Tak, nie bójmy się zasadniczych pytań o giełdę i nasze inwestycje: czy zaczęła się hossa?
Ja tego nie wiem i tak szczerze mówiąc wątpię, ale do zastanowienia skłania również ankieta, która właśnie zakończyła się na blogu. Oto jak wyglądały odpowiedzi na tytułowe pytanie:
Moja brzmiała: „nie wiem”.
Należy zachować obiektywizm i nie mam dowodów, że to już koniec bessy, ale z drugiej strony skala odbicia musi skłaniać do zastanowienia.
Stosując kontrariański sposób myślenia powinniśmy uznać, że sama ankieta wskazuje, że giełda weszła w rynek byka.
Trzeba jednak tutaj zauważyć, że po pierwsze nie jest to prawidłowe badanie statystyczne, a po drugie odpowiadający w dużej mierze nie stanowią reprezentatywnej grupy.
Aż tak bardzo nie przywiązywałbym do ankiety wielkiej wagi.
Z tego co widzę, aktualnie najpopularniejsza wersja zachowania GPW, to zejście do 1500-1650 punktów, a potem albo konsolidacja, albo kontynuacja zwyżki.
Klasycznie brakuje nam fazy akumulacji, a gwałtowna formacja V bardzo rzadko odwraca trend i wygląda na typową korektę.
Problem jest taki, że ze względu na potężną skalę spadków (nadal jesteśmy na indeksach ponad 50% niżej od szczytów z 2007 roku) aż do 2500-2600 pkt widać bardzo dużo miejsca do zarobku na akcjach, nawet jeśli nie jest to już hossa.
Z tego powodu uważam, że problem czy to już jest hossa, czy nie zostawmy sobie do rozwiązania na kiedy indziej, bo i tak nie zostanie on rozstrzygnięty jeszcze bardzo długo.
W końcu na giełdzie chodzi o zarabianie, a nie filozofowanie.
Obojętnie jak będzie trzeba przesuwać więcej gotówki na giełdę. Kwestią dyskusyjną jest wybór akcji czy moment wejścia.
Powtórzę, że sam czekam aż WIG20 albo wyjdzie górą nad 1900 (linia trendu spadła już na 1860) albo spadnie co najmniej 10%, podobnie sWIG80 – ten mnie interesuje w okolicach 8000 punktów. WIG raczej w strefie 25 500-27 500 punktów.
Góra niezbyt mi pasuje, bo ryzyko spore, ale podłączę się z dość bliskimi stopami.
Zatem pytanie „czy zaczęła się hossa” zostawmy innym do roztrząsania, a sami zajmijmy się pracą nad lepszą efektywnością naszych inwestycji, także tych na giełdzie.
niedziela, 31 maja 2009
Czy zaczęła się hossa?
Posted by
ZP
at
15:10
4
comments
Labels: akcje, ankieta, giełda, hossa, inwestycje
sobota, 30 maja 2009
Giełda czeka na wybicie
Na GPW praktycznie od miesiąca nie dzieje się nic ekscytującego i giełda czeka na wybicie. Maj kończymy niemal idealnie w tym samym miejscu co kwiecień i najlepszą pozycją był brak pozycji lub pozostanie na tych samych, ewentualnie celowanie ze sprzedażą w szczyty.
Skoro wczoraj omawiałem trochę WIG20, dziś zerknijmy na WIG. Tu technicznie jest nieco lepiej, bo wciąż znajdujemy się powyżej styczniowych szczytów.
Dobrze wpatrując się w wykres w perspektywie wieloletniej wyliczyłem, że potencjalnie ciekawa strefa do zakupów to 25 500-27 500 punktów. Można w miarę blisko ustawić zlecenia obronne stop i liczyć na kontynuację ruchu lub przynajmniej poruszanie się w bok.
Ogólnie na rynku panuje zgoda, że teraz nas czeka korekta i potem znowu wzrosty lub spokojny horyzont. Z tego wynika, że najprawdopodobniej stanie się zupełnie inaczej, czyli albo teraz wybijemy górą i pojedziemy wyżej, albo korekta okaże się znacznie głębsza.
Z kontrariańskiego punktu widzenia zaczęła się hossa i czeka nas wyjście górą z konsolidacji, a potem dopiero zejście w dół.
Oczywiście nie zgadzam się z taką oceną, ale najmniej spodziewany scenariusz często się sprawdza.
Portfel 35 023,57 złotych (9061,57+17357+4005+4600)
Biuro maklerskie 9061,57 złotych
Warfama 600 akcji wartość 828 zł
Gotówka 8233,57 zł
+ przelewy 1002 zł
Doszły dwa przelewy (przerzucenie 500 zł z eurobanku oraz za reklamy 502 zł) i kolejny przyjdzie prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Konsekwentnie przesuwam gotówkę do maklera, ale na większe zarobki tutaj liczę dopiero w przyszłym roku. Rezygnuję z gry na spadki na futures. Zastanowię się nad tym dopiero jak wybijemy górą dużo powyżej 2000 pkt na WIG20. Na razie czekam na korektę, a jeśli wyjdziemy górą z horyzontu biorę longi na PKN, akcje MCI itd.
W konsoli nic nie robię.
Lokaty i depozyty 17 357 zł:
Open Finance / Noble Bank 1842 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 31 zł
Skończyła mi się pięciomiesięczna lokata na 10% w Open Finance / Noble Bank i dorzuciłem do niej 389 złotych, aby założyć nową za 1100, czyli tym razem jest to lokata wspólna, której oprocentowanie zostanie ustalone 24 czerwca (pomiędzy 6,55%, a 7%). Na razie zabawa w podnoszenie procentów zaowocowała przejściem z 6,5 na 6,55%, ale na pewno będzie więcej.
Szukałem lokaty na cztery miesiące, bo planuję te środki przerzucić jesienią na giełdę, gdzie w tym roku systematycznie zwiększam zaangażowanie portfela i te parę czy paręnaście tysięcy to wciąż mało.
Wpis o Polbanku zainspirował jednego Czytelnika do sprawdzenia jak liczy odsetki jego bank i okazało się, że tak znany bank jak PKO źle policzył mu podatek za każdą lokatą zabierając mu niesłusznie złotówkę. Patrzcie bankowcom na ręce, bo czasem coś im tam się dodatkowo przykleja.
Waluty 4005 zł:
900 euro
Koniec miesiąca, więc euro do góry.
Złoto 4600 zł:
Monety i sztabki 46 g
Złoto coraz bliżej 1000 dolarów za uncję. Wynika to po części z osłabienia zielonego, ale nie tylko.
W tym tygodniu otrzymałem kolejny przelew za reklamy z AdSense i większość poszła do maklera (502 zł), a końcówka do eurobanku. O ile dolar nie spadnie dramatycznie do złotego majowe wpływy będą lepsze. Ogólnie w maju blog otrzymał 517 złotych z reklam oraz 227 złotych z dotacji. Bardzo mnie cieszą wpływy z kliknięć, wiadomo, ale najbardziej cenię sobię jednak dotacje, bo oznaczają, że Czytelnicy skorzystali w jakiś sposób z bloga. Nieważne czy ktoś wysyła mniej czy więcej, bo nie o to chodzi, ale wiem, że ta pisanina ma jakiś sens.
