Jak łatwo policzyć, wystarczy dopłacać po parę setek miesięcznie i portfel automatycznie wzrośnie o kilkanaście procent przez rok bez specjalnego napinania się, a wszelkie zyski traktuję jako bonus.
Co więcej, podejrzewam, że znaczny procent inwestujących na giełdzie nie chce o tym pamiętać rozporządzając takim kapitałem, czy niewiele większym.

środa, 16 września 2009

Lokata Swobodna w Kredyt Banku

Banki cały czas zmieniają ofertę lokat i rachunków oszczędnościowych, więc co paręnaście dni sprawdzam czy znajdziemy coś ciekawego na rynku.

Tym razem zwróciłem uwagę na produkt nazwany (jak się okazało nieco szyderczo) Lokata Swobodna, którą promuje od czerwca Kredyt Bank. Na pierwszy rzut oka wygląda to świetnie: 6% bez Belki liczone dla całego salda do 14 999 zł. Minimalna kwota to 1000 zł.

Wpłaty w dowolnym momencie, jedna wypłata miesięcznie bezpłatna – no, czyli już nie jest taka całkiem swobodna.

Tymczasem przyjrzałem się dokładniej stronie Kredyt Banku i zwróciłem uwagę na taki niewinny dopisek:
„codziennie zarabiasz otrzymując odsetki na własne Ekstrakonto”.

Zaraz, zaraz, skąd tu nagle jakieś Ekstrakonto, jeżeli mam Lokatę Swobodną?

Zadzwoniłem na infolinię Kredyt Banku i dowiedziałem się, że ta swoboda jest mocno ograniczona, bo Lokata Swobodna jest tylko i wyłącznie dla klientów posiadających ROR w Kredyt Banku, a ten kosztuje w standardowej wersji minimum 6,99 zł miesięcznie.
Nie wiem czy jestem nieco przewrażliwiony, ale według mnie Kredyt Bank nie zachowuje się do końca fair.

Pal sześć te 7 złotych - według mnie powinni wyraźnie o tym napisać na stronie internetowej.

Zresztą Kredyt Bank to żaden wyjątek wśród naszych banków traktujących klientów jak połączenie osła z dojną krową. Na przykład bank Millenium promuje ostatnio coś takiego co nazwał Lokata Rosnąca. Z daleka na reklamach wali po oczach 8%, a z bliska proponuję obejrzeć tabelę oprocentowania.

No nic, trzeba czytać bardzo uważnie wszystko napisane drobnym druczkiem, bo coś te nasze banki (polecam szczególnie przy kredytach) zachowują się dla mnie co najmniej dziwnie w pogoni za zyskiem traktując klientów jak bęcwałów. Czy tak się buduje relację na lata i pozytywny wizerunek?

Pozostaje zatem przy swoim zestawie (eurobank, lokaty w Open Finance, Alior Bank i DM BOŚ), choć nieco mnie zaczyna denerwować częstotliwość awarii systemu internetowego biura maklerskiego w Alior Banku.

Lepiej stracić okazję niż kapitał

Komentując obecną sytuację na giełdzie Doug Kass stwierdził, że lepiej stracić okazję niż kapitał, odnosząc się do obecnych często mocno zawyżonych wycen amerykańskich akcji. Wypada zgodzić się z nim, że tak naprawdę większość rynku nie jest zbyt tania i głównie liczymy albo na spekulację, albo na szybkie powiększanie się zysków spółek w kolejnych latach. W to drugie dość trudno uwierzyć i przy kolejnych zakupach trzeba się mocno nagimnastykować, żeby znaleźć coś niezbyt drogiego i perspektywicznego.

Tymczasem S&P500 idzie wciąż do góry i wczoraj zaliczył kolejne maksimum 2009 roku w cenach zamknięcia na 1052,63 pkt. Tym razem zerknijmy na wykres w układzie miesięcznym. Próbując zgadywać potencjalny szczyt średnioterminowy można założyć dwa najbliższe ciekawe miejsca, czyli mniej więcej 1062 pkt, gdzie znajdziemy połowę świecy z października 2008 roku. Jest ona o tyle ważna, że wtedy zaczęła się na dobre wyprzedaż po bankructwie Lehman Brothers i wiele wskazuje na to, że S&P 500 wraca w tamte rejony.

Bardziej podoba mi się jednak obszar 1100-1121,44 pkt (mamy tu kilka istotnych oporów, w tym 50% zniesienia bessy). Potencjalnie stawiałbym, że Amerykanie mają szansę dolecieć tam w tym zrywie, choć sił im nieco brak. Jeszcze wyżej opór mamy około 1160 pkt (wszystkie wykresy powiększają się po kliknięciu w nie).



Niestety nasz rynek jest wyraźnie w innej fazie w ostatnich dniach. Jednak wbrew powszechnemu przekonaniu panującemu wśród wielu inwestorów Polska wcale nie zachowuje się aż tak źle na tle innych krajów przez cały czas, tylko teraz coś nam zabrakło pary. Być może z powodu rozgrywki na kontraktach, a może z powodu bezsensownej propagandy sukcesu, którą niedawno uprawiał nasz rząd?



Wystarczy powiedzieć, że Dow Jones 10 września 2001 roku (następnego dnia nie było sesji z powodu zamachów) zamknął się na 9605,61 punktów, a 8 lat później na 9605,41 pkt. Obrazek tutaj. Dla porównania WIG w tym samym czasie odpowiednio zanotował 12 861,21 pkt oraz 36 649,26 pkt, czyli nasza giełda urosła o blisko 185%. Tyle na temat wiecznie niezadowolonych.

Na bieżąco aktualizuję wykres WIG20 w komentarzach po sesji i jak ktoś chce zobaczyć taki w nieco dłuższym ujęciu, znajdzie we wczorajszym komencie (wykres nr 2).

