Pytanie powtarza się od jakiegoś czasu, więc pora rozprawić się z problemem zlecenia stop loss. Na początek zacznijmy od tego, że proponuję jednak zlecenie stop limit, które omówię na konkretnym przykładzie: powiedzmy posiadasz 100 akcji banku PKO BP i jesteś na sporym plusie.
Nie chcesz jednak stracić zbyt wiele zysku i z tego powodu ustawiasz zlecenie z limitem aktywacji 34,99 zł, natomiast limit ceny ustalasz na 34 zł. Jeżeli cena zejdzie poniżej 35 zł, zlecenie automatycznie wchodzi do arkusza z ceną 34 zł i jest realizowane po najwyższym możliwym kursie, czyli na tak płynnej spółce jak bank PKO BP prawdopodobnie gdzieś po 34,9-34,95 zł.

Teraz warto zastanowić się po co w ogóle stosować takie zlecenia?
Sam je rzadko wbijam fizycznie i wykorzystuję tak zwany mentalny stop-loss, czyli jeśli cena idzie w złą stronę i dochodzi do określonego poziomu składam normalne zlecenie, a tylko jeśli nie ma mnie na przykład przez całą sesję przy kompie, wtedy mogę wrzucić SL, z zastrzeżeniem, że jest to stop limit.
Tu trzeba być zdyscyplinowanym i nie oszukiwać siebie na przykład ignorując stopa z nadzieją łudząc się "a może odbije?". Czasem się uda, ale najczęściej wtopa gwałtownie rośnie, bo niby czemu dany ruch ma się zatrzymać akurat w tym miejscu gdzie masz stopa?
Pora wrócić do pytania po co to w ogóle robić?
Dla uproszczenia załóżmy, że posiadasz kapitał 100 000 zł, którego dorobiłeś się na hossie pomnażając 20 000 zł, z którymi startowałeś w 2003 roku. Jest maj 2007 roku, a na GPW wchodzi dynamiczny austriacki deweloper Immoeast. Skuszony wizją kolejnych zarobków wchodzisz po korekcie po 40 zł kupując 2500 akcji (pomijamy prowizje).

Tymczasem sprawy nie toczą się tak jak powinny, ale nie przejmujesz się, bo za każdym razem do tej pory wystarczyło poczekać, a zarabiało się raz mniej, raz więcej, ale zawsze do przodu, a przecież tylko leszcze panikują bez potrzeby i dają się wytrzepać z akcji przez sternika.
Niestety jest coraz gorzej, więc przestajesz się interesować giełdą i tylko raz na jakiś czas z przerażeniem zerkasz na bieżący kurs Immoeastu.
Dopiero kiedy słyszysz zewsząd o masowych bankructwach i rychłym końcu świata postanawiasz zdać się na los i sprzedajesz Immoeast jesienią ubiegłego roku po 1 zł za akcję, czyli dostajesz 2500 zł, a za te resztki kupujesz złotego krugerranda i butelkę wódki.

Ku twojej frustracji kurs Immoeastu rośnie potem o 1500%. Jednak już nie uczestniczysz w tym rajdzie, a na hasło giełda reagujesz agresją.
Tak wygląda kariera, a raczej jej końcówka wielu „dzieci hossy”.
Nowy rajd rozpoczęty od lutego tego roku oznacza początek kolejnego cyklu ze świeżymi dziećmi hossy.
Łatwo pomylić swoją doskonałość inwestora z odbiciem WIG o blisko 80%. Kto wchodził po drodze w tym czasie, w większości przypadków znajduje się na plusie, czasem sporym. Tymczasem spadki kiedyś jednak przyjdą i zweryfikują wszystkich.
Zauważ, że matematyka jest tak perfidna, że jeśli Immoeast spadł z 40 na 1 zł to straciłeś 97,5% pieniędzy, a jak odbije o 100% do 2 zł nadal jesteś 95% do tyłu. Tymczasem inni zarabiają czasem krocie rzędu 1000% (z 1 do 11 zł), a ty dalej liczysz straty.
W takiej sytuacji znalazło się wielu nie akceptujących strat.
No i jeszcze dochodzą przypadki totalnych bankrutów wyrzuconych z giełdy jak Toora, gdzie nawet na ostatniej sesji „twardziele” kupowali jej akcje.
Jak można uniknąć takich wpadek?
Od razu zakładając maksymalną stratę, którą możesz ponieść w pojedynczej transakcji.
Zawodowcy mówią o maksymalnie 1% kapitału, ale przy jego niskiej wartości uważam, że standardowo można podnieść poprzeczkę do 2%, a w niektórych przypadkach do 3. Wyżej to już przy niesamowitych okazjach, czyli rzadko.
Z tego wynika, że inwestor, który wszedłby w Immoeast wiosną 2007 roku mógłby pozwolić sobie na stratę powiedzmy 2000 zł.
No ale zaraz, zaraz.
2000 zł ze 100 000 to ledwie 2%. Nawet w ciągu jednej sesji akcje mogą przecież potanieć o 3 czy 5% Czy taki stop ma sens?
Nie. 2, 3 czy 5% to zdecydowanie za blisko dla akcji. Powinno być co najmniej 10% na starcie (weź pod uwagę zmienność), a potem w miarę zarobku możemy sobie wędrowac ze stopem w górę.
I tu dochodzimy do wielkości pozycji.
Jeśli masz 100 000 zł i wchodzisz w 1 spółkę za całość, uprawiasz hazard. Owszem potencjalnie możesz na przykład zarobić 50 000 zł, ale jeden nieudany strzał i leżysz.
Przykładowo w czasie hossy miałeś przed Immoestem super serię i zwiększyłeś kapitał pięciokrotnie z 20 000 zł do 100 000 zł za każdym razem grając vabank. Przychodzi w końcu taka trefna transakcja i po zawodach, ze 100 spadasz do 20, albo i w ekstremalnym wariancie jeszcze niżej.
Takie kariery najpowszechniejsze są na rynkach terminowych, gdzie operuje się dźwignią i przez to trwają niezwykle krótko (aktualnie w Polsce jest zaledwie 14 000 aktywnych NIKów – a propos, czy znacie jakiegoś polskiego milionera grającego wyłącznie na futures?)
OK, ale po co w ogóle te stopy? Czy chodzi o to, żeby zbierać straty?
Nic podobnego.
Szukamy takich transakcji, gdzie znajdziemy jak najwyższy potencjał zysku do straty.
Im więcej, tym lepiej, ale z góry nie wiadomo tak naprawdę ile zarobimy. Za to
możemy w miarę precyzyjnie ustalić swoją maksymalną stratę.
Teraz pokażę to na przykładzie spółki, którą naprawdę mogę kupić – nie jestem na 100% pewny.
Mimo dość kiepskich wyników, załóżmy, że nadal chcę wziąć akcje Relpolu. Zlecenie kupna ustalam na 4,32 zł.

Patrząc na wykres logiczny stop-loss to 3,6 zł (nawet 3 zł), ale z zasady lepiej nie ustawiać się na takich oczywistych poziomach technicznych (są one zwykle naruszane), tylko nieco niżej, na przykład na 3,5 zł (reguła dobrego stopa: nie dać się łatwo wyczyścić na oczywistych poziomach)
Doliczając poślizgi czasowe, prowizje itd., niech to będzie 1 zł na akcję.
Teraz patrzę do góry i szukam oporów. Powiedzmy, że uznałem, że jest szansa na 5,5 zł. Odliczając prowizje i inne wychodzi mi, że potencjalny zysk/ryzyko oscyluje wokół 1:1, co nie jest zbyt dobre, bo trzeba mieć rację w ponad 50% przypadków.
Lepsze jest 3:1 i więcej, wtedy możesz mylić się częściej.
A teraz pora na ustalenie wielkości pozycji.
Transakcja nie rokuje najlepiej, więc zaryzykuję 1% kapitału. 1% kapitału obecnie to 420 zł.
Z tego wychodzi mi 420 akcji Relpolu na k po 4,32 zł, czyli zlecenie o wartości nieco ponad 1,8k zł.
W ten sposób możesz kupować nawet potencjalnych bankrutów odpowiednio manipulując wielkością pozycji - wtedy da się wchodzić w ogóle bez stopa.
Przykładowo chcesz zaryzykować i postawić na to, że Orco jednak zbuduje projekt Libeskinda Złota 44 i wyjdzie na prostą, ale obawiasz się, że istnieje ryzyko, że spółka zbankrutuje.
Jesteś gotowy postawić 2% kapitału. W takim razie przy portfelu takim jak mój 42k, możesz pozwolić sobie na stratę około 840 zł. 840/36=23 akcje, czyli kupujesz 23 akcje po 36 zł i nic się nie przejmujesz czy spadają na 5 zł czy rosną na 50 czekając na znacznie powyżej 100% zysku.
Temat szacowania ryzyka i cięcia strat (głównie zleceniami stop) jest naprawdę obszerny i chciałem tylko tu zarysować jak do tego mniej więcej podchodzić, a sam bawię się w takie kalkulacje bardzo często na bieżąco. W praktyce wychodzi różnie, choć cel powiększania portfela realizuję zgodnie z planem (nawet szybciej), a to jest dla mnie najistotniejszy parametr w tej chwili.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Jak rozsądnie ustawić zlecenie stop-loss i kontrolować ryzyko?
Chiński mur się kruszy
Zamiast dużo opowiadać o tym co się dzieje, napiszę tylko, że giełda w Szanghaju dziś traci ponad 6%, prawie 7, a co to znaczy dla nas? Proponuję zerknąć tutaj:
Na pewno trzeba uważać ze swoim zaangażowaniem na parkiecie akurat teraz.
Uczulam wszystkich, bo jak się okazuje, zdecydowana większość czytelników bloga interesuje się giełdą i aktywnie inwestuje, ale gorzej jest z doświadczeniem. Szczególnie przestrzegam przed sodówką tych, którzy weszli w tym roku na fali wzrostowej.
Nie mylcie rajdu prawie na wszystkich spółkach ze swoją genialnością.
Od kiedy inwestujesz na giełdzie? 
Jeszcze więcej osób wzięło udział w ankiecie na temat zarobków:
Wszystkim dziękuję za odpowiedzi i przydadzą mi się w podejmowaniu decyzji na temat nowych wpisów.
Widać, że prawie wszystkich interesuje giełda i zdecydowana większość posiada mniejsze czy większe dochody umożliwiające oszczędzanie i inwestycje.
Tymczasem proponuję dobrze przygotować sobie strategię na najbliższe tygodnie, bo co prawda nie znam przyszłości, ale bardzo wiele wskazuje na zwiększoną zmienność.
Z tego powodu weekend spędziłem na analizie swoich spółek z portfela i aktualizacji założeń.
Zacznę od błędów.
Uznałem, że BBI Zeneris nie może poradzić sobie z oporem na 82 gr, więc zabieram skromny zysk i po tygodniu trzymania sprzedałem po 80 gr. Ostateczny zysk +61,33 zł/ +4,4% po odliczeniu prowizji. Takie decyzje zawsze są trudne, ale od początku był to zakup wyłącznie spekulacyjny.
Teraz BBI Zeneris chodzi wyżej, więc dlatego błąd.
Następna spekulacja, czyli Orco została zamknięta prawidłowo:
Tu bardziej niż na poziomy techniczne patrzyłem jak zacznie się w Paryżu i jeżeli nie ma entuzjazmu co do planów spółki na przyszłość, nie widzę sensu, aby ryzykować więcej.
Strata -116,92 zł/-6,1%.
Nie było aż tak źle, bo wcześniej troszkę zarobiłem na Orco, więc w sumie operacja bez znaczenia.
Ostatnia transakcja na dziś to Mercor sprzedany po 24,7 zł na otwarciu – tu decydują kłopoty ze średnią 200 SMA oraz 5 czarnych świec po kolei. Na pewno nie pomaga też rekomendacja z IDMSA z wyceną 21,3 zł, choć tak naprawdę to najmniej dla mnie istotne.
Zysk +102,2 zł/+5,1%.
Reszta czeka i zobaczymy co będzie dalej, bo tym razem dobrze prezentują się Żurawie Wieżowe i obudził się K2 Internet.
