Dziś WIG20 dotarł do 2170 punktów i wydaje się, że jest to dość wysoko. Wysokie obroty też potwierdzają, że część inwestorów już wychodzi z rynku. Jednak na razie trzymamy się wersji, że trend wzrostowy trwa dalej i nie ma co kombinować tylko ewentualne spadki wykorzystywać do dobierania akcji, przynajmniej w takich przypadkach jak mój, gdzie wciąż w portfelu panuje duże niedoważenie na niekorzyść akcji (33% portfela).
Przysłowie z szewcem co chodzi w dziurawych butach pasuje do mnie jak ulał, bo przypomnę, że 23 czerwca napisałem, że banki drożeją najwcześniej, co wynika z cykli koniunkturalnych i tak faktycznie stało się od połowy lipca.
Gdybym wtedy przyjął ceny jakie oferuje rynek, a nie kombinował z łapaniem dołka miałbym bardzo fajny pakiet akcji banków złożony z PKO i Noble Bank.
W tej chwili pozostało mi zadowolić się tym drugim i to kupionym niezbyt tanio.
Nadal upieram się przy zdaniu, że większy potencjał mają małe i średnie spółki, choć na razie z moich ostatnich zakupów nic szczególnie nie wystrzeliło – no może trochę Sygnity (15% wyżej).
Skąd to przekonanie?
Rynek musi się poszerzać i szukać nowych okazji do zarobku.
Przy przenoszeniu się z częścią pieniędzy do Aliora zapomniałem o odkupieniu WDMSA na New Connect i dziś spółka mi o sobie przypomniała rosnąc o ponad 20%. Tak czasem bywa.
Jeżeli chodzi o stratne pozycje najbliżej wylotu jest TPSA, czyli nieco poniżej 14 zł to s. Reszta na razie czeka na swoje lepsze/gorsze czasy.
Portfel 38 230,9 zł (13105,9+17 326+3699+4100) 
Biura maklerskie 13 105,9 zł:
Emperia 30 akcji 1839 zł
Hardex 30 akcji 1162,5 zł
K2 Internet 110 akcji 1133 zł
Mercor 55 akcji 1232 zł
Noble Bank 600 akcji 2574 zł
Polimex MS 350 akcji 1365 zł
Sygnity 70 akcji 1243,9 zł
TPSA 70 akcji 1042,3 zł
WSiP 80 akcji 1231,2 zł
gotówka 283 zł
Najpierw zacznę od zasileń : 690 zł to wpływy z kliknięć w reklamy AdSense + 100zł z euro banku, doszło mi tu dziś 25 zł nowej dotacji (dzieki) no i do kompletu dorzuciłem 10 zł nowych pieniędzy. W przyszłym tygodniu w poniedziałek do Alior Banku dojdzie kolejne 500 zł sierpniowych oszczędności.
Jedyna transakcja w tym tygodniu to dokupienie dziś 130 akcji Noble Bank po 4,26 zł.
Poza tym spokój (TPSA wyraźnie zbliża się do granicy wypadnięcia i jak tak dalej pójdzie to w przyszłym tygodniu pożegna się z portfelem po niecałych dwóch miesiącach).
Lokaty i depozyty 17 326 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
Zniknął z listy eurobank, bo ta stówka poszła do maklera, ale rzecz jasna trzymam tu inne środki
Waluty 3699 zł:
900 Euro
Złoto 4100 zł:
46 g w monetach i sztabce
Wpływ z reklam AdSense dolarowo był niezły, ale dolar padł, więc w złotych było to mniej niż miesiąc temu. Kto ma okazję niech korzysta z tańszych last minute i niskiego kursu euro. Znowu wakacje zagraniczne zrobiły się tańsze i tym należy się cieszyć.
Skoro jutro zaczynamy sierpień zachęcam też do zapłacenia sobie na początek, a ja z tej okazji wysyłam 500 zł do Alior Bank w poniedziałek.
piątek, 31 lipca 2009
2170 pkt na WIG20 i co dalej?
Posted by
ZP
at
19:30
8
comments
czwartek, 30 lipca 2009
Gdzie ulokować większą kasę?
W tej chwili problemem dla osób z większą gotówką jest ograniczona wysokość lokat antybelkowych oraz restrykcje co do ich ilości.
Najwyżej oprocentowana jest prawdopodobnie lokata optymalna w Open Finance na 6,5% netto, co daje w wariancie lokaty na 3 miesiące teoretyczne 8,09% w skali roku brutto lub jeśli zakładamy ją na 6 miesięcy odpowiednik zwykłej lokaty oprocentowanej na 8,16%. Niestety od niedawna można założyć tylko jedną taką lokatę na 13 000 zł.
No a co ma zrobić ktoś, kto posiada na przykład 150 000 zł?
Zostaje mu blisko 140 000 po założeniu lokaty w Open Finance.
Kolejny trop to eurobank i 5 rachunków oszczędnościowym: na każdym najlepiej ulokować po około 14 500 zł, bo w pewnym momencie przekraczamy próg Belki i z 6,06% netto w skali roku robi się znacznie mniej, więc lepiej nie zastanawiać się co parę dni nad tym trzymając na przykład 14 900.
W takim razie zagospodarowaliśmy jakieś 85 000 zł, ale co zrobić z resztą?
Pierwszy trik to założenie tych samych lokat i kont na kogoś z domowników, ale jeśli nie chcemy/nie możemy to przed nami kolejny etap i znowu walka z podatkiem Belki przez zakładanie lokat siedmiodniowych w eurobanku. Lokata siedmiodniowa jest oprocentowana 6% w skali roku, więc dla wygody znowu najlepiej nasze pieniądze podzielić na kawałki powiedzmy po 1500 zł i zlecić w systemie, żeby środki tworzyły wraz z odsetkami nową lokatę. Pewnie zanim dojdziemy do granicznego progu Belki w okolicach 2170 zł oprocentowanie spadnie.
Wiadomo, że jest to dość uciążliwe, ale coś za coś.
Przy naprawdę dużych środkach, czyli powyżej 300-400 tysięcy można próbować negocjować z bankami, ale podany wyżej podział środków wydaje mi się na tą chwilę w miarę optymalny.
Posted by
ZP
at
08:24
18
comments
Labels: Eurobank, konto, lokaty, Open Finance, rachunek oszczędnościowy
środa, 29 lipca 2009
Czekamy na wyniki spółek i prognozy
W końcu i nasze spółki powoli pokazują wyniki kwartalne.
Wczoraj słabe wyniki podał bank Millenium, który podkręcił zysk netto przez zmniejszenie rezerw aż o 57% kwartał do kwartału, czyli tak naprawdę gdyby zarząd zastosował surowsze zasady księgowości zamiast skromnego zysku netto byłaby całkiem spora strata. Nie przeszkadzało to bankowi urosnąć dużo powyżej ceny, po której sprzedałem te akcje jakiś czas temu.
Według mnie bardziej perspektywiczny z małych i średnich banków jest Noble Bank i jeśli udałoby mu się wrócić do poziomów sprzed bankructwa Lehman Brothers skoczyłby powyżej 7 zł. Potrzebny jest do tego jakiś impuls – czyli na przykład dobre wyniki i tu po cichu liczę na sukces Open Finance. Zobaczymy 14 sierpnia.
Przy okazji tematu Open Finance, nieduża lokata wspólna za nieco ponad 1,1 k zł, która kończy mi się pod koniec września pójdzie także na jesienne zakupy akcji.
Do początku czerwca byłem przekonany, że trwa bessa i są to tylko chwilowe odbicia. Teraz po przełamaniu linii trendu spadkowego na WIG20 czy średniej dwustusesyjnej na WIG zakładam, że już się skończyła (na razie od strony technicznej, a czy w realnej gospodarce?), ale od razu hossy nie ma co ogłaszać.
W każdym razie dość niechętnie będę pozbywał się akcji, właściwie głównie przymuszony przez stop-lossy.
Jednak w tym roku cały czas nie nastawiam się na wielkie zyski. Zresztą przy kilkunastu tysiącach złotych zysk powiedzmy 20% na całym portfelu akcji oznacza w tej chwili jakieś 2-3 tysiące więcej, czyli kwotowo nadal niewiele.
Dziś poznaliśmy rezultaty TP SA i jedno co mi się nie podoba to fakt, że nie będzie buy-backu akcji ani drugiej dywidendy 50 gr. Telekom ma wysokie zadłużenie w euro (obligacje), więc ostatnie umocnienie złotego jej sprzyja i to powinno jakoś wpłynąć na nią w kolejnych kwartałach. Pozostaję w tej spółce z naprawdę niewielkim pakietem akcji i stawiam, że jeśli nawet zwinie swoją działalność uda mi się z dywidend, a może i jakiegoś skoku kursu wyjść na plus dużo wyższy niż z lokat. Na razie odzyskałem 85 zł (6,9% netto, podatek z dywidendy pobrany) z zainwestowanych 1223,7 zł, czyli zostało mi jeszcze do odebrania 1138,7 zł + premia za ryzyko. Więcej pieniędzy na taką firmę schyłkową trochę mi szkoda, ale jednak benchmarkowo przyda się troszkę, bo te 10% w WIG20 ciągle waży.
Teraz zwracam uwagę na takie sektory: banki (jeśli ktoś nic nie ma – ja zostanę raczej przy Noble Bank i ewentualnie wezmę innego średniaka), spożywczy i ogólnie żywność, chemiczny i po korekcie surowce. Tu będę szukał kolejnych typów. Problem jest taki, że trzeba zgadywać wyniki przed ich publikacją, bo kurs zaczyna reagować wcześniej za sprawą lepiej wtajemniczonych. Jednak długoterminowo nie ma co się aż tak stresować .
Wyliczyłem, że w przyszłym tygodniu dojdzie mi jakieś 1300 zł do maklera (wpływy z reklam AdSense + nowe oszczędności) i akurat uzbiera się na kolejny pakiecik akcji kupowany już po wynikach kwartalnych. Myślę, że to bardzo dobry pomysł teraz, aby uzbierać parę groszy i czekać na te raporty, a co najważniejsze próbować na ich podstawie prognozować przyszłość spółek, bo tylko to liczy się na giełdzie, a nie historia.
Aha, a na koniec techniczna uwaga: w ramach utrudniania życia inwestorom GPW unieważnia wszystkie zlecenia 31.07, czyli trzeba od nowa wklepywać w poniedziałek.
Posted by
ZP
at
11:21
11
comments
Labels: akcje, banki, giełda, inwestycje, lokaty, Noble Bank, Open Finance, tpsa
sobota, 25 lipca 2009
Jak wykorzystać Alior Bank do zwiększenia zysków na giełdzie?