Tym razem chciałbym jednak wskazać na WIG. Porównując go do S&P 500 zauważmy, ze już w sierpniu odrobiliśmy całość strat po Lehmanie.



Od tamtej pory po prostu czekamy na Amerykanów, a 12 września 2008 roku S&P 500 zamknął się na 1251,7 punktów i brakuje mu jeszcze 200 punktów. Czy tam dotrze w tej fali wzrostowej? Raczej nie.

Jednak póki obowiązuje trend wzrostowy, powinniśmy dobierać akcje na dołkach, czyli dla WIG byłoby to teraz 35 800 oraz około 35 000 punktów, a potem mniej więcej 32 400 oraz najciekawsze w wyliczance 29 400 pkt.

Wracając do początku wpisu przypominam, że lepiej stracić okazję niż kapitał i moje zakupy wciąż będą mocno wstrzemięźliwe, a tylko trochę ożywiłbym się właśnie gdzieś przy 29 400 pkt. Także dlatego, że zdesperowany Skarb Państwa powinien przynajmniej z jedną wielką ofertę IPO przygotować ze sporym dyskontem wobec aktualnych cen rynkowych i wtedy przyda się gotówka.

niedziela, 13 września 2009

Czy spłacasz kredyt za wakacje?

Skończyły się wakacje, ale niektórzy mają jeszcze po nich jedno przykre wspomnienie, czyli raty kredytu gotówkowego do spłaty, albo mocno naruszone saldo karty kredytowej. Jeśli znalazłeś się w takiej sytuacji, teraz pora ją zmienić.

Zacznijmy od pytania czy posiadasz fundusz bezpieczeństwa/awaryjny na nieprzewidziane wydatki?

Jeśli nie, przy najbliższym przypływie gotówki zacznij go budować, choćby od 100 zł i po prostu wpłacaj je na oddzielne konto oszczędnościowe. Najważniejsza jest tu płynność i dostępność do tych środków, najlepiej oprocentowanych co najmniej na poziomie inflacji. Teraz takiego problemu nie ma, bo na przykład rachunki oszczędnościowe w eurobanku na 5,7% czy Konto Mocno Oszczędzające w Polbanku (tu Grecy trochę utrudniają wypłatę kasy, ale jest wyższe oprocentowanie 6,5%) zupełnie wystarczają do tego celu.

Sprawa jest dość znana, ale przypomnę, że fundusz awaryjny wykorzystasz w naprawdę podbramkowej sytuacji, a nie wtedy, gdy na przykład nagle wpadniesz na pomysł zakupu jakiegoś fajnego gadżetu (iPhone, laptop, plazma itp.).

Środki zostaną użyte w nieprzewidzianej, przykrej sytuacji typu choroba czy utrata pracy. Takie historie dopadają każdego i jedni są do nich przygotowani, a inni nie.
Najlepiej operować tu w kategorii wydatków miesięcznych i małżeństwo powinno uzbierać przynajmniej ich trzykrotność, natomiast osoby z dochodem jednostkowym (na przykład tylko pracujący mąż, albo samotni) muszą liczyć się z większą kwotą (co najmniej sześciomiesięczny budżet).

Jeśli nie zbudowałeś jeszcze tego funduszu, od tego wypada zacząć.

Podejrzewam, że bardzo niewielu Polaków zawraca sobie tym głowę i nasi rodacy wolą wziąć „okazyjny” kredyt na 30% rocznie równocześnie marząc o regularnych zyskach rzędu 20% rocznie na giełdzie czy z funduszy inwestycyjnych. Sam jestem ciekaw jak to jest z czytelnikami bloga i z tego powodu z prawej strony znajdziesz ankietę na ten temat.

Przy okazji zauważyłem, że istnieje całkiem spore grono hazardzistów, którzy utrzymują wysokie długi konsumpcyjne, typu karta kredytowa czy spłacane raty za samochód z oprocentowaniem 15-25% rocznie, bo ich zdaniem to się nie liczy, ponieważ ich „złoty strzał” czy genialny system gry na giełdzie/Forexie czy gdziekolwiek indziej zapewni im bogactwo. Wtedy spłacą długi z nawiązką. Czasem faktycznie uda się, ale w ten sposób utrudniają sobie zadanie przez niepotrzebną dodatkową presję, którą wywierają na nich dodatkowe obciążenia finansowe. Oni muszą zarobić i grają nawet wtedy, kiedy nie powinni.

No dobra, ale wróćmy na początek i pytania o te wakacje na kredyt.

Jeżeli zbudowałeś fundusz awaryjny, kolejny krok to fundusz czy wręcz fundusze na większe, regularne wydatki.

Pierwszy pożeracz gotówki to nasz samochód. Co roku dużym wydatkiem jest ubezpieczenie i wiadomo, ze trzeba je będzie zapłacić. Poza tym dochodzą jakieś naprawy i paliwo (to ostatnie możemy uwzględnić w budżecie miesięcznym). Z tego powodu proponuję oddzielne konto w banku nazwane na przykład tak:


I regularne dopłacanie do niego.

W ten sposób pad akumulatora z ubiegłego tygodnia zupełnie mnie nie wzruszył, tak jak lipcowe ubezpieczenie.
Podobnie możemy rozpracować kolejne duże wydatki – na przykład na dom/mieszkanie (poza stałymi opłatami), wakacje, ferie zimowe czy na przykład czesne za studia.

Wiem, że wielu ludzi zarabia na pewno sporo mniej niż średnia krajowa i ciężko im się do tego zmobilizować, ale na pewno jeśli płacisz odsetki od kredytów oprocentowanych na 30% wcale od tego twoje życie się nie poprawi.