Posted by
ZP
at
10:29
12
comments
Labels: akcje, ankieta, BBI Zeneris, Chiny, giełda, inwestycje, Mercor, Orco
sobota, 29 sierpnia 2009
Ile zarabia twój makler?
W weekend proponuję policzenie prowizji, które płacisz swojemu maklerowi.
Przejrzałem dane tylko z ostatniego miesiąca i wyszło mi około 400 złotych przy skromnym portfelu o wartości około 15 000 zł.
Przyjmując, że rocznie byłoby to 5000 złotych oznacza to około 30% aktualnej wartości środków i akcji posiadanych przeze mnie w biurze maklerskim.
A teraz załóżmy, że stoję w miejscu i nie tracę, ani nie zyskuje w wymiarze nominalnym. Z 15 000 zł po roku zostałoby 10 000 zł.
Biura maklerskie bardzo nie lubią podawać takich informacji, bo proszę mi pokazać gdziekolwiek miejsce na rachunku, gdzie można znaleźć automatycznie podsumowane zapłacone prowizje.
Głównie co robią, to promują aktywny trading i zachęcają do coraz większej liczby transakcji. Jeżeli pójdziesz na jakiekolwiek szkolenie organizowane przez brokera czy biuro maklerskie założę się, że wszystko będzie zmierzało do tego, abyś był jak najaktywniejszy i generował coraz wyższe prowizje. Przykłady: "szukaj wybić z konsolidacji i szybko zamykaj transakcję w razie cofnięcia się pod bliskie wsparcie jak się nie uda", albo "szybko kasuj zysk, bo lepiej zarobić niż stracić" itp. itd.
Na tym polega ten biznes.
Jak wszędzie liczy się głównie sprzedaż i co z tego, że masz na przykład rachunek o wartości powiedzmy milion złotych, jeśli dokonujesz na nim transakcji średnio raz na miesiąc, albo rzadziej.
Dla biura maklerskiego cenniejszy jest grajek z 10 000 zł nieustannie handlujący 3-4 kontraktami, bo on przynosi stały zysk tydzień w tydzień, a na dodatek nawet jak wszystko straci to zaraz wróci jak uzbiera na kolejny depozyt.
Dlatego chciałbym wszystkich przestrzec przed najczęstszym błędem i ekscytowaniem się kto ile płaci za kontrakt czy akcje. Niektórzy celowo handlują tylko po to, żeby wyrobić limit i dostać „za darmo” lepszy pakiet u maklera, albo niższą procentowo prowizję.
Tak, jestem za negocjowaniem i zmniejszaniem prowizji do jak najniższej, ale celem gracza na kontraktach nie jest prowizja 5 złotych za kontrakt, tylko zysk. To samo dotyczy akcji.
W tej chwili poziom poniżej 0,4% jest standardem na akcjach i naprawdę premia za daytrading w postaci 0,2% za zamknięcie tego samego dnia wydaje mi się wcale nie taka atrakcyjna. Zresztą ogólnie daytrading jako stałe zajęcie wydaje mi się mocno dyskusyjny, przynajmniej jeśli chodzi o indywidualnego inwestora/spekulanta. Statystycznie nie opłaca się, a na dodatek w zdecydowanej większości wypadków wynagrodzenie nie rekompensuje poziomu stresu i ryzyka.
Wyobraź sobie, że chodzisz do pracy i codziennie ryzykujesz, że jak zrobisz coś nie tak to utracisz zarobki powiedzmy z ostatnich 2 miesięcy czy roku (zależy od lewara). Czy wybrałbyś taki etat? Ja nie.
Nie neguję, że są utalentowani daytraderzy, ale jest ich na pewno garstka i sam nawet nie próbuję się do niej dostać. Zresztą nie czuję takiej potrzeby.
Oczywiście, że jestem świadomy zbyt dużej liczby transakcji na moim rachunku. Wynika ona z niespotykanej zmienności rynku i nie sądzę, że długoterminowo zmienność na takim poziomie będzie stała, więc i moja nadaktywność z czasem spadnie, przynajmniej jeśli chodzi o rynek akcji, bo pochodne to inna bajka.
Na koniec jeszcze raz proponuję policzyć prowizje, które zapłaciłeś maklerowi na przykład od początku roku i porównaj je do osiągniętego zysku w złotych. Mimo, że od początku roku WIG20 zyskał 25%, a od dna nawet blisko 80% to i tak gwarantuję zaskakujący bilans.
Posted by
ZP
at
10:14
28
comments
Labels: akcje, biura maklerskie, giełda, inwestycje, kontrakty terminowe, makler, prowizje
piątek, 28 sierpnia 2009
Banki są drogie
Według mnie banki są drogie i nie chodzi mi o naliczanie przez nie różnych opłat i prowizji czy o wysokie oprocentowanie kredytów, ale o ceny ich akcji. Rozjechały się one co nieco z rzeczywistością i jedynym kryterium do ciągnięcia ich kursów okazała się technika oraz płynność. Symboliczny jest wzrost cen kursu BRE, który jeszcze w marcu kosztował poniżej 100 zł, a dziś na zamknięciu było to już ponad 250 zł.
Oczywiście, że nie znaczy to, że od razu banki muszą tanieć, ale jeśli widzę C/Z 30 i wiem, że spółka nie poprawi gwałtownie wyników w kolejnych kwartałach (rok do roku raczej będzie spadek dynamiki zysków, a czasem i strata) mogę tylko myśleć o czystej spekulacji, a obserwując przejazdy do góry i do dołu na WIG20 w rytmie wybijanym przez grubych graczy, wolę na razie omijać ten indeks. Kto zarabia, gratuluję – dla mnie WIG20 stał się nieco kasynowy i trudno mi się jakoś rozsądnie ustawić.
Zainteresowanych analizą fundamentalną banków odsyłam do raportu.
Na razie wciąż widzę szansę na dalsze wzrosty, ale na pewno nie pójdzie to gładko.
Jeżeli będzie rosło, bardziej wierzę w mniejsze spółki, gdzie nie ma takiego wpływu kontraktów, a jedna większa fala wpłat do TFI podniosłaby ich ceny jeszcze wyżej, bo tu też coraz mniej okazji do tanich zakupów i bawimy się w wielu wypadkach w pompowanie balonika.
Zobaczymy co przyniesie nowy tydzień, ale dopóki widzę dwójkę z przodu przed WIG20, nadal czekam na dalsze wzrosty.
Portfel 41 306,22 zł (15 870,22 + 17 326 + 4070 +4040)
Biura maklerskie 15 870, 22 zł:
BBI Zeneris 1800 akcji 1422 zł
Hardex 33 akcje 1436,82 zł
K2 Internet 110 akcji 1175,9 zł
MakoLab 1500 akcji 1905 zł
Mercor 85 akcji 2099,5 zł
Orco Property Group 45 akcji 1869,75 zł
Qumak Sekom 150 akcji 1755 zł
SelenaFM 100 akcji 1140 zł
SSI 2000 akcji 640 zł
Żurawie Wieżowe 650 akcji 1605,5 zł
gotówka 821 zł
+przelew 764 zł
W tym tygodniu kupiłem w poniedziałek na otwarciu akcje BBI Zeneris, Orco oraz SelenaFM. Orco sprzedałem wczoraj po 47,99, czyli z dość symbolicznym zyskiem 65,32 zł/+3,5%, a dziś rano odkupiłem nieco więcej, czyli 45 sztuk po 42,01 zł.
Ominęły mnie emocje z WIG20 i jakoś zbytnio nie żałuję, bo wybrane przeze mnie spółki w większości zachowują się nieźle. Przynajmniej na razie. Wciąż nawet w razie spadków i wylotu z niektórych z nich cały czas mam zamiar powiększać stan rachunku u maklera dopóki nie przekroczy co najmniej 25 tys. zł.
Robię to stopniowo i w przyszłym tygodniu dojdzie przelew z oszczędności wrześniowych, a w ostatniej dekadzie września nieco ponad 1000 zł z lokaty czteromiesięcznej, której celem było wykorzystanie środków do kupowania akcji w październiku,
Lokaty i depozyty 17 326 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
W zestawieniu nie widać eurobanku, bo są to moje inne środki, które tam trzymam. W tym tygodniu zwiększyłem liczbę rachunków do 15 i na każdym znalazło się co najmniej 30,12 zł. Dlaczego? Odsyłam do wcześniejszego wpisu.
Waluty 4070 zł:
1000 Euro
Złoto 4040 zł:
46 g w monetach i sztabce
Euro i złoto słabną, lecz mnie to niespecjalnie interesuje, bo są one wyłącznie zabezpieczeniem portfela.
Dziś dostałem pieniądze za kliki w reklamy Google AdSense i całość 764 zł powędruje do Aliora (już tam zapisałem, ale fizycznie pieniądze znajdą się w poniedziałek). Kurs wymiany za dolara 2,865 zł. W dolarach nie wygląda to źle, ale umacniająca się złotówka nie pozwala na jakiś podskok w przychodach.
W przyszłym tygodniu kończą się wakacje i z tej okazji proponuję znowu zapłacić sobie choćby 100 zł wpłacając kasę do banku, funduszu inwestycyjnego czy maklera. Nie ma powodu, aby przestać.
Posted by
ZP
at
19:35
3
comments
Labels: akcje, banki, BRE, giełda, inwestycje, lokaty, portfel
środa, 26 sierpnia 2009
Piotr Zagała proponuje Relpol
Wczoraj oglądałem TVNCNBC, co robię po części z obowiązku, a trochę dla rozrywki. Rzadko biorę pod uwagę konkretne sugestie z tego programu, ale jeśli znajdę jakiś sensowny motyw, to dlaczego nie spróbować?
Tym razem zaintrygował mnie (kolejny raz) Piotr Zagała z Idea TFI. Aby nie wyszło, że jestem jego fanem czy kolegą przypomnę, że w poprzednim miejscu pracy, czyli w SEB poniósł on kolosalne straty w funduszu obligacji SEB2, więc trochę dziwi mnie jego niezmącona pewność siebie i przekonanie o nieomylności otrzymane pewnie z licencją doradcy inwestycyjnego.
No ale nas tu bardziej interesuje zarabianie na giełdzie, więc przejdę do konkretów. Wczoraj pytany o ciekawe spółki Zagała zaproponował Relpol, dlatego, że walorek został mocno zapomniany (ech te mocarstwowe plany wejścia na Nasdaq w hossie :), a przecież jako importer podzespołów na pewno zyska na wzmacnianiu się złotego.
Na razie wyniki były ostatnio słabe i ja wolę zaczekać do 31 sierpnia na raport, tym bardziej, że nie mam kasy na rachunku u maklera i nowe środki pojawią się dopiero za kilka dni.
Tymczasem rzut oka na wykres i widać, że coś tu się ruszyło. Dwie ostatnie sesje wyrwały Relpol z marazmu, a zwraca uwagę wysoki obrót w poniedziałek. Możliwe, że na przykłada Idea TFI Zagały kupiła czy kupuje te akcje i generuje dodatkowy popyt. Jakkolwiek jest warto przynajmniej obserwować ten walor, bo nawet patrząc na C/WK 0,69 widać, ze ma jakiś potencjał od tej strony (należałoby się wczytać w raport w poniedziałek), a moim zdaniem fundamenty i tak schodzą powoli na dalszy plan o ile dana spółka nie jest zagrożona upadłością.
Z tym, że trzeba pamiętać, że od czwartku WIG20 urósł o prawie 300 punktów i na pewno korekta może być nerwowa na całym rynku. Co do techniki, na Relpolu najważniejsze jest czy przejdzie 5,5 zł, bo poprzedni atak zakończył się klęską.
Posted by
ZP
at
08:29
19
comments
wtorek, 25 sierpnia 2009
Eurobank oferuje 15 rachunków oszczędnościowych
W ramach wojny depozytowej walczący z konkurencją eurobank zaproponował (więcej w zakładce o rachunku) zamiast 5 aż 15 rachunków oszczędnościowych, czyli tym samym pula pieniędzy oprocentowanych na 6,06% netto w skali roku wzrasta trzykrotnie i przekracza teraz wyraźnie 200 tysięcy złotych – jeśli ktoś ma większą kwotę i nie chce mu się pilnować codziennie odsetek wpłaca sobie po jakieś 14,5 tysiąca na każdy rachunek i gotowe.