Ogólnie plan dla portfela na ten rok, czyli 35 000 złotych został wykonany, ale nie ma czym się specjalnie ekscytować i na pewno do końca grudnia chciałbym przekroczyć 40 000 zł i to dość wyraźnie. W pewnym momencie może przestać iść tak gładko, kiedy zacznie pojawiać się coraz więcej akcji w portfelu, których tym razem będę się pozbywał znacznie bardziej niechętnie niż przez ostatnie 1,5 roku. Stąd fluktuacje w dół mogą być nieco większe, ale to raczej sprawa późnego lata i jesieni.
No a w poniedziałek mamy 1 czerwca, więc z okazji Dnia Dziecka każdy powinien sobie zrobić prezent i przelać choćby 100 złotych do maklera czy na rachunek oszczędnościowy w banku. Automatyzm to podstawa sukcesu finansowego.
Posted by
ZP
at
07:33
5
comments
Labels: giełda, inwestycje, lokata wspólna, lokaty, portfel, waluty, Złoto
piątek, 29 maja 2009
Czy warto już kupować akcje?
Weszliśmy w taką fazę rynku, że na pewno coraz więcej osób zaczyna się zastanawiać czy warto już kupować akcje. Widać ożywienie w funduszach i w biurach maklerskich, co jest naturalną reakcją po kilkudziesięciu procentach odbicia od dna w lutym.
Skoro sporo funduszy i poszczególnych akcji przyniosło w ostatnim kwartale zyski, które w bezpiecznych instrumentach trzeba wypracowywać przez całe lata takie zjawisko wydaje się jak najbardziej normalne.
Moim zdaniem jeśli ktoś się zastanawia co robić powinien poczekać na wiarygodny sygnał z USA. W tej chwili indeks S&P500 znajduje się w konsolidacji mniej więcej 875-930 punktów.
Jej dolne ograniczenie potwierdza dodatkowo poziom zniesienia bessy liczonej od szczytu na 1576,09 pkt do dna na 666,79 pkt: 23,6%, wynikający z liczb Fibonacciego równy 881,38 punktów. Z kolei istotność oporu uwiarygadnia średnia dwustusesyjna (tradycyjna miara długoterminowego kierunku rynku) na 930,45 punktów.
Tu widzę zagranie typowo techniczne. Jeśli Amerykanie wyjdą dołem, powinniśmy za nimi podążyć przynajmniej do 1575-1650 punktów na WIG20, a góra oznacza przebicie wielomiesięcznego trendu spadkowego i wybicie w wariancie byczym nawet do 2500-2600 punktów jakkolwiek to wydaje się absurdalne także i mi.
Z tego wynika, że według mnie albo czekamy z akumulacją przynajmniej 10% niżej od obecnych cen, albo lecimy w wariackim pędzie za szaleńcami z USA.
W tym drugim scenariuszu najlepiej powinny spisywać się walory typowo hossowe na przykład MCI i wtedy na pewno te akcje kupię. Z dużych spółek moim faworytem jest PKN Orlen i jeśli wyjdziemy górą w ślad za Amerykanami to wezmę znowu longi na akcje płockiej spółki.
Z kolei w razie wyraźnych spadków czekam niżej z zakupami mniejszych walorów takich jak na przykład Famur, WSiP, Armatura itp. (św. Graal to sWIG80 i podobne). Znajdzie się ich trochę. Trzeba tylko wybierać nie tylko pod względem AT, ale też sprawdzać czy spółka zarabia pieniądze i generuje pozytywny cashflow, bo są to już raczej dłuższe inwestycje.
Pozostaje jeszcze wersja z kolejną fazą krachu i zjazdu na S&P500 znowu poniżej 800 punktów. W takiej sytuacji nie zapominajmy o ewentualnym cięciu strat (dla "twardzieli" pozostanie nielubiane przeze mnie uśrednianie) i ustawianiu się z zakupami na niższych półkach po uspokojeniu się chaosu.
Wariant ultrawzrostowego V jaki pokazał się od lutego raczej nie odwraca natychmiastowo bessy w hossę, więc poczekałbym jeszcze z hurraoptymizmem.
Możemy też utknąć w nudnym horyzoncie i wtedy pozostanie mi powolne dopełnianie portfela, bo na ten rok niezmiennie zakładam powiększanie stanu u maklera i w czerwcu powinienem w końcu przekroczyć 10 tysięcy złotych w akcjach i gotówce w bossie.
Nie można też zapominać o sytuacji gospodarczej Polski i wiele dowiemy się po ujawnieniu dziury budżetowej. Podejrzewam, że rząd zastosuje jakiś "window dressing" w amerykańskim stylu i początkowo wszyscy mogą się bardzo ucieszyć, ale po dokładnym zbadaniu sprawy mocno ostygną.
Nie przesądzam z góry co się stanie, choć pozostaję cały czas umiarkowanym pesymistą i raczej skłaniam się ku wariantowi spadku co najmniej do 1575-1650 punktów na WIG20. Czy tak się rzeczywiście potoczą wydarzenia, przekonamy się w wakacje, a tymczasem proponuję akumulować kapitał u maklera, bo akcje kupowane jesienią powinny stanowić lepszą ochronę przed inflacją niż niskooprocentowane lokaty i depozyty.
Z tego powodu na pytanie czy warto już kupować akcje, odpowiem tak, że najrozsądniej jest chwilę poczekać, ale na bieżąco uzupełniać stan rachunku u maklera.
Posted by
ZP
at
08:32
7
comments
Labels: akcje, czy warto, giełda, inwestycje, kupować, makler
czwartek, 28 maja 2009
Pracuj godzinę dziennie dla siebie
Prawie każdy z nas pracuje dla kogoś, niektórzy całe zawodowe życie. Dziś proponuję, żeby zrobić to samo co zaleca wieloletni partner biznesowy Warrena Buffetta Charlie Munger: „pracuj godzinę dziennie dla siebie.”
Niedawno ukazała się autoryzowana biografia Buffetta pod tytułem „The Snowball: Warren Buffett and the Business of Life”, którą napisała Alice Schroeder wybrana wcześniej właśnie przez Warrena B.
Skąd się wzięła ta tytułowa kula śnieżna? Z jednego z powiedzonek sławnego inwestora: „znajdź mokry śnieg i odpowiednio długą górę.” To trafna metafora, dobrze oddająca istotę procentu składanego, który działa naprawdę niesamowicie efektywnie pod warunkiem, że jesteś cierpliwy. Tak samo możemy pomyśleć o naszym biznesie, który rośnie w ten sam sposób o ile pracujemy odpowiednio ciężko i z zaangażowaniem nie oczekując wielkich efektów finansowych po jednym dniu pracy. Dla mnie idealnym przykładem jest przyrost wpływów z reklam AdSense na tym blogu, które zaczęły się od skromnych 7 dolarów we wrześniu 2007, a teraz w maju 2009 przekroczyły już 200 zielonych w skali miesiąca. Wzrost procentowo naprawdę imponujący, a dla mnie i samego projektu appfunds tym ważniejszy, że wszystkie wpływy są reinwestowane i nic nie przeznaczam na konsumpcję.