Do niedawna omijałem Alior Bank z tej prostej przyczyny, że gdyby kryzys finansowy wszedł w kolejną gorszą fazę takie właśnie nowe banki byłyby najbardziej narażone na kłopoty. Trudno powiedzieć czy kryzys szybko skończy się czy też wróci wkrótce w nowej mutacji, ale póki co zakładam, że na razie sytuacja wokół naszych banków przejaśnia się, choć nie można zapomnieć, że w USA małe banki bankrutują jeden po drugim (po następnych wczoraj licznik dotarł już do 64).
Tymczasem Alior Bank zainteresował mnie przede wszystkim dzięki mechanizmowi lokaty overnight.
Tak zwana lokata nocna działa w ten sposób, że połowa środków zgromadzonych na rachunku jest oprocentowana 8% w skali roku, czyli tak naprawdę mamy 4% od naszej kasy netto o ile stan rachunku jest poniżej 22 766,86 zł.
Kasa wraca z dopisanymi odsetkami następnego dnia rano.
Teraz ktoś przytomnie zapyta po co mu Alior Bank skoro w eurobanku dostanie nie 4%, a 6,06% i na dodatek kwota zwolniona z podatku Belki w eurobanku wynosi łącznie ponad 70 tysięcy (5 rachunków oszczędnościowych)?
Bardzo dobre pytanie.
Dla osoby, która zakłada lokaty i trzyma pod ręką nadwyżki na koncie oszczędnościowym zupełnie wystarczy oferta Open Finance uzupełniona euro bankiem – przynajmniej jeśli chodzi o przeciętnych ludzi, bo z większymi oszczędnościami to już wymaga większych kombinacji.
Nieco inaczej sprawa wygląda z inwestorem giełdowym. Rachunek maklerski jest tu zintegrowany w dużym stopniu z bankowym i wystarczy w systemie złożyć dyspozycję automatycznego przelewania nadwyżki środków do banku i każdego wieczoru kasa pracuje na 4% rocznie netto (do wspomnianych wcześniej 22k).
Dla kogo może mieć to znaczenie?
Przede wszystkim dla zajmujących się rynkiem terminowym.
Każdy trzyma jakąś tam kwotę powyżej minimalnego depozytu – są to różne sumy, ale skoro Alior zdąża z przelaniem na overnight po rozliczeniu sesji przez KDPW, dostajemy do ręki narzędzie powiększające nasze zyski. Tym bardziej, że jak nam dopiszą środki z zysków, to wieczorem przecież nigdzie ich nie zdązymy wysłać na zewnątrz.
Niektórzy lekceważą te drobne marząc o milionach, ale przez dni, miesiące i w końcu lata w ten sposób dobrowolnie rezygnują z dodatkowej solidnej premii.
Poza tym inwestujący na giełdzie w akcje też zyskują wygodę, bo nawet w końcu te 10 000 zł czekające na zakupy da nam rocznie ponad 400 zł dodatkowych odsetek.
W praktyce może nie być jednak aż tak różowo, bo na przykład aktywny gracz z niską prowizją w innym biurze maklerskim rzędu 6-7 zł za kontrakt tu zaczyna od 9 zł i wyższa prowizja może mu nie zrekompensować zmiany maklera. No i nie wiadomo jak długo ta lokata nocna się utrzyma z takim oprocentowaniem.
A tak z uwag technicznych to denerwuje mnie nieco logowanie się do Aliora i wpisywanie tylko niektórych znaków z hasła, co zmusza mnie do liczenia liter i cyfr.
Mimo wszystko proponuję pomyśleć o dorzuceniu tego rachunku do swojego arsenału inwestora, przynajmniej jako rezerwowego.
Posted by
ZP
at
10:03
7
comments
Labels: Alior Bank, bank, biuro maklerskie, Eurobank, inwestycje, konto oszczędnościowe, lokata nocna, lokaty
piątek, 24 lipca 2009
Giełda 20% do góry bez korekty
Od poranka w poprzedni poniedziałek do dzisiejszego maksimum powyżej 2100 punktów WIG20 pofrunął o 20% do góry. Giełda nie dała nikomu szans na promocyjne zakupy. Obstawiający spadki zostali wyciśnięci z kasy jak gąbka – przez dwa tygodnie mogli dwa razy zbankrutować grając na lewarze na full.
Z drugiej strony posiadacz 1600 zł, który otworzył longa przy 1750 pkt i wytrzymał presję do dziś ma dopisane do rachunku ponad 3 tysiące złotych.
Początkujących zachęcam raczej do spróbowania swoich sił na kontraktach na akcje i jak okaże się, że powiększasz depozyt – automatycznie możesz przejść na większy rynek.
Wszystkie indeksy grzmią dalej na północ i moim zdaniem docelowo lecimy do przynajmniej 2400 na WIG20 (poziom z bankructwa Lehman Brothers). Pytanie tylko kiedy? No chyba nie za dwa tygodnie?!
Po takich cudach jak ostatnio niczego nie można wykluczyć, czyli lepiej się nie męczyć i próbować udawać proroka, tylko robić swoje.
Skoro największe spółki odjechały nie zabierając spóźnionych pasażerów próbuję się pocieszać, że teraz przyjdzie kolej na mniejsze i zobaczymy czy tak będzie, czy też ubrałem się w akcje na górce.
Za bardzo się tym drugim wariantem nie przejmuję, bo wciąż dla mnie 12 tysięcy zł w akcjach to niewiele.
Portfel 37 667,45 zł (12289,45 zł+17426+3762+4190)
Biura maklerskie 12 289,45 zł:
Emperia 30 akcji 1830 zł
Hardex 30 akcji 1155 zł
K2 Internet 110 akcji 1210 zł
Mercor 55 akcji 1244,65 zł
Noble Bank 470 akcji 1974 zł
Polimex MS 350 akcji 1330 zł
Sygnity 70 akcji 1218 zł
TPSA 70 akcji 1113 zł
WSiP 80 akcji 1200 zł
gotówka 14,8 zł
Liczba mnoga wynika z tego, że część akcji mam w Alior Banku, a część w bossie. W tym tygodniu doszedł bank (Noble Bank), spółka związana z reklamą internetową (K2 Internet), wydawnictwo podręczników (WSiP), systemy przeciwpożarowe (Mercor) oraz spółka budowlana (Polimex).
Nie doczekałem się cen, które wstawiłem w zleceniach długoterminowych i raczej były nikłe szanse na ich realizację. Stąd wziąłem spółki, które uznałem za rokujące nadzieję na zysk.
Interesują mnie też surowcowe i związane z rolnictwem/ żywnością może jakiś deweloper, ale nie do końca podobały mi się ich ceny, więc stąd akurat taki wybór, a nie inny. Kolejne pieniądze pojawią się już w przyszłym tygodniu.
Lokaty i depozyty 17 426 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 100 zł
Waluty 3762 zł:
900 Euro
Złoto 4190 zł:
46 g w monetach i sztabce
Blog otrzymał dwie dotacje –za które dziękuję i 70 zł poszło od razu do maklera. Podobny kierunek obowiązuje dla pieniędzy z reklam, które dostanę pod koniec przyszłego tygodnia z AdSense – dolar leci na pysk i będzie to niecałe 700 złotych. Do tego dorzucę kolejne oszczędności własne (w przyszłą sobotę zaczyna się sierpień) i w ten sposób konto u maklera zaczyna powoli rosnąć. Teraz przydałoby się coś zyskać na akcjach.
Posted by
ZP
at
18:41
5
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, portfel
środa, 22 lipca 2009
Czy kupować dolary?
Jeden z czytelników zapytał się czy teraz kupować dolary, a może jeszcze lepiej fundusze powiązane z tą walutą, bo taniej już raczej nie będzie.
Jest to pytanie z cyklu za 10 punktów.
Moim zdaniem należałoby w takim razie patrzeć przede wszystkim na koniunkturę na giełdach.
Jeśli rzeczywiście docelowo wędrujemy do poziomów z momentu bankructwa Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku – niecałe 2400 pkt na WIG20 oraz 1200 na S&P500, w tym czasie złoty pozostanie względnie silny.
Z tego wychodzi mi, że w skrajnym wariancie dolar mógłby nawet spaść do 2,4 zł i to jest poziom na pewno warty zastanowienia, jak też cały zakres do mniej więcej 2,75 zł.
Co do moich osobistych przekonań, czyli subiektywnego spojrzenia kluczowe będzie zachowanie w zakresie 2,85-2,95 zł i jeśli to się nie utrzyma nie łapałbym dołka na siłę.
Oczywiście nie mam na myśli żadnego Forexu i w ogóle gry na dźwigni tylko spokojne inwestowanie w fundusze obligacji.
Z tego wynika, że wracamy do dyskusji czy giełdy robią teraz szczyty i znowu się cofną czy też pójdą wyżej? Jeśli ktoś wierzy, że kończymy falę wzrostową fundusz dolarowy czy sama waluta przyniesie mu zysk.
A co w takim razie z masowym drukiem dolara i końcem zielonego? Według mnie w tych rozważaniach można tą kwestię na razie pominąć, bo w przypadku zejścia dolara na dno złoty będzie prawdopodobnie pukał od spodu.
Gdybym miał kredyt hipoteczny we frankach, czekałbym na kontynuację zwyżek na giełdach i przy „przedlehmanowych” poziomach kupiłbym fizycznie większą ilość na późniejsze spłaty rat, ewentualnie zajął pozycję na kontraktach terminowych na walutę lub Forexie.
Prawdopodobnie w zakresie 2,4-2,6 zł za franka.
Co do euro to jak widać w tym portfelu cały czas już będzie obecne jako taki stabilizator i jeśli kurs zejdzie do 3,8 zł dokupię kolejne 100.
Zastrzegam, że są to moje prywatne opinie i proszę się jednak samodzielnie dobrze zastanowić przed podjęciem jakichkolwiek decyzji.
Posted by
ZP
at
09:58
12
comments
Labels: dolar, euro, frank szwajcarski, kredyt hipoteczny, złoty
poniedziałek, 20 lipca 2009
Kupuj banki, będziesz bogaty
Po dzisiejszej sesji giełdowej można zażartować: „kupuj banki, będziesz bogaty”, bo właśnie ten sektor pociągnął cały rynek do góry. A może inaczej: duży gracz tymi akcjami pociągnął rynek.
