wtorek, 30 czerwca 2009

Window dressing w portfelu

W ramach „window dressing” portfela wziąłem dziś rano 1 x long na FW20U09, czyli kontrakt terminowy na WIG20.



Niezorientowanym przypomnę, że „window dressing” polega na wyciąganiu kursów akcji i innych instrumentów finansowych na koniec danego okresu, na przykład półrocza po to, żeby zarządzający funduszami wypłacili sobie większe bonusy. Wierzę w ich chciwość – w końcu Gordon Gekko nie przypadkiem jest sławny z powiedzenia „greed is good”.



Uważam, że ryzyko spadku przez pierwszą część sesji akurat dziś wydaje się niewielkie, a parę złotych powinno wpaść.
Jak zakończę transakcję, okaże się czy tak rzeczywiście było.

Niektórzy potrzebują systemów mechanicznych, ale po pewnym czasie tak naprawdę zerkniesz na wykres oraz parę wskaźników i wiesz jaki sygnał dałby system trendowy, a jaki oparty na grze w horyzoncie itd. Kwestia czasu i doświadczenia.

Sam przez pewien okres byłem fanem mechaniki, ale raczej chodzi o okiełznanie emocji, a i tak większość rozgrywa się w psychice gracza.

Najważniejsze wydaje się zachowanie zimnej krwi i obiektywizmu. Co w tym przeszkadza?

Najczęściej zbyt duży lewar oraz równie groźne przywiązanie do swojego zdania.
Na giełdzie chodzi o zarabianie pieniędzy, a nie o udowadnianie komukolwiek swoich racji.

W przyszłości nie wykluczam jednak przeznaczenia części portfela na grę systemem, ale nic mnie nie goni.

Aktualizacja 9:15

Ruch nastąpił zaraz po otwarciu kasowego i dzięki temu transakcja zamknięta po 1881.



Po sesji dostanę zwrot prowizji 2,9 zł.

Rynek niech robi swoje. To mnie już nie interesuje.

Operacja window dressing zakończona zyskiem 140 zł - 16,9 zł prowizje = +123,1 złotych.

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Polowanie na czerwony październik

Poprzednia bessa, która oznaczała pęknięcie bańki dotcomowej zniosła WIG20 z maksimów powyżej 2500 punktów w marcu 2000 roku do minimów we wrześniu 2001 roku poniżej 1000 punktów. Końcowym katalizatorem paniki był pamiętny 11 września 2001 z zamachami terrorystycznymi na Pentagon czy WTC. W sumie zaliczyliśmy spadek o ponad 60%. Tym razem było trochę gorzej, bo licząc od maksów w październiku 2007 na 3940,53 pkt do lutowego dołka na 1253,24 zbliżamy się do 70%. Jednak mniej więcej skala jest dość podobna.

Co było dalej?


Zanotowaliśmy gwałtowną zwyżkę, która przełamała linię trendu spadkowego, a wykres przebił średnią dwustusesyjną. Nic tylko kupować. Tymczasem indeks jeszcze trochę podjechał, a potem wykonał woltę w tył i spadliśmy aż do tuż powyżej 1000 punktów i tak naprawdę dopiero warto było kupować akcje jesienią 2002 roku.
Podobny spory, ale nieco mniejszy ruch korygujący (ponad 20%) pojawił się po odbiciu po kryzysie rosyjskim.

Tak samo bywało wcześniej na różnych rynkach i klasycznie ruch powrotny znosi od 1/3 do 2/3 pierwszej fali wzrostowej, więc z dużym prawdopodobieństwem powinniśmy spodziewać się głębszej korekty niż marne 1800 pkt na WIG20. Oczywiście może rację mieć i Piotr Kuczyński ze swoim odpałem do 2600-2700, ale upieram się, że szanse na taki wariant są zdecydowanie niższe niż 50%. Zaryzykuję i najwyżej przegapię ten rajd.

Czekam raczej na powtórkę wariantu z głębszym cofnięciem i stąd powklepywane do systemu zlecenia kupna czekają niżej, a następne pieniądze znowu idą do maklera już w tym tygodniu. Cały czas do maklera wędrować będą niemal wszystkie pieniądze z wpływów z reklam (czerwiec będzie lepszy od niezłego maja), dotacji i moich kolejnych oszczędności.

Po Bogdance widzę ocieplenie na IPO i trzeba się zastanowić nad PGE, które prawdopodobnie pokaże się jesienią. Możliwa jest kolejna redukcja, więc jakimś pomysłem jest kredyt, ale ja cierpię raczej cały czas na nadpłynność, więc po prostu przesunę trochę środków z innych miejsc.

Należy pamiętać, że mniejsi inwestorzy mają przewagę nad dużymi w mniejszych spółkach z wielu względów. Maluchy nawet silne fundamentalnie cechuje zbyt niska płynność dla grubasów przez co działy analiz dużych banków i biur maklerskich często je omijają. Wtedy rynek może być zupełnie nieefektywny i faktycznie analiza fundamentalna połączona z techniczną do wyboru momentu wejścia mogą zdziałać cuda.

Stąd nastawiam się na portfel akcyjny z przeważeniem na rzecz nieco mniejszych spółek, a co z tego wyjdzie to się okaże. Myślę, że wiele wskazuje, że jesienią ceny będą niższe niż dziś i całkiem możliwe, że czeka nas polowanie na czerwony październik.

sobota, 27 czerwca 2009

Droga do bogactwa krok po kroku wersja 2.0

Wielu ludzi nie gromadzi żadnego majątku nie dlatego, że ma za małe przychody, ale tylko dlatego, że nie umie nimi właściwie zarządzać. Droga do bogactwa nie jest aż tak strasznie skomplikowana jak się wydaje, tylko wymaga czasu i systematyczności.


Od czego zaczynamy? Kiedy otrzymasz jakiekolwiek pieniądze, obojętnie czy jest to pensja, stypendium czy kieszonkowe zawsze pamiętaj, żeby odłożyć przynajmniej 10% na początek na koncie oszczędnościowym. Bez trudu znajdziesz teraz taki bank, który oferuje je z oprocentowaniem powyżej inflacji. Wielokrotnie już powtarzałem, że zdecydowana większość ludzi zamiast to robić szuka jakichś kosmicznych stóp zwrotu i traci czas na genialne systemy Madoffa, a pieniądze im przeciekają między palcami dzień po dniu.

Najpierw zbuduj fundusz awaryjny odpowiadający twoim kilkumiesięcznym (co najmniej trzymiesięcznym) wydatkom, a dopiero potem zastanawiaj się nad inwestowaniem. Większość ludzi nie dochodzi nawet do tego punktu. Ja trzymałem do niedawna w tym celu kredyt odnawialny w banku, ale jego roczne przedłużenie stało się tak drogie, że mnie zmobilizowało do całkowitej jego likwidacji i zaoszczędzenia kolejnych pieniędzy. Wolę zostawić te ponad 100 złotych w kieszeni.

Kolejna oczywista kwestia: wydawaj mniej niż zarabiasz. Kropka. Jeśli na coś cię nie stać, musisz uzbierać. Aby dojść do tego stanu na początek musisz skonstruować choćby podstawowy budżet, żeby w ogóle zorientować się czy co miesiąc zostają ci nadwyżki pieniędzy czy też jak zmarły przedwczoraj Michael Jackson ciągle musisz pożyczać obojętnie ile zarabiasz. Jak dowodzi przykład „króla popu” same wysokie przychody to nie wszystko.

Mamy dwie strony bilansu domowego, czyli przychody i wydatki. Aby w pełni go zoptymalizować należy pracować nad jednym i drugim. Kiedyś napisałem tekst jak zarobić więcej pieniędzy – i tam jest parę pomysłów zawsze aktualnych. Ważne jest aby mieć różnorodne źródełka kasy płynące do naszej kieszeni. Najprzyjemniejsze są te, które nie wymagają niemal żadnego wysiłku, ale o takie najciężej – najprostsze stanowi zwykła lokata bankowa, ale umówmy się, że kwoty z nich uzyskane nie powalają na kolana.

Co do oszczędzania – ciekawe punkty dla mnie to:

- kupowanie używanego samochodu (minimum dwulatek);

- unikanie nowinek technologicznych: te najnowsze i najmodniejsze gadżety są na początku drogie i zwykle niedopracowane;

- omijanie restauracji: żarcie z reguły drogie i nieznanego pochodzenia; wiele potraw ma kilka żywotów w różnych postaciach nawet w najdroższych knajpach;

- poruszanie się na piechotę czy na rowerze zamiast autem; taniej i zdrowiej, ale nie zawsze się da;

- negocjowanie zakupów za gotówkę, sporo drogich rzeczy da się kupić taniej pod warunkiem, że masz cash;

- unikanie kredytów jak ognia z wyjątkiem inwestycyjnych;

Tutaj ostrożnie. Na przykład kto wziął szybki kredyt na akcje Bogdanki w ofercie pierwotnej na pewno nie żałuje.

Inny rodzaj kredytu, który większość ludzi jest zmuszona wziąć to kredyt hipoteczny, ale tu też wszystkich zachęcam do uzbierania choćby 10-20% wkładu własnego, bo wtedy warunki kredytu hipotecznego są zdecydowanie lepsze.

Kredyt konsumpcyjny nie zawsze jest zły o ile niesie za sobą jakiś potencjał przyszłego zysku – załóżmy, że musisz zmienić laptop na szybszy, bo wiesz, że dzięki temu zaczniesz wydajniej pracować czy się uczyć. Mała pożyczka nie zaszkodzi, ale jeśli bierzesz komputer na raty, żeby sobie pograć to już sprawa wygląda kiepsko.

Na pewno kredyt na kurs, szkolenie czy studia też jest w porządku.

Następna ważna sprawa to ustalaj sobie konkretne cele. Zacznij od długoterminowych, a potem dziel je na coraz krótsze odcinki i po prostu realizuj. Muszą one być jednak konkretne, czyli nie „chcę być bogaty”, ale raczej „w 2019 roku moje aktywa wynoszą 1 milion euro” (taki hint z NLP zamiana na czas teraźniejszy). Muszą one być zapisane na papierze lub w komputerze – ja mam taki na górze bloga.

Teraz skupiamy się na coraz krótszych odcinkach aż dochodzimy do jutra i zamieniamy „może jutro trochę się pouczę przed egzaminem” na „ jutro od 11 zaczynam się uczyć do egzaminu”.

Na pierwszy rzut oka ktoś może nie widzi związku między tymi milionami, a zdawaniem egzaminu, ale takie są fakty, że ludzie, którzy są lepiej wykształceni więcej zarabiają. Oczywiście nie ma tu żadnego automatycznego przełożenia w każdym zawodzie, ale raczej ciężko znaleźć biednego lekarza – specjalistę czy adwokata.

Gorzej bywa z absolwentami polonistyki, bo finansowo lepiej się powodzi murarzowi niż nauczycielce polskiego.

Właśnie teraz w czasach spowolnienia gospodarczego sądzę, że mamy bardzo dobry okres na edukację i ładowanie akumulatorów.

Dla większości ludzi ich głównym źródłem utrzymania jest etat i w okresie prosperity, aby zwiększyć przychody dobrze jest poprosić szefa o podwyżkę. Teraz w większości branż będzie o nią ciężko, ale zawsze można pracować nad swoim dodatkowym biznesem.

Dla mnie najważniejsza jest prosta idea, żeby robić co się lubi i dostawać za to pieniądze. Brzmi trochę głupio i naiwnie, ale wcale tak nie jest.