Po prostu zmierzamy do tego, żeby zdanie „niech pieniądze pracują na mnie, a nie ja na nie” było jak najbliższe prawdy.

piątek, 11 września 2009

Czy WIG20 dotrze do 2400?

W ubiegłym tygodniu nastroje były u nas dość bycze. Większość mniejszych i większych inwestorów przewidywała dalsze wzrosty, co najmniej do 2400 punktów na WIG20.
Świadczą o tym wyniki ankiety przeprowadzonej na blogu, zakończonej w ubiegłą niedzielę i na pytanie ile wyniesie maksymalna wartość indeksu WIG20 w tym roku znajdziemy takie odpowiedzi:


Nie jest to miarodajne badanie, ale wynika z niego, że maksimum już było, bo większość wierzy w przebicie szczytu z 25 sierpnia na 2317,07 punktów. Sam zaznaczyłem odpowiedź pesymistyczną.

Dla równowagi optymistom polecam wrześniowy raport DI BRE oraz wyciągnięte z niego wnioski. Za bardzo nie wierzę w ich 2500-2700 pkt, ale kto wie? Życzę wszystkim powodzenia i na dodatek kupiłem w piątek trochę akcji.

Niestety nasza dość upiorna słabość widoczna na GPW od kilku dni raczej skłania mnie do podejrzeń, że wrześniowa korekta zniesie WIG20 co najmniej do 2030 punktów i tym samym mój plan zacznie nabierać realnych kształtów.

Portfel 42 071,65 zł (16 368,65+17 326+ 4140+4237)



Biura maklerskie 16 368,65 zł:

K2 Internet 110 akcji 1122 zł
Makolab 1100 akcji 1155 zł
Mercor 50 akcji 1040 zł
SelenaFM 110 akcji 1100 zł
Trakcja 400 akcji 1560 zł
Gotówka 10391,65 zł

Poza wspomnianymi wcześniej zakupami w piątek, zagrałem 3 x na futures i niestety z zysku zostało mi zaledwie… 9 zł po czwartkowym wytrzepaniu mnie z longów. To była bardzo dziwna sesja z dość panicznym sypaniem futów w dniu, gdy S&P500 ustanowił rekord 2009 roku.

Bywa i tak.

Lokaty 17 326 zł
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł

Waluty 4140 zł:

1000 euro

No i złoty zaczął się lekko osłabiać, ale póki nie wyjdzie z konsolidacji nie ma powodów do większego niepokoju, choć sam obstawiam, ze wyjdziemy nad 4,2 zł i polecimy ponad 4,3 zł za euro.

Złoto 4237 zł:

46 g w monetach i sztabce

Dzieje się tu sporo. Złoto przebija się nad 1000 dolarów za uncję i potem ewidentnie jest spychane poniżej tej bariery pod koniec sesji. Ciekawe czy to samo będzie dziś? Wygląda to zaskakująco, że złoto rośnie wraz z amerykańskimi indeksami giełdowymi. Coś mi tu nie pasuje.

W głębi ducha liczę na lepsze ceny akcji, żeby w końcu móc kupić je na dłużej. Jak będzie, zobaczymy, ale wszystkim polecam kontrolę ryzyka i ochronę kapitału, bo w tym roku na razie wystarczyło praktycznie tylko dobierać na korektach i nic więcej nie robić. Taka idylla kiedyś musi się skończyć.

czwartek, 10 września 2009

Ryzykowne fundusze obligacji

Z reguły większość złotówkowych funduszy obligacji przynosi zyski, kiedy spadają stopy procentowe i rośnie wartość posiadanych przez nie w portfelu obligacji. Są różne typy tych papierów, ale w uproszczeniu wyjaśnię ten mechanizm na przykładzie jednej obligacji.

Powiedzmy, że fundusz ma jedną obligację o cenie 94 zł z nominałem 100 zł, czyli jej rentowność wynosi 6/94= 6,38% w skali roku. Tymczasem rynkowe oprocentowanie spada i co się wtedy dzieje? Wartość obligacji rośnie załóżmy do 95 zł i tym samym fundusz przynosi wyższą stopę zwrotu. Jednocześnie jej oprocentowanie spada do 5/95= 5,26%.

To tak w dużym uproszczeniu, bo fundusze obligacji mają cały portfel obligacji z różnym terminem zapadalności i o różnej konstrukcji, ale sam mechanizm tak mniej więcej wygląda, że kiedy realne oprocentowanie na rynku spada, rosną zyski
zdecydowanej większości funduszów obligacji.

Zupełnie inaczej jest, kiedy sami kupujemy bezpośrednio obligacje. Wtedy najczęściej z góry znamy zysk, przynajmniej w pierwszym okresie odsetkowym.

Jeszcze inaczej sprawa wygląda z funduszami obligacji lokującymi pieniądze w zagraniczne papiery czy obligacje przedsiębiorstw.

Niestety jak uczą nas niedawne przykre doświadczenie z funduszami z grupy DWS czy Skarbcem Gotówkowym (nieszczęsne obligacje bankruta Reportera) nawet pozornie bezpieczny fundusz z grupy gotówkowych/pieniężnych może nakupić sobie na przykład rosyjskich obligacji czy jakichś struktur i narobić nieoczekiwanych strat.

Przy okazji bardzo rozbawił mnie doradca premiera Michał Boni, który apeluje „promujmy nawyk oszczędzania”, a tymczasem rząd zadłuża się z każdym rokiem coraz bardziej. To brzmi równie wiarygodnie jak Dąbczak wygłaszający pogadankę o szkodliwości palenia i picia.

Wracając do tematu obligacji, wczoraj nie udała się aukcja Ministerstwa Finansów i ledwo sprzedali papiery, więc całkiem możliwe, że na kolejnych nasze władze będą zmuszone podnieść oprocentowanie, co negatywnie wpłynie na fundusze obligacji.