Na futures nadal widać jednego zawodnika, w którego rękach jest 35-40% LOP, czyli co najmniej 0,35 x 92 226= 32 279 futów. „Puls Biznesu” mocno się emocjonuje dziś, że spekulant zarobił jakieś 30 mln zł w stosunku do piątkowego zamknięcia, o ile trzyma longi.
Ja akurat przerzucam gotówkę z bossy do Alior Banku, ale kupiłem też nowe akcje, czyli K2 Internet po 11 zł.
W shoutboxie obok regularnie pojawiają się pytania o lokaty, czyli najlepsze teraz to zdaje się wciąż lokata optymalna 6,5% w Open Finance, ale już tylko na 3 i 6 miesięcy oraz tradycyjnie rachunek oszczędnościowy z codziennie dopisywanymi odsetkami w eurobanku na 6,06% rocznie.
Tymczasem na GPW tylko w porównaniu z piątkiem mamy wzrost prawie 10% na Pekao SA czy 5,9% na PKO BP (sześć białych świec po kolei).
Problem w tym, że tu chodzi o czystą spekulację, skoro ciągnie się na przykład BRE za uszy ponad 9%.
Naprawdę ciężko zgadnąć jak długo potrwa to szaleństwo, ale Polska nagle stała się najgorętszym rynkiem wschodzącym. Jeszcze w poprzedni poniedziałek minimum na WIG20 wynosiło 1758,19 punktów. Minął tydzień i mamy maksimum na 2008,58 pkt, czyli aż 14% wyżej.
Wygląda to na pewno ciekawie z punktu widzenia obserwatora (jeszcze ciekawiej jeśli ma się taki sygnał k) i na pewno szaleństwem byłaby teraz próba łapania szczytu przy pomocy szortów.
Sam nieco żałuję, że nasz grajek nie zaczął jednak od zjazdu do 1650 i dopiero pompki, ale to byłoby za proste.
Posted by
ZP
at
19:22
12
comments
Labels: akcje, banki, inwestycje, K2 Internet, lokaty
niedziela, 19 lipca 2009
Jak szybko uzbierać 50 000 zł?
Żyjemy w czasach, gdy każdy chce dużo zarabiać i jak najszybciej dojść do sporego majątku, więc temat jak szybko uzbierać 50 000 zł wydaje się bardzo chwytliwy.
Jeżeli ktoś w tym miejscu szuka genialnego systemu inwestycyjnego do gry na Forex czy giełdzie to się rozczaruje.
Zajmę się rzeczywistością.
1 września 2007 wartość portfela appfunds wynosiła 0 zł, rok temu wzrosła do 19 633,58 złotych. Według mojej ostatniej wyceny aktualnie podskoczyła do 37 400,6 zł, czyli o ponad 90% przez 12 miesięcy.
Wiadomo, że nie jest to stopa zwrotu, ale w ten sposób udowadniam w praktyce, że nie trzeba stosować żadnych wyszukanych strategii inwestycyjnych, aby skutecznie powiększać kapitał.
Tak, dla wielu fanów szybkiego wzbogacenia się jest to straszne nudne, ale tak ma być. Nie chodzi o rozrywkę, tylko o kolejne złotówki dopisywane do stanu rachunku.
Dla rozrywki to można sobie pójść do kina, pubu czy pojechać na wczasy.
Oczywiście, po drodze popełniam błędy – jak na przykład od lutego w zbyt małym stopniu skorzystałem z odbicia na akcjach, ale z drugiej strony zacząłem budowę tego portfela w najgorszym możliwym momencie z punktu widzenia giełdy.
We wrześniu 2007 roku wartość indeksu WIG przekraczała 60 000 punktów. Teraz jesteśmy 50% niżej.
Na dodatek zaczynając ambitnie od zera nie chciałem tutaj zniechęcać nikogo zbyt zaawansowanymi sposobami inwestowania: na przykład wrzucić parę tysięcy do maklera i grać 1 kontraktem futures na WIG20 stopniowo powiększając pozycję/ewentualnie dopłacając do interesu.
Celem tego bloga jest raczej próba przejścia od zera do milionera bez nadmiernego ryzykanctwa.
Na początku nie widziałem sensu w kupowaniu przewartościowanych akcji i zająłem się srebrnymi monetami. Szkoda, że NBP szybko zabił ten rynek olbrzymimi nakładami, ale udało mi się wyjść w porę z niezłymi zyskami.
Potem niezbyt udanie próbowałem podbierać akcje, a tak naprawdę wybroniłem portfel przy pomocy pochodnych.
W tym roku jest łatwiej, bo giełda daje także zarabiać na akcjach.
Jednocześnie akumuluję kapitał na lokatach i nie wydaję na konsumpcję wpływów z reklam AdSense i dotacji. Tutaj widzę sprzężenie zwrotne: blog przynosi mi pewne, niezbyt wysokie przychody, ale te pieniądze od razu pracują na siebie i czytelnik czasem znajdzie coś inspirującego dla jego inwestycji.
Z moich raczej ostrożnych szacunków wynika, że w konserwatywnym wariancie wartość portfela przekroczy 50 000 zł mniej więcej za rok, może wcześniej (szczerze mówiąc byłbym trochę rozczarowany, gdyby to tyle trwało).
Nie wiem czy to jest dużo czy mało – zależy pewnie od tego kto ile ma, ale mi wystarczy, że przejście od 0 do 50k zł zajmie niecałe 3 lata.
Długoterminowo powinno udać się uzyskać mniej więcej 5-7% średniorocznie powyżej inflacji przy niezłym zarządzaniu ryzykiem i w miarę trafnych inwestycjach. No i bardzo ważne są stale dochodzące nowe środki. Potęga małych liczb w praktyce.
Wiadomo, że wahania są spore, ale w moim przypadku pilnuję raczej strat niż poluję na nadzwyczajne zyski. Te ostatnie pojawią się same.
Mam nadzieję, że szukający sposobu jak szybko uzbierać 50 000 zł znajdzie na blogu parę przydatnych wskazówek w archiwum i w nowych wpisach.
Posted by
ZP
at
10:11
26
comments
Labels: 50 000, 50 000 zł, akcje, inwestycje, jak szybko uzbierać, lokaty, portfel
sobota, 18 lipca 2009
Od czego zacząć?
To pytanie pojawia się bardzo często. Jakiś rok temu już zajmowałem się szerzej inwestowaniem, ale w wymiarze finansowym ma ono jedną prostą odpowiedź: nawet jeśli toniesz w długach czy otrzymujesz nieregularne dochody, nie rzucaj się od razu do inwestowania czy spekulacji, ale pierwszy ważny krok to utworzenie choćby najskromniejszego funduszu awaryjnego.
Absolutne minimum to w polskich warunkach 1000 zł (jedna płaca minimalna), a docelowo powinna to być równowartość 3-6 miesięcy naszych wydatków.
Z matematycznego punktu widzenia osoba zadłużona powinna teoretycznie za wszelką cenę spłacać długi z najwyższym oprocentowaniem, ale każdy musi mieć taką rezerwę na nieprzewidziane sytuacje.
Mi trafiło się to akurat w tym tygodniu i znienacka potrzebne było 900 złotych. Dzięki temu funduszowi nie musiałem gorączkowo zrywać lokaty czy przelewać pieniędzy od maklera, tylko wykorzystałem ten fundusz i w kolejnych miesiącach znowu go powoli uzupełnię do poprzedniego stanu bez żadnego wysiłku.
Według mnie początkowo dobrym rozwiązaniem jest debet w koncie lub kredyt odnawialny. Są one jednak korzystne wyłącznie dla zdyscyplinowanych ludzi, którzy nie skuszą się na szybki kredyt bez wyraźnej potrzeby.
Przez pewien czas bezsensownie pocieszałem się, że w razie czego mam limit w karcie kredytowej. Karta kredytowa to bardzo głupi pomysł jako źródło awaryjnej gotówki, bo przy wypłacie z bankomatu płacisz prowizję –jakieś 3% kwoty transakcji, a na dodatek zadłużenie nalicza się od razu od tego momentu bez względu na to czy je spłacisz w terminie, czy nie.
U mnie to wyglądało etapami tak: najpierw nie widziałem potrzeby – do pierwszej katastrofy, potem uznawałem limit karty kredytowej za źródło awaryjnej gotówki, następnie przeszedłem na kredyt odnawialny i wreszcie zbudowałem awaryjny fundusz bezpieczeństwa.
Proponuję każdemu od razu przeskok do ostatniego punktu.
Banki próbują nadrabiać straty ze złych kredytów i opcji walutowych przez podniesienie opłat i dla mnie utrzymywanie takiego kredytu to zbędna ekstrawagancja.
Przykładowo standardowo mBank liczy sobie 1% wartości linii za coroczne odnowienie kredytu odnawialnego, minimum 25 złotych. Z tego wynika, że do 2500 zł oprocentowanie jest>1%.
Ja wolę trzymać na koncie oszczędnościowym powiedzmy 10 000 zł i otrzymywać za nie odsetki 600 zł rocznie niż płacić 100 zł bankowi. Z tego powodu bardzo polecam otwarcie oddzielnego rachunku oszczędnościowego z konkretnym przeznaczeniem. Nazywamy go także w systemie banku "fundusz awaryjny" i do niczego więcej tych pieniędzy nie wykorzystujemy.
Przy okazji warto też pomyśleć o jakimś rozsądnym ubezpieczeniu. Należy jednak pamiętać, żeby nie mieszać ubezpieczenia z inwestowaniem, czyli jestem zdecydowanym wrogiem hybrydowych produktów. Wtedy trudno sobie policzyć czy opłaca się skorzystać z ubezpieczenia czy nie.
Fundusz bezpieczeństwa nie brzmi tak ekscytująco jak kontrakty terminowe, akcje czy Forex, ale naprawdę lepiej wcześniej się przygotować, a nie przypomnieć sobie o tym wpisie w awaryjnej sytuacji i gorączkowo szukać kasy, na przykład bezsensownie kasując inwestycje.
Posted by
ZP
at
09:50
10
comments
Labels: fundusz, fundusz awaryjny, fundusz bezpieczeństwa, inwestycje, jak zacząc, karta kredytowa, kredyt, kredyt odnawialny, ubezpieczenie
piątek, 17 lipca 2009
Trade what you see
Istnieje wiele powiedzonek giełdowych. Jednym z nich jest: „trade what you see, not what you think”. Inaczej mówiąc na rynku nie liczą się nasze przekonania, lecz to, co robi sam rynek. Najprościej skupić się na wyłapywaniu trendów i próbować się do nich podłączać, no chyba, że mamy wystarczająco pieniędzy, aby samodzielnie kreować te trendy.