Mnie interesuje inwestowanie, więc niecałe dwa lata temu pomyślałem, że mogę o tym pisać i tak powstał ten blog. Aby zadanie było trudniejsze zacząłem od zupełnego zera i uznałem, że na pewno znajdą się ludzie, którzy będą się tym interesować, bo to zupełnie inaczej jest czytać książki czy słuchać dostających normalną pensję doradców pokazujących ładne słupki na wykresach historycznych niż zobaczyć jak to wygląda w praktyce. Myślałem, że przy okazji zarobię trochę na reklamach i może jeszcze w jakiś sposób, ale gdybym tylko na tym się koncentrował na pewno nie chciałoby mi się regularnie pisać. Poza tym akurat zacząłem idealnie przed samym szczytem na giełdach, więc podejrzewam, że gdybym był nowicjuszem miałbym nieźle zmasakrowany portfel po tych niecałych dwóch latach.

Tymczasem portfel appfunds rozrósł się całkiem solidnie niejako organicznie, także dzięki wpływom z reklam i dotacji oraz dopłatom z oszczędności i gdyby ktoś główkował skąd wziąć 10% wkładu na kredyt hipoteczny ma receptę w archiwum z opisem drogi od 0 do blisko 36 tysięcy złotych. 2 lata bez wielkich wyrzeczeń i gotowe.
Właśnie tego typu dodatkowy biznes jest według mnie bardzo dobry, bo zupełnie nie mam ciśnienia czy przychody w danym miesiącu wyniosą 300, 500 czy tysiąc złotych.

Pieniądze są tu kwestią na dalszym planie i może dlatego jakieś tam płyną.

Z tego powodu zastanów się co lubisz i na czym się znasz, a na pewno znajdziesz jakiś sposób jak dodatkowo wykreować choćby malutki strumyk z przychodami.

No dobra, ale załóżmy, że zrobiłeś już to wszystko, czyli zgromadziłeś fundusz bezpieczeństwa, masz niezły budżet ze stałymi nadwyżkami finansowymi, oszczędzasz, pracujesz na niezłej posadzie i zarabiasz dodatkowo. Co teraz?

Nieuchronnie trzeba poruszyć kwestię inwestowania. Najlepsze inwestycje są zwykle w siebie, własną edukację i własny biznes.

Młody człowiek lepiej zrobi jeśli kupi sobie porządny garnitur i buty, w których pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną niż jak będzie ślęczał przy komputerze próbując z 2000 zł wykręcić 100% zysku. Podobnie warto poświęcić swój czas na rozwój swojej firmy, jeśli faktycznie widać, że przynosi choćby skromny zysk. W końcu dany model można powielać i w ten sposób zysk zwielokrotniać.

Kolejna zasada to inwestowanie wyłącznie w instrumenty, na których się znasz, czyli wracamy do punktu edukacja. Rynki finansowe czasem wydają się na pozór bardzo łatwe i proste. W końcu nikt bez specjalistycznych studiów i lat nauki nie może wparować na salę operacyjną w szpitalu i zabrać się za pacjenta, a tu takiej bariery nie ma.

Nowicjusz wpłaca parę tysięcy i myśli, że nie ma nic prostszego niż zarabianie na ruchu cen ropy naftowej czy indeksu WIG20. Nic bardziej mylnego.

Po drugiej stronie monitora siedzą najtęższe umysły, które tylko czekają na świeże mięso armatnie. Z tego powodu na początku najbezpieczniejszą strategią wydaje się kupowanie jednostek funduszy inwestycyjnych (niestety w Polsce nie ma indeksowych) i stopniowa nauka. Reguła jest taka, że im krótszy horyzont inwestowania, tym trudniej zarabiać.

Ja nigdy nie doszedłem do powtarzalnych zysków z daytradingu i staram się go unikać, choć czasem ciężko się powstrzymać. No właśnie i tu jest sedno inwestowania. Nie szukaj rozrywki, ani przyjemności. To ma być nudne i mechaniczne. Im bardziej nudne, tym skuteczniejsze.

Nie da się wyłączyć strachu i chciwości, ale można je kontrolować. Więcej o inwestowaniu pisałem wielokrotnie, na przykład tutaj.

Na koniec warto jednak przypomnieć, żeby każdy przy okazji dążenia do wzbogacenia się nie zapomniał o przyjemnościach jakie niesie za sobą życie. Żyjesz tu i teraz i nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze, więc po drodze nie zgub tego co najważniejsze.

piątek, 26 czerwca 2009

Lokaty wygrały z akcjami

W ostatnim tygodniu ciekawsze rzeczy niż na giełdzie działy się wokół banków i ich wojny depozytowej, która zaowocowała całym wysypem lokat o lepszym oprocentowaniu. Dzięki temu posiadacze gotówki cieszą się z takich produktów jak lokata odnawialna w Open Finance z 6,5% netto czy lokata codzienna w Getin Banku na 6% netto, a mnie to raduje dodatkowo, bo eurobank nie może jednak obniżać na razie tych 6,06% na rachunkach oszczędnościowych. Zawsze parę groszy wpada i to codziennie.

Tymczasem na giełdzie nie działo się najlepiej i indeksy połamały swoje trendy wzrostowe rysowane od lutego już w poniedziałek spadając jak kamień w dół po podciąganiu pod wygasanie kontraktów terminowych tydzień temu. Praktycznie do piątku nie podniosły się po tym ciosie i jedynym plusem jest wczorajszy debiut Bogdanki. Zastanawiałem się nad ofertą nawet przez chwilę, ale miałem akurat wtedy tylko wolnych kilka tysięcy pod ręką więc przy redukcji 88,78% niewiele zyskałbym, a na kredyt na pewno nie odważyłbym się. Trzeba będzie pomyśleć o PGE.


Co ciekawe zarówno WIG, WIG20 jak i S&P500 wyglądają dość podobnie i rysują w konsolidacji potencjalnego RGRa z zasięgiem spadków na WIG20 do jakiś 1500-1550 pkt. Nawet jeśli tak się nie stanie to stawiam, że raczej czeka nas dalej jakiś boczniak w zakresie od 1780-1800 do 1880-1920 pkt na WIG20 i zdziwiłbym się, gdyby nastąpiło jakieś szybkie szarpnięcie w górę lub w dół. Tak mi ładnie pasuje symetrycznie, żeby się pobujało teraz w horyzoncie co najmniej kilka sesji, ale jak będzie to się okaże.


Portfel 35 654,26 (9743,26+ 17426+4005+4480)


Biuro maklerskie 9743,26 zł

Hardex 30 akcji wartość 1048,5 zł
TPSA 70 akcji wartość 1057,5 zł
Gotówka 7637,36 zł

Zero ruchu na rachunku. Czekają zlecenia na k. Bliski wylotu Hardex, ale obronił 34 zł. Tydzień temu źle podałem stan gotówki i teraz jest prawidłowy. Zlecenia sobie czekają, a gdzie dokładnie to pisałem na przykład tu.

Lokaty i depozyty 17 426 zł:

Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 100 zł

Waluty 4005 zł:

900 Euro

Złoto 4480 zł:

46 g w monetach i sztabce

Jak widać zupełnie nic się nie działo w portfelu, zupełny bezruch. Martwa cisza.

Na szczęście nowy tydzień zanosi się na ciekawszy, bo po pierwsze przyjdą pieniądze za reklamy na blogu z Google AdSense, które powędrują do maklera i dorzucę do nich parę setek z lipcowych oszczędności. Akurat uzbiera się na kolejne zlecenie kupna na akcjach, na których czekam na niższe ceny – zobaczymy czy się doczekam.

Pojawiły się pytania o programy partnerskie – jakiś czas temu z nich zrezygnowałem i nie zamierzam do nich wracać. Zostawiłem tylko dwa potencjalne źródła dochodu bloga, czyli reklamy oraz dotacje i wystarczy.

A na weekend proponuję wymyślenie celu finansowego do zrealizowania do końca roku, bo akurat zaraz minie pierwsze półrocze. Ja zaczynam: powiększyć i utrzymać portfel appfunds powyżej 42 000 złotych - na razie taki skromny plan.

czwartek, 25 czerwca 2009

Lokata optymalna, czyli wojna depozytowa trwa

W ofercie Open Finance pojawiła się właśnie lokata optymalna, oprocentowana 6,5% netto. Oznacza to, że w końcu ktoś zaatakował eurobank z jego ofertą 6,06% na rachunku oszczędnościowym. Lokatę optymalną można zakładać na 3, 6 lub 12 miesięcy, a oprocentowanie odpowiada tradycyjnym lokatom z Belką po kolei: 8,09%, 8,16% oraz 8,29% w skali roku.

Z tym, że eurobank ma tu tę zaletę, że pieniądze są dostępne cały czas, a w przypadku zerwania lokaty optymalnej przed czasem nie dostaniemy nic z odsetek.

Minimalna kwota lokaty to 500 złotych, a maksymalna 13 000 złotych. Ta górna granica jest tylko po to, żeby nie płacić podatku Belki, ponieważ można zakładać dowolną ilość lokat. Pieniądze są deponowane w Noble Bank.

Wykorzystano ten sam mechanizm co w eurobanku, czyli codzienną kapitalizację odsetek. W ten sposób lokata jest bez podatku dopóki kwota wynosi 2,49 zł stąd ta górna granica wielkości lokaty, żeby nie przekroczyć progu.

Podejrzewam, że masowa skala w jakiej banki zaczynają omijać podatek spowoduje zmiany w ustawie i sztuczka z zaokrągleniami się skończy. Ostatnio z tego co pamiętam podobny mechanizm wykorzystał Getin Bank oraz Kredyt Bank.

Lokata Open Finance zabawnie kontrastuje z tym co wczoraj usłyszałem z ust ekonomistów dyskutujących w TVN CNBC (przemilczę nazwiska), którzy trąbili o końcu wojny depozytowej. Poza tym zauważmy, że zbiega się z wczorajszą obniżką stóp procentowych przez RPP do 3,5%. Jak widać rynek ma głęboko w poważaniu te decyzje i idzie swoją drogą.

Poza tym jeśli ktoś jeszcze nie zakładał wcześniej nic w Open Finance, to może skorzystać z czegoś takiego jak lokata na start oprocentowanej 10% w skali roku (za 5000 zł dostaniemy po tygodniu 7,59 złotych odsetek "na czysto").

Oprócz radości z rosnących odsetek trzeba pamiętać, że nie ma nic za darmo i widzę kilka zagrożeń.

Po pierwsze, najwyżej oprocentowane lokaty oferują banki, które najbardziej potrzebują kapitału, więc ich kondycja nie jest aż tak znakomita.

Po drugie, wciąż istnieje ryzyko walutowe i złoty może się gwałtownie osłabić dyskontując problemy z budżetem –zresztą dla mnie cała historia z tą dziurą jest trochę żenująco-groteskowa i na pewno kolejne aktualizacje pojawią się jeszcze ze 2-3 razy w tym roku.

Po trzecie, istnieje ryzyko skoku inflacji, ale to jest już raczej powiązane z walutą, bo z samej sytuacji wewnętrznej Polski w perspektywie kilku miesięcy takiego zagrożenia nie ma.