Wątpliwe jest, żeby RPP obniżyła stopy niżej niż 3,5%, a te rynkowe mają już naprawdę mało miejsca do ewentualnych spadków.

Z tego powodu w tym roku na pewno nie kupię żadnych jednostek polskich funduszy obligacji.

środa, 9 września 2009

Futures jako gra

Jeżeli przyjmiemy, że futures to gra na punkty i naszym zadaniem jest uzbieranie jak największej ich ilości przy najniższym możliwym ryzyku powinniśmy osiągnąć lepsze rezultaty.

Dlaczego?

Według mnie każdy ma jakieś swoje wewnętrzne uprzedzenia i z natury jest optymistą, albo pesymistą i takie widzenie przynosi ze sobą także na giełdę, często bez sensu szukając ciągle albo wyłącznie sygnałów kupna, albo sprzedaży.

Ogólnie na akcjach obowiązują dłuższe trendy i mało kto regularnie zarabia na ruchach kilkugodzinnych czy kilkudniowych (wyjątek - hossa). Na kontraktach terminowych raczej jest odwrotnie i łatwiej się zarabia wyłapując ruchy mniej więcej do dwóch tygodni ze względu na zmienność, która na pozycje trzymane długo wpływa negatywnie przez konieczność bardzo szerokich stopów i tym samym zmusza do minimalnego zaangażowania na tym rynku. Poza tym wiadomo, że na kontraktach futures zarabiamy czy rośnie, czy spada i jedyne ważne, aby płynąć z prądem bez czekania na hossę jak na akcjach.

Ważne jest też zapomnienie o tym, że gramy na pieniądze, tylko skupienie się na punktach i poziomach/formacjach.

Poza tym łatwiej się gra manipulując ilościami kontraktów i jedną sztuką jest trudniej, przynajmniej tak sądzę (uwaga na lewar!)

Techniki są bardzo różne i napisano na ich temat tony książek, więc nie próbuję nawet wyważać otwartych drzwi. Tak samo jak nie piszę o wszystkim czym dokładnie kieruję się przy otwieraniu/zamykaniu pozycji, bo zajęłoby mi to za dużo czasu, a i tak każdy powinien znaleźć swoją indywidualną metodę inwestowania.

Ogólnie zawsze trzeba zacząć od zarządzania wielkością pozycji i ryzykowanym kapitałem (2% to już sporo).

Poza tym osoby początkujące namawiam do rozpoczęcia swojej przygody od futures na akcje. Na przykład kontrakt na bank PKO BP oznacza pozycję o wartości 3200 zł, a depozyt ledwie parę setek. Podobnie na PKN Orlen. To bardzo dobra szkoła i niezbyt kosztowna w porównaniu z „dużymi” futures na WIG20.

Wybrałem dziś taki wpis, bo akurat zamknąłem swoją transakcję na kontraktach:






Zysk 314 zł (wyjaśnienie zamknięcia pozycji widać na screenie) nie jest zbyt dobry, bo w najgorszym momencie wczoraj pozycja była 636 zł na minusie.

Jednak w futures najtrudniejsze według mnie jest ciągła kalkulacja szans i tak mi akurat wyszło, że zamykam i jak widać po aktualnych notowaniach decyzja była podjęta prawidłowo (futures chodzą >2200). Co ciekawsze, nawet jakby zeszły poniżej 80 teraz nie rozpaczałbym zbytnio.

Widzę też pewną swoją przewagę w tym, że w ogóle nie mam żadnej presji na wchodzenie na rynek kontraktów. Mogę na przykład otworzyć sobie pozycję dziś, jutro albo w październiku.

Taki przywilej amatora.

wtorek, 8 września 2009

Bierzesz kredyt? Pytaj o RRSO

Od dawna nie interesują mnie kredyty i jedyny jaki trzymałem przez jakiś czas w rezerwie to był kredyt odnawialny. Jednak zamiast kredytu odnawialnego polecam trochę dyscypliny i stworzenie funduszu awaryjnego / bezpieczeństwa odpowiadającego co najmniej trzykrotności naszych miesięcznych wydatków - im mniej stabilne nasze przychody, tym większy powinien być fundusz.

Tymczasem, kiedy zupełnie przypadkiem rozmawiam z różnymi osobami na tematy związane z pieniędzmi najczęściej ich sposobem na finansowe problemy jest kolejna pożyczka z banku czy ewentualnie zakup na raty.



W sumie to takie kuszące – bombardują nas reklamy milionów produktów i któryś w końcu trafi do naszej podświadomości, czy nam jest potrzebny, czy nie. Z kolei nikt nie lubi czekać i oszczędzać pieniędzy, więc sięga po kredyt gotówkowy.

O ile rozumiem, że ktoś bierze kredyt hipoteczny na zakup mieszkania czy domu, bo nie jest w stanie w ciągu kilku lat zebrać tych pieniędzy samodzielnie, czy też kredyt wykorzystuje do inwestycji, to zwracam uwagę, że kredyt gotówkowy w większości przypadków nie tylko świadczy o naszej niedojrzałości, ale na dodatek słono kosztuje.

Przykładowo największy bank detaliczny PKO BP kusi kredytem, który nazwał „Max Pożyczka, Mini Rata”. W oczy rzuca się 6,99%. 7% wygląda całkiem nieźle.
Niestety tak naprawdę reklamowana pożyczka dla 3000 zł na rok ma rzeczywistą roczna stopę oprocentowania w wysokości … 28,23%.

To fantastyczny biznes dla banku. Każdy inwestujący na giełdzie chciałby osiągać takie zyski co roku i banki śmiało maja nadwyżkę na rezerwy tworzone na niesolidnych klientów oraz dla takich marud, które chcą po 6% netto za lokaty (tyle daje na czysto wciąż lokata optymalna w Open Finance i lokaty w Eurobanku odpowiednio ustawione kwotowo – np. 2100 zł na tydzień czy 240 zł na 2 miesiące).