Typowy przykład mieliśmy w mijającym tygodniu, kiedy w poniedziałek wydawało się, że runiemy w dół śladem RGRa, a tymczasem zagraniczny kapitał wyrolował wszystkich na GPW odcinając od akcji naszych zarządzających i drobnych.
Jak sobie poradziłem z tym numerem?
Zarobiłem parę groszy na futures oraz dorzuciłem nieco szybciej niż planowałem dwie nowe spółki do portfela. Na giełdzie trzeba być elastycznym, no i mieć trochę gotówki w zapasie przygotowanej na takie sytuacje. Na razie moje zasoby są tutaj bardzo skromne, ale cały czas pracuję nad ich powolnym powiększaniem i tak jak zapowiadałem wszystkie wpływy z reklam AdSense oraz dotacji wrzucam do maklera. Podobnie jak comiesięczne oszczędności.
Dodatkowo planuję przenieść część środków do Alior Banku, aby gotówka nie marnowała się. Tam jest taki trick jak lokata nocna 4% netto do nieco ponad 22 000 zł. To dodatkowy zysk i można automatycznie z rachunku maklerskiego przerzucać wolną gotówkę na konto z lokatą –pieniądze rano wracają.
Co do obrazu rynku jest on nieco zagmatwany i według mnie sytuacja jest remisowa, więc nie ma co się wysilać i bawić w zgadywanki, tylko płynąć z prądem.
Portfel 37 400,6 zł (11884,6+17426+3870+4220)
Biuro maklerskie 11 884,6 zł:
Emperia 30 akcji wartość 1737 zł
Hardex 30 akcji wartość 993,3 zł
Sygnity 70 akcji wartość 1259,3 zł
TPSA 70 akcji wartość 1074,5 zł
Gotówka 6820,5 zł
W tym tygodniu doszło 162,9 zł zysku z futures z wtorku oraz kupiłem w środę akcje Emperii po 56 zł i Sygnity po 15,35 zł. Szczególnie mocno zdrożały te drugie – do 17,99 zł na koniec tygodnia. Dużo gorzej poszło Hardexowi i Tepsie.
Lokaty i depozyty 17 426 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 100 zł
Waluty 3870 zł:
900 Euro
Złoto 4220 zł:
46 g w monetach i sztabce
Akcje w tej chwili to tylko 13,5% portfela i jest on w tej części wyraźnie niedoważony. We wszystkich wariantach, czyli rajdzie WIG20 >2000 punktów, spadkach poniżej 1770 punktów lub pozostaniu w konsoli cały czas będę selekcjonował spółki, głównie mniejsze i średnie. Ostatnie dwa typy wyglądają obiecująco i mam nadzieję, że tak będzie z kolejnymi.
Posted by
ZP
at
18:41
3
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, portfel, trade what you see
środa, 15 lipca 2009
Odbicie od średniej
Przeciwnikom analizy technicznej dedykuję obrazek z WIG20. Proszę zwrócić uwagę na moc i istotność średniej dwustusesyjnej:
Problem polega na wyborze narzędzi z AT - mi bardziej odpowiadają liczby niż rysunki.
Podobnie preferuję poziome wsparcia i opory, bo stoją za nimi konkretne transakcje.
Przykładowo ktoś nie biorący AT pod uwagę kupił po 80 zł i widzi spadek do 50 zł. Kiedy cena wraca do 80 zł sprzedaje z ulgą mimochodem wyrysowując opór na wykresie i nie patrzy czy jest tam fala C czy jakiś kanał.
Od odbicia z minimum w poniedziałek poniżej 1760 pkt pojechaliśmy do obecnych 1900 pkt w kilkadziesiąt godzin i od razu znaleźliśmy się przy górnej bandzie konsolidacji.
Kto w niej zarabia – gratuluję, ale ogólnie w konsoli najlepiej nie szarpać się z rynkiem.
Czekaliśmy na wybicie dołem z RGRa, ale przypomnę, że w zeszły czwartek pisałem, że:
„wsparcie 1775-1800 pkt jakoś tam się broni i jeżeli nawet w studiu telewizyjnym TVN CNBC zawzięcie dyskutowali o RGRach – zresztą przedwczoraj wieczorem ogłosili wybicie dołem S&P500 i spadki, to już nawet babcia klozetowa wie o tej formacji.”
Skończyło się jak zazwyczaj i tak naprawdę byłaby to klasyka z obecnym podjazdem jako pułapką na naiwnych, gdyby nie jego dynamika.
Łącząc szybkie umacnianie się złotego z atakiem na akcje banków podejrzewam, że za ruchem stoi zagranica, która już w zimie pokazała jak zrobić kołowrotki z GPW i złotego, więc czających się na eski u góry konsoli należy przestrzec, żeby nie zapomnieli o stopach.
Sam lekko zmodyfikowałem strategię wobec rynku akcji – przypomnę, że na ten rok zakładam powolne zakupy i dorzuciłem dwie nowe spółki do portfela.
Są to Emperia oraz Sygnity.
Pierwsza zaliczy jednorazowy zysk ze sprzedaży nieruchomości 16 mln złotych i wydaje się, że wyniki kwartalne nie będą złe także w wymiarze operacyjnym, bo koszty po konsolidacji spadły.
Z kolei Sygnity, czyli dawny Computerland wciąż znajduje się w tarapatach i zajmuje się przede wszystkim wyprzedażą aktywów i rozmowami z pożyczkodawcami. Sporo się udało poprawić, łącznie ze zrolowaniem obligacji. Na poziomie zysku netto pewnie będzie plus za II kwartał.
Gdyby spółka odbiła jak inne znajdujące się na krawędzi pewnie nie zainteresowałbym się nią w ogóle, ale skoro szoruje po dnie to wrzucam do wora i zapominam. Taki sam ruch jak z Hardexem.
Zakładam się, że obie te spółki przetrwają i dadzą zarobić, ale to wymaga czasu. Stąd taka wielkość pozycji, a nie inna.
Posted by
ZP
at
10:21
13
comments
Labels: akcje, emperia, giełda, inwestycje, sygnity, średnia 200
wtorek, 14 lipca 2009
Bonus z banku Goldman Sachs
Bank inwestycyjny Goldman Sachs planuje wypłacić w tym roku około 18 miliardów dolarów w formie wynagrodzeń i bonusów swoim 28 000. pracownikom. Jak łatwo wyliczyć średnioroczna wypłata wynosi nieco ponad 600 000 dolarów, czyli mniej więcej 156 000 złotych miesięcznie.
Może zakręcić się w głowie, szczególnie kasjerce z banku PKO czy doradcy z Open Finance. No ten ostatni pewnie nie miał aż tak bardzo na co narzekać, kiedy pięknie sprzedawały się kredyty hipoteczne, ale to było co najmniej rok temu.
Premie nie biorą się z powietrza, ale z gigantycznych zysków Goldman Sachs, które zaraz właśnie ogłoszą (ponad 2 mld dolarów za kwartał).
Skoro rynki odbiły się od wsparć i wracają do konsolidacji postanowiłem znowu lekko podkręcić stan portfela appfunds i dziś bez większego ryzyka można było zarobić trochę na futures licząc na dynamikę wyjścia z klina i odbicia od wsparcia:
Zysk +162,9 zł (oddadzą mi po sesji jeszcze 5,1 zł za daytrading).
Teraz futy są kilkanaście punktów wyżej, ale naprawdę nie przeżywam tego, bo poranny plan szybkiego zarobku na hossie bankowej bez przyjmowania ryzyka został wykonany.
Drobna uwaga dla graczy – zasięgi do góry to 1847, a potem 1884.
Aha i jak ktoś myśli, że zarabianie na futures jest łatwe i przyjemne, to niech się nad tym dobrze zastanowi.
Może i mój bankowy bonus jest mikry na tle Goldmana, lecz mi na dziś wystarcza i zupełnie nie martwię się cokolwiek wydarzy się w kolejnych dniach.
Posted by
ZP
at
13:54
12
comments
Labels: bank, banki, futures, Goldman Sachs, inwestycje, kontrakty terminowe
poniedziałek, 13 lipca 2009
Pora na Alior Bank
Dotychczas powoli przelewałem pieniądze do bossy no i zebrało się tej gotówki już blisko 10 tysięcy PLN. Głównie ma ona służyć do zakupu akcji po niższych cenach. Problem jest taki, że nie wiadomo, kiedy one w końcu pojawią się, a przecież co miesiąc mam zamiar co najmniej kilkaset złotych tutaj dorzucać.
W DM BOŚ pieniądze są nieoprocentowane, a dla tych 10 000 złotych to jednak warto chwilę zastanowić się nad problemem. W końcu pieniądze mają pracować na nas.
Rozwiązaniem będzie dla mnie Alior Bank, gdzie otwieram rachunek głównie ze względu na lokatę nocną.
Przy obecnym oprocentowaniu wspomniane wcześniej 10 000 złotych daje rocznie dodatkowe 400 złotych, więc nad takimi pieniędzmi warto się pochylić jako bonusem.
Pieniądze są automatycznie przelewane po sesji/rozliczeniu przez KDPW i rano wracają na konto maklerskie jeśli złoży się taką dyspozycję.
To fajny dodatek dla grających na futures. W ten sposób mamy oprocentowaną nadwyżkę nad depozyt minimalny.
Do 200 sztuk prowizja wynosi 9 zł (za DT zamknięcie 6 zł), a powyżej 200 miesięcznie mamy 7 zł. Więcej na stronie internetowej DM Alior Banku.
Teraz czekam na zakup akcji i nie wiem czy kupię je jutro czy za dwa miesiące, a może wcale. Pan Rynek podaje mi swoje oferty codziennie i wszystko zależy od jego humorów. Z tego powodu wolę trzymać rękę na pulsie i jeszcze w tym miesiącu przerzucę trochę środków do Aliora i na bieżąco będę wrzucał zlecenia o ile ceny zbliżą się do moich poziomów – na przykład PKO 22,9 zł czy Noble Bank 2,75 zł.
Mógłbym uzyskać wyższe oprocentowanie w eurobanku, ale wybieram większą elastyczność za cenę niższych odsetek.
Innych pieniędzy w Aliorze nie zamierzam trzymać (nawet nie biorę karty do konta), więc nic mi nie pomiesza się w rachunkowości.
Poza tym warto posiadać drugi rachunek na wypadek awarii u maklera. Z tego powodu tak czy siak szukałem ostatnio rezerwowego i znalazłem.
Trochę to wygląda jakby mnie Alior Bank sponsorował, ale nic z tych rzeczy. Jedynym prezentem będą te odsetki.