Na koniec powtórzę to co zawsze, że lokata optymalna wydaje się atrakcyjna, ale nie wkładałbym tam zbyt wielkiej części swojego kapitału (do 10%).

wtorek, 23 czerwca 2009

Banki drożeją najwcześniej

Zgodnie z zasadą cykli giełdowych banki drożeją najwcześniej zanim rynki dotrą do twardego dna. Przesunięcie do gospodarki zwykle wynosi 6 - 9 miesięcy. Na razie trudno ocenić prawdziwość tezy, że luty/marzec to było dno bessy – wcale nie jestem tego tak na 100% pewien, ale jeżeli tak rzeczywiście się stało, naturalną koleją rzeczy nasz wzrok powinien skierować się ku bankom.

Gdyby korekta zawiodła nas powiedzmy docelowo w okolice 1650 punktów (50% zwyżki liczonej od lutego do poprzedniego poniedziałku) wtedy naturalny trop dla łapaczy dołków to powinny być także banki.

Nie będę oryginalny i zacznę od PKO BP. Bank ma duże zyski, wierną, choć powoli wymierającą klientelę posłusznie stojącą w kolejkach i dającą się strzyc jak owce na opłatach i prowizjach, dużą sieć placówek i mocną bazę kapitałową. W czasach kryzysu finansowego akcjonariat Skarbu Państwa na pewno jest lepszy niż na przykład spółka matka z Niemiec czy USA, która tylko szuka okazji do wytransferowania kasy. Niewiele lepszy jest ostatnio SP, który wydoi wygórowaną dywidendę 2,88 zł za akcję, ale zaraz bank bez trudu pozyska kapitał z emisji. Te ostatnie operacje utrudniają wycenę fundamentalną i na przykład INGBSK wymyślił sobie dwa tygodnie temu 13,5 zł za akcję. Bardzo wesoły mają tam dział analiz. Wcześniejsze ich wyceny w materiale video.

No dobra po kąciku humoru pora na rzut oka na wykresy:


Zaznaczyłem tu potencjalną strefę akumulacji akcji PKO BP, czyli od 21 do 24 zł.

A teraz chwila czarów. W tym momencie kurs PKO BP wynosi 25,45 zł, WIG20 1830 punktów. No to czary mary i liczymy 1650/1830 = 0,901; 0,901 x 25,45 zł = 22,94 zł

Jaka jest słabość rozumowania? Beta PKO nie wynosi 1, czyli prościej mówiąc bank nie odwzorowuje dokładnie ruchów WIG20 co do punktu. Na szczęście giełda to nie czysta matematyka, więc zerkam sobie na wykres i znalazłem taką kreseczkę poziomą na 22,91 zł.

Wklepuję zlecenie 100 akcji x PKO BP po 22,91 zł ważność 31.08 i na razie koniec sprawy PKO.

Wiadomo, że PKO to nie jest jakaś rakieta, tylko raczej słonik (oby nie „Titanic”), więc z banków trzeba poszukać jakiegoś harcownika i wracam do Noble Bank. Bank na pewno nie jest w idealnej kondycji, ale na szczęście sprawnie działa Open Finance, którego polityka marketingowa daje wymierne efekty w liczbach, ku zazdrości zwijającej się konkurencji.

Tu niczym jeździec apokalipsy wrzucam 500 x 2,75 zł na k z terminem ważności także do 31.08.

Celowo wybrałem banki z polskim kapitałem, ale nie dlatego, że jestem ksenofobem. Uważam nasz sektor bankowy za zdrowszy od tego bardziej zadżumionego wynalazkami związanymi z subprimeami z Zachodu.

Na koniec chciałem jednak wyrazić swoją wątpliwość czy na pewno kryzys wygasa. Tego nie jestem zbyt pewny, więc ceny, które proponuję rynkowi są dość niskie, a drożej jakoś nie bardzo mam ochotę na banki.

Wszystkich zachęcam do samodzielnej analizy i proszę pamiętać o zastrzeżeniu na dole strony. Każdy niech inwestuje w swój indywidualny sposób i sam odpowiada za swoje decyzje.

Na razie na hipotezę, że minęliśmy już dno rynku lub jesteśmy bardzo blisko i w takim razie pora na banki stawiam dość umiarkowaną kwotę i to przy znacznie niższych cenach niż dziś.

Jeżeli sprawdzi się teza, że banki drożeją najwcześniej w cyklu to jest spora szansa, że wzięte po takich cenach dadzą zarobić niezłe pieniądze.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Akcje są przewartościowane

Muszę to wyraźnie napisać po raz kolejny: akcje są przewartościowane. Po ostatnich szalonych wzrostach na całym świecie zrobiło się drogo, czasem nawet bardzo drogo. Podawałem niedawno dość szokującą wysokość wskaźnika P/E dla indeksu S&P500 na poziomie 130, ale nawet gdy wywalimy czynniki jednorazowe w postaci odpisów to mamy blisko 20, podobnie dla indeksu światowego MSCI C/Z przekracza 23.

Czy światowa gospodarka za chwilę zacznie gwałtownie rosnąć i wyceny staną się realne, czy też prędzej balon z akcjami pęknie?

Ciekawe pytanie, prawda?

W zeszłym tygodniu JP Morgan, Goldman Sachs i inni przyjaciele królika oddali rządowi amerykańskiemu 70 mld dolarów pożyczone w ramach TARP i nagle ciach - kupującym odcięto prąd. Zniknął popyt.

A dziś spadki były też delikatnie mówiąc lekko stymulowane.

Giełdy przerodziły się w dużej mierze w sieć kasyn, takie mam wrażenie od kilku lat i ono nadal mnie nie opuszcza.

Kupiłem parę żetonów i ustawiłem się z kolejnymi zakupami na niższych poziomach, ale wcale nie uważam, że jeśli obkupię się w akcje przy poziomie WIG20 1650-1750 punktów to na pewno zarobię.

Po prostu cały czas przesuwam środki do maklera i nie wiążę wielkich nadziei z tym rokiem na GPW choć trochę szkoda, że niewiele zyskałem w trakcie rajdu od lutego.

No to czekamy na kolejne spadki, ale wcale to nie znaczy, że zarobki dzięki zakupom na wyprzedaży są takie pewne.

Na koniec podam przykład płynnej spółki, z solidnego sektora, która po przecenie będzie dobra do kupna: Polimex Mostostal. Budowlanka tak, ale nie mieszkaniowa. Poziom wejścia 2,7-3 zł. Tak szacuję.

W takich cenach akcje nie są przewartościowane, ale czy szybko urosną to już zależy trochę od krupiera i nastroju hazardzistów.

niedziela, 21 czerwca 2009

Milioner z sąsiedztwa

Kiedy słyszymy hasło milioner czy miliarder od razu przychodzą nam na myśl bogaci ludzie z pierwszych stron gazet i czołówki listy najbogatszych magazynu „Forbes”. Tymczasem znacznie ciekawszą postacią dla mnie jest milioner z sąsiedztwa, czyli człowiek, który doszedł do pokaźnego majątku liczonego w setkach tysięcy, a nawet milionach wykonując normalne zawody.


Dlaczego nie mogę napisać o nikim takim z Polski?

Odpowiedzią jest nasza pokręcona historia. Zwyczajny człowiek zarabiał w latach osiemdziesiątych równowartość kilkudziesięciu dolarów, a telewizor czy pralka były dobrami luksusowymi, na które odkładało się bardzo długo. Potem przyszła przemiana w 1989 roku z galopującą inflacją i możemy powiedzieć o stabilizacji gospodarki od zaledwie 10-11 lat. Proszę zresztą zerknąć na tabelkę z GUS, żeby się przekonać.

Mówimy o wyjątkowo chwiejnym miejscu na świecie, a w pamięci zbiorowej są takie numery jak nierespektowanie zobowiązań państwa wynikające z przedwojennych obligacji czy kradzież pieniędzy obywatelom przy okazji wymiany pieniędzy w 1950 roku oraz wreszcie zmiana granic państwa po II wojnie światowej (poczucie tymczasowości u zamieszkujących zachodnią część Polski, utrata majątku tych zza Buga).

Na dodatek przyplątał nam się teraz kryzys, który pojawia się na świecie raz na kilkadziesiąt lat i naprawdę nie sądzę, żeby dało się znaleźć naprawdę bogatych ludzi, którzy żyjąc zwyczajnie doszli do pokaźnych majątków. Stąd tak wielki sceptycyzm Polaków wobec oszczędzania i stosowania metod sprawdzonych na całym świecie.

U nas nie ma dobrych wzorców.

Przy pomyślnych wiatrach pierwsze jednostki pojawią się za jakieś 15-20 lat, bo tyle mniej więcej trzeba, aby zadziałał procent składany przyłożony do oszczędności przeciętnego człowieka.

Myślę, że tacy ludzie byliby znacznie bardziej inspirujący dla młodych niż miliarderzy znani z ekranów TV czy z internetu, czyli nieco nierealnego świata.

W takim razie pozostaje mi wskazać na milionerów z sąsiedztwa z USA. Wczoraj na blogu „Get Rich Slowly” taki okaz znalazła czytelniczka Ruth, ale ja chciałbym jednak cofnąć się do wywiadu z milionerem z sąsiedztwa sprzed niespełna dwóch miesięcy.

Znającym angielski nie chcę psuć lektury i niech sami przeczytają, ale na co zwróciłem uwagę? Milionerem jest były nauczyciel przedmiotów technicznych (czyli podobnie jak Sylwester Cacek), który już przekroczył siedemdziesiątkę, ale prowadzi bardzo aktywny tryb życia dzieląc swój czas między Alaskę, Nową Zelandię i mieszkanie w swoim domu.

No i jak zwykle nie ma tu żadnych magicznych sztuczek ze świetnym systemem do gry w lotto tylko trzymanie się zasady, żeby wydawać mniej niż się zarabia, wykonywać jak najwięcej rzeczy samodzielnie zaczynając od przygotowywania posiłków, a kończąc na remoncie w domu. Mamy oszczędzać i regularnie generować nadwyżki finansowe, które muszą być inwestowane. I tylko tyle, albo aż tyle.

Gość wyraźnie nie lubi tracić pieniędzy i spodobało mi się czemu nie pali. Wcale nie ze względów zdrowotnych, ale widzi w każdym papierosie spalone 25 centów. Zgadzam się z nim, ale tylko do pewnego stopnia, bo akurat piję gin z tonikiem robiąc ten wpis …

No właśnie tu mam pewną wątpliwość, w którym miejscu oszczędność zamienia się w uciążliwe skąpstwo – wydaje mi się, że granica bywa dość płynna i nie warto przeginać w żadną stronę.

Wracając do tego ginu – nie szkoda mi zrobić sobie samodzielnie takiego drinka, ale zapłacić w knajpie 20 złotych za to samo to dla mnie głupota albo za dużo promili w organizmie.

Podobnie chyba warto postępować w ogóle w życiu, żeby się nie umartwiać, ale szanować swoje pieniądze czy mamy sto, tysiąc czy milion złotych. Obojętnie.

Jak zauważył nasz amerykański milioner z sąsiedztwa, gdy już wydasz pieniądze nie da się na nich zarobić ani grosza, a w końcu kapitał musi na nas pracować choćby przynosząc nam odsetki z lokat, dywidendy z akcji czy zyski z inwestycji.

Co mi się podoba w podejściu tego gościa to między innymi takie powiedzenie: bogactwo jest tworzone przez inwestowanie, a nie przez dłuższą i cięższą pracę. Zgadzam się w 100%. Sama praca ma nam dać paliwo do naszej rakiety i nawet jak się raz czy dwa potkniemy to nic nie znaczy.