Również osoby z niewielkimi środkami powinny zwiększyć sobie liczbę rachunków do 15 z prostego powodu.
Załóżmy, że posiadasz 500 zł oszczędności. Jeżeli będziesz je trzymał na 1 rachunku w eurobanku, po miesiącu dostaniesz 2,4 zł odsetek.
Jeżeli natomiast podzielisz środki na 15 rachunków i na każdym z nich ulokujesz co najmniej 30,12 zł otrzymasz po miesiącu 4,5 zł.
Jakim cudem?
Działają zaokrąglenia i jeśli masz 30,12 zł dostajesz 1 grosz odsetek dziennie.
Oczywiście nikt się na tych dodatkowych 2 zł nie wzbogaci, ale liczy się wykształcenie w umyśle pozytywnych nawyków w stosunku do finansów, które przydadzą się przy poważniejszych przedsięwzięciach.
Posted by
ZP
at
21:17
19
comments
Labels: Eurobank, lokaty, oprocentowanie, rachunek oszczędnościowy
Konto Mocno Oszczędzające na 6,5% w Polbanku
Od niedawna Polbank oferuje rachunek oszczędnościowy pod nazwą Konto Mocno Oszczędzające. Na pierwszy rzut oka wygląda ono atrakcyjnie. Mamy 6,5% rocznie i wykorzystanie mechanizmu codziennego naliczania odsetek sprawia, że jest to kwota netto do mniej więcej 14 000 zł. Można założyć 3 takie rachunki na jedną osobę, czyli da się tu ulokować nieco ponad 40 tys. zł na 6,5% rocznie netto.
Znajdziemy jednak parę haczyków.
Po pierwsze, jest to Polbank EFG, czyli grecki bank nie objęty gwarancjami naszego BFG.
Po drugie, Polbank słynie z topornego systemu w internecie i nierzadko klienci mają duże problemy nawet z zalogowaniem się na swoje konto po kolejnych zmianach certyfikatów.
Po trzecie, Polbank wymyślił sobie, że z tego konta bezpłatna jest tylko jedna wypłata miesięcznie i to na dodatek wykonana w kasie banku. Te placówki często są franczyzowe i z tego powodu na pewno trzeba się pofatygować wcześniej, żeby awizować większą wypłatę (dla nich większa wypłata to zdaje się ponad 5000 zł), czyli nie tak łatwo wyciągnąć pieniądze.
Jeżeli natomiast zechcemy wypłacić pieniądze przelewem przez internet, trzeba zapłacić 4 zł za wewnętrzny w Polbanku lub 10 zł do innego banku (więcej w tabeli opłat i prowizji).
Można powiedzieć, że Konto Mocno Oszczędzające zostało mocno zagwiazdkowane, ale jak ktoś chce powalczyć o parę dziesiątych procent i należy do cierpliwych i tolerancyjnych klientów powinien udać się do placówki Polbanku (przez internet nie można) i założyć sobie takie konto oszczędnościowe. Sam tego nie zrobię.
Posted by
ZP
at
07:11
15
comments
Labels: banki, BFG, konto oszczędnościowe, lokaty, Polbank
niedziela, 23 sierpnia 2009
Okazja dla spekulantów ?!
Giełda rozgrzała się do czerwoności i jeden szuka tropu w banku JP Morgan czy Goldman Sachs, inny mówi o kontynuacji ruchu, ale naszym celem powinno być raczej zarabianie pieniędzy niż szukanie fundamentalnych przyczyn zachodzących zjawisk akurat teraz. Najłatwiej wszystko wyjaśnia się po fakcie, więc zostawiam te dywagacje naukowcom i teoretykom.
Tymczasem po przeczytaniu wpisu Wojciecha Białka (on ma troszkę inne poziomy) przyszła mi do głowy taka myśl, że WIG20 leci teraz mniej więcej do 2400 punktów (czyli powtarzany poziom sprzed bankructwa Lehman Brothers) i potem czeka nas dynamiczna korekta rzędu 20%. Pięknie zbiegają się tu liczby z kreskami na wykresie 0,2 x 2400 = 480, czyli 2400 - 480 i mamy 1920 punktów, czyli bardzo dobry punkt do zejścia jesienią.
Roboczo możemy uznać, że czasowo wzrosty mogą trwać pod rozliczenie kontraktów, ale niekoniecznie muszą ciągnąc się dokładnie do 18 września.
Z tym, że 2400 to przecież tylko 7,4% wyżej niż w piątek i tu mnie zastanawia czy jednak zwycięzcą quizu dokąd odbijamy nie zostanie Piotr Kuczyński, który wiosną mówił o 50% zniesienia bessy, czyli 2600. Mi wydawało się to mało prawdopodobne, ale teraz ten pomysł wygląda równie dobrze jak i inne (chociaż maksy z poprzednich wakacji w rejonie 2750 to już dla mnie nieco za dużo na teraz).
Gdyby na przykład wyszedł wariant 50% zniesienia bessy to korekta rzędu 20% zniosłaby nas do ostatnich minimów w okolicach 2030 punktów.
Oczywiście, że może to być osławiona duża fala B bessy, która stwarza ułudę nowej hossy, przed wyniszczającą C i z tego powodu zawsze trzeba patrzeć ile możemy stracić wspomagając się zleceniami stop-loss.
Tymczasem wydaje mi się, że teraz mamy znowu okazję do spekulacji, a wtedy warto brać się za mniejsze walory i to wcale nie te solidne od strony fundamentalnej.
Rynek ma zawsze tendencję do nadmiernego reagowania na impulsy i klasycznym przykładem wydaje się zdarzenie z piątku. „Puls Biznesu” opublikował tekst Adriana Boczkowskiego, w którym znajdziemy zestawienie spółek, które przespały odbicie.
Zwracam uwagę nie na ich typy, ale na 1 miejsce w tabelce.
Co widzimy?
City Interactive.
I co się stało w piątek? Najmocniej rosnącą spółką na GPW była CIA ze wzrostem 25,1%.
Jak to rozumieć? Znaleźliśmy się w takim stadium wzrostów, że do zapalenia się inwestorów wystarcza mała iskierka czy plotka.
W zestawieniu Pulsu jest też posiadany przeze mnie Mercor i ostatnio zachowuje się bardzo przyzwoicie.
Co do Sygnity, nie podejmuję się wyrokowania, ale uwięzione fundy mogą równie dobrze pompować pod wyższe rozdanie jak i spanikować w przyszłym tygodniu obawiając się tragicznego raportu z 31 sierpnia. To nie dla mnie.
Myślę, że spekulacyjnie z tego zestawienia ciekawie wygląda BBI Zeneris, a także Stalexport i Wasko – kto chce niech się dokładniej im przyjrzy, ale raczej wykresom niż wynikom, bo nie chodzi o jakieś długoterminowe inwestowanie tylko wyłapanie szybkiego rajdu.
Sam przyglądam się dalej New Connect (rekordowe obroty w historii w piątek), ale na przykład jak znajdę fajną spółkę jak APS, to nie ma na niej obrotu, więc szukam dalej.
Jeżeli chodzi o WIG20 to na przykład PKN Orlen zachowywał się dość słabo i zastanowię się nad L na Orlen, bo PKN lubi chodzić w dużej korelacji z ropą naftową – a wróbelki ćwierkają, że Chińczycy nadal kupują surowce na wielką skalę, w tym ropę.
Zawsze zastrzegam, żeby samodzielnie podejmować decyzje i nie chodzi mi o strach przed KNFem (dla nich jest tekst na dole bloga), ale o to, że dopiero kiedy sam wiesz w co wchodzisz, kiedy i za ile oraz masz przygotowane scenariusze na wypadek wzrostów i spadków, tylko wtedy masz szansę na długoterminowy sukces.
Niektórzy już powoli zaczynają mylić trwające od lutego odbicie ze swoją genialnością i nie daj się odurzyć, tylko postępuj racjonalnie.
Bardzo dobrym pomysłem jest też zakaz podejmowania decyzji inwestycyjnych w godzinach 8:30-16:30. Wyniki powinny się poprawić dość dramatycznie, bo wyłączysz większość niepotrzebnych emocji.
Posted by
ZP
at
08:35
17
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, Piotr Kuczyński, Puls Biznesu, spekulacje, Wojciech Białek
sobota, 22 sierpnia 2009
Ile to jest dużo pieniędzy?
Każdy chciałby mieć dużo pieniędzy. Im więcej, tym lepiej. Niestety nie jesteśmy bankiem centralnym i nie możemy sobie nic dodrukować, albo chociaż dostać parę miliardów dolarów pomocy jak Bank of America czy AIG. Nic z tego.
Trzeba te pieniądze jakoś zarobić.
Pojawia się naturalne pytanie ile to jest dużo pieniędzy?
Z tego powodu umieściłem taką ankietę na blogu i takie są jej wyniki:
Dziękuję wszystkim za udział.
Interesowało mnie jaka minimalnie kwota dla czytelników oznacza dużo pieniędzy.
Dość arbitralnie ustaliłem, że dolna granica to 10 000 zł i jak się okazało dla 5% to już są poważne pieniądze. Prawdopodobnie są to młodzi ludzie bez dochodów i w takim przypadku nawet i 5000 zł wydaje się górą kasy.
Najpopularniejsza opcja to przysłowiowy milion złotych, ale na drugim miejscu mamy niemal równo 500 000 zł i „ponad 5 mln zł”, co oznacza, że spora część odwiedzających bloga ma spore ambicje i tak trzymać.
Tymczasem proponuję, aby każdy zainteresowany oszczędzaniem i inwestowaniem zdefiniował sobie swój cel inwestowania w postaci konkretnej liczby, czyli zamiast :”chcę mieć dużo pieniędzy”, „w 2012 roku mam 100 000 zł” albo „w 2015 roku mam 250 000 zł” i do dzieła.
Ważne, żeby zacząć jak najwcześniej.
Najlepiej dziś lub w poniedziałek i może to być nawet 100 złotych wpłacone do banku na rachunek oszczędnościowy czy przeznaczone na zakup funduszy inwestycyjnych. A kto już znalazł się na tej drodze, niech także wpłaci w poniedziałek choćby 50 -100 zł do maklera czy banku. Taki bonus na dobry początek kolejnego tygodnia.
Posted by
ZP
at
17:03
11
comments
Labels: ankieta, dużo pieniędzy, pieniądze
piątek, 21 sierpnia 2009
Nie obrażaj się na rynek
Obecne wzrosty na giełdzie przyjmowane są z niedowierzaniem, czasem złością. No jak to może tak być, że wszystko się wali dookoła, a giełda rośnie? Czemu moje szorty tracą? To jest chore!
Tak sobie może myśleć ktoś kierujący się głównie emocjami.
Jeżeli nie podoba ci się rynek, to po prostu zignoruj go i zajmij się czymś innym, a najgorsze co możesz zrobić to z nim walczyć i próbować udowadniać swoją rację.
Do tego nie służy giełda czy szerzej pojęte rynki kapitałowe.
Dlaczego o tym piszę akurat dziś?
Widzę, że wiele osób odczuwa żal i frustrację głównie z dwóch powodów – złej pozycji i to na dodatek zbyt mocno zlewarowanej na futures (jeśli grasz pozycyjnie, a nie intraday licz co najmniej 10, a lepiej 15 k kapitału na 1 kontrakt). Dorzućmy do tego brak stop lossów, czy zdefiniowanie ich na absurdalnych poziomach (na przykład strata 20% kapitału w 1 transakcji) i mamy gotową receptę na porażkę.
Dziś liżą rany.
Istnieje też druga grupa czekająca na głębszą korektę z zakupami akcji.
Jeśli szukasz winy u innych w tym, że twoja pozycja jest nieprawidłowa (czyli na dziś S), albo że nie masz akcji w portfelu, daleko nie zajdziesz.
Tak, za wtopy odpowiada Goldman Sachs, analityk z TV, makler, a może jakiś bloger? Nigdy ty.
Jeśli tak sądzisz, zrób sobie przerwę i przemyśl to, bo niepotrzebnie tracisz czas i pieniądze.