Posted by
ZP
at
13:34
13
comments
Labels: akcje, Alior Bank, biuro maklerskie, Bossa, inwestycje, kontrakty terminowe, lokata nocna
niedziela, 12 lipca 2009
Czy kupować śmieciowe spółki?
Na całym świecie na giełdach notowane są śmieciowe spółki, czasem nawet całkiem spore jak AIG czy General Motors :) Nazwa jest dość pojemna i obejmuje wszystkie te zombi, które znajdują się u progu bankructwa lub tak naprawdę już są za nim; spółki, które nie wypracowują zysków od lat i ratują się emisjami (mistrz GPW: Swarzędz) czy różne przedziwne wehikuły do wymyślania modnych w danym momencie motywów, czyli takie co ogłaszały, że zajmują się internetem, biopaliwami czy deweloperką - w zależności od aktualnej koniunktury.
Inwestorzy zazwyczaj wyrażają dwa skrajne stanowiska.
Fundamentaliści z góry przekreślają te spółki twierdząc, że to marnowanie pieniędzy i odpuszczają sobie takie walory.
Technicy patrzą na same wykresy i widząc jakiś sygnał kupna po prostu wchodzą czy to będzie FON czy Żywiec, im jest obojętnie.
Jakie jest moje zdanie na ten temat?
Raczej skłaniam się ku temu, żeby z zasady omijać takie wynalazki, bo na wykresie nie tak łatwo znaleźć informację o upadłości likwidacyjnej spółki.
Jednak każdy przypadek jest inny i jeśli wiesz co robisz nie powinieneś zupełnie unikać takich spółek pod warunkiem, że łączne zaangażowanie w tego rodzaju akcje nie przekroczy 5-10% (w zależności od profilu ryzyka) wartości twojego portfela giełdowego.
Wtedy nawet wyrzucenie spółki z notowań nie będzie dla ciebie wielką tragedią.
Niestety takie marne firemki często przyciągają nowicjuszy zwabionych szybką jazdą na przykład pod rozdanie trefnego towaru.
Czasem nie dość, że podjęli złą decyzję brną w nią dalej naganiając innych. Przypomnę przypadek Krosna z zimy, przed którym przestrzegałem, gdy kosztowało niecałe 40 groszy.
Zwracam uwagę na tradycyjny anonimowy pierwszy komentarz. Mam nadzieję, że ten czytelnik nie zapakował w Krosno oszczędności swojego życia – choć ostatnio sama huta ponoć podnosi się z kolan i produkcja jest kontynuowana.
Jednak później był spadek do 10 groszy i dopiero wtedy hazardzista mógł wejść odpowiednio kalkulując zysk do ryzyka.
Przechodząc do konkretnych liczb – aktualnie sam mogę zaryzykować 500-1100 złotych łącznie na tego typu inwestycje, ale nie na chybił-trafił.
Czasem rynek robi się nieefektywny, gdy pokład opuszcza spanikowany fundusz.
Rekordzistą okazała się zdaje się Opera, która cztery miesiące temu ledwie niecały kwartał po samokrytyce i nazwaniu się baranami przez szefa, sprzedała milion akcji informatycznej spółki Action – już się nie będę pastwił nad Operą i nie zaznaczę, gdzie oni kupowali … Zresztą w komentarzu do listu prezesa Kwiatkowskiego raczej retorycznie pytałem:”jaką mamy gwarancję, że sytuacja nie powtórzy się na przykład w 2009?”
Widać, że także zarządzających ponoszą emocje i nerwy. W tym momencie, kiedy oni sprzedają warto bliżej przyjrzeć się danej spółce, bo zaraz jak się fundusz wysypie znika dodatkowa podaż.
Oczywiście nie są to raczej blue chipy i dlatego ostrożność jest wskazana, ale i tu da się zarobić pod warunkiem, że potencjalny zarobek wynosi co najmniej 100%.
Posted by
ZP
at
16:48
10
comments
Labels: Action, akcje, fundusze, giełda, inwestycje, Opera, śmieciowe akcje
sobota, 11 lipca 2009
Niech banki zaczną zamieniać lokaty na kredyty
Kiedy banki zaczną zamieniać lokaty na kredyty ruszy rynek akcji.
Dlaczego?
Banki oferują teraz bardzo atrakcyjne lokaty i zbierają depozyty z rynku, ale zamiast dawać kredyty trzymają pieniądze w bezpiecznych instrumentach. Tym samym gospodarka jest przyduszana przez brak kapitału.
Jeśli dana spółka widzi potencjalnie atrakcyjny projekt inwestycyjny, który wymaga pewnego ryzyka i zewnętrznego finansowania – najbardziej naturalny u nas jest kredyt, porzuci pomysł i wybierze bezpieczne rozwiązanie, które wcale nie jest najbardziej efektywne z punktu widzenia właściciela, czyli akcjonariusza.
Taka sytuacja nie sprzyja giełdzie długoterminowo.
No i co z tego wynika?
Zgodnie z tym co pisałem tu 23 czerwca banki drożeją najwcześniej w nowej hossie czy też „hossie”. Z tego powodu cały czas trzymam się dość odważnej tezy, że po zejściu WIG20 do jesieni w okolice przynajmniej 1650 punktów nową falę wzrostową powinny rozpoczynać właśnie banki zgodnie z zasadą cykli koniunkturalnych. Trochę więcej o bankach napisałem też dziś tutaj.
Stąd moje zlecenia kupna na PKO BP i Noble Bank czekające na niższych poziomach.
Trzeba pamiętać jednak, że giełda to gra w prawdopodobieństwa, a nie sto procent pewności i na przykład powszechna fala pesymizmu może wywołać odwrotny skutek i na przykład Amerykanie nie spadną niżej wyciągając wszystkich znowu wyżej. Taką opcję też trzeba brać pod uwagę.
Nie bardzo mi ona pasuje, bo w końcu na rachunku maklerskim trzymam akcje za ledwie 2 tysiące, ale zawsze trzeba rozważać wszystkie możliwe warianty i co zrobimy jeśli rynek zrobi X lub Y.
No to co ja zrobię, jeśli wrócimy do konsoli? Nic, będę powoli uzupełniał stan rachunku u maklera i czekał najpierw na wyniki kwartalne spółek. Jeśli horyzont utrzyma się i w sierpniu wrzucę coś do portfela akcji.
Na razie jednak większe szanse ma wariant ze spadkami.
Portfel 37 096,48 zł (11 546,46+17426+3915+4209)
Biuro maklerskie 11 546,46 zł:
Hardex 30 akcji wartość 1033,2 zł
TPSA 70 akcji wartość 1092,7 zł
Gotówka 9420,56 zł
W tym tygodniu zamknąłem w poniedziałek futures na spadki z zyskiem 550,4 złotych i nic więcej ciekawego tu się nie działo. Strategia powiększania stanu rachunku u maklera jest realizowana prawidłowo bez większych szaleństw, czasem troszkę podkręcam wynik na kontraktach.
Lokaty i depozyty 17 426 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 100 zł
Waluty 3915 zł:
900 Euro
Złoto 4209 zł:
46 g w monetach i sztabce
Portfel przekroczył nową barierę, czyli 37 tysięcy i patrząc na marazm z lekką tendencją spadkową panujący na giełdzie nie można narzekać.
Co do wpływów z kliknięć w reklamy Google AdSense czerwiec był bardzo dobry, ale dolar słabnie do złotego i radość może być przedwczesna. Dotacje na razie wyschły.
Na najbliższe tygodnie możliwe, że najlepszą inwestycją będzie taka w siebie, czyli odpoczynek na wczasach i doładowanie akumulatorów, a potem odświeżenie wiedzy przy jakieś solidnej książce i analizach.
Posted by
ZP
at
08:40
7
comments
Labels: akcje, banki, giełda, inwestycje, kredyty, lokaty, portfel
piątek, 10 lipca 2009
Lokaty i rachunki oszczędnościowe rozleniwiają
W tym roku nadal przeżywamy złotą erę lokat bankowych. Lokata optymalna w Open Finance (jeszcze do 14 lipca) i 6,5% netto w skali roku uzupełniona kontem oszczędnościowym w eurobanku na 6,06% (właściwie pięcioma) powinny zadowalać nawet dość wybrednych klientów. Te parę złotych dziennie odsetek, które nam dopisują codziennie w eurobanku cieszą każdego jak dziecko i sam często zaglądam, żeby sprawdzić stan rachunku.
Niestety wielu ludzi zerknie na te odsetki zoptymalizowane pod uniknięcie Belki i myśli sobie: „Jaki jestem sprytny i zapobiegliwy! Pieniądze pracują na siebie. Jest świetnie. Nie pozostaje nic innego tylko zrelaksować się na leżaku”.
Nie jest wcale tak różowo.
Dlaczego?
Jeżeli chcesz realnie podwoić swój kapitał trzymając pieniądze wyłącznie na lokatach musisz czekać … 35 lat przy założeniu, że uda się Tobie średnio uzyskiwać 2% netto powyżej stopy inflacji, co wcale na lokatach nie jest takie pewne.
Ile będziesz miał wtedy lat?
Czemu o tym piszę?
Najwięcej zainteresowania czytelników wywołuje właśnie analizowanie różnych ofert lokat: ten bank daje 6,5%, a ten 6,6%. Jak tu zoptymalizować, żeby wyszło mi 2,49 złotych odsetek i ominąć Belkę? Takie tematy za każdym razem wywołują dość ożywioną dyskusję w całym internecie.
Sam jestem za optymalizacją, ale patrzę na nią nieco z przymrużeniem oka. W końcu z każdych 10 000 złotych w banku mogę dostać raptem jakieś 2 złote dziennie odsetek i walka o te dodatkowe parę groszy nie powinna zabierać nikomu zbyt wiele energii.
Oczywiście nie można popaść w skrajność i trzymać na jakimś RORze w PKOBP na 0,1% rocznie, ale wiele osób po znalezieniu dobrej lokaty rozleniwia się i na tym kończy swoje myślenie o pieniądzach czy inwestowaniu.
Wielokrotnie wskazywałem, że znacznie lepsze efekty da się osiągnąć przez rozsądniejsze wydawanie swoich pieniędzy, bez szukania jakichś wymyślnych sposobów zarabiania.
Czasem wyprawa do nieco tańszego sklepu czy skorzystanie z porównywarki cenowej przyniesie znacznie więcej niż odsetki z lokaty założonej na kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Tu też nie trzeba być wielkim ekspertem od finansów.