Wracając do Mungera, kiedyś był on początkującym prawnikiem zarabiającym około 20 dolarów na godzinę (teraz pewnie byłoby to sporo więcej) i pewnego dnia zaczął się zastanawiać kto jest jego najcenniejszym klientem? Doszedł do prostego wniosku, że on sam. Od tej pory postanowił pracować dla siebie choćby godzinę dziennie i tak zaczął swoją karierę w nieruchomościach, na których zbił solidny majątek zanim stał się partnerem Buffetta.
No i teraz pomyśl ile dostajesz za godzinę swojej pracy? Proponuję dokładnie policzyć. Czy nie uważasz, że zasługujesz na więcej? Jeśli tak, zamiast tracić czas na jałowych marzeniach poświęć dodatkowo godzinę dziennie dla siebie, swojego najcenniejszego klienta.
Trudno mi powiedzieć co to konkretnie będzie, bo niemal każdy zajmuje się tu zawodowo czymś innym, ale ja ze swojej strony podam przykład, że regularnie kontroluję stan inwestycji (akurat teraz niewiele mam do roboty), a porządek w nich pomaga mi zachować także ten blog. Dodatkowo próbuję też jeśli mi się uda przekazać coś wartościowego osobom, które poświęcają czas na czytanie tych wpisów i zawsze się cieszę jeśli komuś się one przydają bez względu na to czy mam z tego jakąś korzyść materialną (wpływy z klików w reklamy czy dotacji), czy tylko czystą satysfakcję. Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze.
Z tego powodu na koniec proponuję, żeby każdy znalazł tą dodatkową godzinę dziennie i przepracował ją dla siebie, najcenniejszego klienta pod słońcem.
Posted by
ZP
at
21:55
4
comments
Labels: dziennie, godzina, inwestycje, pracuj, własny biznes
środa, 27 maja 2009
Lokata wspólna w Open Finance na 4 miesiące
Open Finance nie zwalnia tempa i ich nowa propozycja to lokata wspólna na 4 miesiące. Ciekawostką jest fakt, że oprocentowanie zależy od liczby klientów. W tej chwili jest ich 52, czyli oprocentowanie wynosi 6,5% w skali roku, ale na pewno będzie dużo wyższe (maksymalnie 7%). Więcej tu na obrazku (screen ze strony Open Finance):

Ciekawa strategia marketingowa: zamiast wydawać kasę na reklamy postanowili, żeby klienci namawiali siebie nawzajem do zakładania lokaty.
Minimalna kwota lokaty wspólnej to 500 złotych i czas jej trwania liczy się od dnia zaksięgowania środków na koncie w Noble Bank. Od złożenia wniosku mamy 14 dni na przelew kasy.
Ostateczne oprocentowanie podadzą 24 czerwca.
Do wpisu zachęcił mnie kolega z shoutboxa o nicku D&B Investments (pewnie sam zakłada i chce dostać więcej % :). Nie mam żadnych związków z Open Finance poza małą lokatą.
Wydaje mi się, że akurat to całkiem niezły pomysł na zamrożenie części kapitału dla niezdecydowanych. Taka skarpetka na wakacje przyda się, a w październiku na pewno będziemy o wiele mądrzejsi co do losów giełdy niż teraz.
Sam mam zamiar tam wrzucić parę groszy, bo już założyłem i tak za dużo lokat, ale jednak zrezygnowałem z obligacji dziesięcioletnich, bo obawiam się, że wkrótce ruszy inflacja i wtedy obligi nie będą najlepszym miejscem dla kapitału. Przez najbliższe cztery miesiące ta lokata wydaje się przy takim procencie (>6,5%) całkiem niezłym pomysłem. Lepszym byłby eurobank z rachunkiem oszczędnościowym na 6,06%, lecz wątpliwe, aby tak świetne warunki długo utrzymali i stawiam prędzej na spadek do około 5% w czerwcu, może lipcu.
Stąd lokata wspólna w Open Finance wygląda mi na niezłą skarbonkę na przeczekanie, bo wiadomo, że z odsetek z lokat to raczej się nie wzbogacimy.
Posted by
ZP
at
18:18
3
comments
Labels: 4 miesiące, lokata, lokata wspólna, Open Finance
Jakie są najlepsze inwestycje w wakacje 2009?
Już za kilka tygodni zaczynają się wakacje i moim zdaniem najlepsze inwestycje w wakacje 2009 to wypoczynek i relaks. Nie samą giełdą i inwestowaniem człowiek żyje. Taki reset przyda się każdemu.
W trakcie urlopu najlepiej zupełnie odciąć się od notowań, danych i cyferek. Mózg wtedy odpocznie i po powrocie będzie wydajniejszy.

Z tego powodu ważne jest, aby przed wyjazdem zabezpieczyć swój portfel, szczególnie jego zmienną część taką jak akcje. Tu Ameryki nie odkryję, ale proponuję założenie zleceń stop loss, które w razie jakiegoś kataklizmu utną nam zawczasu straty. Na przykład w wakacje 1997 była powódź, na której popłynął też mój portfel w czasie dwóch tygodni wakacji w Hiszpanii. Wydawało mi się, że nic wielkiego mi nie grozi, a jednak … Potem w końcu odbiło, ale stan rachunku nieco mnie zdziwił po powrocie.
Na szczęście teraz pomaga nam internet, ale nie można być niewolnikiem giełdy nawet na urlopie.
Gdyby to była pozycja zlewarowana, powiedzmy kontrakty terminowe czy Forex, zalecałbym bezwzględnie zamknięcie. Tu pojawia się dylemat dla systemowca, bo system nie ma wakacji, więc systemowiec niestety musi pilnować sytuację, albo przestaje być systemowcem.
Kolejna sprawa: gdzie spędzić wakacje?
Tu napiszę tak, że wiele zależy od twojego budżetu, który musisz mieć wcześniej ustalony.
Preferencje są naprawdę różne.
Mi na przykład w wakacje zupełnie nie pasuje Bałtyk, gdzie stosunek cena/jakość wypada tragicznie. Nad nasze piękne morze warto pojechać nawdychać się jodu w innych porach roku, bo jest naprawdę ładnie, a nasze plaże zaliczam do najpiękniejszych. Gorzej z wodą w morzu i infrastrukturą (hotele, restauracje, drogi itd.). Zmiany następują powoli, ale ceny rosną szybciej od jakości.
Dochodzą jeszcze preferencje co kto lubi robić w wakacje i inne są oczekiwania nastolatka, a inne czterdziestolatka. Podejrzewam, że większość jednak łączy słońce, plaża i ciepłe morze, a tego nie znajdziemy zbyt często w Polsce, przynajmniej w komplecie.
Nie zawsze jestem w stanie czasowo lub kasowo (jedno z drugim nie mogą się zgrać, raz jest czas, raz pieniądze, rzadko pojawiają się razem) wybrać się nad ciepłe morze, ale każdemu polecam kierunek Grecja, przede wszystkim wyspy (najciekawsza Kreta).
Rzecz jasna w Polsce jest wiele świetnych miejsc i tu rzucam hasło agroturystyka. Naprawdę świetna sprawa i jest sporo doskonałych punktów, gdzie można odpocząć za niezbyt wielkie pieniądze.