To tyle dziś na temat emocji.
Mamy wybicie górą, więc co robię? Podłączam się i znowu ściskam kciuki za wzrosty. I tyle.
Zasięg może być 2400 jeśli S&P 500 zrobi teraz przeskok do następnego szczebelka powyżej 1100 pkt. Wyraźnie chcemy dobić do poziomów sprzed bankructwa Lehman Brothers, czyli nieco nad 2400 pkt na WIG20 i w przyszłym tygodniu wszystko może się zdarzyć, ale na dziś obowiązuje taka wersja, a jaka będzie za tydzień? Dobre pytanie. Oby taka sama.
Dla mnie ważne, że 40k przekroczone i kropka.
Portfel 40 215,38 zł (14 765,38+17326+4080+4044)
Biura maklerskie 14 765,38 zł:
Hardex 33 akcje 1419 zł
K2 Internet 110 akcji 1144 zł
MakoLab 1500 akcji 1830 zł
Mercor 85 akcji 2125 zł
Qumak Sekom 150 akcji 1746 zł
SSI 2000 akcji 660 zł
Żurawie 650 akcji 1443 zł
gotówka 4398,38 zł
Tydzień zaskoczył wielu inwestorów końcówką i gwałtownym wybiciem do góry. Mnie też, czego nie ukrywam, bo ostatecznie sierpniowa korekta znowu była płaska i rzędu ledwie 6% do dołu.
Jednak co innego dać się zaskoczyć, a co innego zarabiać czy tracić.
Jedynym prawdziwym ciosem w plecy był numer z Sygnity opisany nieco wcześniej, który kosztował mnie 127,84 zł/-7,7% choć jeszcze wczoraj miałem walor na plusie. Czasem wdepnie się w wiadomo co. W sumie bardziej się wkurzyłem niż straciłem poważniejsze pieniądze.
Wcześniej dorzuciłem kolejnych 300 akcji MakoLabu po 98 gr i wziąłem akcje SSI.
MakoLab wygląda obiecująco po dzisiejszym wybiciu na 1,22 zł i mam nadzieję, że to dopiero początek falki wzrostowej, tym bardziej, że dziś na NewConnect zanotowano najwyższe obroty w historii - ponad 67 mln zł. Coś tu się dzieje.
Gorzej z SSI, bo trochę przyjrzałem się spółce po negatywnym komentarzu jednego z czytelników i jakoś nie do końca jestem do niej przekonany, więc oddałem 3000 akcji, a w zamian dobrałem 30 akcji Mercoru po 24,2 wczoraj. Ruch o tyle jest logiczny, że spółki działają w pokrewnych branżach.
Poza tym podoba mi się wykres Mercoru i czekam na przejście 26 zł.
Skoro wyleciało Sygnity, dołożyłem 35 akcji Qumak Sekom po 11,4 zł dziś rano.
Czekałem na dane o domach z USA i skoro nieruchomości tam się ruszają nie próbowałem filozofować tylko kupiłem na koniec dnia akcje Żurawi Wieżowych oraz odebrałem Hardex na zamknięciu.
Poza tym widząc brak szans na spadki zamknąłem swoją opcję w czwartek i podkręciłem trochę stan rachunku przy pomocy futures tego samego dnia, co jak zwykle spotkało się z dość nerwową reakcją części komentujących (jedni nie wierzą, inni mówią o farcie itd., przyzwyczaiłem się i obawiam się, że nie przestanę :).
Lokaty i depozyty 17 326 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
Waluty 4080 zł:
1000 Euro
Złoto 4046 zł:
46 g w monetach i sztabce
W bezpiecznej części nie ma nic ciekawego, a na weekend proponuję ciężką pracę nad spółkami, bo wydaje mi się, że jeśli usiaki dziś dobrze skończą możemy zrobić pionową krechę taką jak tu na ostatnim wykresie aż do 2400 na WIG20 i małe spółki polecą jak rakiety.
Nie ma co się napalać i od razu zastanów się nad tym co zrobisz jak zacznie spadać, ale na razie wygląda to wszystko bardzo obiecująco tym bardziej, że analitycy w TVNCNBC byli bardzo sceptyczni co do dalszych wzrostów, co mnie dziwi przy tak czytelnym sygnale technicznym. Może on być błędny, ale to jest sygnał kupna, a nie sprzedaży czy out.
p.s.
Sorry, że z opóźnieniem odpowiadam na maile i komentarze, ale zapewniam, że staram się każdemu odpowiedzieć, ale doba nie jest z gumy.
Posted by
ZP
at
19:19
4
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, portfel
Sygnity, czyli toksyczne aktywa w portfelu
Wczoraj wieczorem ukazał się fatalny komunikat:
„Sygnity będzie miało 80-90 mln zł straty operacyjnej w II kwartale.” Więcej na przykład tutaj.
Tego już dla mnie było za wiele. Nie mam zamiaru czekać do raportu, który ukaże się 31 sierpnia i oddałem te akcje na otwarciu po 15,40 zł:
Co tragikomiczne, wczoraj dorzuciłem 20 sztuk do równego rachunku po 17,10 i łącznie miałem 100, za które zapłaciłem w sumie 1661,39 zł.
Bilans: strata 127,84 zł/-7,7%, czyli nic wielkiego.
Teoretycznie Sygnity czyści bilans i obiecuje poprawę w II połowie roku, ale jeśli nie wiecie co może zrobić spanikowany zarządzający z funduszu, których nie brakuje
w akcjonariacie to popatrzcie na widowisko na GPW.
A wszystkie teorie o trzepaniu leszczy z akcji i inne spiski UFO proponuję omawiać raczej na forum Parkietu lub Bankiera. Ludzie lubią się pocieszać nawzajem i na pewno będzie tam trwała ożywiona dyskusja.
Mi szkoda pieniędzy na bilet w tym pociągu i poczekam na raport bez toksycznych aktywów, choć same obietnice prezesa Kardasa to dla mnie za mało.
Posted by
ZP
at
09:33
3
comments
Labels: akcje, akcje giełda, inwestycje, portfel, sygnity
czwartek, 20 sierpnia 2009
Jak wykorzystać emocje innych do zarabiania na giełdzie?
Czy wierzysz w teorię rynków efektywnych, czy nie, powinieneś przyjąć do wiadomości, że na rynkach rządzą emocje i albo będziesz sam się im poddawał, albo próbował wykorzystywać do zarabiania emocje innych ludzi, które zaburzają wewnętrzną wartość danego aktywa. Jak?
Zamiast wymądrzania się w stylu wykładowcy akademickiego przykład empiryczny z dziś.
Rzut oka na wykres fut i widzimy, że w konsolidacji powinniśmy dojść minimum do okolic 2136 pkt, a intra pewnie wyżej i tego bali się z rana posiadacze esek.
Ustawiłem sobie 3 L w Alior Banku na k na otwarciu i spokojnie czekałem na rozwój wypadków:
Wszystko poszło gładko i po otwarciu na 2115 punktów ruszyliśmy żwawo w górę.
Zaczął się typowy short squeeze, czyli wyciskanie szortów z kasy i ci najbardziej nerwowi wpadli w lekką panikę.
Widząc, że futy zbliżają się do 2130 postanowiłem oddać pierwszą sztukę i tu zonk.
Okazało się, że nie ma nic na rachunku terminowym!
Dopiero po telefonie i wyjaśnieniach dowiedziałem się, że zlecenie na otwarcie zostało odrzucone z powodu zbyt małej ilości środków (Alior Bank wymaga 140% depo KDPW), a niestety, kiedy rano składałem zlecenie nie zauważyłem, że zostało odrzucone.
To się nazywa zakotwiczanie, czyli błędne założenie, że jestem dalej w bossie, gdzie
120% depozytu KDPW oznacza mniej niż 2000 zł za kontrakt (miałem trochę ponad 6k gotówki w Aliorze).
Dałem sobie 5 minut na ochłonięcie i jednak zdecydowałem się na 2 szybkie ele po 2128 uznając, że to nie koniec zabawy.
Zaraz po otwarciu kasowego poszła strzała w górę i zamknąłem je po 2135, czyli mam zysk 140-30 zł = 110 zł po niecałych 30 minutach i nic więcej nie interesuje mnie w tym tygodniu na futures.
Niech się inni szarpią w konsolidacji.
Tak, to straszne, znowu przypadkiem transakcja zyskowna (ach ten random walk) i nawet nie rozpaczam, że mogło być 600 -45, czyli 555 złotych (właściwie raczej 400-30), gdyby nie mój błąd związany z nieprawidłowym oszacowaniem wielkości depozytu w Aliorze.
Przy okazji zamknąłem dziś też opcję OW20U9180 po 8,2, czyli dostałem 80 złotych na czysto. Prawdopodobieństwo spadku poniżej 1800 punktów na WIG20 do trzeciego piątku września spadło tak nisko, że trzeba było zrezygnować z pozycji i skasować ostatecznie zysk z tej operacji, który wyniósł łącznie 167,5 zł. 
Zainteresowanych zgłębieniem tematyki finansów behawioralnych zachęcam do przeczytania książek "Psychologia inwestowania" Martina Pringa oraz "Psychologia inwestora giełdowego" Tomasza Zaleśkiewicza.
Posted by
ZP
at
10:01
11
comments
Labels: akcje giełda, Alior Bank, futures, inwestycje, kontrakty terminowe, opcje, psychologia
Fundusze inwestycyjne, ruszcie się
Gdybym odpowiadał za marketing w jakimkolwiek TFI właśnie teraz ruszyłbym z ostrą reklamą funduszy akcyjnych pokazując stopę zwrotu z ostatnich sześciu miesięcy. Mamy idealny moment. Akurat wypada równiutko pół roku od dołka na giełdzie, więc nawet najgorszy fundusz akcji może pochwalić się niewiarygodną stopą zwrotu w tym okresie.
Patrząc na ceny zamknięcia (niektóre fundusze wyceniają się na przykład o 11:30) WIG zdrożał pomiędzy 18 lutego, a 18 sierpnia o ponad 65%.
Nic dziwnego, że znajdziemy takie wyniki jak na przykład Pioneer Akcji Polskich z rezultatem +72,7%. Ten rezultat warty jest odnotowania, bo Pioneer przez długi czas wlókł się w ogonie stawki.
Jeszcze lepiej wypadły faworyzowane przeze mnie małe i średnie spółki. Indeks sWIG80 podskoczył aż o 81,1% w tym samym czasie, więc nie dziwi, że znajdziemy taki fundusz jak Aviva (dawniej Commercial Union) Investors Małych Spółek z wynikiem +84,6%.
To naprawdę fantastyczna broń w rękach TFI i jeśli chcą złapać nowych klientów trudno o lepszą okazję.
O chętnych wcale nie jest tak łatwo, bo jak podają Analizy Online w lipcu dodatnie saldo wpłat do funduszy akcyjnych wyniosło tylko 200 mln złotych, a w zrównoważonych było wręcz ujemne.
Oczywiście, że jest to pewnego rodzaju manipulacja i ciekawe czy jest tu ktokolwiek, kto akurat 18 lutego kupił jakiekolwiek akcje i trzyma je do dziś, nie mówiąc o całym portfelu? Jednak bez „ulicy” nie da się tego kramu pociągnąć wyżej niż obecne maksima z tolerancją kilku procent (no niech będzie 2280-2400 na WIG20).
Śledzę też poczynania Investorsów i Opery. Ktoś tu nazwał się baranem i cóż …
Aha, przy okazji jeszcze raz wyjaśnię jak działają fundusze (w większości przypadków).
Przychodzi Jan Kowalski i wpłaca 1000 zł, więc oni kupują za to akcje, mniej więcej w takich proporcjach jak wygląda jakiś tam benchmarkowy indeks.
Następnego dnia przychodzi Jan Nowak i wypłaca 1000 zł, więc fundusze sprzedają te same akcje. Niby mają rezerwę gotówkową, ale to tak mniej więcej wygląda.
Oni są pośrednikiem, liczącym sobie dość słone prowizje za zarządzanie pieniędzmi (+ czasem opłaty za kupno/sprzedaż) i nie oczekujmy od TFI cudów.