Z tego powodu zachęcam wszystkich, żeby nie tylko spędzali czas na liczeniu idealnej kwoty odsetek tak, aby uniknąć zapłacenia podatku czy szukając idealnej lokaty, ale także nie zapomnieli o pracy nad budżetem domowym i racjonalizacją wydatków (nie mylić ze skąpstwem).
No i następna sprawa to inwestowanie. Od tego nie da się uciec, jeśli pragniesz naprawdę powiększyć swój majątek. Inwestowanie trzeba rozumieć szeroko, czyli nie tylko kupowanie akcji czy jednostek funduszy inwestycyjnych, ale na przykład inwestowanie we własną edukację czy biznes.
Niech lokaty i rachunki oszczędnościowe nie rozleniwią ciebie stwarzając ułudę bezpieczeństwa i pewnego zysku.
Posted by
ZP
at
08:43
7
comments
Labels: banki, inwestowanie, konto oszczędnościowe, lokaty, odsetki
czwartek, 9 lipca 2009
Brakujące ogniwo
Od szczytu z 15 czerwca na 2042,7 punktów do wczorajszego minimum na 1786,51 WIG20 spadł niemal jednym ruchem. Oznacza to 12,5% w dół przez 3,5 tygodnia. Możemy polecieć dalej, ale według mnie bardzo krótkoterminowo większe szanse ma wariant z małym odbiciem. Dlaczego?
Zatrzymaliśmy się na linii trendu spadkowego, która już raz wsparła rynek 23 czerwca. Wykres można zobaczyć u góry komentarza na notowany.pl. Poza tym wsparcie 1775-1800 pkt jakoś tam się broni i jeżeli nawet w studiu telewizyjnym TVN CNBC zawzięcie dyskutowali o RGRach – zresztą przedwczoraj wieczorem ogłosili wybicie dołem S&P500 i spadki, to już nawet babcia klozetowa wie o tej formacji.
Z tego powodu podejrzewam, że teraz czeka nas jednak małe odbicie na parkiecie wspierane „dobrymi” wynikami, które podała Alcoa (strata 26 c vs 38 c).
Poza tym amerykańskie banki inwestycyjne na pewno triumfalnie obwieszczą niezłe rezultaty, bo mają zyski z pompowania akcji i surowców.
Wystarczy sobie przypomnieć show banków w marcu, kiedy prezesi jeden po drugim zapewniali jak jest świetnie, a teraz wreszcie znajdą realny powód.
W takim razie wypada ogłosić mały „miś warning” i odbicie na WIG20 w wariancie rachitycznym do jakichś 1825 punktów, a optymistycznym znacznie, znacznie wyżej.
Nie zmienia to mojej oceny, że wszystko i tak powinno zjechać ostatecznie niżej do jesieni, choć jakieś tam 25-30% szans ma wariant z przejściem 1920 i zrobienie dużego odwróconego RGRa z zasięgiem 2600.
Ja nie kupuję akcji i czekam dalej, nawet jeśli teraz pójdziemy do góry.
Z kolei inwestor pasywny, na przykład kupujący fundusze inwestycyjne może spróbować coś tam łyknąć 14 lipca zaraz po odcięciu dywidendy od KGHMu. Dla uśredniaczy, którzy nie wierzą w całkowity krach finansowy cena 17xx lub 18xx na WIG20 nie wydaje się aż tak wygórowana pod warunkiem, że mają czas i cash.
Posted by
ZP
at
07:46
6
comments
Labels: akcje, fundusze inwestycyjne, giełda, inwestycje, WIG20
wtorek, 7 lipca 2009
Jak zarobić na spadkach na giełdzie?
Na pytanie jak zarobić na spadkach na giełdzie najprostszą odpowiedzią jest wzięcie szortów na indeksy giełdowe lub akcje, albo zakup opcji put (ewentualnie wystawienie opcji call).
Jeśli nie zrozumiałeś poprzedniego zdania oznacza to, że na razie nici z takiego zarabiania i póki co skup się na edukacji, a zaczynaj dopiero jak dokładnie się dowiesz o co tu chodzi. Najlepiej od kontraktów na akcje, bo operujesz na mniejszej dźwigni – na przykład 1 fut na TPSA odpowiada wartości tylko 1500 złotych przy naprawdę groszowym depozycie ledwie ponad 100 złotych.
Tymczasem najrozsądniej będzie wpłacić pieniądze na lokatę do banku i spokojnie czekać. Przykładowo przedłużona do 14 lipca lokata optymalna w Open Finance daje 6,5% netto w skali roku i tam można wrzucić część środków na 3 miesiące, a także trzymać pod ręką trochę na koncie oszczędnościowym.
Rzecz jasna o ile sprawdzi się wariant ze spadkami mniej więcej do końca października - skąd ten październik? Więcej w drugiej części wczorajszego wpisu.
A co potem? Kupowanie wybranych akcji. Pojawią się wyniki kwartalne, można będzie studiować je oraz wykresy przez parę miesięcy przed wyborem.
Jeżeli ktoś jest zupełnie bez akcji i jednostek agresywnych funduszy inwestycyjnych, moim zdaniem w przypadku tych ostatnich może zaczynać delikatne zakupy w drugiej połowie lipca, w regularnych porcjach. Moje typy z szerokiego rynku polskich akcji to Allianz i Legg Mason uzupełniane specjalistycznymi. Za te parę setek można zaryzykować przy 17xx na WIG20, bo nawet spadek do 1200 czy 1500 i ciągłe uśrednianie w równych porcjach powinno przynieść jakiś zysk w terminie 2-3 lat, ale to podkreślam w sytuacji, gdy ktoś ma zupełnie pusty portfel z funduszami inwestycyjnymi i jest zdeterminowany do regularnego dokupowania.
Dla gracza sprawa wydaje się dość oczywista, czyli eska, ale widzę tu na razie małe „ale”.
Nie pojawił się sygnał S wynikający z wybicia z konsolidacji ciągnącej się od maja, która rysuje RGRa. Moim zdaniem padnie on jeśli w cenach zamknięcia futy zejdą poniżej 1760 punktów.
Z drugiej strony od maxa powyżej 2000 jeszcze na poprzedniej serii z 15 czerwca do tych 1760 mamy prawie 300 punktów, więc i w tym zakresie daje się wycinać całkiem niezłą kasę obstawiając spadki – jednak teraz dopiero wyjście S&P500 poniżej 880 pociągnęłoby wszystkich w dół i szykowałaby się potencjalnie szybka kasa rzędu co najmniej kilkudziesięciu punktów na kontrakcie. Zakładając stopa w rejonie 1790 potencjalny zysk/ryzyko wygląda ciekawie.
Sam jeszcze się waham czy w to wejdę czy nie, ale ze względu na tradycyjny brak czasu raczej zrobię to ewentualnie jedną sztuką.
Jak to podsumować?
Inwestorzy zbierają kasę, trzymają ją na lokatach i rachunkach oszczędnościowych i analizują spółki czekając aż przewali się fala spadkowa.
Zainteresowani funduszami szykują się do powrotu na rynek.
Spekulanci golą optymistów trzymających longi.
To w wersji najbardziej prawdopodobnej, ale wiadomo, że na rynku nie ma nic pewnego więc równie dobrze może być odwrotnie i taki wariant też trzeba sobie wcześniej przygotować.
Posted by
ZP
at
19:39
3
comments
Labels: akcje giełda, fundusze inwestycyjne, futures, inwestycje, kontrakty terminowe, lokaty
poniedziałek, 6 lipca 2009
Futures epilog
Teraz pora na epilog wpisu o kontraktach terminowych:
Jak widać transakcja w miarę udana z zyskiem 550,4 złotych. Następna może być jutro, za tydzień, albo za dwa miesiące. Rynek działa cały czas, ale przymusu grania codziennie żadnego nie ma. Dlatego nie za bardzo pasuje mi mechaniczny system. Wolę subiektywnie wybierać momenty, kiedy większe szanse są po mojej stronie, a jak zacznę regularnie wtapiać to się dopiero głębiej zastanowię co jest nie tak jak trzeba.
Celowo wykonałem wcześniejszy wpis w tonie raczej zniechęcającym, żeby nikt sobie nie pomyślał, że tu się łatwo kosi kasę, czasem grubą. Tak to prawda, ale głównie jeżeli chodzi o biura maklerskie oraz garstkę zabierających pieniądze innym (poniżej 10%, dużo poniżej).
Pod co była ta rozgrywka? Uważałem, że WIG20 zaliczy co najmniej 1800 i raczej je naruszy, nawet jeśli pozostaniemy jeszcze w konsolidacji. W ślad za nim powinny iść futy i tak się stało. Na razie nie mam koncepcji na jutro, bo z jednej strony straszy RGR, a z drugiej dół horyzontu raczej skłania do ostrożności, bo może być jeszcze podjazd na WIG20 co najmniej do jakiś 1840 pkt, a na futach do mniej więcej 1820 i wtedy wróciłbym na początek.
Można jeść łyżeczką i sie najeść. Mnie zadowala przekroczenie 37 tysięcy PLN w portfelu appfunds. Kolejny kroczek do przodu został zrobiony i o to w tej zabawie w sumie przecież chodzi.
Co do spółek, czekam z analizami fundamentalnymi do sierpnia i raportów kwartalnych. Trochę się waham nad moimi zleceniami kupna, czy nie są za … wysoko. Znalazłem kilka różnych wariantów wskazujących na to, że w drugiej połowie października powinno być raczej taniej niż obecnie.
Po pierwsze, WIG w całej swojej historii był tylko raz niżej w maju kolejnego roku niż w październiku poprzedniego. Było to na odcinku październik 2007- maj 2008 (więcej tutaj). Dla kontrastu trzymanie akcji od maja do października przynosiło średnią stratę 4,9%. Zmyłka pojawiła się w Dzień Dziecka, ale już się wyrównało.
Podobna zależność statystyczna występuje w USA, czyli na dużo większej próbce. Zatem nie mamy tu do czynienia z subiektywną analizą techniczną tylko raczej konkretnymi danymi.
Po drugie, z danych ekonomicznych wynika, że raczej gospodarka powinna zrobić W niż V i kolejny dołek powinien pojawić się w przyszłym roku poprzedzony spadkiem na giełdzie (więcej ekonomii tutaj).
Po czwarte, podoba mi się analiza ekonofizyka profesora Dróżdża (wybieram to co mi pasuje do koncepcji, wiadomo).
Po piąte, identycznie ładnie to rozrysował falami Elliotta Sławomir Dębowski.