Najważniejsze w tym wszystkim, aby ruszyć tyłek sprzed komputera i spędzać jak najwięcej czasu na powietrzu, a czy jest to Grecja czy Zalesie Dolne, to drugorzędna sprawa.
Poza tym warto teraz sprawdzić ile masz środków na wakacje, a jeśli nie myślałeś o tym, najwyższa pora stworzyć budżet na wakacje i wrzucić do niego złote i ewentualnie waluty na wyjazd zagraniczny. W tym drugim przypadku oczywiście za wiele rzeczy zapłacimy kartą, ale nie zawsze się to opłaca i nie wszędzie udaje, więc dobrze mieć pliczek euro czy dolarów (czasem drobne się przydają na napiwki – na przykład pamiętam, że w Egipcie czułem się zabawnie dając po dolarze zadowolonym boyom hotelowym czy kelnerom, prawie jak De Niro w filmie „Kasyno” :).
Wszystkim stanowczo odradzam kredyt, bo teraz banki strzygą klientów jak owce i naprawdę wydanie pożyczonej kasy na wakacje nie jest zbyt mądre.
Trudno powiedzieć czym skończy się obecna już niemal miesięczna konsolidacja na giełdzie, ale rynek nie zostanie zamknięty i będzie działał także po wakacjach, więc na pewno warto wrzucić pieniądze w coś bezpiecznego, czyli lokatę na kilka miesięcy. Wygląda na to że inflacja nie powinna być problemem przynajmniej do jesieni, a potem będziemy się martwić.
Tym razem na koniec zachęcam, aby każdy pamiętał, żeby choć część swoich czerwcowych zarobków przeznaczył na wakacje (lepiej późno niż wcale) i nie zapomniał, że zdrowie i dobre samopoczucie to również świetne inwestycje.
Posted by
ZP
at
08:10
8
comments
Labels: Bałtyk, giełda, Grecja, inwestycje, morze, pieniądze, urlop, wakacje
wtorek, 26 maja 2009
Jak skutecznie oszczędzać?
Jednym z najważniejszych czynników w szukaniu sposobów jak skutecznie oszczędzać jest motywacja, a częściej jej brak. Wielu ludzi kwestionuje sens odkładania niewielkich sum, no bo jak tu porównać nasze 50 złotych oszczędności do marzeń o milionie? Rozbieżność jest tak olbrzymia, że odbiera chęci do oszczędzania i wracamy do punktu wyjścia, czyli zera na liczniku.
Może teraz podam prosty przykład z życia. Wczoraj doładowywałem jedną z komórek za 50 złotych. Najczęściej nie zastanawiam się nad tym za wiele, ale gdy mam czas moja żyłka ekonomiczna odzywa się i pomyślałem, że pewnie jest jakiś sposób, żeby zamiast 50 złotych zapłacić mniej i faktycznie udało mi się to zrobić za 45 złotych.
Zostaje 5 złotych nadwyżki. Niby niewiele, ale pomyślmy nad takim małym niuansem.
Jeśli tego wspomnianego piątaka rzeczywiście odłożymy na przykład dorzucając go do konta w banku, rachunku maklerskiego czy na Forexie zyskujemy znacznie więcej.
Najważniejsze są dwa czynniki, czyli stopa zwrotu oraz czas.
Załóżmy dość ambitne średnioroczne 5% powyżej inflacji (warunek do spełnienia dla wielu inwestorów) i powiedzmy, że ta piątka ma zostać dorzucona do naszej emerytury za 40 lat. W takim wypadku skromne 5 złotych urasta do 35,2 złotych. A jeśli będziesz skuteczniejszym inwestorem i osiągniesz realnie 7%, co powiesz na blisko 75 złotych?
A jeśli nie będzie to 5 złotych, a wspomniane wcześniej 50 złotych i dostaniesz za nie blisko 750 złotych w realnych pieniądzach za 40 lat?
Wiele osób nie chce przyjąć do wiadomości istnienia procentu składanego i trwoni czas na przykład na agresywne strategie rozwalania kasy w inwestowaniu na giełdzie czy Forexie, lotto i inne bzdury jako jedyny sposób wzbogacenia się. Dominuje podejście: szybko, szybko, nie ma na co czekać. Tak, może udać się i w ten sposób, jeśli będziesz miał szczęście lub staniesz się świetnym traderem, ale szanse są naprawdę niewielkie i nie ma sensu wyważać otwartych drzwi.
Powiem więcej, że jest jeszcze gorzej i większość z poszukiwaczy szybkich zysków pozwala zarabiać na sobie bankom całe życie spłacając różne kredyty. Zresztą nawet dziś rano przeczytałem o narastającym zadłużeniu Polaków.
Banki świetnie korzystają z mechanizmu procentu składanego i nawet niewielkie kwoty rat spłacanych przez Kowalskiego od wieków pozwalają im świetnie prosperować, nie mówiąc o ich fantastycznym oprocentowaniu od strony banków. Teraz rzeczywista roczna stopa oprocentowania sięga w wielu wypadkach kilkudziesięciu procent, a rekordzista -pewien serwis pożyczkowy wyciąga nawet 612% w skali roku.
Tym razem nie zamierzam podawać sposobów na oszczędzanie, bo da się je znaleźć w wielu miejscach w sieci, ale wracam do motywacji. Musisz wiedzieć po co to robisz i dlaczego każda złotówka ma swoją wagę.
Poza tym niektórzy wpadają w kolejną pułapkę niepotrzebnie porównując kwotę możliwych nowych oszczędności do całych swoich przychodów. To błąd.
Jeśli zarabiasz powiedzmy 2300 złotych netto miesięcznie i wydajesz 2000 złotych na tak zwane „życie”, porównaj swój zysk powiedzmy ze sprzedaży niepotrzebnych rzeczy na allegro do tych 300 złotych realnej nadwyżki, a nie 2300 złotych przychodu i od razu zmieni się twoja perspektywa.
Podobnie warto oceniać swoje przedsięwzięcia na podstawie całego szacowanego strumienia przychodów, czyli na przykład więcej warty będzie czas poświęcony na stworzenie strony internetowej, z której przychód będzie na początku niewielki rzędu kilku-kilkunastu złotych miesięcznie niż dzień pracy przy zrywaniu truskawek. Co prawda w tym drugim przypadku pieniądze są dużo wyższe, ale dochód jest jednorazowy.
To dla wielu truizm, ale szukamy przede wszystkim takich źródeł gotówki, które płyną do nas nawet wtedy, kiedy się nimi nie zajmujemy. Najprostszy, ale i najmniej zyskowny sposób to lokata w banku i dopisywane na bieżąco odsetki.
Istotne jest, aby się nie zagubić w drobiazgach i nie ugrzęznąć w koncentracji na zbyt drobnych szczegółach, czyli racjonalnie oszczędzać i poświęcać swój czas na kreowanie kolejnych strumieni gotówki. Tu słowo dywersyfikacja jest królem.