Szkoda, że nie mogę wskazać konkretnego przykładu milionera z sąsiedztwa, ale może zostaniesz nim na przykład Ty?

sobota, 20 czerwca 2009

Najlepszy bank online

Na pewno każdy z nas zastanawia się który bank online jest najlepszy. Moim zdaniem nie ma uniwersalnej odpowiedzi, bo każdy ma nieco inne potrzeby i wymagania oraz wiadomo, że najrozsądniej wybrać kilka, aby się uzupełniały.



Od czego zaczynamy? Według mnie dla większości ludzi najważniejsze są niskie koszty. Jeśli posiadasz naprawdę niewiele pieniędzy i twoja wiedza o finansach oraz potrzeby z nimi związane nie są zbyt wyrafinowane, w zupełności wystarczy najpopularniejszy mBank. Co daje nam na plus? Darmowe konto, darmowa karta, darmowe przelewy. Bardzo dobry zestaw dla studenta czy człowieka z nieregularnymi, niewielkimi dochodami.
Sprawa się komplikuje, kiedy uda się komuś wypracować nadwyżki finansowe (według mnie osiągalne dla niemal wszystkich pracujących/prowadzących biznes).

Trzymanie ich w mBanku mija się z celem.

Nie wychodząc poza obręb banku znajdziemy naprawdę dobry produkt mBanku, czyli Supermarket Funduszy Inwestycyjnych, gdzie bez prowizji można kupić całkiem sporo funduszów inwestycyjnych.

No ale agresywne fundusze są z zasady przeznaczone dla osób z nieco dłuższym horyzontem inwestowania, a te rzekomo bezpieczne zaliczają za często wpadki (omawiane także tu na blogu), aby je za takie naprawdę uznać. Tu nie wystarczy mBank.
Ostatnio ku uciesze klientów z gotówką trwa wojna depozytowa banków i jeśli masz choćby kilka tysięcy opłaca się konto w eurobanku z pięcioma rachunkami oszczędnościowymi z oprocentowaniem 6,06% netto (do niecałych 15k zł). Nawet pieniądze na bieżące wydatki pracują na siebie, a odsetki dopisywane są codziennie jak tu:


Podobny produkt wprowadził właśnie Getin na 6% i Kredyt Bank do 6,5% w promocji.

Przypominam, że w najtańszym wariancie w eurobanku nie bierzemy karty (bezpłatna jest przecież w mBanku), a konieczny do potwierdzania operacji token jest bezpłatny w wersji GSM w komórce (nie zapomnij o comiesięcznym zasileniu 800 zł lub saldzie 10k).

Jeśli ktoś jest zdyscyplinowany do płatności bezgotówkowych powinien raczej wybrać kartę kredytową (przy dużej ilości operacji opłaca się taka z cashbackiem 1%), a gotówkę trzymać na rachunku oszczędnościowym.

Wiadomo, że tu wielu ludzi interesuje się giełdą i w tej chwili wydaje się, że dla nich najlepszym bankiem online z ofertą maklera jest Alior Bank. Piszę „wydaje się”, bo nie sprawdziłem empirycznie, ale wszystko wygląda naprawdę zachęcająco, a nadwyżki finansowe mogą pracować na lokacie nocnej, której oprocentowanie właśnie bank podniósł do efektywnego nieco ponad 4% w skali roku. MBankowy eMakler to porażka i nadaje się wyłącznie dla mało wybrednych i bardzo rzadko dokonujących transakcji.

Kolejnym filarem w naszej bankowości online są lokaty i na dziś znalazłem takie:
AIG Bank lokata Direct+ 6,8% na 9 miesięcy (od 5000 zł) – niestety konieczne spotkanie, czyli nie tak do końca online oraz Open Finance / Noble Bank lokata wspólna 6,7% na 4 miesiące (od 500 zł -subskrypcja do 23 czerwca).

Poszukującym kredytów hipotecznych i gotówkowych niestety nie umiem pomóc, bo zupełnie się tym nie interesuję. Wiem tylko, że banki strzygą klientów jak owce na kredytach konsumpcyjnych, których rzeczywiste oprocentowanie często przekracza 30% w skali roku – zawsze pytaj o RRSO.

Oczywiście, że nie podałem tu żadnego kompletnego kompendium o bankach online, ale starałem się znaleźć w miarę optymalny wariant dla osoby, która nie lubi tracić pieniędzy na zbędne usługi i stara się, aby pieniądze solidnie pracowały na siebie, a o to przecież nam chodzi.

Jeśli ktoś może polecić/odradzić i opisać inne banki online (najlepiej z praktycznej perspektywy użytkownika) zapraszam do komentarzy.

Akcje nie są tanie

We wtorek przed sesją zacząłem wieszczyć na blogu, że WIG20 spadnie o co najmniej 100 punktów i rzeczywiście po zrobieniu maksimum na sesji tego dnia na 2042,7 punktów, indeks zjechał w czwartek do 1900,18 punktów w najniższym punkcie. Stawiałem, że spadnie jeszcze 10-20 punktów niżej, ale w sumie minimalny zasięg spadku został wykonany.

Czym się kierowałem? Przypomnę, że indeksem S&P500, który w poniedziałek wyszedł dołem poniżej 930 punktów i zatrzymał się dopiero na swojej średniej dwustusesyjnej w środę. Mimo sporych rozbudzonych nadziei w Europie wczoraj sesja w USA nie zakończyła się zbyt rewelacyjnie, bo Dow Jones jest czerwony, a S&P500 wyrysował niezdecydowane doji i nie wrócił nad 930.



Zupełnie inaczej było u nas i zobaczyliśmy prawdziwą pompkę pod wygasanie kontraktów, dzięki której technicznie rynek wciąż wygląda ok. Ja jednak dalej pierwszeństwo daję Ameryce, ponieważ stamtąd idą główne impulsy – chociaż nie dla wszystkich, bo Chiny rysują maksy i mają ich ostatnio głęboko w poważaniu. Teraz podnoszę poprzeczkę i czekam z zakupami jeśli S&P500 na dziennym zamknięciu wyjdzie nad 950 (właściwie jakieś 946) lub spadnie do 880 (tak mniej więcej).

Tymczasem nasze indeksy od strony obrazków wyglądają bardzo dobrze zarówno WIG20 jak i WIG.



Czemu w takim razie pozbyłem się większości akcji i nie odkupiłem ich po niższych cenach?

Nie jestem przekonany do fundamentów tych zwyżek i w większości przypadków akcje nie są tanie. Wyjaśniałem to już wcześniej.
Z tego powodu przy takich cenach zachowuje się ostrożnie, ale uważam, że już nadeszła pora, żeby w portfelu trzymać niektóre walory długoterminowo.

Portfel 35 809,16 zł (9869,16+17426+4014+4500)


Biuro maklerskie 9869,16 zł
Hardex 30 akcji wartość 1110 zł
TPSA 70 akcji wartość 1122,1 zł
Gotówka 6832,71 zł

Doliczyłem sobie od razu 85 złotych dywidendy z TPSA, choć faktyczny przepływ pieniężny nastąpi 2 lipca.
Zaryzykowałem, że odkupię kilka akcji niżej niż poprzednio –zobaczymy po wakacjach czy tak się faktycznie stanie. Z tego powodu czekam niżej na przykład na Warfamie czy WDMSA i tak dalej. Zrezygnowałem z MCI, a na reszcie stoję z kupnem niżej. W razie wyjścia giełdy górą dorzucam coś z WIG20 – najprawdopodobniej PKN Orlen.

Lokaty i depozyty 17 426 zł:

Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 100 zł

Waluty 4014 zł:

900 Euro

Złoto 4500 zł:

46 g w monetach i sztabce

Pod koniec miesiąca dostanę parę setek z reklam AdSense i całość pójdzie do maklera.
Mam taki zamiar na dłużej, żeby wpływy z kliknięć szły na najbardziej agresywne inwestycje.

Na początku lipca też jeszcze coś dorzucę z kolejnych oszczędności.

Jeżeli wyjeżdżasz na wakacje, odpocznij od giełdy, a ewentualne ryzyko kontroluj przez stoplossy.

środa, 17 czerwca 2009

Zakładać lokaty czy kupować akcje?

Do tej pory byłem zwolennikiem teorii, że skoro sytuacja unormuje się co nieco na rynku to lepiej trzymać w takim wypadku akcje niż lokaty, bo dadzą one w pozytywnym scenariuszu znacznie lepszy zysk, a w negatywnym lokaty też są ryzykowne z powodu kursu złotego.


Teraz sytuacja skomplikowała się i po tak gwałtownym rajdzie giełdy (od dołka do szczytu ponad 60% na WIG20) szanse nieco zmieniły się.

Lokaty wciąż dają realne oprocentowanie powyżej inflacji (przynajmniej tej oficjalnej), a akcje stały się znowu drogie. Oczywiście, że ich ceny mogą dalej rosnąć niesione spekulacją, ale ryzyko znowu zrobiło się spore.

Wiemy, że rzeka pustego pieniądza podniesie inflację, ale to proces raczej stopniowy i wcześniej powinien mocniej działać czynnik deflacyjny z powodu recesji i kurczenia się popytu konsumpcyjnego.

Stąd uważam, że w terminie do roku (może nieco krócej) lokaty są jako tako bezpieczne.

Można zacząć od 5000 zł w Open Finance jak ktoś jeszcze nie zakładał na 7 dni (dojdzie całe 7,59 złotych odsetek), a potem kolejne jak lokata wspólna na 6,65 lub 6,7% na 4 miesiące itd. Ogólnie mamy gdzieś w granicach 6,5-7% brutto całkiem spory wybór – ewentualnie obligacje dziesięcioletnie (7% za pierwszy rok) dla optymistów wierzących w niską inflację w kolejnych latach.

Poza tym dobrym rozwiązaniem jest na pewno trzymanie części środków na rachunku oszczędnościowym, z którego można szybko się ewakuować. Te 6,06% netto z codziennym dopisywaniem odsetek w eurobanku spełnia wszystkie wymogi.

Głównym zagrożeniem dla lokat jest niepewny złoty. Politycy i analitycy czarują, a kurs euro czy CHF wcale nie poprawia się. Cały czas praktycznie krążymy wokół odpowiednio 4,5 i 3 złotych. Gdyby to się utrzymało moglibyśmy zignorować waluty, ale uważam, że w razie nawrotu kryzysu szybko cyrk zacząłby się na nowo.

Ja nie bawię się tu w spekulanta i po prostu 10% portfela appfunds trzymam w euro.
Mam też swoją teorię, że ceny nieruchomości, które tradycyjnie powinny chronić przed wysoką inflacją (najlepsza jest ziemia) przeliczane na euro czy franki stanieją.

Pytanie tylko czy złoty utrzyma się na obecnych poziomach, a może nawet wzmocni jak liczy wielu optymistów? Nie wiem.

Nowa fala przeceny mieszkań już za chwilę w wakacje, kiedy deweloperzy ukończą sporo projektów zaczętych w latach hossy budowlanej. Rynek ich przyciśnie.

Co dalej ze złotem? Historycznie jego cena powinna rosnąć wraz z inflacją i osiągnąć szczyt w momencie najwyższej inflacji, tak jak w USA w 1980 roku przy oficjalnej inflacji blisko 15%. Na razie złoto spokojnie chodzi nieco ponad 900 dolarów za uncję, ale 1000 nie przebiło. Według mnie zagrożenie inflacyjne w kolejnych latach jest wysokie i złoto pomoże nam przetrwać, ale nie jestem jakimś fetyszystą i wydaje mi się, że te 5-15% portfela w złocie powinno zapewnić nam bufor bezpieczeństwa, ale nie zablokuje kasy.