Nie ma co chyba nawet pisać o Providencie, gdzie dzięki ubezpieczeniu i opłacie pobieranej od klienta za wizytę u niego w domu (sprytny kruczek) i odbiorze gotówki przez pracownika RRSO może przekraczać na przykład 100% (można się pobawić kalkulatorem na ich stronie).

O Providencie wiedza wydaje się powszechna, że przeznaczony jest dla desperatów. Inaczej sprawa ma się z bankami.

Za dobrze oprocentowane depozyty płacą klienci biorący kredyty. Stąd nie dziwi mnie 27 czy 30% RRSO w Eurobanku.

Tymczasem spróbowałem przez chwilę wczuć się w osobę, która szuka kredytu gotówkowego z najniższym oprocentowaniem (kredyt hipoteczny jest jeszcze tańszy, ale tu pomijam go) i ku mojemu pewnemu zaskoczeniu liderem prawdopodobnie jest … Polbank i jego Kredyt na Miarę. Skąd zdziwienie? W porównaniu z konkurencją Polbank oferuje wysokie oprocentowanie depozytów, więc teraz pewnie podkręcą wynik finansowy dodatkowymi opłatami i prowizjami.

Przykładowo 8000 zł na rok jest oprocentowane w rzeczywistości 12,58% wliczając marżę i ubezpieczenie. Szczerze mówiąc nie wgłębiam się w temat, bo dla mnie i te 12,58% wydaje się zdecydowanie za dużo, ale jak już ktoś musi pożyczać niech stara się to robić z głową i zacznie od sprawdzenia kredytu odnawialnego w swoim głównym banku, a potem ewentualnie Polbanku.

poniedziałek, 7 września 2009

Euro nie powinno stanieć poniżej 4 zł

W świetle kłopotów z deficytem budżetowym w przyszłym roku, trudno uwierzyć, aby złoty dalej się umacniał. Na rynku nie ma nic pewnego, ale według mnie prawdopodobieństwo, że euro spadnie do poziomów poniżej 4 zł wydaje się coraz niższe. Niektórzy już dziś od rana czekali na apokalipsę i skoro jej nie ma to popadają w skrajność obwieszczając zwycięstwo potężnej polskiej gospodarki.

Sam poczekałbym z tym parę dni zaczynając od powrotu Amerykanów po długim weekendzie dopiero jutro i raczej nie wierzę, żeby dało się wyjść z konsolidacji dołem.
Tak czysto technicznie to nie ma też sygnału kupna na euro i dla mnie byłoby nim wybicie górą z konsolidacji ponad 4,2 i wtedy nastąpiłby zapewne ruch o całą ramkę do góry, czyli ponad 4,3 zł.



Nie gram na Forex i jedynie kupiłem sobie dziś prywatnie trochę euro w kantorze. Najwyżej wydam je w przyszłe wakacje.

p.s. Na bieżąco podaję swoje transakcje na fut w shoutboxie. Rano zarobiłem przez kilka minut 30 zł. Niedawno otworzyłem 1 x s na fw20 po 2199, a drugą eskę na koniec notowań po 2205. Tym razem podjąłem pewne ryzyko i liczę się z nieco większą stratą niż ostatnio, czyli rzędu 2% kapitału (~800 zł) w razie pomyłki. Oznacza to, że poluję na kolejną falkę w dół od jutra.

niedziela, 6 września 2009

Dlaczego złoto znowu drożeje?

Złoto przez dłuższy czas konsolidowało się na wysokich poziomach w okolicach 950 dolarów, aż do tego tygodnia, kiedy cena nagle wystrzeliła do góry i jest już bardzo bliska okrągłego tysiąca. Co się stało?


Oprócz tradycyjnego zestawu w postaci jesiennego popytu na biżuterię z Indii czy nieustających obaw o krach dolara doszła nowa informacja z Hongkongu. Okazuje się, że na lotnisku w Hongkongu powstaje skarbiec, w którym zostanie zdeponowane złoto na wzór podobnych w Szwajcarii czy Londynie. Inaczej mówiąc Chińczycy nie chcą już papierków czy zapisów elektronicznych potwierdzających posiadanie aurum, tylko wybierają prawdziwe złoto.

Z tego powodu zażądali fizycznego kruszcu przechowywanego w Londynie i tu pewnie leży przyczyna nagłego wyskoku ceny. Ciekawe co tam naprawdę mają w skarbcach Brytyjczycy?

W każdym razie blady strach padł przede wszystkim na obstawiających spadki ceny złota i szybko zaczęli zamykać swoje pozycje na rynku wywołując dodatkowy impuls wzrostowy.

Jeżeli jednak spojrzymy na cenę złota w naszej walucie zauważymy sporą przecenę od lutego z 3800 zł za uncję do nieco ponad 2800 zł w piątek. Wiąże się to z umocnieniem naszej waluty.


Tymczasem w piątek wieczorem pojawiło się info, że planowany deficyt budżetowy na 2010 rok w Polsce wyniesie aż 52,2 mld zł. Według mnie bardzo wątpliwe, żeby złoty dalej umacniał się w takiej sytuacji, a najbardziej prawdopodobny jest ruch na USD/PLN w kierunku 3,2 zł.

Z tego powodu uważam, że kto jest niedoważony w złocie powinien co najmniej zastanowić się nad zajęciem pozycji. Co to znaczy „niedoważony”?