Zazwyczaj wiele osób podających strategie jak skutecznie oszczędzać podaje techniczne sposoby jak to zrobić (np.: ograniczenie posiłków w restauracjach, tańsza kablówka itd.). Dla mnie ważniejsze jest, aby każdy wiedział po co to robić, bo najważniejsza jest motywacja.
Posted by
ZP
at
08:37
8
comments
Labels: inwestycje, jak skutecznie oszczędzać, motywacja, oszczędzanie, zarabianie
poniedziałek, 25 maja 2009
Wojna Chiny kontra USA.
Trwa wojna gospodarcza, w której przeciwnikami są Chiny i USA. Amerykanie uwięzili Chińczyków w okowach swoich coraz mniej wartych obligacji i dolarów. 
Tymczasem Azjaci zgromadzili mniej więcej 768 mld dolarów w jankeskich papierach dłużnych. Teraz z każdym świeżo wydrukowanym dolarem, a raczej miliardem (Fed może znowu wykupić obligacje rządowe) topnieją realne rezerwy wściekłych Chińczyków.
Nie bardzo mogą wywinąć się z pułapki, bo niby jak bez rozgłosu sprzedać tyle papierów? Próbują niby dywersyfikować swoje środki skupując surowce, powiększając zasoby złota czy wręcz bezpośrednio przejmować zagraniczne firmy, ale to i tak niewiele zmienia fakt, że Państwo Środka pozostaje największym wierzycielem USA, więc płaczą i płacą.
Doszło do paradoksu, że upadek dolara i Ameryki stałby się równocześnie olbrzymim problemem Chin.
W dodatku po ostatniej obniżce perspektywy ratingu przez agencję Standard & Poor’s wobec Wielkiej Brytanii na wszystkich padł blady strach i nikt już za bardzo nie chce amerykańskich papierów, obojętnie czy są to obligacje, zielone papierki czy akcje.
Wydaje mi się, że rajd na rynkach akcji właśnie się wyczerpał.
Powodów do spadków jest niewiele mniej niż w zimie, a poziomy indeksów są podobne do tych ze stycznia.
Pozostaje tylko nadzieja we wciąż obronionych technicznie wsparciach i ten tydzień powinien być dla nich niezłym testem. Pretekstem może być zmiana nazwy GM na Government Motors oraz dane z amerykańskiego rynku nieruchomości.
Cokolwiek się stanie uważam, że dolar i w ogóle Ameryka staną się ostatecznie przegranymi w tej wojnie, bo Chiny raz ciszej, raz głośniej będą pozbywały się zbędnego balastu. Zresztą nie mają wyjścia, bo przecież za progiem czai się inflacja, która byłaby prawdziwą bronią masowego rażenia dla posiadaczy obligacji.
Sytuacja na rynkach kapitałowych jest nieco zaburzona przez krążące dolary z programów pomocowych, ale wiele wskazuje, że jednak nie uda się pociągnąć S&P500 w stronę 1100 punktów, a w ślad za nim naszego WIG20 powyżej linii trendu spadkowego.
Nie przesądzam jednak do końca sprawy póki trend rosnący od lutego i wsparcia wciąż trzymają się przed naporem misiów.
W USA zauważmy, że wsparcie znaleźli sobie w okolicach 23,6% zniesienia całej bessy (rejon 880 pkt) mierzonej od szczytu intraday 11 października 2007 roku na 1576,09 punktów do aktualnego minimum na 666,79 pkt z 6 marca. Ważne opory są nad 930 pkt (szczyty z tego roku), które potwierdza średnia dwustusesyjna na 936 punktów. Niby utknęli w lekkim boczniaku, ale zobaczymy czy to nie jest cisza przed burzą już w najbliższych dniach.
Na pewno klęska USA byłaby kłopotem i dla nas. Wtedy warto mieć jakieś wyjście awaryjne, czyli złoto, srebro, surowce, waluty (euro, może CHF?), bo w przypadku kolejnych zawirowań nasza pseudoplatynowa karta kredytowa może okazać się lekko zardzewiała. Część złotówek pewnie też wypada trzymać w gotówce (lepiej na rachunku oszczędnościowym) pod ręką, aby na bieżąco móc dokonać szybkiego przegrupowania aktywów.
Trwa wojna USA kontra Chiny, a przy okazji oberwie się i nam, więc lepiej czekać z hełmem na głowie w solidnym okopie.
sobota, 23 maja 2009
Uważaj na swój bank, Polbank
Grecki Polbank od dłuższego czasu wzbudza pewne kontrowersje ze względu na brak gwarancji polskiego BFG oraz kiepski serwis internetowy, który kiedyś mnie zniechęcił do otwierania tam konta.
Na plus zaliczamy stosunkowo wysokie oprocentowanie lokat. Więcej nie znam.
W tym tygodniu jeden z Czytelników bloga przysłał mi w mailu taki kwiatek z Polbanku (kliknij w obrazek, żeby powiększyć):
16 kwietnia założył lokatę El Dorado oprocentowaną 7% w skali roku na 3000 złotych. Po miesiącu, a dokładniej 18 maja naliczono mu 18,41 złotych odsetek. Kwota wygląda na prawidłową, zgodną ze wzorem 3000 zł x 0,07 x 32/365.
No ale teraz pojawia się coś ciekawego, czyli obliczenie podatku Belki.
Według banku wynosi on 4 złote. Tymczasem 18,41 złotych zaokrąglamy do 18. złotych jako podstawę opodatkowania. Z tego wynika 18 zł x 0,19 = 3,42 zł. Z kolei 3,42 zł zaokrąglamy do pełnych złotych i wychodzi nam należny podatek 3 złote nie 4.
O co tu chodzi?
Jeżeli ktoś trzyma jakieś lokaty w Polbanku niech sprawdzi jak w banku liczą podatek od zysków, bo może znajdzie się więcej takich ciekawostek jak dzisiejsza.
Giełda nie daje jednoznacznych sygnałów
Ostatni tydzień mógł zaowocować przełamaniem trendu spadkowego. W środę WIG20 dotarł do 1920 punktów, ale potem szybko się cofnął jak oparzony. Kolejne dwa dni potwierdziły, że bessa nie daje za wygraną i przynajmniej na dużych spółkach ciężko się przebić przez jej zasieki.
Tym razem zwróciłbym uwagę na indeks WIG, który zatrzymał się idealnie na rozdrożu.
Zresztą szeroki rynek przebił styczniowe dołki już jakiś czas temu i znajduje się o szczebel wyżej. Dziś zatrzymał się na linii trendu wzrostowego rysowanego od 18 lutego, w dodatku w okolicach średniej dwustusesyjnej SMA200. Co symptomatyczne, jej przebicie wcale nie przerodziło się w entuzjazm na rynku, który powinien cieszyć się z przebicia oporów, ale raczej pokazuje wiele sygnałów wyczerpania wzrostów.
Na razie czekamy na wyjście z krótkotrwałej konsolidacji i nie widać nowych sygnałów kupna, ani sprzedaży, więc możemy raczej tylko wyrażać swoje opinie. Teoretycznie na wsparciu powinno się dokupować, ale tak jest w hossie, a tu mamy na razie korektę bessy, która zaczyna słabnąć. Z tego powodu według mnie najlepiej nic nie robić i czekać albo na wyjście górą, albo na akumulację akcji na niższych poziomach niż w piątek.