Co do tytułowego pytania, obecnie akcje są według mnie wyłącznie dla zamiłowanych spekulantów oraz osób aktywnie inwestujących, a realnie wartość spółek w większości przypadków jest prawdopodobnie niższa niż ich obecne ceny.

Lokaty powinny być niezłe w krótkim i średnim terminie (uwaga na kurs złotego).
Wniosek: jeśli nie masz ochoty na spekulacje, czekaj na niższe ceny na giełdzie i w nieruchomościach z ręką trzymaną na pulsie siedząc w lokatach i gotówce gromadzonej na rachunku oszczędnościowym zabezpieczając się lekko walutami i złotem.

wtorek, 16 czerwca 2009

Giełda poleci w dół co najmniej 100 punktów

Moim zdaniem wszystko wskazuje na to, że giełda poleci co najmniej 100 punktów w dół, jeżeli chodzi o WIG20 i raczej 1920 pęknie, a zatrzymamy się najwcześniej w granicach 1880-1890 punktów.


Wynika to z dwóch faktów.

1.Akcje są zwyczajnie przewartościowane
2.S&P500 spadł poniżej 930 pkt

Co do tego pierwszego faktu nikt specjalnie nim się nie zajmował od pewnego czasu, ale nawet nasz rząd przyjął wzrost PKB w przyszłym roku o 0,5%.

Niby jakim cudem w takim środowisku zyski spółek wzrosną aż tak dynamicznie jak sugerują to notowania ich akcji?

Tymczasem akcje wystrzeliły ponad linię trendu spadkowego jakby miała zaczynać się nowa hossa. Nie zgadzałem się z takim ruchem rynku, ale posłusznie kupiłem trochę akcji.

Teraz pora na korektę, która powinna sprowadzić nas poniżej 1900 punktów oraz S&P500 do dolnego ograniczenia wcześniejszej konsolidacji, czyli okolic 880 punktów.

Na razie nie ma sygnałów wyczerpywania się trendu i z ciekawych miejsc, gdzie warto przyglądać się akcjom proponuję dla WIG20 1825-1880 punktów (ewentualny powrót do linii trendu spadkowego, średnia dwustusesyjna, 23,6% zniesienia bessy u góry i majowe maxy dzienne), dla WIG pierwsze wsparcie 30700-30800 pkt, potem strefa w okolicach 29 000 punktów, a to wszystko w oparciu o S&P500 jeśli obroni się na 880 pkt.

Oczywiście wczorajsze zejście może być fałszywym sygnałem – nikt nie ma patentu na nieomylność i jak zawsze podkreślam zupełnie nie przywiązuje się do niczyich prognoz, tym bardziej swoich, lecz prawdopodobieństwo powrotu do podanych wyżej miejsc wydaje się sporo wyższe niż 50%.

Nawet jeśli zwyżka miałaby trwać dalej powinna w końcu pojawić się korekta sprawdzająca siłę wzrostów i wtedy ciekawym miejscem do ewentualnych nowych zakupów byłoby gdzieś 1800-1820 pkt na WIG20, o ile zaczniemy wtedy zawijać do góry.

Cały czas podkreślam, że na ten rok nie pasują mi za bardzo wzrosty na giełdzie, bo dość powoli przesuwam tu pieniądze i wolałbym zaczynać nową hossę z pokaźniejszym portfelem, więc, co dla niektórych dziwne, ewentualne drobne straty z aktualnie zajmowanych pozycji zupełnie mnie nie martwią. Z tego powodu wariant z ubraniem mnie w akcje na górce jest dla mnie całkiem znośny.

Tak całkiem czysto technicznie przed wtorkową sesją wcale nie ma żadnego sygnału sprzedaży. Ba, w poniedziałek rano zaliczyliśmy maksimum całej fali wzrostowej na 2042,7 punktów na WIG20 (+63% od dna). Jednak upieram się, że wiele wskazuje na koniec pompki, bo ceny wielu akcji znalazły się znowu w kosmosie i nie wiem czym można jeszcze podciągać indeksy.

Zatem dość ostrożnie prognozuję, że WIG20 zejdzie co najmniej poniżej 1900 punktów, a być może i sporo niżej.

To moje zdanie (na dole bloga zastrzeżenie) i wszystkich zachęcam do samodzielnej analizy i nie sugerowanie się niczyimi opiniami. Staraj się najpierw zanegować takie pomysły jak ten ze sporą korektą i zastanowić nad alternatywnym rozwiązaniem - na przykład załóż, że ja się całkowicie mylę i wcale nie pójdziemy w dół, tylko wyjdziemy górą i zastanów się co wtedy zrobisz. Każdy powinien kierować się własnym choćby najprostszym systemem inwestycyjnym niezależnym od gazet czy mediów.

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Dlaczego nie oszczędzasz na emeryturę?

W dzisiejszej „Rzeczpospolitej” omawiane są wyniki sondażu na temat emerytur i funduszy emerytalnych. Wiadomo, Polak interesuje się kto jest w PO, a kto w PiSie, czy Beenhakker powołał Jelenia, co tam słychać w serialu „M jak mdłości”, ale zupełnie go nie obchodzą własne pieniądze.

Taka rzeczywistość w krzywym zwierciadle.

Nie mam zamiaru pastwić się ani nad OFE, ani nad ZUSem, bo system jaki jest, każdy widzi.


Jedno mnie zastanawia, że aż 80% Polaków nic nie odkłada na dodatkową emeryturę, pewnie licząc na wygraną w lotto, albo geniuszy z OFE.

Większość ludzi po prostu w ogóle o tym nie myśli, skupiona na tym jak spłacić swoją ratę kredytu oprocentowanego 20% rocznie. Żyje z dnia na dzień, od pensji do pensji.

Kiedy masz 25 lat, trudno pomyśleć o tym co będzie za 30-40 lat. Poza tym w tym wieku człowiek uważa, że jest nieśmiertelny i nie imają się go żadne choroby, ale to już inna bajka.

Co wtedy przeszkadza w zbieraniu na emeryturę?

Abstrakcyjna perspektywa.

Co mnie obchodzi co będzie za 30 lat?
Słuszne pytanie.

Jak w takim razie zmotywować się, żeby odkładać choćby 100 złotych miesięcznie na swoją prywatną emeryturę?

Proponuję przestać się ograniczać w myśleniu i uparcie zakładać, że będziemy pracowali do 60. czy 65. roku życia.

Jeśli zapewnisz sobie wcześniej materialny dobrobyt i niezależność od ZUS czy OFE, to po co czekać?

Możesz przejść na emeryturę w wieku 45 czy 50 lat, albo pracować/prowadzić swój biznes dalej nie licząc na innych ze świadomością posiadanego zabezpieczenia finansowego.

Nawet jeśli twoje inwestycje nie będą trafione i tak uzbierasz naprawdę poważną kwotę, ale trzeba zacząć już teraz.

Podam konkretny przykład:
Za 2 lata planujesz wymianę laptopa na nowy. Z tego powodu wpłacasz na ten cel co miesiąc po 150 złotych do funduszu akcji.
Jak łatwo policzyć, przez dwa lata łącznie wpłacisz 3600 złotych. Załóżmy teraz, że koniunktura giełdowa była beznadziejna i fundusz stracił w sumie 500 złotych z twoich wpłat - i tak pozostanie ci 3100 złotych. Co jest lepsze 3100 złotych czy nic? (pomysł z laptopem nie jest najlepszym przykładem, bo horyzont czasu jest nieco za krótki na agresywne inwestowanie)

Podobnie jest z oszczędzaniem na emeryturę. Jeżeli inwestycje okażą się niezbyt udane to i tak lepiej mieć dodatkowe choćby 100 000 -150 000 złotych (w dzisiejszych pieniądzach) niż liczyć wyłącznie na państwo.

I tu wracamy do jak zwykle tego samego punktu, czyli obliczenia swoich dochodów i wydatków oraz takiej pracy nad ich strukturą, żeby generować stałe, comiesięczne nadwyżki finansowe.

Według mnie dużo prostsza jest optymalizacja własnego budżetu domowego i wykreowanie dodatkowych 100. 200 czy 300 złotych miesięcznie niż podniesienie na stałe stopy zwrotu z inwestycji choćby o 1-2 punkty procentowe rocznie.

A jak najlepiej się zmotywować do rozpoczęcia oszczędzania na emeryturę?

Pomyśl jak to przyjemnie stać się wolnym człowiekiem, który nic nie musi. Nie musi iść do pracy, prowadzić biznesu czy walczyć na giełdzie lub Forexie. Robi to wyłącznie z wyboru i dla przyjemności.

To wszystko jest możliwe, ale trzeba po prostu zacząć, choćby od 100. złotych, za które już jutro możesz dostać swoje pierwsze skromne 2 grosze odsetek.

sobota, 13 czerwca 2009

Czy kupisz spółkę ze wskaźnikiem C/Z 130?

Na początek pytanie do fundamentalisty: czy kupisz spółkę ze wskaźnikiem C/Z 130? A co powiesz na cały rynek?



Więcej na stronie "Financial Times".

Tak, proszę Państwa, nie mówimy o żadnej wydmuszce z GPW, tylko o indeksie 500 największych amerykańskich spółek S&P500, który właśnie osiągnął najwyższy poziom C/Z (ang. P/E) w całej swojej historii.

Przypominam, że wskaźnik obliczamy dzieląc aktualną cenę akcji przez zysk przypadający na tą akcję, najczęściej roczny. Z tego wynika, że obecne ceny na Wall Street oznaczają, że przeciętna spółka kosztuje równowartość jej zarobków ze 130 lat.

Na szczęście jest to duże uproszczenie, bo w zeszłym roku było dużo odpisów ze strony banków i potężne straty wielu firm, łącznie z bankructwami, ale nawet jeśli w tym roku będzie to powiedzmy 60 i tak widać jak wielkie i niesamowite są oczekiwania inwestorów wobec odbicia. Czy realne?

Nie wiem, ale niech każdy będzie świadomy w jakiej spekulacji się znalazł.

W końcu w miarę normalne poziomy P/E wahają się w granicach od kilku do kilkunastu (więcej dla perspektywicznych spółek z dużą dynamiką zysku). Te 130 dla S&P500 oznacza, że Ameryka musiałaby nagle wkroczyć w gwałtowną fazę rozwoju, ale raczej chodzi o grę bankierów uprawiających hazard giełdowy za środki, które dostali w nagrodę za swoją nieudolność.




Pozostaje nam obserwowanie sytuacji technicznej indeksu, który znowu konsoliduje się i czekamy w którą stronę się wybije. Wsparcia to okolice 930 i 880 pkt, opór to mniej więcej zamknięcie z wczoraj. W razie wyjścia górą atak na 1000 pkt. Z tym, że długo tego balona nie da się już raczej pompować – tak sądzę. Obserwujemy kolejną wybujałą spekulację - patrząc na tak szalony wskaźnik C/Z i każdy powinien o tym wiedzieć.

piątek, 12 czerwca 2009

Inwestuj zgodnie z rynkiem

Kto próbuje przechytrzyć rynki zazwyczaj kończy porażką. Zamiast się szarpać i walczyć z prądem inwestuj zgodnie z rynkiem i jego kierunkiem. To prosta zasada z analizy technicznej, żeby podłączyć się do trendu i z nim płynąć uważając, aby nie wpaść do wodospadu lub nie rozbić się o rafę.