Oczywiście są wyjątki, ale jeśli WIG spada o 10% trudno liczyć na to, że jednostki twojego funduszu zdrożeją.
Nie prowadzę biuletynu dla działów PR TFI, więc zastanówmy się raczej nad tym co może zrobić przeciętny człowiek, który chciałby zarobić na giełdzie, ale nie zna się za bardzo na tym, ani nie ma na to czasu.
Chcąc nie chcąc, najtaniej wyjdą mu fundusze inwestycyjne. Sam jestem zdecydowanym wrogiem hybryd, czyli zrównoważonych i uważam, że każdy powinien sam określić swój profil ryzyka dzieląc kapitał na bezpieczną część i agresywną.
Jeżeli będziesz potrzebował pieniędzy w ciągu roku – zostań przy bezpiecznych inwestycjach.
Przykładowy mix: lokaty w Open Finance / Noble Bank, ewentualnie w banku Meritum oraz rachunki oszczędnościowe w eurobanku plus jednostki agresywnych TFI.
Jakie proporcje?
Najprostsza reguła mówi o 100-wiek = procent alokacji w funduszach akcyjnych, ale można skłonić się bardziej ku wzorowi 110-wiek ze względu na większą zmienność rynków w ostatnich dwóch latach i nie wchodzić całym kapitałem na raz, chyba, że udało ci się to 18 lutego. Jeżeli tak, to możesz od razu ominąć etap inwestowania przez fundusze.
Przy odwiecznym pytaniu kiedy kupować, wybierałbym lokalne wsparcia na indeksach starając się dorzucić jakąś kwotę co miesiąc. W takim razie teraz polowałbym na powrót WIG20 na 2030 i tam wchodził, a potem czekał do września i pakował się przy kolejnym lokalnym wsparciu.
Problemem przy fundach jest opóźniona realizacja zleceń, ale tu patrzymy w horyzoncie co najmniej kilku lat, więc jakoś trzeba to przeżyć.
Mamy bardzo piękny moment na ruszenie z kampanią reklamową TFI, bo kończy się sezon ogórkowy, TVN daje we wrześniu na reklamy zniżki 10%, a w październiku powinna pojawić się jakaś mniejsza czy większa korekta (tak wskazuje statystyka, nie AT). A czytelnicy powinni pamiętać, że co prawda przez ostatnie pół roku Arka Akcji zarobiła 67%, lecz przez ostatnie dwa lata jest wciąż 33% na minusie. Podobnie jest z innymi.
Posted by
ZP
at
07:51
10
comments
Labels: fundusze, fundusze akcji, giełda, inwestycje, lokaty, TFI
środa, 19 sierpnia 2009
Karty kredytowe w Open Finance i Noble Bank
Na stronie keep it simple! znajdziemy kilka rodzajów nowych kart kredytowych (Visa), które wprowadza na rynek Open Finance. W sumie to nic wielkiego, bo karty kredytowe z własnym brandem oferują nawet instytucje niezwiązane z rynkiem finansowym, ale potwierdza to rozwój grupy należącej do Leszka Czarneckiego.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany taką kartą kredytową sam sobie powinien poczytać regulamin oraz tabelę opłat i prowizji. Jednak tym razem nie będę ponownie zajmował się znanym nam tematem prawidłowego korzystania z kart kredytowych – dla zainteresowanych na przykład taki wpis i komentarze.
W ramach rachunku sumienia inwestora przeglądam swoje błędy i dziś przyszła kolej na Noble Bank, czyli właściciela Open Finance. Akcje sprzedałem 3 sierpnia na górnym ograniczeniu bandy spodziewając się, że rynek cofnie się i wraz z nim Noble Bank.
Faktycznie WIG20 zaliczył tego dnia maksimum na 2186,3 punktów, którego nie przekroczył do dziś (wczorajsze zamknięcie 6% niżej). Tymczasem sWIG80, do którego należy Noble Bank jest jednak wyżej, a akcje Noble Bank należały do najlepszych inwestycji przez kolejnych 9 sesji dynamicznie rosnąc o cały zakres konsoli -zadziałało wybicie jak w systemie ramkowym Darvasa.
Dlaczego akurat dziś piszę o Noble Bank?
Na wykresie pokazała się potencjalnie niebezpieczna formacja trzech czarnych kruków.
Trzy czarne kruki to formacja wierzchołkowa zwiastująca odwrócenie trendu. Jeżeli Noble Bank nie zamknie się do końca tygodnia powyżej 5,4 zł będzie to dla mnie czytelny techniczny sygnał sprzedaży.
Jak widać, powinienem trzymać te akcje do teraz i zastanawiać się nad tym czy je sprzedać, czy trzymać dopiero dziś.
Tymczasem mieliśmy klasyczną sytuację, czyli wysypanie akcji pod dobre wyniki kwartalne, co sygnalizuje potencjalne spadki.
Na pewno chciałbym wrócić do Noble Bank, ale wyłącznie po korekcie, która cofnie kurs w okolice średniej dwustusesyjnej (na wczoraj 3,5 zł).
Posted by
ZP
at
08:05
4
comments
Labels: akcje, akcje giełda, inwestycje, karta kredytowa, karty kredytowe, keep it simple, Noble Bank, Open Finance
wtorek, 18 sierpnia 2009
Jak zarabiać na NewConnect?
W czerwcu kupiłem 3500 akcji WDMSA po 25 groszy na NewConnect. Potem je sprzedałem bez zysku planując odkupienie po niższej cenie w Alior Banku.
W międzyczasie w „Parkiecie” ukazał się negatywny artykuł na temat WDMSA i wtedy kurs zszedł do zaledwie 19 groszy w ciągu dnia.
Akurat nie zdążyłem wtedy przelać jeszcze środków do Alior Banku i dopiero kilka dni później ustawiłem się z kupnem po 23 grosze. Nie weszło.
Po dwóch miesiącach od mojej sprzedaży WDMSA doszedł dziś na maksimum do 59 groszy, co oznacza ponad 1000 zł zysku, który ominął mnie przez niekonsekwencję (walor miał zostać zakopany i czekać na wybicie). Na szczęście kilku czytelników zarobiło całkiem nieźle i przynajmniej z tego płynie jakiś pożytek.
Takich błędów popełniam cały czas dużo i następne są niemal pewne, ale trzeba starać się wyciągać jakieś konstruktywne wnioski.
No to dziś przeżywam deja vu.
W „Parkiecie” można przeczytać o niezbyt udanym półroczu spółki SSI z NewConnect, która zarobiła tylko 19 tysięcy złotych i rozczarowała przychodami.
Wcześniej trochę rozpracowywałem tą firmę i przy założeniu wypełnienia podtrzymywanej przez zarząd prognozy zysku netto za ten rok 3 mln zł wychodzi mi około 3,5 grosza na akcję, czyli przy obecnej cenie 32 grosze C/Z = 9,1.
Jaki jest słaby punkt rozumowania?
Nie wiemy czy prognoza zostanie zrealizowana.
Poza tym trochę mi przeszkadza, że SSI nieco pokrywa się do pewnego stopnia z posiadanym w portfelu Mercorem, ale mimo tych zastrzeżeń stałem się posiadaczem 5000 akcji.
Jeśli doliczę do tego kolejne 300 akcji Makolabu, które wpadły mi po 98 groszy dzisiaj uważam, że kwestia zaangażowania w NewConnect została na razie rozwiązana i skoro jest to rynek wysokiego ryzyka zaangażowanie nie powinno przekraczać 10% całego portfela.
Rynek jest nie tylko ryzykowny, ale na dodatek mało płynny, więc aktywni gracze/spekulanci powinni zapomnieć o wejściu tutaj.
Poza tym niskie obroty uniemożliwiają zaangażowanie poważniejszych pieniędzy.
Aby nie utknąć na dobre NewConnect powinien być dla nas tylko dodatkiem, a nie podstawowym miejscem inwestowania.
Nowicjusze raczej także lepiej niech zaczną od głównego parkietu GPW.
Po co w takim razie wpakowałem się w taką kabałę? Odpowiedzią jest potencjał zysku.
Jeśli SSI przejdzie na główny parkiet, co zapowiada od dłuższego czasu, walor prawdopodobnie dodatkowo zdrożeje dostając premię za znalezienie się szczebel wyżej.
Co do MakoLabu, łączy się on z moją teoryjką, że z odpału powinny skorzystać także spółki technologiczne jako następne w kolejce – stąd udział Sygnity oraz wziętego na otwarciu dziś Qumak-Sekom. Praktycznie już jestem zadowolony z kształtu portfela w tej części i czekam ewentualnie na jeden mały zakup w okolicach tysiąca złotych.
Myślę, że NewConnect to potencjalnie ciekawe miejsce do inwestowania, ale warto robić to ostrożnie i za niewielką część kapitału.
Posted by
ZP
at
16:08
6
comments
Labels: akcje, inwestycje, MakoLab, New Connect, SSI, WDMSA
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Oszczędzanie ważne jak inwestowanie
Większość ludzi skupia się na uzyskaniu jak najwyższej stopy zwrotu z inwestycji najczęściej błędnie rozumując, że skoro posiadają niski kapitał początkowy mają niewiele do stracenia, a wiele do zdobycia. Błąd.
Zgadzam się, że stopa zwrotu jest bardzo ważna, ale dla 80-90% ludzi ważniejsze jest generowanie ze swoich comiesięcznych dochodów dodatniego strumienia gotówki, miesiąc w miesiąc, rok w rok.
Wielu doradców finansowych czy akwizytorów lubi mamić różnymi słupkami co się stanie za 5,10, 20 czy 30 lat, jeśli kupimy ich produkt. Ekstrapolacje wyglądają doskonale, ale rzeczywistość jest zupełnie inna.
Jeśli nie wierzysz, sprawdź sam porównując ile im wpłaciłeś, a ile realnej gotówki dostaniesz dziś i ile to będzie procent powyżej inflacji.
Teraz ktoś się obruszy i powie, że chodzi o długoterminowe inwestycje i nie można po 3,5 czy 10 latach pochopnie ich oceniać.
W takim razie znalazłem coś ciekawego.
W ostatnich 30 latach licząc okres od 31 grudnia 1978 roku do 31 grudnia 2008 roku indeks S&P500 przyniósł nominalnie 11% średniorocznej stopy zwrotu. Wygląda to na pierwszy rzut oka obiecująco, prawda?
Tymczasem analitycy Thornburg Investment Management pokusili się o dokładniejsze badanie (całość w linku) i po odliczeniu inflacji oraz wszelkich innych kosztów (podatki, prowizje) wyliczyli, że realna stopa zwrotu wynosi tylko 4,51% rocznie i to w okresie, gdy giełdy przeżyły wieloletnią hossę naruszoną przez zamieszanie od 2007 roku.
Inaczej mówiąc zainwestowane wtedy 100 dolarów jest dziś warte realnie $376.
Nieco lepiej poszło z akcjami małych spółek, czyli średniorocznie realne 4,75%.
Podsumowanie na obrazku:
kliknij, aby powiększyć
Co to wszystko znaczy?
Skoro przeciętny aktywnie zarządzający funduszami inwestycyjnymi ma duże kłopoty z pokonaniem indeksu, jakie szanse masz ty jako amator? Spójrzmy prawdzie w oczy.
Niewielkie.
Jak wszędzie, znajdą się wyjątki, ale zazwyczaj ktoś wykręcający bardzo wysokie stopy zwrotu na swoim małym kapitale ryzykuje za dużo i trafia się mu jakaś trefna transakcja, czy cała seria i wraca do punktu wyjścia.
Cudów nie ma.
Ta ułuda szczególnie teraz jest niebezpieczna, kiedy rynek od zimy odbił o kilkadziesiąt procent i wielu nowicjuszy mylnie przypuszcza, że tak będzie zawsze.
Kiedy rośnie, zarabiają nawet najwięksi głupcy, więc spokojnie poczekajmy do weryfikacji, czyli spadków.
Dlaczego zatem sam spędzam tyle czasu nad giełdą i inwestowaniem? Po prostu to jest także moje hobby, ale wiem, że wcale nie musi skończyć się happy endem w postaci regularnego pobijania indeksów.