Jeżeli przełamiemy opory i zrobi się z tego nowa silna fala wzrostowa, każdy zdąży jeszcze zarobić.
Jeżeli cofniemy się na WIGu do rejonów 25 000 punktów, można spróbować ostrożnej akumulacji, nie zapominając o stopach, bo naprawdę jakość wyników finansowych naszych spółek będzie bardzo dyskusyjna.
Portfel 34233,67 zł (8065,67+17819+3915+4443) 
Biuro maklerskie 8065,67 złotych
Warfama 600 akcji wartość 834 zł
Gotówka 7231,57 zł
+ przelew 100 zł
Portfel appfunds w tym tygodniu co nieco popłynął na giełdzie i stąd nie udało się dojść do 35k. Najpierw na początku tygodnia na esce na WIG20 od 1816 do 1831, strata 166,9 złotych. Potem na 3 longach na PKN Orlen. Ta druga transakcja szczególnie mnie rozeźliła, bo był zysk i zamienił się w stratę, ale w tym przypadku czyhałem na dłuższy ruch kosztem takiego ryzyka. Strata 160 złotych.
Wreszcie w środę, kiedy zobaczyłem, że wybijamy się górą dopakowałem różnych akcji do portfela (głównie MCI) i straciłem na nich 295 złotych po szybkim wylocie na stopach w czwartek i piątek.
Zostawiam sobie Warfamę i celowo mam pakiet takiej wielkości, żeby nie sprzedawać bez względu na cenę. Albo spółka zbankrutuje, albo doczekam się naprawdę solidnej stopy zwrotu.
Dałem się złapać na szarpaninę w konsolidacji i tym razem w przyszłym tygodniu obowiązuje mnie karencja na GPW. Po takiej obsuwie zawsze należy zrobić sobie przerwę, aby ochłonąć.
Jednak wcale się nie zniechęciłem i w poniedziałek dosyłam kolejne 500 zł z zakończonej właśnie lokaty w Deutsche Bank.
Lokaty i depozyty 17 819 zł:
Open Finance / Noble Bank 1430 zł
SKOK lokaty 15484 zł
eurobank 905 zł
Środki z zakończonej lokaty w pigułce w Deutsche Bank zostały podzielone na nowy depozyt w SKOK Wołomin na 6 miesięcy do 22 listopada – oprocentowanie 6,9%, wysokość 5000 zł, sztabkę złota 10 gramów za 1048 złotych, 100 euro za 440 złotych, 500 złotych przelanych do maklera oraz pozostałe 278 złotych do eurobanku .
W przyszłym tygodniu przyjdzie mi nieco ponad 700 złotych z Open Finance i zostawię je w eurobanku.
Waluty 3915 zł:
900 euro
Złoto 4443 zł:
Monety i sztabki 46 g
Wiele wskazuje, że przyszły rok będzie oznaczał inflację na całym świecie. Tradycyjną ochronę stanowi w takim przypadku również złoto, ale trzeba uważać jak się rozkręca spekulacja i sprzedać je wtedy, kiedy inflacja zaczyna opadać. W USA doszli z nią w 1980 do blisko 15% i wtedy zanotowali szczyt na złocie. Zobaczymy jak będzie tym razem.
Wbrew retoryce rządu fakty są takie, że będzie musiał dalej szukać kasy w naszych kieszeniach, a rozmiary dziury budżetowej wzbudzają mój lekki niepokój. Dlatego lekko doważyłem też euro.
Na przyszły tydzień proponuję spokojnie patrzeć czy uda się giełdzie wyjść z konsolidacji, ale dorzucić też coś do swoich oszczędności, choćby 100 zł i niech sobie pracują nawet w banku, póki odsetki są wyższe od inflacji.
Posted by
ZP
at
07:10
10
comments
Labels: giełda, inwestycje, lokaty, portfel, Złoto
czwartek, 21 maja 2009
Jak chronić się przed inflacją?
Wydaje mi się, że już niedługo wszyscy będą się zastanawiali jak się chronić przed inflacją. Na razie wszystko wygląda w tej kwestii jako tako. Oficjalne dane to 4% rocznie. Wydaje mi się, że istnieją szanse, że niższy popyt wewnętrzny i stagnacja w gospodarce mogą faktycznie nieco ją zmniejszyć w najbliższych kilku miesiącach. Z tego powodu na dziś skłaniałbym się ku lokacie kilkumiesięcznej na przykład na 5-6 miesięcy, która przy spadającej inflacji powiedzmy do 3-3,5% dałaby nam przewagę nad potworkiem pożerającym nasze oszczędności.
Do końca nie jest to takie pewne, bo na przykład wcześniej mogą wystrzelić do góry waluty czy surowce, albo jedno i drugie. Taki scenariusz nie wydaje się aż tak strasznie realny, ale zobaczymy co stanie się po ogłoszeniu dziury budżetowej i planów podwyżek podatków.
Zauważmy, że ewentualne obniżenie ratingu dla Brytyjczyków i USA oznaczałoby kłopoty także dla Polski, która musiałaby podnieść oprocentowanie swoich obligacji konkurując z kolosami na glinianych (papierowych) nogach.
Nie wiem do końca jak to będzie i dalej upieram się, że te 10% portfela w walucie jednak trzeba trzymać.
Kolejny składnik to złoto lub inne metale szlachetne. Złoto tradycyjnie przechowuje wartość i tyle. Tak było od wieków, a manipulacje polityków psujących pieniądz w XX i XXI wieku tego nie zmienią. Dziś cena uncji przebiła 950 dolarów (wynika to też z osłabienia zielonego).
Następna część to surowce – tu mamy do wyboru fundusze i certyfikaty Raiffeisena oraz platformy brokerskie do Forexu.
Przed inflacją powinny nas także chronić akcje. Dobrze jednak, aby spółki były choćby jako tako solidne z realnymi aktywami. Poziom 1500-1600 pkt dla WIG20 i odpowiednio proporcjonalnie dla innych indeksów o te kilkanaście procent niżej od obecnych poziomów powinny być niezłe do rozpoczynania akumulacji.
Tradycyjnie liczą się też nieruchomości, czyli ziemia, mieszkania i domy. Tutaj sytuacja wydaje się nieco zagmatwana, bo w Polsce balon pęka bardzo opornie i ceny w wielu wypadkach wciąż bujają w obłokach. Przypomnę moje szacunki korzystnych cen za nowe mieszkania: Warszawa 5-5,5 tys., inne duże miasta 4-5. tys itd. Wiele wskazuje, że jesienią powinno być taniej o ile złoty utrzyma się na podobnych poziomach co teraz.
A czego unikać?
Funduszy związanych z rynkiem pieniężnym, obligacji długoterminowych o stałym oprocentowaniu, lokat długoterminowych i większości funduszów obligacji.
Niestety wiele wskazuje, że co prawda nie będziemy drugim Zimbabwe, ale jednak kwestia jak chronić się przed inflacją będzie nas męczyła coraz silniej z każdym miesiącem poczynając od października-listopada.