Najbardziej ortodoksyjni zwolennicy austriackiej szkoły ekonomii pewnie większość zapakowaliby w złoto i ziemię, ale ja aż tak ostro tego nie widzę, ponieważ zarówno gold jak i nieruchomości są mało płynne, a czasem warto mieć pod rękę trochę gotówki, żeby na przykład kupić akcje banku PKO po 18 zł czy dewelopera Immoeast po 1 zł.

W końcu trafi się nam czas sępów i wtedy rządzi gotówka (zwracam uwagę na datę zlinkowanego wpisu).

Tymczasem wracając do pytania kto jest niedoważony, odpowiem, że każdy bez jakiejkolwiek pozycji na złocie i moim zdaniem rozsądny limit to 5-10% wartości portfela (stąd obecność także w appfunds).

Kto chce pospekulować na szybkich zmianach cen ma do dyspozycji certyfikaty RCGLDAOPEN na GPW lub też platformy brokerskie.

Z kolei do zakupu fizycznego kruszcu polecam sklep e-numizmatyka (do tej pory wszystkie moje transakcje przebiegały wzorowo) – złoto można samodzielnie odebrać w Warszawie, albo przez kuriera. No i można próbować na allegro, ale trzeba być ostrożnym.

Oprócz monet bulionowych i sztabek ciekawą opcją są tak zwane monety kolekcjonerskie natłuczone przez NBP w niesamowitych ilościach i dzięki temu ich ceny na rynku wtórnym często oscylują wokół ceny kruszcu w nich zawartego.

Ceny złota skupowanego przez NBP można sprawdzać na bieżąco w tej tabeli.

Nie uważam, żeby rzucać się na złoto z całą kasą teraz miało większy sens, ale kto nic do tej pory nie kupił powinien pomyśleć choćby o małej sztabce czy monecie.

sobota, 5 września 2009

Czy już po korekcie na giełdzie?

Po ośmiu czarnych świecach WIG20 znalazł się już 200 punktów poniżej szczytu z 25 sierpnia. Mamy zatem regularną korektę na GPW i pytanie czy nie nadeszła pora na choćby skromny powrót do góry wydaje się zasadne. Więcej w komentarzu pisanym jeszcze długo przed pozytywnym zakończeniem piątkowych notowań w Nowym Jorku. Poza tym na blogu pod czatem znajduje się ankieta z pytaniem czy 2317,07 pkt to był max tego roku, czy ujrzymy wyższe poziomy i proszę śmiało klikać.

Po dobrych Stanach i ich wolnym poniedziałku dostaliśmy zielone światło do wzrostów na początku przyszłego tygodnia, chociaż ja jestem lekko sceptyczny co do możliwości przebicia niedawnych wierzchołków. Wydaje mi się, że możemy podjechać max do mniej więcej 2185 pkt i to wszystko. Ile postawiłem na to pieniędzy?

Niewiele, bo jedynie zaryzykowałem utratę potencjalnych zysków na akcjach, które sprzedawałem w ostatnich dniach zadowalając się czasem skromnym, ale zarobkiem.

Przy okazji chciałem dorzucić bonus dla graczy futures (wykres powiększa się przez kliknięcie w niego). Z tym, że zastrzegam, że im więcej ludzi coś widzi, tym mniejsza skuteczność danej metody, bo jeden spekulant chce przechytrzyć drugiego i ustawia się przed wskazaniami, czy też jakaś grubsza ryba celowo narusza wsparcia i opory kasując zyski z paniki odwrotnymi zleceniami. Na tym rynku jest tyle zmiennych, że naprawdę ciężko go krótko opisać i jeszcze trudniej regularnie zarabiać. Gramy na punkty w większości z dobrymi pokerzystami czekając aż do stołu przysiądą się amatorzy.


Więcej o Fibonaccim na przykład tutaj, a powyższy wykres powinien pomóc komuś grającemu na fut w ustaleniu strategii na przyszły tydzień i być może przyniesie parę złotych zysku.

Portfel 42 040, 29 zł (16 438,29 + 17 326 + 4070 + 4206)


Biura maklerskie 16 438,29 zł:

K2 Internet 110 akcji 1166 zł

gotówka 15 272,29 zł

Zacznę od końca.

W piątek uznałem, że obojętne czy dane o 14:30 będą dobre czy złe i tak powinno pojawić się jakieś pikowanie w dół zgodnie ze schematem z ostatnich dni, kiedy nawet dobre makro niespecjalnie pomagały.

Z tego powodu rano postanowiłem wziąć 1xS, żeby bezstresowo znowu podkręcić stan portfela. No i otworzyłem futures po 2155 (na bieżąco podawałem to w shoutboxie –dla niedowiarków archiwum można przeglądać klikając next) i miałem przed sobą luźną sesję na fut. Tak mi się zdawało i w sumie słusznie, bo max wypadł w piątek ledwie 6 punktów wyżej.

Wszystko byłoby ok, ale okazało się, że pomyliłem się i wziąłem L zamiast S.
No i wtedy lekko wkurzony odwróciłem się po 2149 (tu był drugi błąd, że za nisko) i dołożyłem jeszcze jedną sztukę, aby łatwiej odrobić stratę.

Ostatecznie zamknąłem te esy po 46 i 30 (tego drugiego na lekkiej panice po danych) kończąc dzień z bilansem +115 zł. Powinno być 235, gdyby nie mój głupi błąd, ale zdarza się i tak.

Teraz pora na akcje i spójrzmy na straty.

Najpierw sprzedałem Orco po 39,99 zł w poniedziałek zaliczając -116,92 zł/- 6,1%.
Druga nieudana transakcja, jeśli chodzi o wynik to SSI, którego resztki sprzedałem w czwartek na NewConnect po 30 gr. W sumie na tym papierze strata wyniosła -110 zł/-5,2%.
Wreszcie ostatnia to sprzedaż Hardexu po 39,99 zł w środę -109,88 zł/-7,7%

Na szczęście to koniec wtop, zresztą w sumie raczej niewielkich (łącznie poniżej 1% kapitału).