Z tego powodu mimo dużych wątpliwości trzymam się akcji, a WIG20 ciągnięty przez KGHM (największy udział w indeksie, czyli 13,8%) przebił się znowu wyżej nad 2000 punktów. Cały czas podejrzewam przesilenie i wzrosty na przykład dziś były mocno naciągane, ale scenariusz wzrostowy z zasięgiem maksymalnym docelowo 2600 punktów ciągle jest w grze.



Zwróciłbym uwagę na ciekawą zbieżność między średnią dwustusesyjną a trendem spadkowym, który z impetem pokonaliśmy na początku miesiąca. Moim zdaniem oznacza to, że w razie korekty najlogiczniejsze jest dokupowanie akcji w dołkach (nie zapominając o szacowaniu ryzyka i szerokich stoplossach). Przynajmniej dopóki jesteśmy powyżej 1800 pkt cały czas technicznie widzę całość byczo.

A teraz pora na samokrytykę.

Nadal myślę jak większość inwestujących, że uda mi się zachować dobry timing, a tymczasem sprzedałem wiele spółek o wiele za wcześnie (np. KGHM po niecałe 56 zł) i teraz mogę tylko z zakłopotaniem patrzeć na ich coraz wyższy lot.

Tymczasem ukazała się coroczna analiza zachowań inwestorów wykonana przez firmę Dalbar (znających angielski zachęcam do przeczytania pełnego tekstu). Z badań wynika, że aktywni inwestorzy szukający dołków i górek, czyli wierzący w swoje strategie timingowe zdecydowanie przegrywają nie tylko z indeksem S&P500, ale nawet z inflacją. Na przestrzeni ostatnich 20 lat zakończonych 31 grudnia 2008 roku przeciętny aktywny inwestor osiągnął średnioroczny zysk 1,37% (inflacja 2,89%, S&P500 8,35%).

Pewnie podobne wyniki byłyby także w Polsce, ale przecież każdy z nas uważa, że jego to nie dotyczy, bo on sam ma swój genialny system.

Tutaj proponuję dorzucenie jednej pasywnej strategii powiązanej z zakupem indeksu lub solidnego funduszu akcyjnego (ewentualnie kilku) jako uzupełnienie naszego portfela.

A mnie nie dotyczy z innego powodu – nie ścigam się z żadną stopą zwrotu tylko realizuję cele wyznaczone w złotych i tak mi jest na razie wygodnie. Z czasem stopa zwrotu upomni się o swoje.

Portfel 36 077,43 zł (10223,43+17326+3978+4450)



Biuro maklerskie 10 223,43 zł:

Armatura 800 akcji wartość 1600 zł
Hardex 30 akcji wartość 1177,5 zł
MCI 400 akcji wartość 1832 zł
Noble Bank 350 akcji wartość 1484 zł
TPSA 70 akcji 1214,5 zł
Warfama 600 akcji wartość 1128 zł
WDMSA 3500 akcji wartość 875 zł
gotówka 912,43 zł

+przelew 200 zł

Zamieniłem Unibep na Hardex – producenta płyt pilśniowych oraz doszła TP SA.
Zmniejszyłem udział MCI po wcześniejszym wylocie na stopie i odkupieniu dziś na koniec dnia 400 sztuk.

W portfelu znajdują się 4 spółki, które raczej zagoszczą na dłużej. Jedynie naprawdę solidny zysk skłoniłby mnie do wyjścia z nich. MCI, Noble Bank i Armatura należą do tych w miarę aktywnie zarządzanych (wolałbym nie).

Lokaty i depozyty 17 426 zł:

Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 100 zł

Waluty 3978 zł:

900 Euro

Złoto 4450 zł:

46 g w monetach i sztabce

Podstawowym planem było dla mnie ostatnio dotarcie do co najmniej 10 000 złotych u maklera przed wakacjami i udało się. Cały czas uważam to za swój priorytet i wszelkie wpływy z klikanych reklam oraz dotacji będą wędrować do bossy (z zachowaniem zasady po około 10% aktywów w euro i złocie) Dodatkowo co miesiąc dojdzie parę stówek z moich stałych oszczędności.

Dziś dorzuciłem 100 złotych do eurobanku i docelowo także ta stówka poleci do maklera.

Wielu nowych odwiedzających bloga jest zaskoczonych, że można przez niecałe dwa lata od niemal zupełnego zera dojść do ponad 36 000 zł nie stosując żadnych wyrafinowanych sztuczek i cudownych systemów inwestycyjnych.
Zachęcam do zrobienia tego samego i wpłacenia w poniedziałek choćby tej przysłowiowej stówy do maklera, banku czy przeznaczenia jej na zakup funduszu inwestycyjnego.

Akcje TP SA czy lokata?

Tytułowe pytanie "akcje TP SA czy lokata ?" wygląda na pierwszy rzut oka dość absurdalnie, ale zastanówmy się nad nim przez chwilę.


Kurs spółki w tym momencie wynosi 17,41 złotych, a dywidenda, do której prawo przypada 18 czerwca to 1,5 zł.

Przy okazji należy się małe wyjaśnienie, że aby „załapać się” na dywidendę akcje trzeba posiadać na rachunku w poniedziałek 15 czerwca, czyli trzy dni wcześniej niż podane 18 czerwca.

Teraz pora na obliczenie na konkretnym przykładzie.

Kupiłem dziś 70 akcji TP SA po 17,41 złotych i zapłaciłem za nie łącznie 17,41 zł x 70= 1218,7 zł +5 zł prowizji, czyli razem 1223,7 złotych.

Za te 70 akcji wpłynie na rachunek maklerski w czwartek 2 lipca 70 x 1,5 zł= 105 zł – podatek 19%. Po tradycyjnych zaokrągleniach wychodzi mi 85 zł netto.

Z tego wynika, że dostanę 85/1223,7 zł = 6,94% netto.

Co ważne pieniądze zaraz mogę przecież ponownie zainwestować na przykład wpłacając na lokatę czy też tak jak w tym przypadku przeznaczając je na inne zakupy na giełdzie, więc rzeczywista stopa zwrotu spokojnie może być dużo wyższa.

We wtorek kurs odniesienia TP SA zostanie obniżony o 1,5 złotego, czyli jeśli zamknie się w poniedziałek na 17,5 zł to zmianę na wtorkowym otwarciu będziemy liczyć od 16 zł, które stanie się kursem odniesienia.

Teraz pomyślmy co dalej. Ja wrzucam te akcje do bardzo pasywnej części portfela i niespecjalnie podniecam się bieżącym kursem akcji, o ile nie nastąpi jakaś konkretna zwyżka.

Stabilizatorem ma być ta dywidenda i to w perspektywie kilku lat. Co prawda rekomendacje należy czytać bardzo ostrożnie, ale pozwolę sobie zacytować fragment tej wydanej niedawno przez DI BRE (zachęcam do jej przeczytania, ale na założenia liczbowe co do przyszłych przychodów itd. patrzyłbym z przymrużeniem oka) „nie ma ryzyka, że spółka przestanie wypłacac akcjonariuszom dywidendę na poziomie co najmniej 1,5 PLN na akcję w perspektywie najbliższych kilku lat.”

Myślę, że „nie ma ryzyka” to lekka przesada, ale powiedzmy jest ono niewielkie. W takim wypadku TP SA przy całym mnóstwie wad spółki wydaje się warta analizy w weekend, bo w poniedziałek mamy ostatni dzień, kiedy załapiemy się na dywidendę.

Proszę jednak pamiętać, że to jest giełda i może się zdarzyć, że kurs spadnie na przykład na 10 czy 12 złotych.

Inwestycji w akcje TPSA nie da się określić jako prawdziwa lokata, ale nazwijmy ją modnym terminem: lokata strukturyzowana bez gwarancji kapitału.

środa, 10 czerwca 2009

Jak zacząć oszczędzać od zaraz

Największym problem z oszczędzaniem jest samo jego rozpoczęcie. W takim razie dziś zajmijmy się kwestią jak zmotywować się tak, aby zacząć oszczędzać od zaraz bez kolejnego dnia zwłoki.

Jak wiemy pieniądze są tylko środkiem do celu i szczerze mówiąc, kiedy patrzę na banknoty nie wywołują one we mnie żadnych specjalnie wielkich emocji. Nawet jeśli tych banknotów jest całkiem sporo, na przykład milion złotych.


Bardziej przemawia do mnie i pewnie do większości ludzi coś bardziej konkretnego, powiedzmy wizja emerytury w pięknym zakątku.



Takie zdjęcie (może być nawet fotka czegoś znacznie bardziej przyziemnego typu wymarzony motocykl czy samochód) przyczepione gdzieś w widocznym miejscu na pewno pomoże wielu osobom w większej mobilizacji. Znacznie bardziej niż spoglądanie na cyferki na koncie, stan rachunku w biurze maklerskim czy liczenie banknotów wyciągniętych spod materaca.

Dodatkowo efekt wzmacniamy, jeśli ogólnie brzmiący cel „chcę być bogaty” zastąpimy konkretami, czyli na przykład : „do końca 2009 roku chcę uzbierać co najmniej 35 000 złotych” (taki był akurat cel tego bloga) rozbijając cel długoterminowy na krótsze odcinki. W ten sposób wiemy, gdzie dokładnie jesteśmy i przy okazji staranniej kontrolujemy aktualne postępy. Bardzo ważne jest, aby zapisać ten cel w komputerze lub na kartce papieru – musi być realny plan, nie tylko mgliste marzenie w naszej głowie.

Teraz kolejna istotna kwestia, czyli automatyzacja. Zamiast głowić się i kombinować przyjmij prostą zasadę, że z każdej otrzymanej kwoty czy to będzie wynagrodzenie, umowa o dzieło, wygrana w pokera czy kieszonkowe odłóż przynajmniej 10%. Jeśli masz napięty budżet, niech będzie to chociaż 5%.

Jak zainwestować te pieniądze to kolejny szeroki temat, ale wydaje mi się (przynajmniej tak pokazują badania stanu posiadania Polaków), że większość osób zmaga się z problemem, że tak naprawdę nie ma co inwestować.

Jeśli posiadasz 2, 5 czy 10 tysięcy oszczędności, nawet 20% więcej dzięki dobrym inwestycjom niewiele zmieni w twoim realnym kapitale, a przecież stałe 20% rocznie jest marzeniem wszystkich zarządzających funduszami, naprawdę tęgich głów. Wiadomo, że przy małym kapitale łatwiej osiąga się te wysokie stopy, ale z każdym tysiącem, czy może raczej dziesięcioma tysiącami robi się coraz trudniej.

Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że należy porzucić pracę nad swoim systemem inwestowania, wręcz przeciwnie. Edukacja musi trwać całe życie, bo w końcu sukces osiągniemy dopiero wtedy, gdy inwestujemy na rynkach, które dokładnie znamy i stosujemy skuteczną strategię polerowaną latami doświadczeń. Przyda się też łut szczęścia.

Są jednak elementy, nad którymi mamy pełną kontrolę i należy do nich właśnie oszczędzanie.

Tu znajdziemy jeszcze jedną pułapkę, w którą wpada pewnie 90% ludzi. Ktoś na przykład wraca ze sklepu i mówi: „Wiesz, zaoszczędziłam 20 złotych, bo kupiłam w sklepie X tańsze żelazko.” Na pewno?

Pieniądze są rzeczywiście zaoszczędzone, jeśli są fizycznie odłożone, a nie wydane na co innego.

Z tego powodu proponuję najzwyklejszą kopertę oraz słoik/kubek na drobne, do których będziemy dorzucać oszczędzane pieniądze. Co jakiś czas zabieramy kasę i wpłacamy do banku – na przykład w zeszłym tygodniu pozbyłem się balastu po 10-20 groszy przy okazji wpłaty w eurobanku i na koncie pojawiło się kilkanaście złotych więcej. To żadna skomplikowana matematyczna analiza, tylko technika sprawdzona przez dziesiątki lat.