Posted by
ZP
at
23:12
5
comments
Labels: akcje, fundusze, inflacja, inwestycje, jak chronić się, lokaty, nieruchomości, Złoto
środa, 20 maja 2009
Jak zarabiać na funduszach inwestycyjnych?
Ostatnie półtora roku było ciężkie niemal dla każdego inwestora i pytanie jak zarabiać na funduszach inwestycyjnych wydaje się bardzo zasadne. Zacznę od tego, że początkowo ze względu na niewielki kapitał w portfelu appfunds sam też tutaj prowadziłem różne eksperymenty z funduszami. Nie okazały się one dla mnie zbyt zadowalające i na razie do tematu nie wracałem, ale kwestia pozostaje otwarta.
Wielu ludzi jednak nie ma czasu, chęci czy umiejętności, aby samodzielnie prowadzić swoje inwestycje w nieco bardziej zaawansowany sposób niż zwykłe lokaty i dla nich główną alternatywą są właśnie fundusze inwestycyjne. Szczególnie, jeśli na przykład odkładasz co miesiąc 100 czy 200 złotych, to przynajmniej na początku giełda nie ma sensu, a fundusz może być dla ciebie dobrym poligonem doświadczalnym oraz miejscem zdobywania wiedzy o rynkach finansowych testowanej na własnej skórze (najlepsza nauka).
Zacznijmy od tego, że przedstawione przeze mnie opinie są bardzo subiektywne i nie zawsze dokładnie zgadzają się z regułami podręcznikowymi, a tym bardziej marketingiem z kolorowych ulotek TFI.
W takim razie jak zarabiać na funduszach?
Gama funduszów ciągle rośnie i można się w niej nieco pogubić.
Co do tak zwanych funduszy bezpiecznych, ich wyniki są w większości zniechęcające i w związku z wojną depozytową wolałbym jednak pewną lokatę (uwaga lokata rewolwer w Open Finance oprocentowanie spadło do 6,6%) czy konto w eurobanku niż Skarbiec Gotówkowy czy DWS.
Fundusze obligacji z reguły zarabiają przy spadku stóp procentowych, ale teraz RPP raczej nie ma wielkiego pola manewru, więc pewniejsze są wymieniane wcześniej kupowane bezpośrednio obligacje dziesięcioletnie z serii czerwcowej (oprocentowanie w pierwszym roku prawdopodobnie wyniesie 7,4%).
Poszukiwaczom nieco ryzykowniejszych fundów w tej kategorii ryzyka proponuję bliżej przyjrzeć się Operze Avista.
Następną grupę stanowią fundusze średniego ryzyka, czyli zrównoważone, albo jeszcze inaczej mówiąc hybrydowe. Przyznam szczerze, że jestem zagorzałym wrogiem takich funduszów i wolę sam decydować w jakich proporcjach mam dzielić swoje środki.
W uproszczeniu stosujemy zazwyczaj wzór 100 – wiek, aby określić ile procent portfela powinniśmy umieścić w funduszach ryzykownych, a ile w bezpiecznych (tu wybrałbym raczej lokaty i obligacje). Nie jest to idealna formuła, bo powinna ona uwzględniać także nasz profil ryzyka i horyzont czasu inwestycji, ale od biedy roboczo niech będzie taka na początek.
W ogóle nie ma co wyważać otwartych drzwi i jeśli wiesz, że będziesz potrzebował pieniędzy za rok lub mniej daj spokój sobie z giełdą i funduszami, a jak koniecznie chcesz zdobyć więcej środków pomyśl nad dodatkowym zarobkiem w inny sposób, poza rynkami kapitałowymi.
Teraz przechodzimy do funduszy akcji. Tu zwróciłbym uwagę na pewien czasem pomijany fakt. Ludzie myślą, że tam siedzą geniusze (inni, że niedorajdy), którzy naukowo zarabiają (tracą) kasę. A tak naprawdę w dużej mierze fundusz jest kolejnym pośrednikiem między nami, a giełdą. Klienci wpłacają, oni kupują akcje. Klienci umarzają, oni sprzedają akcje i zawsze pobierają bardzo wysoką opłatę za zarządzanie (w Polsce aż 3,5-4% rocznie, przy standardzie w cywilizowanych krajach 1,5-2%), a czasem za zakup i umorzenie.
Aby ominąć te ostatnie prowizje warto skorzystać z SFI w mBanku (uwaga na płatne hasła jednorazowe za niedługo) i innych podobnych produktów. Niewielka część funduszy jest w stanie pokonać indeksy giełdowe i teraz mamy bardzo dobry moment na spojrzenie wstecz i porównanie ich wyników z benchmarkami, bo za nami w ostatnich trzech latach znajduje się zarówno hossa, jak i bessa. Mamy czarno na białym kto jak sobie radzi.
Gwarancji żadnej nie ma, że te najlepsze dalej będą takie dobre, ale istnieje większe prawdopodobieństwo, że FC Barcelona zostanie mistrzem Hiszpanii w przyszłym roku niż Espanyol.
Zwróciłbym też uwagę na wielkość funduszu. Te z dużymi aktywami mają trudniejsze zadanie, bo zarówno wejście jak i wyjście na dużym kapitale pogarsza wyniki – popatrzcie co się dzieje z fundami Pioneer.
Z polskich funduszów faworyzuję te małych i średnich spółek.
A zamiast dużych można sobie otworzyć rachunek maklerski i kupić certyfikaty UCW20AOPEN odwzorowujące ruch WIG20 lub samodzielnie skleić portfel z 5 największych spółek + 2-3 wybrane losowo/drogą analizy. Wyniki pobiją zdecydowaną większość fundów, bo te ostatnie mają przecież wyższe koszty i kasują prowizje oraz wspomniane wcześniej 3,5 -4% za zarządzanie za każdy rok.
Ciekawe są na pewno fundusze zagraniczne (Azja i BRIC najbardziej perspektywiczne zdaje się) i surowcowe. Tu naprawdę jest sporo interesujących fundów, ale proszę zawsze sobie sprawdzić co z ryzykiem kursowym, czyli jak wpływa zmiana kursu USD/PLN na nasz portfel (można samodzielnie się lekko zabezpieczyć na przykład na Forexie). Dobrym uzupełnieniem są certyfikaty Raiffeisena (na ropę naftową, złoto, srebro itd.).
Poza tym mamy bardziej specjalistyczne produkty jak fundusze nieruchomości (nie umiem ocenić wiarygodności ich wycen nieruchomości) czy quasi hedgingowe, na przykład Investor FIZ. Tu byłbym dość ostrożny i lokował maksimum 10% portfela.
Wracając do tytułowej kwestii jak zarabiać na funduszach, to zacznijmy od tego, żeby inwestować wyłącznie w takie, których mechanizm dobrze rozumiesz i wiesz czym one konkretnie się zajmują.
Ustaliłbym też od razu maksymalny pułap straty od wpłaty początkowej i na bieżąco go uaktualniał. Niech to będzie 20-25%. Jeśli komuś słabo idzie, to po co mu dawać pieniądze? Lepiej przekazać komuś, kto bardziej szanuje twój kapitał.
Co do realizacji zysków, zastanów się ile chcesz uzbierać pieniędzy i kiedy dojdziesz do tego punktu wypłać i zrealizuj cel, na który oszczędzasz i inwestujesz. Wiadomo liczy się stopa zwrotu, ale ostatecznie płacimy gotówką.