Poza tym w poniedziałek sprzedałem Mercor po 24,7 z zyskiem +102,2 zł/+5,1% - tu analiza techniczna bardzo dobrze zdyskontowała słabe wyniki, które zepchnęły kurs zdecydowanie niżej później (w pt 22,2 zł na zamknięciu).

Tego samego dnia pod młotek poszedł też BBI Zeneris po 0,8 zł: +61,33 zł/ +4,4%
Najlepszą transakcją na akcjach okazały się Żurawie Wieżowe, które zaledwie w tydzień przyniosły naprawdę solidny zysk w procentach +371,08 zł/+25,6%.



Wszystko zagrało, czyli motyw umowy z Gastelem i pompka pod nią, a potem sprzedaż faktów.

Kolejne transakcje to sprzedaż MakoLabu po 1,16 zł +231,83 zł/+15,4%, Qumak Sekom po 11,4 zł +84,67 zł/+5,1% oraz SelenaFM po 11,94 zł +52.15 zł/ +4,6%.

Wreszcie ostatni DT z czwartku na Orco na 200 akcjach +51,82 zł /+0,7% (liczyłem na dojście do 36, ale zatrzymało się na maksie na 35).

Ogólnie operacji bardzo dużo i o każdej musiałbym coś napisać czemu tak, a nie inaczej zrobiłem, co zajęłoby za wiele miejsca we wpisie. W wielu wypadkach wszystko sprowadzało się do ochrony zysków topniejących na korekcie. Bilans ze wszystkich transakcji +733,28 zł.

W nowym tygodniu chciałbym kupić jakieś akcje, ale to nie ode mnie zależy, bo wbiję zlecenia i będę czekał niżej.

Jak pójdzie do góry ewentualnie zastanowię się nad futures. Tu mam duży komfort, bo wchodzę rzadko i tylko kiedy oceniam szanse na zarobek jako zdecydowanie wyższe niż 50%, więc następna transakcja może być w poniedziałek, za tydzień, albo w październiku. Niewiele się tym przejmuję.

Lokaty i depozyty 17 326 zł:

Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł

Waluty 4070 zł:

1000 Euro

Złoto 4206 zł:

46 g w monetach i sztabce

Tydzień niewątpliwie należał do złota. Uncja kosztuje już blisko 1000 dolarów i przejście tej magicznej bariery może znowu wywołać gorączkę złota.

W minionym tygodniu blog otrzymał dwie dotacje o łącznej wartości 94,1 zł, za które bardzo dziękuję i środki wędrują do Alior Banku, gdzie walczą na parkiecie. Alior Bank niestety trochę za często ma awarie, kiedy w systemie online wszystko się wysypuje - takie zjawisko wystąpiło co najmniej dwa razy w tym tygodniu. Z tego powodu dla aktywnego gracza na futures wydaje mi się to niezbyt dobre rozwiązanie, ale dla mnie nie ma to aż takiego znaczenia i chwilowe kłopoty rekompensują mi odsetki z lokaty nocnej. Jednak polecam rachunek rezerwowy i mi wystarcza solidna bossa.

Na przełomie miesiąca AdSense pokazywało tu dziwne reklamy, na przykład z damską bielizną, ale wszystko wróciło do normy i po dramatycznym spadku wpływów z kliknięć na początku tygodnia wszystko wydaje się teraz stabilizować.

Na przyszły tydzień proponuję dobrze przygotować swoją strategię na giełdzie, bo absolutnie nie wiem co się stanie poza tym, że zmienność powinna wzrosnąć.

piątek, 4 września 2009

Oszczędzanie i inwestowanie w wersji „Rzeczpospolita”

Zwykle rano robię prasówkę. Jednak to, co wypisuje się w naszej rzekomo ekonomicznej prasie nieodmiennie wprawia mnie w osłupienie.

Od lat czytam dodatek "Pieniądze" ukazujący się w "Rzeczpospolitej" i z każdym rokiem znajduję w nim mniej dla siebie.

Pierwszy tekst zaczyna się od zdania, które od razu poraziło mnie swoją mocą:
„Każdy, kto aktywnie korzysta z rachunku, powinien wybierać wersję z wyższą opłatą miesięczną.”

Według mnie każdy, kto aktywnie korzysta z rachunku powinien wybierać wersję z jak najniższymi opłatami, a najlepiej bez nich, bo od tego mamy mózg, żeby szukać najkorzystniejszej oferty za najniższą cenę. Zresztą tak zakłada tradycyjna ekonomia, że uczestnicy rynku kierują się maksymalizacją swoich korzyści, a nie banku czy sprzedawcy samochodów. Inna sprawa, że to nieprawda i większość ludzi podejmuje irracjonalne decyzje ekonomiczne.

W dobie internetu promowanie różnych drogich kont wydaje mi się co najmniej absurdalne i cały ten artykuł dowodzący, żeby wydawać kasę na rzeczy dostępne za friko zadziwia mnie traktowaniem czytelnika jako delikatnie mówiąc niezbyt rozgarniętego.

Karta debetowa z mBanku lub z Aliora (ta za 3 zł) + rachunki oszczędnościowe z darmowymi przelewami, czyli Eurobank (darmowe przelewy są z konta online), ewentualnie nieco toporny Polbank i wszystko da się zrobić bez niepotrzebnego wydawania pieniędzy. Takich wariantów jest zresztą dużo więcej, a co najważniejsze da się odwrócić sytuację i zamiast płacić bankowi, ten ostatni będzie nam fundował konto płacąc odsetki za pożyczane od nas pieniądze.