Czy to oznacza, że chcę kogokolwiek zniechęcić do pracy nad swoim systemem inwestowania? Absolutnie nie, ale raczej uczulić, żeby polując na miliony nie zapomniał o tych złotówkach, które przeciekają mu przez palce.
W końcu o ile łatwiej dorzucić kolejne 100, 200 czy 500 złotych z naszego wynagrodzenia niż walczyć o nie na giełdzie czy Forexie?
Nie widzę sensu w wyważaniu otwartych drzwi i proponuję wszystkim model oszczędzania przynajmniej 10% swoich przychodów. To działa, tylko trzeba chwilę poczekać, rzecz jasna nie zapominając o czymś więcej niż wrzuceniu pieniędzy na lokatę do banku.
Posted by
ZP
at
09:10
14
comments
Labels: Forex, giełda, inwestycje, oszczędzanie, Thornburg
niedziela, 16 sierpnia 2009
Podstawy wiedzy o rynkach finansowych
Uniwersytet Yale należy do najbardziej prestiżowych amerykańskich uczelni. Zalicza się go do tak zwanej Ivy League.
Podoba mi się jego motto: „Lux et Veritas", czyli „Światłość i Prawda”. Czyż nie brzmi dziwnie znajomo? ;)
Wracając do tematu – na blogu bardzo często pojawiają się pytania o absolutnie podstawowe kwestie z dziedziny ekonomii, giełdy i finansów. Z tego powodu postanowiłem znaleźć coś dla ambitnego człowieka, który dotąd miał z tą tematyką niewiele do czynienia.
No a skoro jesteśmy w sieci warunkiem podstawowym wyboru była dostępność w internecie.
W ten sposób dotarłem do Yale University i proponuję skorzystanie z zupełnie darmowego kursu „Rynki Finansowe”, który był prowadzony w ubiegłym roku dla ludzi, którzy płacą grube tysiące dolarów za możliwość studiowania właśnie tam (średni koszt to 45 000 dolarów rocznie).
Mamy do dyspozycji mp3, wideo i normalny tekst.
Przy okazji ćwiczymy angielski.
Z kolei dla spragnionych dość podstawowej wiedzy ekonomicznej po polsku proponuję portal NBP – z ciekawymi prezentacjami.
Jeżeli chodzi o wiedzę o giełdzie dla początkujacych, można zacząć od strony bossy.
Posted by
ZP
at
10:04
6
comments
Labels: Bossa, ekonomia, giełda, inwestycje, NBP, podstawy, rynki finansowe, Yale
piątek, 14 sierpnia 2009
Naganiam na spółki technologiczne
Na razie wszystko idzie jak w książce, czyli wzrosły ceny banków i innych spółek związanych z finansami. W niektórych wypadkach kursy są naprawdę mocno wyśrubowane tak jakby kredyty szły jak woda, a tymczasem zyski banków są powiedzmy średnie i w kolejnych kwartałach wcale aż tak mocno się nie poprawią.
Następne w kolejce stoją spółki cykliczne nakierowane na konsumenta indywidualnego, czyli motoryzacyjne, handel detaliczny, rozrywka i deweloperka. W wielu wypadkach także i tu zobaczyliśmy niesamowite odbicia. Pierwszy lepszy przykład z brzegu, bo na A:
Czy ktoś jest ciekawy jakie spółki stoją następne w kolejce?
Technologiczne.
No z tymi technologiami u nas bywa dość krucho, więc aż tak wiele nie mamy do wyboru. Ja akurat zdecydowałem się najpierw pójść na łatwiznę i odkupiłem Sygnity po 16,4 zł (sprzedane wcześniej po 17,97 zł) i czekałem na k na kilku innych, ale się nie doczekałem.
Jedyna jaka mi wpadła z tego sektora jest nieco egzotyczna dla mnie spółka z New Connect MakoLab kupiona dziś po 1 zł (dzięki D&B investments za nagonienie ;). Kto chce coś o niej się dowiedzieć, niech sam sobie poczyta raport i pamięta o niskiej płynności takich inwestycji. Skoro w 2008 roku kosztowała na maksie 26,5 zł, to kto wie co przyniesie nowa hossa? W każdym razie jest to jedna z nielicznych spółek z New Connect, która zarabia i na dodatek istnieje od wielu lat, choć rozmiary ma mikre.
Jak widać po portfelu dość starannie omijam spółki z WIG20, bo mogą być używane na podpałkę do spadków. Nie za bardzo wierzę, że środowe 2032 pkt to prawdziwe dno, ale jak będzie, zobaczymy.
Wczoraj podawałem dokąd może nas doprowadzić korekta. Tu można sobie popatrzeć na wariant wzrostowy i wybrać swój.
Na pocieszenie z niedawno zakończonej ankiety wynika, że WIG20 jeszcze w sierpniu powinien zaliczyć 2400 pkt (zasada, że większość się myli):
Podstawa to nie dać się wytrącić z równowagi i nie tracić pieniędzy.
Portfel 39 828,25 zł (14 325,25 +17326+4100+4077)
Biura maklerskie 14 325,25 zł:
K2 Internet 110 akcji 1188 zł
MakoLab 1200 akcji 1260 zł
Mercor 55 akcji 1276 zł
Sygnity 80 akcji 1305,6 zł
OW20U9180 124,4 zł
gotówka 9295,65 zł
W tym tygodniu doszły akcje MakoLab oraz wróciły Sygnity, o czym można przeczytać wcześniej.
Dodatkowo dwie transakcje w sumie na zero: 45 zł zysku z fut na początku tygodnia oraz nieudana próba sprzedaży Polimexu na podbiciu na fixingu (magicy teraz zaczęli zwalać akurat te akcje na fixie). Musiałem czekać od wtorku do czwartku, aby się pozbyć towaru z symboliczną stratą 47 zł. Byłby zysk, ale dane o 14:30 wytrzepały mnie z tej drobnej spekulacji.
Trzymam trochę gotówki w pogotowiu i czekam na niższe ceny akcji. Może się doczekam.
Lokaty i depozyty 17 326 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
Waluty 4100 zł:
1000 Euro
Dokupiłem 100 euro i założyłem konto oszczędnościowe w PKO BP. Jakieś tam centy będą dopisywali.
Złoto 4077 zł:
46 g w monetach i sztabce
Czy wiesz co łączy takich ludzi jak Robert Nejman i John Paulson? Złoto.
Blog otrzymał kolejną dotację, za którą dziękuję. Poza tym wzrosła trochę stawka za kliknięcia w reklamy AdSense, ale jako laik nie wiem czemu. Trzeba zapytać fachowców.
Ze spraw technicznych: musiałem wprowadzić moderację komentarzy, bo szkoda mi czasu na przepychanki słowne z kilkoma dziwnymi ludźmi (jak mi się nie podoba jakaś strona, to na nią nie wchodzę kilka razy dziennie, ale to pewnie masochiści). Poza tym nie wnoszą one nic merytorycznego do treści bloga.
Równocześnie chciałbym podziękować Kominkowi za umieszczenie bloga na liście 30 najbardziej wpływowych blogów.
No to teraz próbuję wpłynąć na wszystkich i zachęcam do odpoczynku, a potem analizy rynku i szukania mniejszych spółek przynoszących zyski, ale bez odbicia na parkiecie rzędu 200% w tym roku. Wszystkie przemyślane i przeanalizowane typy mile widziane w komentarzach.
czwartek, 13 sierpnia 2009
Zbieraj kasę na akcje
Odjechaliśmy na tyle daleko od linii trendu spadkowego na WIG20, że możemy śmiało ogłosić koniec bessy. Niecierpliwi od razu widzą hossę i póki co los im sprzyja.
(aby powiększyć wykresy, trzeba w nie kliknąć)
Niestety życie to nie bajka i musi pojawić się korekta. Teoretycznie znosi ona od 1/3 do 2/3 całego ruchu. Z tego wynika, że najwcześniej należałoby kupować akcje po cofnięciu się WIG20 do 1920 pkt.
Jednak zawsze trafiamy na zasadniczy problem, czyli ustalenie czy minęliśmy już szczyt czy nie? Póki nie zeszliśmy poniżej 2040, a S&P500 nie cofnie się zdecydowanie pod 1000 pkt cały czas rynki będą się szarpały, bo wciąż tli się nadzieja na 2280, 2400, 2600 czy 2800 czy ile tam sobie zamarzysz punktów i łapanie szczytów wydaje się ryzykowne.
Jeżeli fala zostanie pociągnięta wyżej do gry wejdą nasi drobni inwestorzy za pomocą TFI i czekałaby nas jakaś jeszcze jedna frenetyczna zwyżka na małych i średnich spółkach.
Na razie karty rozdawała/rozdaje głównie zagranica, bo nikt mi nie powie, że za kilkaset milionów, które dostały przez cały miniony miesiąc TFI da się cokolwiek rozkręcić poza spekulacją na kilkunastu mniejszych walorach.
OFE zachowują się raczej pasywnie i mają niecałe 30% w akcjach.
Nasza giełda nie ma za długiej historii i dwie hossy (nie liczę tej pierwszej), które możemy jakoś tam zbadać zaczęły się dynamiczną zwyżką i po niej wystąpiła potężna korekta, która na pewno wytrzepała z akcji większość inwestorów.
Popatrzmy na nie jak wyglądały.
W 2001 roku giełda poszła szybko do góry o mniej więcej 50% z rejonów poniżej 1000 punktów do blisko 1500, a potem zjechała pod 1030 pkt praktycznie kasując całą zwyżkę przed rozpoczęciem właściwej fali hossy, która trwała przez kolejne pięć lat.
W 1998 roku mieliśmy dynamiczne odbicie o blisko 40%, a potem znowu cofnięcie się o 2/3 całego ruchu, który później zakończył się bańką dotcomową.
Moim zdaniem historia lubi się powtarzać i dlaczego miałoby być teraz inaczej?
Gdyby faktycznie tak się stało, powinniśmy jeszcze raz wrócić przetestować linię bessy gdzieś w okolicach 1450-1600 punktów i tam kupować akcje na potęgę.
Oczywiście jest to tylko na razie dość wstępna hipoteza, bo nie mamy dowodów, że fala wzrostowa została zakończona i jej przedłużenie automatycznie przesunie wyżej wszystkie te zniesienia. Poza tym na przykład wiele korekt na giełdzie w USA kasowało tylko 1/3 całego ruchu (na przykład w odbiciu po 1974 roku). Jednak długoterminowo jestem niemal pewien (niemal, bo na przykład szczyt fali będzie 2800 i wtedy korekta nie musi zejść niżej niż teraz), że uda się kupić akcje po niższych cenach niż dziś, więc dlatego poczekam na korektę, choć coś tam z mniejszych na pewno mogę dorzucić.
Hasło na koniec: zbieraj kasę na akcje.
Posted by
ZP
at
07:33
14
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, strategia, WIG20
środa, 12 sierpnia 2009
Nowa lokata z codzienną kapitalizacją odsetek
Do duetu Open Finance / Noble Bank z Lokatą Optymalną (ograniczoną do 1 sztuki na głowę) oraz eurobanku z rachunkami oszczędnościowymi na 6,06% rocznie możemy dorzucić wprowadzoną wczoraj lokatę internetową z Meritum Banku kryjącą się pod jakże odkrywczą nazwą: Lokata Meritum Zysku w Internecie z kapitalizacją dzienną.
Już wcześniej w Meritum znajdowała się lokata o bardzo podobnej nazwie na 7% brutto, ale ta wykorzystuje mechanizm antybelkowy i można ją zakładać na 6 lub 12 miesięcy z oprocentowaniem netto, czyli do ręki 6,4 (odpowiednik tradycyjnej na 8) oraz 5,9% (tak jak zwykła na 7,5%). Minimalna kwota lokaty to 3000 zł, maksymalna 10 000 zł.
Najważniejszy fakt jest taki, że nie ma ograniczenia liczby otwieranych lokat i całość operacji wykonuje się bez wychodzenia z domu. Tylko wypełniamy formularze w necie i przelewamy pieniądze.
Wygląda to nieźle i nie wiem czy gdzieś jest ukryty haczyk. Na razie nie znalazłem nic szczególnego poza ciekawostką, że właściciel banku fundusz Innova Capital posiadał do niedawna w portfelu spory pakiet akcji Mercoru, czyli coś nas jednak łączy :)
Szczegóły na temat lokaty w linku.