Mam nadzieję, że tych kilka dzisiejszych pomysłów komuś się przyda, a być może zmobilizuje do konkretnego działania parę niezdecydowanych osób zastanawiających się jak zacząć oszczędzać od zaraz.

wtorek, 9 czerwca 2009

Jak ocenić sytuację PKO?

Od wczoraj bank PKO BP znalazł się w centrum uwagi inwestorów. Podano nam pozornie sprzeczne i zadziwiające informacje, że bank wypłaci dywidendę i równocześnie szykuje potężną emisję nowych akcji (coś w stylu Lubawy w hossie).



Wyjaśnienie jest przecież banalnie proste, czyli gorączkowe łatanie dziury budżetowej przez rząd.

Wypłata dywidendy w wysokości 2,88 zł za akcję oznacza, że po pierwsze Skarb Państwa dostanie bezpośrednio 2,88 zł x 512 435 409 (tyle akcji ma SP), czyli niemal 1,5 mld złotych. Dodatkowo nie zapominajmy o podatku od reszty czyli 0,19 x 2,88 x 487 564
591, czyli kolejne blisko 270 mln, razem mamy ponad 1,7 mld złotych.

Rząd zachowuje się jakby nie miał zupełnie orientacji w sytuacji na świecie i na rynkach finansowych. Przecież bankom brakuje kapitałów i nie chcą prowadzić akcji kredytowej. Niby z czego ma ją teraz prowadzić największy bank detaliczny? To wygląda jak pewnego rodzaju dywersja i zaszokowała również KNF i NBP.

W takim razie podobne kroki mogą wykonać banki zagraniczne.

Ciekawe co minister Rostowski powiedziałby, gdyby UniCredit wycisnął z Pekao SA dwa miliardy złotych z dywidendy, a potem przeprowadził emisję akcji w Polsce? Podniósłby się pewnie niezły raban.

Poza tym widać jaki stosunek mają nasze władze do inwestorów – prości dawcy kapitału.

Teraz kolejny zadziwiające posunięcie na PKOBP: rozwodnienie kapitału przez nową emisję – tu naprawdę komunikaty ze spółki wyglądają delikatnie mówiąc mało profesjonalnie. Bank najpierw podaje plan emisji do 650 mln akcji, a potem prezes nagle oświadcza, że jednak oferta ma być tylko za 5 mld zł, czyli jakieś 200 mln akcji. Po kiego diabła w takim razie projekt z 650 mln akcji?

Dla mnie to zupełnie absurdalna sytuacja.

Jak wyceniać takie akcje?

Bank PKO nagle stał się typowo spekulacyjną spółką, a nasz rząd strzelił sobie samobója.

Sytuacja po wyborach wygląda nieciekawie, bo ciężko znaleźć spółki, które miałyby ciągnąć WIG20 do góry.

Trudno mi ocenić dobrą cenę do kupna dla PKO. Może 21 zł, a może 15? Tego pewnie teraz nie wie nikt.

niedziela, 7 czerwca 2009

Inwestycje dla leniwych

Niektórzy ludzie nie mają czasu lub chęci, żeby na bieżąco pilnować swoich inwestycji, więc postanowiłem dziś skonstruować portfel dla leniwych, a właściwie kilka jego wersji.


Zaczynamy od zasadniczego pytania:
Czy potrzebujesz pieniędzy w ciągu najbliższego roku?

Jeśli odpowiedź brzmi twierdząco, zapomnij o ryzykownych inwestycjach i proponuję podzielić pieniądze tak: 75-80% na lokacie oraz 20-25% na rachunku oszczędnościowym (na przykład w eurobanku na 6,06%).

Czemu nie wszystko na lokacie? Czasem trafi się jakiś ciekawy temat i warto posiadać parę groszy pod ręką – przykładem jest lokata na start w Open Finance na 10% rocznie na 7 dni (max 5000 zł).

Kolejny problem: czy bierzesz pod uwagę możliwość wystąpienia wysokiej inflacji lub wręcz załamania się systemu finansowego?

Jeśli ktoś nie do końca wierzy w koniec kryzysu powinien przynajmniej część środków ulokować w aktywach, które są niezależne od papierowego pieniądza, czyli najbardziej oczywiste tropy to ziemia i złoto. Kłopot w tym, że ich cena nie wydaje się wcale niska.

Można też podejść do tego zagadnienia bardziej prozaicznie i na przykład w wakacje przeprowadzić remont łazienki/kuchni czy uzupełnić wyposażenie mieszkania czy domu. To też jest zakład, że później będzie drożej. Oczywiście tu mieszamy konsumpcję z inwestowaniem.

Prawda o giełdzie jest taka, że większość traci pieniądze lub przegrywa z indeksami, albo jedno i drugie równocześnie. W takim razie może zamiast tracić czas na wyszukiwanie genialnych spółek lepiej kupić indeks i zająć się czym innym, gdzie udaje nam się zarabiać? To naprawdę jest dobre wyjście dla większości ludzi.
Niestety w Polsce nie ma funduszy indeksowych, bo panuje cicha zmowa między funduszami, o której świadczą też niespotykane w cywilizowanych krajach opłaty za zarządzanie, czyli średnio 3,5-4% rocznie.

Rozwiązaniem mogą być kontrakty terminowe, ale tak realnie patrząc ich rolowanie i zmienny depozyt dla przeciętnego śmiertelnika stanowią spore utrudnienie.
Można zainteresować się certyfikatami UCW20AOPEN, które są notowane na giełdzie i mniej więcej naśladują one ruch indeksu WIG20. Trochę animator lubi sobie tu przysnąć i zwiększył rozpiętość ofert kupna i sprzedaży, ale nic lepszego póki co nie ma. Czekamy na ETFy. Jest jeszcze coś takiego jak W20PLN w XTB, ale nie umiem ocenić tego produktu bez sprawdzenia w działaniu.

Ogólnie jak widać Polska jest jeszcze bardzo zacofana i nie mamy nawet zwykłego funduszu indeksowego.

Pozostaje zakup kilku największych akcji z GPW i tu już nie mamy wersji portfela dla leniwych, tylko raczej dla aktywnych.

Z tego powodu chcąc nie chcąc wracamy do funduszy inwestycyjnych i patrząc na wyniki z ostatnich 3 lat (tyle minimum potrzeba do oceny funduszu akcji) najlepiej wygląda Legg Mason. Do niego dorzuciłbym jakiś fundusz małych i średnich spółek oraz zagraniczny z sektora BRIC.

W każdym przypadku określiłbym maksymalną stratę na 20-25% od momentu wejścia i pilnował wyłącznie tego regularnie dopłacając do fundów. Powinno zadziałać, ale to w horyzoncie co najmniej 3-5 lat.

Ile portfela przeznaczyć na ryzykowne inwestycje, czyli agresywne fundusze? Zasada jest dość prosta: im jesteś młodszy i masz więcej czasu tym mniej powinieneś lokować w bezpieczne instrumenty.

Skarb Państwa niemile nas zaskoczył gwałtownie zmniejszając premię dla obligacji dziesięcioletnich z 3,4 do 3% i pomimo wzrostu inflacji do 4% ich oprocentowanie w pierwszym roku wynosi 7%, co nie wygląda na zbyt wielką atrakcję. Dla mnie temat jest bez sensu.

Leniwy inwestor raczej wybierze lokatę, która jest znacznie bardziej mobilna. Przy kwocie powyżej 10 tys. (ze względu na opłaty) rozejrzyj się po okolicznych SKOKach. Tu też da się coś znaleźć ciekawego.

Lokata czy obligacje to bardzo fajny instrument dla leniwego inwestora, bo wpłacasz kasę i o nic się nie martwisz. Od razu wiesz ile dostaniesz na końcu, ale umówmy się – nikt jeszcze nie wzbogacił się na lokatach i obligacjach.

Trzeba podjąć pewne ryzyko i z tego powodu najprostszym rozwiązaniem są fundusze, ale tu pilnuj wyłącznie swojej straty – przesuwając swój poziom konwersji (w parasolu) lub likwidacji wraz ze wzrostem wartości jednostek. Moment wejścia uważam za drugorzędny, a akurat teraz przy niecałych 2000 punktów na WIG20 bardzo ładnie pasuje ucieczka, gdyby wszystko zawaliło się poniżej 1500 punktów i potem stopniowy powrót, prawdopodobnie na niższych poziomach. Te 20-25% wydaje się dość bezpieczne, bo nie wylecisz za szybko i dajesz rynkowi miejsce na fluktuacje bez wypadania co chwilę.

Poza tym uważam, że dobrze ustalić sobie cel finansowy w konkretnej kwocie i po dojściu do niej po prostu zrealizować swoje marzenia. Po to w końcu inwestujemy.

piątek, 5 czerwca 2009

Sygnał kupna po przełamaniu linii trendu

W poniedziałek giełda nieoczekiwanie, przynajmniej dla mnie, wygenerowała sygnał kupna przełamując długoterminową linię trendu spadkowego oraz kilka innych oporów.

Co zatem zrobiłem?

Kupiłem akcje.


Można krzywić się na taki rozwój wypadków – mi zupełnie nie pasuje, ale jeżeli rynek mówi do mnie „kupuj”, to tak robię i nie wybrzydzam. Po prostu prawdopodobieństwo kontynuacji zwyżki jest większe niż spadków i na tym się opieram.

Nie podoba mi się taka sytuacja dlatego, że fala jest wyraźnie spekulacyjna i grozi kolejnym gwałtownym załamaniem, więc trzeba pozostać bardzo czujnym.

Teraz czeka nas poważny test rynku po eurowyborach, kiedy rząd zacznie sondować rynek kolejnymi planami podwyżek podatków. Podobnie wyciągnięte zostaną trupy z szaf w innych krajach jak Wlk. Brytania czy Łotwa. Zobaczymy jak zniesie to złoty i giełda. Dla ostrożnych pierwsze stopy pewnie znajdują się w okolicach 1920 pkt na WIG20.

Zupełnie nie mam pojęcia co będzie, ale w tym roku nie nastawiam się na jakieś spektakularne zyski z giełdy, a jak coś wpadnie to bardzo dobrze.

Portfel 36 317,42 zł (10191,42+17526+4050+4550)



Biuro maklerskie 10191,42 złotych

Armatura 800 akcji wartość 1632 zł
MCI 600 akcji wartość 2784 zł
Unibep 240 akcji wartość 1224 zł
Warfama 600 akcji wartość 1002 zł
WDMSA 3500 akcji wartość 875 zł
Gotówka 2647,42 zł
+przelew 500 zł

W poniedziałek portfel napełnił się akcjami. We wtorek rano doszły 2 longi na PKN Orlen po 30,85. Jeden z nich został zamknięty w piątek po 32,29: zysk 138 złotych. Drugi wyleciał na koniec sesji po 31, 77 (tu wyrzucił mnie rynek). Zysk 86 złotych.

Z akcji kupiony w poniedziałek Kopex odbił się od oporu i zaczął cofać, więc zrealizowałem niewielki zysk 45,37 złotych/+2,9%.

Ze względu na ograniczoną płynność nieco trudniej będzie mi kontrolować sytuację na 3 walorach: Unibep, Warfama oraz WDMSA (ta ostatnia spółka z New Connect, dołożyłem jeszcze trochę w piątek). Nie stresuje mnie to mocno, bo są to inwestycje z cyklu kup i zapomnij (poza Unbepem, gdzie w razie porażki wyjdę wcześniej). Pewne ryzyko pozostaje.