A co mi nie pasuje? Prawie wszyscy sobie w miarę zgodnie przytakują widząc kolejne spadki i to mnie niepokoi. Stąd wzmożona ostrożność PRZED wybiciem w dół. Potem będzie już tylko z górki :)
Posted by
ZP
at
21:33
9
comments
Labels: akcje giełda, futures, inwestycje
Gra na kontraktach terminowych nie opłaca się
Prawda o kontraktach terminowych jest smutna. Ponad 90%, chyba nawet bliżej 100% niż 90% graczy traci kasę.
Jaki jest z tego prosty wniosek?
Gra na kontraktach terminowych nie opłaca się.
Od tego trzeba zacząć, że najlepiej zrobisz jeśli spróbujesz zarabiać w inny sposób.
Tak naprawdę dość podobnie jest z giełdą i inwestowaniem w akcje, ale tu sprawa rozciąga się w czasie. Jednak statystyki są dużo lepsze (tu 20-30% aktywnych zarabia), więc przeciętny człowiek nie powinien sobie zawracać głowy futuresami, tylko ewentualnie akcjami, a jeszcze lepiej zrobi, gdy w tym drugim przypadku przyjmie bardzo pasywną strategię z szerokimi stopami i niewielką liczbą transakcji.
Musiałem o tym napisać, bo niestety z takiego powodu, że kapitał w portfelu appfunds zaczyna już się zbliżać do 40k, więc zgodnie z moim planem coraz częściej wrzucam do niego trochę bardziej zaawansowane instrumenty finansowe jak na przykład kontrakty czy opcje, ale raczej nikogo nie zachęcam do naśladowania mnie akurat w tym miejscu.
Zresztą surowa statystyka pokazuje, że i moje szanse są małe.
Mimo to próbuję, ale gdybym teraz po raz pierwszy wchodził na ten rynek zacząłbym raczej od dobrze przetestowanego systemu mechanicznego.
Jeżeli chodzi o wielkość kapitału, uważam, że przy obecnej wartości kontraktu to taka w miarę rozsądna strategia wymaga co najmniej około 10 tysięcy złotych na kontrakt (tak naprawdę grasz za 18 000 zł).
Zaczynamy od zarządzania kapitałem.
Niestety, wielu graczy ma absurdalne cele typu 100% zysku w miesiąc lub kwartał i przy dużej dźwigni faktycznie niektórym się to udaje. W końcu statystyka tak działa, że parę procent od razu traci całość w ten sposób i parę procent podwaja pieniądze. Wystarczy przecież zapakować 4 futy i raz się dobrze obrócić, aby rzeczywiście z 10 tys. zrobiło się 20 tys. Tacy ludzie bardzo szybko bankrutują po ledwie jednej, góra dwóch obsuwach.
Zauważmy teraz następna rzecz, dzienny ATR z ostatnich 15 sesji wynosi 54 (w sumie i tak niezbyt wielki z powodu konsoli), co oznacza, że mamy przeciętne wahanie dzienne cen nieco ponad 50 pkt, stąd tak naprawdę 1 kontrakt na 10 000 to i tak dość mocne ryzyko, bo na przykład otwierasz pozycję i od razu jedzie ci ona w złą stronę powiedzmy o 20 punktów, ale ją dalej trzymasz, więc czekasz na kolejny dzień, a tu bach luka 35 punktów i już masz 550 złotych + prowizje obsuwy, czyli niemal 6% kapitału.
A tak naprawdę nie powinieneś tracić więcej niż 2-3% w żadnej transakcji. Czasem można troszkę przycisnąć powiedzmy do 5%, ale to robią najbardziej doświadczeni po setkach transakcji, kiedy widzą, że prawdopodobieństwo zarobku również gwałtownie wzrosło.
Pewnym rozwiązaniem jest gra intraday, ale tu po pierwsze płacisz kosmiczne prowizje, a po drugie skuteczność zwykle jest jeszcze niższa ze względu na większą przypadkowość ruchów.
Gramy rzecz jasna tylko wtedy, jeśli potencjalny zysk znacznie przekracza naszą akceptowalną stratę.
No i najważniejszy czynnik to psychologia. Większość walki na rynku to walka z samym sobą i swoimi słabościami. Właściwie to o czym piszę trzeba poczuć, żeby zrozumieć i dopiero ten co zawarł choć jedną transakcję na futach wie o czym piszę. Tu wszystko gwałtownie przyspiesza i każdy błąd, który jakoś tam można przeżyć na rynku akcji może zakończyć się fatalnie, wręcz bankructwem.
Jeżeli mimo wszystkich trudności chcesz spróbować swoich sił zacznij od solidnego obudowania się teorią, czyli na początek na przykład od książki Grzegorza Zalewskiego „Kontrakty terminowe w praktyce” i zajrzenia na jego stronę.
Poza tym ostatnio ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od znacznie lepszego fachowca ode mnie w tej dziedzinie, czyli zwycięzcy rankingu Parkiet Challenge, którym okazał się Krzysztof Piróg.
Polecam przeczytać z nim wywiad w bossie oraz posłuchać podcasta. Najlepiej ze dwa razy.
Posted by
ZP
at
11:22
12
comments
Labels: futures, giełda, inwestowanie, kontrakty terminowe
sobota, 4 lipca 2009
Najlepsza karta kredytowa
Do niedawna karta kredytowa w Polsce była uważana za coś prestiżowego i pamiętam jak dziś dumnych gości wyciągających z portfela srebrną kartę kredytową z Citibanku. Teraz karta spowszedniała, a wręcz lepiej nie kusić losu na przykład jakąś złotą czy platynową, które przyciągają złodziei i oszustów.
Ogólnie uważam, że karta kredytowa to sprytna pułapka zastawiona przez banki na większość ludzi, którzy nie umieją oprzeć się pokusom i wpadają w spiralę długów przez swoją lekkomyślność spłacając jedynie zadłużenie minimalne. Dla jakichś 70- 80% populacji najlepsze rozwiązanie to spłacić kartę i pociąć ją nożyczkami na kawałki.
Mistrzami w tej dziedzinie są Amerykanie, którzy posiadają czasem po kilka czy kilkanaście niespłaconych kart. Cały czas tyka bomba zegarowa z niespłaconych kart, która może wybuchnąć lada moment z powodu wzrastającego bezrobocia, bo wtedy nie będą mieli nawet na te minimalne spłaty i przy okazji poranić i nas inwestujących na giełdzie w akcje, ale to temat na inny wpis.
Zawsze uważałem siebie za dość podatnego na pokusy nadużywania drogiego kredytu, ale parę miesięcy temu dałem sobie jeszcze jedną szansę i karta kredytowa z szuflady powędrowała do portfela. Teraz próbuję nią płacić za jak najwięcej rzeczy, a gotówkę trzymam na rachunku oszczędnościowym i jakieś tam odsetki dodatkowo wpadają.
Aha, przy mojej pierwszej, zresztą zagranicznej karcie zrobiłem taki głupi błąd, że wypłaciłem gotówkę z bankomatu. Wtedy dowiedziałem się, że za taką operację płaci się 3% i w dodatku bank zaczął naliczać od razu odsetki od wykorzystanego kredytu.
Nowicjuszy przestrzegam przed moim błędem, bo on się pewnie powtarza.
Nadal używam karty mBanku i jestem z niej w miarę zadowolony. Limit mi wystarcza, mam podgląd w internecie, ale wiadomo, że człowiek zawsze szuka czegoś lepszego.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni dzwonili do mnie przedstawiciele czterech banków z propozycjami swoich kart kredytowych i tym samym zmusili mnie do zastanowienia się czy może należałoby jednak zmienić kartę albo po prostu wziąć drugą na próbę.
Tak przy okazji każdy bank proponuje mi inny limit i ich rozstrzał jest naprawdę zabawny - największy jest czterokrotnością tego najbardziej ostrożnego. Wiadomo, że wynika to po części z wpływów na rachunek, ale wcale najmniej nie zaproponował mi ten z najskromniejszymi, więc pewnie banki stosują jakieś tam swoje czary.
Teraz zastanawiam się jaka będzie dla mnie najlepsza karta kredytowa przy wydatkach wahających się od 1000 do 5000 zł miesięcznie, bez dodatkowego ubezpieczenia i innych wodotrysków.
Myślałem nad kartami kredytowymi, które oferują Alior, Lukas Bank i Polbank, ale tak naprawdę nie miałem z tymi bankami do czynienia i jakoś trudno mi się tak od razu skusić. Alior mnie interesuje też ze względu na rachunek maklerski.
Powodem takiego wyboru jest cashback od wykonywanych transakcji, ale nie wiem czy ta gra jest warta świeczki, więc tym razem zwracam się do czytelników, żeby podzielili się swoimi uwagami i może dzięki temu dowiemy się wszyscy choćby w przybliżeniu która karta kredytowa jest obecnie najlepsza.
Posted by
ZP
at
22:22
28
comments
Labels: karta kredytowa, najlepsza karta kredytowa
Dzień bez wydawania pieniędzy
Jutro wyznaczam sobie dzień bez wydawania pieniędzy. Niedziela jest bardzo dobrym wyborem, bo można uniknąć koniecznych wydatków i łatwiej oprzeć się pokusom.
Zasada jest bardzo prosta: raz na jakiś czas wyznacz sobie taki dzień, kiedy nie wydasz ani grosza. Zero wydatków gotówkowych, kartą kredytową czy zakupów w internecie. Zupełnie nic.
Oczywiście niektórych wydatków nie da się uniknąć - za energię elektryczną czy czynsz płacisz praktycznie cały czas, ale to jest wiadome i nie da się tego przeskoczyć.
Jaki jest cel tego eksperymentu?
W ten sposób robisz praktyczny krok do większej kontroli budżetu domowego. Tak naprawdę z niego pochodzi źródło bogactwa/niedostatku większości ludzi. Taki dzień szczególnie przyda się osobom pogrążonym w długach, które zastanowią się skąd biorą się ich problemy.
Łatwo sprawdzić co cię kusi w weekendy i pomyśleć czy na pewno dany wydatek jest niezbędny.
Poza tym uruchamia się twoja wyobraźnia i musisz zorganizować czas nieco inaczej. Trzeba wcześniej kupić jedzenie i napoje, ale przy okazji unikasz drogiego wypadu do knajpy itd.
Zamiast jechać na rodzinną wycieczkę samochodem zatrzymując się w przydrożnych barach, wsiadasz na rower z plecakiem i jesteś sprawniejszy fizycznie, a pieniądze zostają w portfelu.
Wystarczy pozytywne myślenie i na pewno da się przeżyć taki dzień.
Zdecydowanie sprzyja on nieco innemu spojrzeniu na konsumpcję.