Posted by
ZP
at
10:29
4
comments
Labels: Lokata Meritum Zysku w Internecie, lokaty, Meritum Bank
Konto oszczędnościowe w walutach
Wczoraj rano w końcu podjąłem decyzję, że trzymanie waluty w skarpecie nie ma sensu na dłuższą metę, więc zdecydowałem się poszukać jakiegoś banku, który oferuje darmowe konto oszczędnościowe w walutach obcych, czyli w moim przypadku w euro.
Wybrałem dość hardcorowy wariant, czyli … PKO BP. Nie stoi za tym żadna naukowa teoria, tylko założenie, że w razie kłopotów systemu bankowego ostatnie zbankrutuje PKO BP, bo odsetki z walut są tak niskie, że i tak ważniejsze są zmiany kursowe. Jeżeli ktokolwiek pamięta w jakim celu znajduje się euro w tym portfelu, to wie, że chodzi o stabilizator, pewnego rodzaju ubezpieczenie, a nie wehikuł inwestycyjny.
Trzeba tylko uważać na nazewnictwo i różne produkty. Rachunek walutowy to oprocentowanie …0,3% w skali roku i opłata 5 złotych miesięcznie za prowadzenie konta.
Za to wspomniane wcześniej konto oszczędnościowe jest bezpłatne i daje „aż” 1,25% rocznie do 999 euro i 1,5% powyżej 999. Jedna wypłata miesięcznie jest bezpłatna, druga 8 zł.
Jeżeli ktoś szuka wyższego oprocentowania to Getin Bank płaci 3% za lokatę trzymiesięczną, a 3,5% za roczną.
Odsetki naliczane na bieżąco, dopisywane co miesiąc. Podgląd przez internet.
Dla równego rachunku kupiłem w kantorze jeszcze 100 euro po 4,15 zł i tym samym mam równe 1000. Poza tym zebrało mi się też trochę innych euro spoza appfunds, więc głupio tak trzymać w materacu.
Wszystko szło bardzo gładko do momentu newralgicznego punktu, czyli wpłaty gotówki do kasy. Stałem w kolejce blisko godzinę. Mogłem nawet zrobić ciekawe zdjęcie, bo jeden z kolejkowiczów nie miał nogi, a wojowniczy emeryci wcale go nie przepuścili, tylko pozwolili mu siedzieć z boku na ławce i czekać na swoją kolej.
Konto oszczędnościowe jest dostępne w USD, euro i CHF, co oznacza, że spłacający kredyt hipoteczny w PKO BP mogą na przykład kupować franki w kantorze i wpłacać na to konto, a potem z niego spłacać raty kredytu.
Posted by
ZP
at
07:24
7
comments
Labels: chf, euro, Getin Bank, konto oszczędnościowe, PKO BP, rachunek oszczędnościowy, waluty
wtorek, 11 sierpnia 2009
Chrzest futures na WIG20 w Alior Banku
Już prawie wszystkie wolne środki przeniosłem z bossy do Alior Banku, więc dziś przyszła pora na kolejny test, tym razem na kontraktach futures na WIG20 (screeny z shoutboxa):

Przy okazji dopisuję sobie 44 zł zysku: 60-16 zł prowizji i równocześnie pozdrawiam wszystkich anonimowych fanów :) (ech te przypadkowe transakcje).
Trudno ocenić maklera po jednej transakcji na futures, ale nic niepokojącego nie zauważyłem poza dość wysoką moim zdaniem prowizją.
Zaczekajmy na krytyczną sytuację, czyli awarię i wtedy zobaczymy jak Alior Bank rozwiązuje problemy.
Ja ze swojej strony polecam trzymanie drugiego rachunku na wypadek takich nieprzewidzianych wydarzeń.
Szkoda, że DMBOŚ nie płaci tak jak Alior Bank 4% za lokaty overnight. Widocznie mają wystarczająco dużo klientów. Nie musiałbym tak kombinować, a nie wiem czemu mam pożyczać kasę DMBOŚ bez żadnego oprocentowania? Jeżeli byłyby to naprawdę małe kwoty jak dotąd to pal licho, ale jak zebrało się ponad 10k to już warto schylić się po odsetki.
Posted by
ZP
at
12:08
16
comments
Labels: Alior Bank. lokata overhnight, bossa DM BOŚ, futures, inwestycje, kontrakty terminowe
Jak zarabiać na bankrutach?
GPW jest pełna spółek-widm, które bankrutują lub są zagrożone bankructwem. Najnowszy przypadek mamy z wczoraj, kiedy po sesji ogłoszono upadłość likwidacyjną Monnari Trade. Oznacza to, że spółka za jakiś czas zniknie z notowań, ale na razie wkroczy syndyk i zacznie wyprzedawać majątek, aby zaspokoić wierzycieli. Trzeba pamiętać, że po nich są zobowiązania wobec pracowników i dopiero na końcu akcjonariusze, więc bardzo trudno określić czy cokolwiek i ile zostanie dla tych ostatnich. Znając polskie realia nie liczyłbym na wiele.
W ogóle historia Monnari Trade jest ciekawa z prezesem Banasiakiem (dla niego bankructwo to nie pierwszyzna np.: As-Line Venture w latach dziewięćdziesiątych) opowiadającym w mediach o zainteresowanych zagranicznych funduszach (CRG Capital pewnie wciąż przeprowadza due dilligence) – i jednocześnie sypiącym akcjami bez opamiętania. Teoretycznie był zmuszony przez pękające lewary w bankach, ale jeśli te jego historyjki były prawdziwe, mógł przecież spłacać kredyty gotówką, a cenne akcje swojej spółki dalej trzymać.
Każdy jednak widział, że i nawet na takich trupach widać różne rajdy. Pytanie czy da się na nich zarabiać i jak to robić?
Grę na bankrutach możemy nieco porównać do instrumentów pochodnych, bo łatwo stracić znaczną część kapitału i to czasem w 1-2 dni. Z tego powodu sądzę, że tylko inwestorzy czy spekulanci akceptujący naprawdę wysokie ryzyko powinni w ogóle rozpatrywać tego rodzaju zabawę.
Poza tym nie powinni i tak przekraczać 5-10% łącznego zaangażowania portfela w tego typu akcje.
Kolejny warunek to potencjalnie wysoki zysk, przekraczający 100% - tak, ryzykując wiele, nie można zadowolić się 10 czy 20% zarobku (są wyjątki). Jeśli widzisz taką szansę, możesz próbować.
Zwykle wybicie jest gwałtowne i krótkie. Z tego powodu trzeba pilnować notowań jak na wspomnianym Monnari:
Ogólnie moim zdaniem gra na bankrutach nie jest przeznaczona dla początkujących, tylko dla znacznie bardziej zaawansowanych graczy. Takie walory są omijane przez fundusze i stąd łatwo manipulować ich kursami. Z tego powodu cwani gracze podpuszczają naiwnych na różnych forach internetowych i chcę wszystkich amatorów szybkich zysków przed tym przestrzec.
Na bankrutach można zarabiać jak najbardziej, ale trzeba trzymać się powyższych zasad, czyli po zdobyciu niezbędnego doświadczenia giełdowego potrzebnego do trzeźwej oceny sytuacji, przy zaangażowaniu niewielkiej części kapitału oraz pod warunkiem bardzo uważnego monitorowania stanu pozycji.
Sam robię to rzadko, ale nigdy nie mówię nigdy –na przykład Toora w lutym 2008 z dość symbolicznym, ale zawsze zarobkiem. Toory już nie ma od dawna na GPW. Czemu zamknąłem od razu? Toora była w ten sposób podbijana i wysypywana, więc pod to była zagrywka i nie udało mi się z tego za wiele wyciągnąć.
Teraz mam znacznie mniej czasu na takie zabawy, ale niczego nie wykluczam.
Posted by
ZP
at
08:06
7
comments
Labels: bankruci, jak zarabiać, Monnari, Toora
sobota, 8 sierpnia 2009
Nieruchomości tanieją powoli, bardzo powoli
Rynek lubi zaskakiwać i fenomenem naszego jest wciąż utrzymujący się wysoki poziom cen nieruchomości i to mimo praktycznie odcięcia od kredytów hipotecznych we frankach. Wiadomo, że nieco sztuczny popyt napędza program dopłat do odsetek od kredytów „Rodzina na swoim”, ale to nie tłumaczy wszystkiego. Kredyt hipoteczny jest znacznie trudniej dostępny, a groźba utraty pracy na pewno nie sprzyja takim decyzjom jak związanie się z bankiem na wiele lat.
Wiadomo, że ciężko znaleźć w Polsce miarodajne źródło z rzeczywistymi cenami transakcyjnymi, więc przyjmijmy za dobrą monetę opracowanie Open Finance i Home Brokera.
Ceny są wciąż wysoko nad tymi z 2004 roku, nie mówiąc o jeszcze wcześniejszym dołku cenowym.
5 lat temu cena metra kwadratowego nowego mieszkania w Warszawie wynosiła przeciętnie 4000 zł. Uważam, że ponad 7000 zł, nawet jeśli nieco podkręcone przez pośredników zainteresowanych sprzedażą (powiedzmy w realu jest 6,5-7k) i tak jest grubo za wysoko, aby uznać je za atrakcyjne jako inwestycję.
No i mieszkanie w Warszawie to może być na przykład apartament na Mokotowie jak i blok w Tarchominie.
Pewnie podobnie z cenami jest w innych miastach w Polsce.
Zazwyczaj w takich niespokojnych czasach jak teraz dobrym pomysłem wydają się grunty. Tymczasem ziemia cały czas … drożeje. Przykład z dziś:
„W II kwartale tego roku średnia cena gruntów wzrosła o około 14 proc. wobec I kwartału 2009 r. i o 32 proc. wobec II kwartału rok wcześniej - wynika z danych Agencji Nieruchomości Rolnych (ANR). W II kwartale średnia cena gruntów wyniosła 15,62 tys. zł za 1 ha.”
Tu z kolei wyjaśnieniem może być też pęd do dopłat unijnych, lecz te same dopłaty i to w wyższej skali nie powodują wzrostu cen we Francji czy Niemczech, do których praktycznie już zbliżyliśmy się na wyciągnięcie ręki.
Liczyłem, że z czasem w tym portfelu pojawi się coś z nieruchomości, ale nadal szanse są marne – ewentualnie garaż czy garaże pod wynajem wydają się jedynym dobrym pomysłem w tej chwili i polecam rozważenie tego projektu osobom, które mają trochę wolnej gotówki i głowę na karku.
Inaczej sprawa wygląda jeśli ktoś nie inwestuje, a kupuje nieruchomość, żeby w niej mieszkać. Tu nie widzę powodów do odwlekania decyzji o zakupach w nieskończoność. Już teraz dobrze jest zacząć sie rozglądać po rynku, zarówno dostępnych kredytów jak i nieruchomości, a potem nie ma co płakać, że nie trafiliśmy w dołek. Wybór teraz jest zdecydowanie większy, a ceny niższe niż w zeszłym roku.
Posted by
ZP
at
12:48
14
comments
Labels: grunt, kredyt hipoteczny, mieszkanie, nieruchomości, ziemia
piątek, 7 sierpnia 2009
Czy giełda ustanowi nowe szczyty?
Minął kolejny tydzień i znowu jesteśmy w kropce zastanawiając się czy zjazd z 2186,3 pkt w poniedziałek do dzisiejszego minimum na 2043,7 pkt, czyli o nieco ponad 6% to już koniec korekty, czy dopiero jej początek? Nie wiem.
Czy się tym martwię? Nie.
Czekamy czy S&P500 wyjdzie górą nad 1014,14 pkt czy jednak zacznie się cofać w stronę wsparć.
Dlaczego ten poziom z Fibonacciego jest ważny?
Poprzednio 23,6% zniesienia bessy posłużyło bardzo dobrze jako wsparcie, więc kolejny poziom 38,2% automatycznie staje się istotnym oporem, szczególnie, że zbiega się mniej więcej z psychologiczną barierą 1000 punktów i szczytami z listopada ubiegłego roku.