Dziś niezłe cuda działy się na Warfamie która wystrzeliła ponad 2 zł, aby zakończyć dzień na niewielkim plusie na 1,67 zł. Ja czekam i nie interesuje się specjalnie bieżącą ceną dopóki nie zobaczę chociaż 2,30 na liczniku.

Podobnie podchodzę do WDM SA, czyli maklera z New Connect. Stawiam, że jednak spółka przetrwa, a jak poprawi się koniunktura na rynku cena powinna być kilka razy wyższa niż obecna.


Lokaty i depozyty 17 526 zł:

Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 200 zł


Waluty 4050 zł:

900 euro

Euro trzyma się mocno, albo złoty słabo, jak kto woli.

Złoto 4550 zł:

Monety i sztabki 46 g

Niby ulga na giełdzie, a jednak złoto cały czas blisko 1000 dolarów za uncję.

W ostatnim tygodniu blog otrzymał wsparcie od pewnego skutecznego miłośnika automatycznych systemów do gry na futures (dziękuję) – dopisana kwota jest nieco mniejsza z powodu prowizji pobranej przez PayPal. Po dorzuceniu paru groszy nowych oszczędności do eurobanku akurat uzbierało się na poniedziałkowy przelew 200 zł do biura maklerskiego. Priorytet na ten rok to powiększanie stanu rachunku u maklera – na razie wciąż nie ma tam za wiele.

Na szczęście maj okazał się niezły pod względem ilości kliknięć w reklamy AdSense i teraz wiele zależy od kursu USD/PLN, ale obojętnie jaki będzie całość powędruje na GPW(ponad 200 dolarów). Dość ostrożnie liczę, że wpływy z reklam i dotacji też będą rosły szybciej niż inflacja (powinno być lepiej), choć tak naprawdę ciężko cokolwiek tu prognozować – na przykład dziś praktycznie nie ma wpływów z reklam, a wczoraj było całkiem nieźle.

Wszystkim życzę wytrwałości i sukcesów, a na przyszły tydzień zachęcam do dorzucenia do oszczędności choćby kilkudziesięciu złotych.

środa, 3 czerwca 2009

Czy da się wyżyć z giełdy?

Temat czy da się wyżyć z giełdy powraca jak bumerang, a dziś pojawił się w shoutboxie w dość ożywionej dyskusji. W takim razie przyjrzyjmy się bliżej tytułowej kwestii. Od czego zaczynamy?

Co to znaczy wyżyć?

Ja rozumiem to tak, że zapewnić sobie wystarczający strumień pieniędzy, aby nie podejmować innej działalności zarobkowej typu praca lub biznes.

No to kolejne logiczne pytania: Ile pieniędzy potrzebujesz na rok? Czy utrzymujesz też rodzinę?

W takim razie ile wynosi twój budżet roczny (czy szerzej patrząc gospodarstwa domowego)? Tak jest wygodniej, bo wydatki miesięczne są zmienne.
Powiedzmy niech to będzie 50 000 złotych na rok (można wybrać dowolną inną kwotę).
Teraz sprawdź ile wynosi twój kapitał przeznaczony do aktywnego inwestowania na giełdzie.

Załóżmy 100 000 złotych.

Na pierwszy rzut oka kwota wygląda całkiem nieźle, ale teraz zastanów się czy uważasz, że jest możliwe osiąganie 50% zysku rok w rok bez żadnych obsuw?

Wątpliwe.

Tymczasowo pojawiają się nawet wyższe zyski jednorazowe, czasem serie, szczególnie na rynkach terminowych, ale rachunki trzeba płacić co miesiąc, a jedzenie kupujesz praktycznie codziennie.

Czy dobrze czułbyś się inwestując z przeświadczeniem, że jeśli zarobisz to zjesz obiad, a jeśli nie to będziesz chodził głodny? To jakaś paranoja, że od ruchu kontraktu w górę czy w dół o 30 punktów zależy czy opłacisz rachunki, czy odetną ci prąd.

Wywierasz na sobie w ten sposób niepotrzebną presję.

Z tego powodu moim zdaniem pieniędzy z tradingu czy inwestowania nie należy mieszać do tych na codzienne wydatki. Jeśli chcesz się utrzymywać z giełdy, musisz zgromadzić wcześniej odpowiednią poduszkę finansową, z której będziesz korzystał bez względu na to czy w danym okresie zarabiasz czy tracisz. Wtedy jest to możliwe.

Ile ona wynosi? No to jest kwestia dość indywidualna, ale na pewno nie jest to mała suma i powinna być minimum równowartością kwoty niezbędnej do kilku lat utrzymania siebie czy swojej rodziny, a pieniądze mają pracować wyłącznie na bezpiecznych instrumentach typu lokaty czy obligacje.

Jednak jest też pewne wyjście. Nie wiem czemu marzyciele tak się ograniczają i chcą koniecznie trzymać się jednego źródła dochodów, czy jest nim praca, własny biznes czy giełda. Czy nie jest skuteczniej zwiększać ich liczbę? Tu dywersyfikacja jest zbawienna. Im więcej źródeł przychodu tym lepiej. Możesz inwestować na giełdzie, pracować na etacie i prowadzić na przykład sprzedaż na allegro. Nie widzę przeszkód.

Aż do momentu kiedy osiągniesz niezależność finansową, a wtedy wybierzesz te najmniej czasochłonne.

Z tego powodu uważam, że na pytanie czy da się wyżyć z giełdy odpowiedź jest paradoksalna, że tak, ale pod warunkiem, że masz za co żyć. Wtedy bez wielkiego stresu (on nigdy nie zniknie) możesz faktycznie powiększać kapitał nie zamartwiając się nawet seriami strat.

wtorek, 2 czerwca 2009

Front running, inside trading, naganianie i inne grubasy

Na czym polega front running? Makler czy nawet zwykły wklepywacz klawiaturowy ma duże zlecenie kupna powiedzmy od OFE. Szybko kupuje akcje X na rachunku cioci i ustawia je na sprzedaży nawet ułamek procenta wyżej. Wie, że je sprzeda, bo przecież zaraz kupi dla dużego klienta. Można to nieco bardziej rozbudować o kontrakty terminowe, ale mechanizm jest podobny.

Inside trading wydaje się popularniejszy i większość inwestorów wie o co chodzi, czyli ktoś posiada jakąś poufną informację i korzysta z niej sprzedając lub kupując akcje czy cokolwiek innego. Co ciekawe, zwykle lepsze jest złe info, bo zarobki na spadkach są wyższe z powodu ich zwykle większej dynamiki.

Naganianie na spółki to ulubione zajęcie wielu drobnych, często niedoświadczonych inwestorów, szczególnie tych produkujących się na forach, na przykład Bankiera czy Parkietu. Skuteczność tych praktyk jest wątpliwa, bo większość raczej wchodzi tam, żeby zachwalać swój towar nie zwracając uwagi na innych, ewentualnie dla rozrywki.

Wyjątkiem są czasy hossy, kiedy byle plotka rozbudza wyobraźnię i faktycznie nawet fora mogą mocno wpływać na kursy, szczególnie mniejszych spółek.

Z tymi mniejszymi to sprawa jest cały czas delikatna i faktycznie naganianie czasem bywa dość skuteczne, więc trzeba uważać na wysyp entuzjastów zachwalających jednocześnie jakiegoś malucha.

Rynkiem niewątpliwie rządzą grubasy, czyli duzi inwestorzy instytucjonalni, którzy nadają kierunek rynkom, ale tu uwaga – wątpliwe jest, żeby wszyscy oni mieli takie same zdanie i nawet jak faktycznie spotykaliby się ze sobą jacyś mityczni „ludzie z City” i inni podobni mogą oni wyłącznie manipulować rynkami krótkoterminowo. Długoterminowo rynek pójdzie w swoją stronę.

Co w takim razie mamy robić? Albo pogodzić się ze stanem taki jaki jest, albo odpuścić sobie giełdę.

Po to mamy analizę techniczną, aby wychwycić jakieś trendy i do nich się podłączać, a czy stoi za nimi grubas z Londynu, czy prezes grający na rachunku teściowej ma to znaczenie drugorzędne. Podobnie może ktoś się kierować analizą fundamentalną, teorią chaosu albo zwycięzcą ligi NFL. Jeśli to działa i zarabiasz, nie ma co zmieniać metody, ale trzeba pogodzić się z różnymi manipulacjami i po prostu je zignorować.

Tak samo lepiej wyłączyć szum i nie kierować się opiniami innych, a decyzje podejmować samodzielnie. Jak nie chcesz, stwórz system.

Dziś portfel nieco mi się zmienił, więc wklejam jego stan nie po to, żeby się chwalić, skarżyć czy naganiać, tylko z kronikarskiego obowiązku.

Rano elki na PKN Orlen x 2:



Do wczorajszych akcji dorzuciłem do kompletu Unibep oraz WDM SA z New Connect. WDM i Warfama ze względu na płynność zostają na bardzo długo i stąd taka wielkość pozycji.
Unibep raczej też, ale niekoniecznie.



Giełda przełamała trend spadkowy, więc kupuję akcje. Najwyżej z większości z nich wylecę. Na razie niedawne opory stały się wsparciami i powinny trzymać. Czy tak będzie? Zobaczymy.

Martwienie się o front running, inside trading czy manipulacje grubasów zostawiam innym.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Giełda rośnie, kupiłem akcje MCI

Z okazji Dnia Dziecka dziś kupiłem akcje MCI oraz Kopex i Armaturę. Razem wydałem ponad 5 tysięcy, z czego najwięcej na wspomniane wcześniej MCI (600 akcji). Dlaczego akurat MCI? Oto odpowiedź (kliknij, aby powiększyć):


Troszkę to 4,4 za mało przebite na razie, ale stopa można ustawić ledwie 10% niżej, a do góry? Wykres mówi sam za siebie.

Bardzo to wygląda ciekawie, a jak się skończy? Zobaczymy.

Chodzi za mną ten wykres już parę dni i dziś zdecydowałem się na MCI, kiedy WIG20 wyszedł nad linię trendu spadkowego.

Na jutro zostawiłem sobie decyzję o ustawieniu się elkach na PKN Orlen (uzasadnienie ruchu do 38 złotych znajduje się we wcześniejszym wpisie). Niedawno wypadłem z dość niedużą stratą, ale niespecjalnie mnie ona interesuje.

Czy ten ruch do góry ma uzasadnienie fundamentalne? Nie bardzo, ale co tam się martwić jak mamy teraz miejsce aż do 2600 na WIG20. Wątpliwe, żeby aż do tego punktu poszła cała fala (dobre byłoby chociaż 2250-2280), ale tak wynika z najprostszej analizy: pomiar ruchu 1920-1253= 667 pkt i dodajemy te 667 do 1920, wychodzi nam niecałe 2600, które jest na dodatek połową całej bessy. Taka zabawa w cyferki, ale sporo techników w nią wierzy, więc trzeba brać ją pod uwagę.

Czy MCI wzrośnie, bo od niedawna pracuje tu Nejman, albo dlatego, że uda się na fali optymizmu wprowadzić na przykład ABC Data na GPW? Nie ma to żadnego znaczenia, bo jesteśmy świadkami czystej spekulacji. Tak mi się wydaje i dlatego kupiłem akcje MCI rozterki fundamentalne zostawiając innym.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...