Bombardowany reklamami ze wszystkich stron (telewizja, radio, internet, billboardy) kupujesz wiele rzeczy czy korzystasz z usług, o których nigdy nie pomyślałbyś, że są ci do czegokolwiek potrzebne, gdyby nie ta wszechobecna reklama.
Dzień bez wydawania pieniędzy skutecznie odświeży umysł, a przy okazji jest małym kroczkiem naprzód w drodze do bogactwa.
Posted by
ZP
at
08:15
16
comments
Labels: budżet domowy, dzień bez wydawania, finanse osobiste
piątek, 3 lipca 2009
Inwestycje i spekulacje
Giełda nadal tkwi w horyzoncie rozciągającym się mniej więcej od 1775-1800 do 1920 punktów na WIG20 i czekamy na to co stanie dalej. Po zmyłce w pierwszej części czerwca praktycznie kołyszemy się cały czas na poziomach znanych nam z maja. Wykresy wyglądają raczej prospadkowo i na całym świecie widać formacje RGR, ale dopóki sygnał sprzedaży nie padł nie widzę powodów do ostrego szarpania się z rynkiem.
Idealnym wariantem w jaki celuję to spadki co najmniej do 1650 pkt na WIG20, z RGRa wynika nawet 100 punktów niżej, czyli dołki październikowo-listopadowe, i zebranie pewnej ilości akcji dopiero gdzieś tam. Jeżeli faktycznie wybijemy dołem na co wskazuje słabnięcie surowców, to KGHM, PKN czy Lotos powinny wyraźnie potanieć ciągnąc za sobą indeks.
Zobaczymy co przyniosą nam kolejne sesje, bo łatwo znaleźć opinie, że spadków nie będzie i czeka nas przebicie szczytu na 2042,7 pkt z 15 czerwca. Tak na przykład uważa Wojciech Białek z CDM Pekao, ale jakoś na razie to wygląda bardzo życzeniowo.
Pojawiają się pytania o konkretne akcje – podałem jakiś czas temu gdzie czekam na dwa banki PKOBP oraz Noble Bank. Teoretycznie banki powinny drożeć najwcześniej, taka jest ogólna zasada cykliczności rynków, choć nie trzymałbym się jej zbyt ortodoksyjnie.
Poza tym nieźle wygląda sektor chemiczny (po korekcie Puławy czy Synthos) oraz budowlanka, ale nie deweloperka, tylko infrastrukturalna jak na przykład Polimex Mostostal.
Dorzucamy jakieś powiązane z rolnictwem – ja twardo czekam na zejście Warfamy w dół oraz surowcowe, ale po sporej przecenie.
Ogólnie teraz mamy dobry czas na akumulację gotówki i analizę spółek, do czego wszystkich zachęcam
Portfel 36 460,86 złotych (10 902,86 + 17426+3870+4260)
Biuro maklerskie 10 902,86 złotych:
2 x S na FW20U09
Hardex 30 akcji wartość 1033,5 zł
TPSA 70 akcji wartość 1099 zł
Gotówka i depozyt na futures 8770,36 zł
+przelewy 1110 zł
Od piątku próbuję podłączyć się do ruchu spadkowego, który uważam za bardziej prawdopodobny i w piątek wziąłem 2 eski na futures (średnia 1806) z dość bliskim stopem. Strata potencjalnie wydaje się dość niewielka, a w razie wyjścia dołem z konsolidacji rynek powinien zaoferować większy zysk.
Wcześniej podciągnąłem wynik portfela „window dressingiem” we wtorek i na tym zakończyły się moje operacje na GPW w minionym tygodniu.
Lokaty i depozyty 17 426 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 100 zł
Waluty 3870 zł:
900 Euro
Złoto 4260 zł:
46 g w monetach i sztabce
Złoty umocnił się i przez to spadła wartość euro i złota, ale jakoś nie martwi mnie to zbytnio, bo traktuje je jako ubezpieczenie portfela i niech sobie spadają dalej.
W tym tygodniu portfel zasilił wpływ z reklam z Google AdSense (liczba kliknięć mocno się waha tak jak kurs dolara, więc ciężko tu coś planować) i całość, czyli 610 złotych poszło do maklera. Dorzuciłem do tego 500 zł lipcowych oszczędności i realizuję plan powiększania kapitału w biurze maklerskim. Wciąż nie jestem zadowolony z ilości wolnej gotówki, więc nieprędko zmienię kierunek przesyłania pieniędzy, na pewno ku zadowoleniu pewnej części czytelników szukających nowych typów giełdowych spółek.
Ze względu na styl przebudowy portfela najbardziej byłbym zadowolony z zachowania rynku identycznego jak w poprzedniej bessie, czyli zniesienia większości wzrostów i spokojnym marazmie, w trakcie którego mógłbym spokojnie akumulować kolejne akcje, ale to chyba byłoby za proste rozwiązanie.
Tymczasem zachęcam do odpoczynku w weekend i zabrania ze sobą na plażę jakieś ciekawej lektury – na przykład „Inteligentny inwestor”, której autorem jest guru Buffetta Benjamin Graham.
Posted by
ZP
at
18:19
4
comments
Labels: akcje, futures, giełda, inwestycje, lokaty, portfel, Złoto
czwartek, 2 lipca 2009
Portfel dla leniwego inwestora
Niektórzy ludzie nie mają czasu na śledzenie giełdy non-stop, a jednak nie chcą ograniczać się do lokat. Co w takim razie pozostaje? Najprostszym rozwiązaniem wydaje się wykorzystanie funduszy inwestycyjnych.
Oczywiście możemy próbować też konstruować coś samodzielnie na rynku, ale ogólnie dla większości ludzi lepiej skoncentrować się na zarabianiu pieniędzy poza giełdą, a na tej ostatniej lokować nadwyżki finansowe.
No właśnie, wracamy do podstawowej kwestii, żeby najpierw uporządkować swoje finanse osobiste i generować stale miesiąc w miesiąc nadwyżki przez racjonalizację wydatków i zwiększenie przychodów.
Potem trzeba zadbać o fundusz awaryjny, odpowiadający 3-6 miesiącom naszych wydatków i dopiero możemy rozglądać się za czymś agresywniejszym.
Nie ma idealnego wzorca pasującego do wszystkich, bo każdy ma inne cele inwestycyjne oraz inny profil ryzyka, więc podana przeze mnie receptura wcale nie jest uniwersalna, ale ma jedynie pomóc w optymalizacji portfela.
Zaczynamy od ustalenia celu – jeśli ma to być zakup za rok działki budowlanej, nie ma co kombinować, tylko najlepiej wpłacić pieniądze na lokatę. Aktualnie najlepsza oferta to prawdopodobnie lokata optymalna w Open Finance na 6,5% netto, czyli tak naprawdę powyżej 8% brutto na tradycyjnej lokacie. Tu wpłaciłbym powiedzmy większość środków, a jakieś 20-30% trzymał na rachunku oszczędnościowym, aby mieć możliwość manewru (np. eurobank na 6,06% rocznie z codziennym dopisywaniem odsetek).
Dopiero jeśli twój cel finansowy (proszę zapisać go na papierze/ w komputerze w konkretnych liczbach) jest bardziej odległy w czasie – załóżmy prywatny fundusz emerytalny do wykorzystania za 20 lat, możesz zagrać wyraźnie agresywniej.
Niestety nie ma u nas funduszu indeksowego, a nie da się tanio skonstruować takiego, który naśladuje ruch WIG. Co do WIG20, odsyłam do archiwum i wpisów jak ten.
Jak widać na wykresie ciekawym okresem do analizy byłoby sprawdzenie który fundusz zarobił na wzroście, a potem zachował zyski. W ogóle uważam, że fundusze akcji powinno oceniać się w perspektywie przynajmniej 3 lat wstecz.
Dla symetrii obrazu wybrałem okres 4 lat, czyli od 30 czerwca 2005 do 30 czerwca 2009. W tym czasie WIG zyskał 7,3%, czyli dla osób stosujących strategię „kup i trzymaj” był dużo gorszy od zwykłej lokaty.
Najlepiej na tle całego rynku wypada Legg Mason Akcji +40,6% wyprzedzając wyraźnie resztę stawki.
Jednak w ostatnim okresie zdecydowanie lepiej radzą sobie inne fundusze, które agresywniej weszły w odbicie i tu na szerokim rynku wyróżnia się Allianz czy nieśmiertelna Arka.
Oczywistym problemem jest, że wyniki w przeszłości wcale nie gwarantują przyszłych i z tego powodu wybrałbym ze trzy fundusze szerokiego rynku omijając te wyraźnie słabe, bo jakoś nie wierzę, żeby nagle kura zamieniła się w orła.
No to powiedzmy, że nie mam długów, skonstruowałem fundusz awaryjny o wielkości 10 000 zł i co miesiąc generuję nadwyżki rzędu 300-500 złotych. W takim przypadku niespecjalnie przejmowałbym się obecną koniunkturą giełdową i regularnie zaczął kupować co miesiąc za 60-70% tej kwoty jednostki polskich funduszy akcji, a dopiero za jakiś rok zaczął zastanawiać nad pewną taktyką obronną powiązaną z poziomami najprostszych wsparć i oporów na wykresie indeksu lub samego funduszu. Resztę wrzucałbym na rachunek oszczędnościowy oraz lekko ubezpieczał portfel kupując za jego 5-10% co jakieś 2 miesiące waluty oraz fizyczne złoto/srebro.
Z czasem warto też nieco zdywersyfikować fundusze o zagraniczne i specjalistyczne (Azja, surowce).
A co ma zrobić osoba, która posiada teraz powiedzmy 20 000 złotych i dokładnie nie wie, kiedy będzie ich potrzebować i co z nimi zrobić? Tu najprościej odpowiem, żeby wpłacić je na rachunek oszczędnościowy i douczać się. To naprawdę pomoże.
Moim zdaniem w funduszach należy kontrolować ryzyko jak najbardziej i strata od maksymalnej wyceny o 20-25% powinna zapalać nam w głowie czerwoną lampkę. Sam skonwertowałbym wtedy jednostki na bezpieczniejsze i dał im jakąś karencję, a potem z powrotem powoli odkupywał, ale tu niech każdy sam decyduje pamiętając, że po spadku o 50% potrzebujesz 100% zysku, aby wyjść na zero.
Każdy przypadek jest indywidualny i wiem, że ten wpis wcale nie wyczerpuje tematu, ale chciałem tylko podrzucić kilka pomysłów i jeśli przyda się choćby kilku czytelnikom to spełni swoje zadanie. Niestety nawet portfel dla leniwego inwestora wymaga pewnej pracy.
Posted by
ZP
at
08:18
12
comments