Na razie trwa walka o te 1014 i zobaczymy co się stanie o 22 – mogą na przykład podać, że jednak te dane o bezrobociu to lipa ;) –wiadomo, że tak jest, ale ktoś się może nieopatrznie przedwcześnie wygadać.
Portfel 39 415,56 zł (14 323,66 +17326+3672+4094)
Biura maklerskie 14323,66 zł:
K2 Internet 110 akcji 1139,6 zł
Mercor 55 akcji 1258,95 zł
OW20U9180 152,2 zł
gotówka 11772,91 zł
+przelew 500 zł
Oj działo się tu sporo. Najpierw zaczęło się od wyprzedaży akcji, czyli ruchu wyprzedzającego korektę. Szczegóły we wpisie w poniedziałek. Dla mnie ważne, że ostatecznie portfel zyskał na tym 831,14 zł, czyli 9,3% od zainwestowanych niecałych 9 tysięcy.
Potem pojawiła się historia z opcjami na spadki. Operacja zakończona zyskiem 87,85 zł i pozostałą w portfelu opcją OW20U9180, która na piątkowym zamknięciu miała wartość 152, 2 zł. Jeśli przyjdą jednak spadki zarobię jeszcze na niej trochę. Zobaczymy.
Z akcji najśmieszniejsza story to TP SA, którą w końcu wczoraj wywaliłem po 14,48 zł. Liczyłem, że jeśli rynek odwróci się na spadkowy to może TP SA będzie wtedy silna. Rozczarowany, ze tak się nie stało, wywaliłem dziada ze stratą 130,1 zł/10,6%, a tymczasem telekom dziś zaczął gwałtownie rosnąć, czym wywołał moją wesołość pomieszaną ze złością. Bywa i tak.
Na osłodę w piątek wykonałem szybki daytrading na Polimexie. Zauważyłem, że wczoraj walorek sztucznie podbito na fixingu i skoro dziś po dobrych danych o bezrobociu z USA nasz rynek zaczął zdradzać ochotę do jakiegoś zrywu kupiłem 1500 akcji w dwóch paczkach po 3,78 i 3,79 zł:

Sprzedaż na koniec dnia po 3,86 zł:
Dostanę jeszcze 10,42 zł zwrotu prowizji za daytrading i zysk wyniósł 76,84 zł/+1,3%. Może niewielki, ale i ryzyko było niskie.
Nie wiem co będzie w przyszłym tygodniu, ale gotówki mi starczy w razie jakichś okazji czy domniemanych okazji do zarobku.
Lokaty i depozyty 17 326 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
Waluty 3672 zł:
900 Euro
Złoto 4094 zł:
46 g w monetach i sztabce
Zaczął się sierpień, więc dorzuciłem 500 zł nowych oszczędności i dodatkowo blog otrzymał dwie dotacje o łącznej wartości 100 zł, za które dziękuję i mam nadzieję, że wszyscy lepiej lub gorzej, ale korzystamy z koniunktury na giełdzie.
Słabnący dolar źle wpływa na i tak wyraźnie wakacyjne zarobki z reklam AdSense, ale na pewno nie będę kombinował z przetrzymywaniem lipcowego przelewu, tylko jaki kurs będzie, tyle dostanę.
Na razie widzę szansę na 40 tysięcy w portfelu we wrześniu i wszystkim również życzę stałego przyrostu kapitału. No i niech wysoka stopa zwrotu będzie z nami, taka chociaż kilka procent powyżej inflacji, a nie będzie źle.
Posted by
ZP
at
18:41
16
comments
Labels: akcje, inwestycje, portfel, SP500, USA
Alior Bank nie do końca szlachetny
Alior Bank został założony przez pochodzącego z rodziny polskich emigrantów Romaina Zaleskiego herbu Lubicz. Na pewno tworzenie banku w Polsce w trakcie szalejącego kryzysu finansowego zaskoczyło wielu francuskich analityków (tam mieszka rodzina Zaleskich), lecz kto wie czy ryzyko nie opłaci się?
Alior Bank epatuje w reklamach tak zwaną „wyższą kulturą bankowości” i jak na razie przyciąga klientów różnymi atrakcjami. Mnie skusił lokatą nocną, na którą wędrują wolne środki z biura maklerskiego i rano można z nich znowu korzystać z dopisanymi odsetkami. Dla inwestora czy gracza giełdowego bardzo dobre rozwiązanie.
Bank jak wiele innych wprowadza swoich klientów w błąd, w tym przypadku trąbiąc o 8% w skali roku. Problem w tym, że dotyczy to tylko połowy pieniędzy, więc w rzeczywistości mówimy o 4%. Sprawa jest jednak znana i nie mam zamiaru o tym pisać.
Tak jak historia Olgierda Rudaka, który w zeszłym roku sprawdził na własnej skórze, że karta kredytowa w Alior Banku kryje parę niespodzianek.
Zdziwiło mnie coś innego.
Nie jestem zbyt długo klientem tego banku, ale już dostrzegłem kolejny drobny kancik dokonywany na klientach.
Może nie każdy jest specjalistą od przelewów, więc krótko wyjaśnię, że jeśli operacja odbywa się pomiędzy różnymi bankami, zlecamy przelew w danym banku, a poprzez rozliczenia za pomocą systemu Elixir prowadzonego przez KIR trzy razy dziennie dochodzi do aktualizacji kont.
W Alior Bank teoretycznie sesje przychodzące wypadają o 12:15 oraz 16:15.
Tymczasem już kolejny raz zauważyłem, że pieniądze wysyłane przed południem z różnych innych banków nie są księgowane wcale po 16:15 tylko następnego dnia. Możliwe że czepiam się szczegółów, ale w ten sposób bank skubie klientów na całkiem sporą kasę nie płacąc im obiecanych odsetek z lokaty nocnej.
Dziś celowo zalogowałem się już o 7 rano, żeby sprawdzić co zrobił Alior Bank tym razem i znowu dopisał nowe środki z dzisiejszą datą. O tej porze nie ma żadnej sesji Elixiru.
Jaki z tego wniosek?
Trzeba uważnie patrzeć im na ręce i puszczać przelewy z innych banków z samego rana, najlepiej przed pierwszą sesją wychodzącą (tabelka z godzinami jest tutaj), aby mieć pewność, że jednak Alior Bank zaksięguje nam pieniądze tego samego dnia.
Posted by
ZP
at
09:51
11
comments
Labels: Alior Bank, Elixir, lokata nocna, oprocentowanie, przelewy
czwartek, 6 sierpnia 2009
Zysk bez ryzyka
Opcje mają sporo zalet. Jedną z nich jest to, że można się nimi posługiwać posiadając nawet ograniczony kapitał rzędu kilku tysięcy złotych. Jeżeli masz ochotę wziąć kredyt i pograć na lewarze kup sobie lepiej książkę o opcjach i futuresach i będziesz grał na dźwigni bez pożyczania pieniędzy.
Przykładowe pozycje po polsku:
John Hull - "Kontrakty terminowe i opcje. Wprowadzenie"
Allen Jan Baird - "Rynek opcji. Strategie inwestycyjne i analiza ryzyka"
Na początek to wystarczy, a za wskazówki na temat bardziej wyszukanych strategii z góry dziękuję i zachęcam do przeczytania przynajmniej dwóch wyżej wspomnianych książek.
Jeśli nie wystawiasz opcji, tylko kupujesz, z góry znasz możliwą maksymalną stratę, czyli cenę za jakie je nabywasz, a w przypadku call (na wzrosty) teoretycznie zysk jest nieograniczony.
Na ten tydzień miałem taki plan, że jeśli rynek pójdzie w dół zamknę większość i zostawię sobie 1-2 opcje na trochę dłużej.
Po pewnej kalkulacji zdecydowałem się na wersję „zysk bez ryzyka”, czyli sprzedałem opcje (ostatnią dziś po 20,99) otrzymując w sumie 882,5 zł. Zainwestowałem wcześniej łącznie 794,65 zł, czyli jestem 87,85 zł na plusie (relacja na bieżąco w poprzednim wpisie i komentarzach do niego). Po dzisiejszej ostatniej sprzedaży OW20U9180 po 20,99 została mi w portfelu jedna taka opcja, nad którą mam czas pomyśleć co dalej z nią zrobić, ale raczej już nie w tym tygodniu.
Tym samym nie ma możliwości, abym stracił na tej operacji, a mogę zarobić znacznie więcej niż wspomniane 87,85 zł.
A co byłoby, gdyby rynek na przykład poszedł w górę po moich zakupach? Na pewno nie powiększałbym pozycji jak to zrobiłem wczoraj i pozostał z początkowym stanem, czyli nieco ponad 500 zł i czekał na korektę, która według mnie nadeszłaby tak czy siak.
Sama kwota nie jest tu dla mnie aż tak istotna jak elegancka konstrukcja, czyli obojętnie co zrobi rynek pozostanę na plusie, a jeśli pójdzie w moją stronę nawet na solidnym.
Posted by
ZP
at
12:00
8
comments
Labels: derywaty, giełda, inwestycje, opcje
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Do ilu punktów dojdzie WIG20?
Większość inwestorów i analityków emocjonuje się teraz kwestią do ilu dojdzie WIG20.
Pierwszy, nieco mniej popularny poziom to okolice 2280 punktów, czyli 38,2% zniesienia całej bessy liczonej od 3940,53 do 1253,24 punktów. Drugi już popularniejszy – na przykład orędownikiem jest zdaje się Wojciech Białek to poziom sprzed bankructwa Lehman Brothers (nieco ponad 2400 punktów). Trzeci to zniesienie połowy bessy –rejon 2600 punktów oraz odwrócona głowa z ramionami 2700-2800 pkt.
Skoro idzie cały czas ostry zaciąg i dziś znowu pobiliśmy rekordy 2009 roku z boku bloga wstawiłem szybką ankietę, gdzie można oddać swój głos do ilu punktów dojdzie maksymalnie WIG20 w sierpniu. Jeżeli dał radę zrobić 24% przez 3 tygodnie, to w takim tempie w sierpniu możemy ujrzeć na przykład 2400-2600 pkt.
Tak przynajmniej wygląda mainstreamowa wersja wydarzeń.
Tymczasem ja sam nie jestem do niej wcale przekonany i tak jak obiecywałem w sobotę sprzedałem dziś większość akcji.
Niektóre udało mi się oddać idealnie np. Emperia na maxie na openie po 68 zł, inne znacznie gorzej jak Noble Bank po 4,34 zł, ale na wszystkich zaliczyłem mniejszy lub większy zysk i to się dla mnie liczy najbardziej.
Oto bilans (z uwzględnieniem prowizji):
Emperia +345,49 zł/+20,5%; Hardex +58,4 zł/+5%, Noble Bank +145,38 zł/+5,9%, Polimex MS +52,86 zł/+4%; Sygnity +166,4 zł/+15,45%; WSiP +62,61 zł/+5,2%. Łącznie zrealizowany zysk wyniósł 831,14 zł czyli razem +9,3% z zainwestowanych środków.
Z akcji pozostały jeszcze K2 Internet, Mercor oraz kula u nogi, czyli TP SA. Te dwie pierwsze są na śladowych minusach, a nieco gorzej TP SA (odliczając dywidendę niecałe 100 zł/9% na minusie).
Mogło być lepiej, mogło być gorzej, grunt, że do przodu.
Teraz konsekwentnie idąc za podpowiedzią posiadacza systemu investor_ts (co Ty zrobisz z tymi milionami? :) kupiłem dziś kilka opcji na spadki 1 x OW20U9170 po 7,1 oraz 4 x OW20U9180 (1 X 15,75 na otwarciu i 3 x 10 w trakcie sesji). Łącznie z prowizjami wydałem na opcje put 539,65 zł i jeśli moje kalkulacje co do głębszej czy płytszej korekty okażą się błędne, tyle właśnie maksymalnie stracę.
Jak widać, przekornie ustawiłem się pod spadki (jak kogoś interesują potencjalne zasięgi to odsyłam do wykresu spod sobotniego wpisu), ale w razie pomyłki strata będzie niewielka (nie licząc kosztu alternatywnego, jeśli sprzedane akcje zaczną dalej rosnąć).
Posted by
ZP
at
15:35
14
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, opcje, WIG20