Nie wiem w czym rzecz, ale w tradycyjnej prasie podsumowania ofert banków w artykułach wyglądają jak jedna wielka reklama i ciężko ją odróżnić od tych znajdujących się wokół tekstu.

Następny tekst zawiera porady ekspertów na temat giełdy. Podam tylko dwa cytaty.

Marek Nienałtowski, główny analityk Money Expert:

„Biorąc pod uwagę analizę techniczną, spadek WIG20 do poziomu 1980 – 2000 punktów (w lutym od tego poziomu rozpoczął się trend wzrostowy) nie stanowiłby większego zagrożenia”

Maciej Wiśniewski, prezes Investors TFI:

„po korekcie spodziewam się kontynuacji silnego wzrostu; według mnie będzie on trwał przez sześć do 12 miesięcy. Dlatego osoby, które mają akcje, nie powinny się ich teraz pozbywać. Myślę, że w ciągu kolejnych dwóch lat WIG20 (indeks największych spółek) osiągnie poziom 3 – 4 tys. pkt.”

Niezorientowanym podam, że Investorsi czekali poza akcjami aż do sierpnia.

Dalej prezes snuje wywód, który zakłada tylko i wyłącznie wzrostowy wariant. A co robić w razie boczniaka lub ponownych spadków, tego nie podaje.

Podobne kwiatki znajduję praktycznie codziennie i budzą one moją nieodmienną wesołość i zamiast przeglądu prasy ekonomicznej wychodzi najczęściej poranny kącik humoru.

środa, 2 września 2009

Eurobank obniża oprocentowanie rachunku oszczędnościowego do 5,7%

No i stało się. Rachunek oszczędnościowy spadł z 6,06% do 5,7%, czyli niedawne zwiększenie przez eurobank z 5 do 15 maksymalnej liczby rachunków posiadanych przez jednego klienta nie było przypadkowe i ma nieco złagodzić obniżkę oprocentowania.
Kwota wolna od podatku to w tej chwili maksimum 15 976 zł pod warunkiem, że odsetki codziennie zabierasz na konto online. Można to zrobić prościej i zmniejszyć kwotę do powiedzmy 15 500 zł i nie bawić się w przelewanie i pilnowanie kasy.

Przy okazji podpowiem, że eurobank nadal ma w ofercie lokaty krótkoterminowe o oprocentowaniu 6% rocznie, czyli jak ktoś ma czas może się pobawić w podkręcanie odsetek przy ich pomocy (na przykład siedmiodniowa do mniej więcej 2160 zł).

Z drugiej strony, dla polujących na grosze w tej chwili kwota graniczna, od której bank zacznie płacić wynosi nieco ponad 32 zł (prawdopodobnie 32,05 zł -poprawka 32,02 zł).

W tej sytuacji atrakcyjniej wygląda Polbank i jego Konto Mocno Oszczędzające na 6,5% netto, ale ma ono sporo gwiazdek.

Przy oficjalnej inflacji 3,6% i niepewnych jej perspektywach, mamy premię na przyszłość (oprocentowanie realne) jakieś 2-3%, czyli w dalszym ciągu zabezpieczamy swoje pieniądze, ale ciężko zostać milionerem bawiąc się wyłącznie w lokaty i rachunki oszczędnościowe.

Rekordowe wpłaty do TFI – uciekać?

W dzisiejszym „Parkiecie” znajdziemy taki kwiatek:

„Od początku sierpnia zainteresowanie funduszami znacząco wzrosło w porównaniu z poprzednimi miesiącami – przyznaje Krzysztof Samotij, prezes BZ WBK AIB TFI, drugiego pod względem wielkości aktywów towarzystwa na rynku. Według danych na 26 sierpnia klienci zainwestowali w fundusze Arka i Lukas około 250 mln zł, z czego blisko 170 mln zł trafiło do Arki Akcji. – Ostatni raz kupili jednostki o podobnej wartości na początku 2008 r. – komentuje prezes.”

Inwestowanie na giełdzie polega na szukaniu większego jelenia od nas, któremu sprzedamy drożej akcje czy cokolwiek innego. No i tu rodzi się pytanie komu sprzedadzą te akcje fundusze inwestycyjne?

Poza tym w styczniu 2008 roku (kiedy ostatnio były takie wpłaty do funduszy akcyjnych) pojawiła się naprawdę bolesna i emocjonalna fala spadkowa, po której prezes Sobolewski chciał zwalczać napalmem komentarze analityków otwarcie piszących o krachu. Szczerze mówiąc, kto wtedy wycofał się z giełdy na rok na pewno uratował kapitał, więc dla kogo ten napalm?

Trochę koloryzuję w tym miejscu, ale nie tak bardzo, bo obecne ceny akcji
to w wielu wypadkach czysta spekulacja. Niby o ile wzrosną zyski spółek w przyszłym roku?
Póki co, nadal obowiązuje trend wzrostowy i w uproszczeniu ten wariant obstawiam jako pewniejszy do momentu, gdy WIG20 jest nad 2000 punktów. Równie dobrze możemy jeszcze pociągnąć w stronę 2400 i to we wrześniu, choć moja wiara jest dość wątła, bo większość na to liczy.

Wątpliwości jest coraz więcej

Od dawna stawiałem na wejście w akcje jesienią gdzieś w drugiej połowie października po fali strachu i kolejnej wyprzedaży. Do układanki brakuje jeszcze jakiegoś fatalnego infa w stylu bankructwa znanego banku zagranicznego czy jakiegoś państwa ze wschodniej części Europy.

Nigdy nie jest jednak tak prosto, bo równie dobrze może to być fala C, która zmiecie całą B od lutego (stopy wskazane).

Jeśli Amerykanie rzucili się na bankrutów, a Polacy znowu masowo kupują jednostki funduszy to mi się zapaliła żółta lampka ostrzegawcza.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...