Proponuję także nie wchodzić od razu za 100% kapitału, ale raczej w mniejszych porcjach i nigdy nie inwestować pod prąd trendu długoterminowego. Jeśli jest spadkowy, prościej poczekać na bezpiecznych instrumentach i czekać aż przejdzie w boczny lub rosnący.
Temat jest bardzo długi jak ten dzisiejszy wpis, a jednak to praktycznie tylko wstęp. Mam jednak nadzieję, że komuś przyda się w poszukiwaniach sposobów jak zarabiać na funduszach inwestycyjnych.
Posted by
ZP
at
08:01
8
comments
Labels: fundusze, giełda, inwestycje, jak zarabiać
wtorek, 19 maja 2009
Czy kupować akcje PKN Orlen?
Zastanawiałem się już dużo wcześniej czy kupować akcje PKN Orlen czy nie. To bardzo dziwna spółka, bo po utworzeniu podwójnego szczytu w styczniu 2006 roku i przebiciu 70 zł praktycznie powoli, ale systematycznie spada. Możliwe, że zaważyła polityka i na przykład niezbyt fortunna inwestycja w Możejki. Nie wiem. Na pewno państwo nie pomaga koncernowi z Płocka. Wyniki finansowe też nie.
Miliard straty za ostatni kwartał robi wrażenie, a już EBIT -320 mln zł to byłoby dla mnie za wiele jako właściciela, na szczęście dla zarządu państwo u nas dobrotliwe.
Tymczasem mimo słabych wyników PKN zaczął rosnąć. Mamy kiepskie dane i rosnącą spółkę, czyli rynek zaczyna dyskontować poprawę wyników finansowych, albo po prostu spekuluje.
Na przykład popyt na ropę naftową zaliczamy do sztywnych, czyli mimo podwyżki cen na stacjach benzynowych zbytnio nie spada. Orlen na pewno wykorzysta wzrost cen ropy naftowej powyżej 60 dolarów za baryłkę do powiększenia swojej marży, tak sądzę.
W sumie nie jest to istotne co za tym ssaniem stoi, ale zauważmy, że wykres wyraźnie przebił średnią dwustusesyjną po raz pierwszy od stycznia 2008 roku oraz opór na 28 zł.
Aż strach napisać, ale na rysunku (trzeba kliknąć, żeby powiększyć) widzę możliwość, że PKN dotrze do … 38 złotych.
Aha, każdy niech pamięta o zastrzeżeniu na dole strony i żeby sam decydował o swoich inwestycjach.
Wiadomo, że wiele zależy od tego czy WIG20 da radę przebić 1900 punktów, więc ruch jest dość ryzykowny, ale skoro można łatwo ustawić pozycję z bliskim stopem dziś wykonałem trochę obrotu na otwarciu:
Stopa mam około 1 zł niżej i czekam co dalej, czyli strata około 300 zł, potencjalny zysk wielokrotnie większy.
Aby nie wyszło na koniec, że jestem takim mistrzem to przyznam się, że straciłem parę złotych na eskach na WIG20, o czym pisałem na czacie, ale o tym innym razem.
W tej chwili PKN wygląda obiecująco technicznie i tego się trzymam, a czy warto było kupić okaże się jak zwykle po transakcji.
Posted by
ZP
at
12:30
3
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, pkn orlen
niedziela, 17 maja 2009
Czy warto wziąć teraz kredyt hipoteczny?
Pytanie o to czy warto teraz wziąć kredyt hipoteczny i kupować mieszkanie na pewno nurtuje wielu ludzi. 
Nie każdy potrafi samodzielnie czy z drugą połówką odłożyć w kilka lat tyle pieniędzy, żeby nie potrzebować łaski ze strony banku.
Poza tym jest też taka grupa, która uważa, że potrafi uzyskać stopę zwrotu dużo wyższą niż oprocentowanie pożyczki. Faktycznie, obecnie kredyt hipoteczny kosztuje stosunkowo niewiele.
Według mnie taka postawa jednak wywiera niepotrzebną presję na inwestorze. Skoro płacisz raty, inwestycje muszą stale dawać wyższe zyski niż kredyt i to już zaburza chłodną kalkulację, przynajmniej moją.
Poza tym zwolennicy lewarowania często zapominają o jednym istotnym czynniku, czyli długości kredytu. Czy naprawdę ktoś wierzy, że tak niskie stopy procentowe są zjawiskiem trwałym na wiele lat?
Ja nie.
Uważam, że ten gigantyczny dodruk pustego pieniądza prędzej czy później nakręci inflację, a potem banki centralne, chcąc nie chcąc, będą musiały podnosić stopy procentowe. Zresztą nawet NBP ma takie zadanie ustawowe (walka z inflacją). Możemy się tylko zastanawiać kiedy to nastąpi. Za rok, dwa, trzy. Obojętnie. Tego procesu nie da się zatrzymać.
W takim razie co robić?
Sam nie mam w tej chwili ani aż tak dużo wolnych środków, ani fizycznej konieczności, żeby kupować mieszkanie czy dom, ale pewnie są tacy, którzy noszą się z takim zamiarem.
Niestety banki nie ułatwiają życia i stawiają coraz wyższe wymagania wobec kredytodawców. Ja i tak upieram się, że każdy powinien uzbierać jakiś wkład własny (10-20%) czy bank tego wymaga czy nie. W takim wypadku warunki kredytu są lepsze, a spłacający bardziej szanuje pieniądze.
Dodatkowo pomaga „Rodzina na swoim”.
Obojętnie czy posiadasz własne środki czy zbierasz na wkład własny lepiej pewnie zrobisz czekając z zakupami przynajmniej do jesieni.
Ceny powinny być przynajmniej kilka procent niższe i jeśli sprzedający przekonają się, że mowa o odbiciu jest tylko czystym marketingiem, ich skłonność do ustępstw także wzrośnie.
Problemem jest według mnie co do jesieni stanie się ze złotym? Naprawdę jest to wielka niewiadoma i mądrzejsi będziemy dopiero wtedy, kiedy zobaczymy reakcję na wielką dziurę budżetową (może nawet ostatecznie 80 mld złotych).
Dodatkowym czynnikiem niepewności jest rynek akcji. Jeśli przyjdzie głębsza korekta ostatniej fali wzrostowej, zrobi się nerwowo także na walucie.
Z kolei utrzymanie i kontynuacja wzrostów powinna załagodzić napięcia związane z deficytem budżetowym.
Prognozowanie wydaje się obarczone dużym marginesem błędu.
W piątek w TVNCNBC Biznes (link do rozmowy w dziale biznes pod tytułem „Trudny kwartał Polnordu”) wiceprezes Polnordu zdradził, że koszt budowy metra kwadratowego dla spółki w większych miastach to 3000 PLN, a w Warszawie 3500 PLN plus koszty działki i pochodne.
Roboczo przyjmijmy tak, że mieszkanie o niezłym standardzie w małej miejscowości kosztuje dewelopera mniej niż 3000 złotych za metr kwadratowy (minimum 2000), w większej poniżej 4000 zł, a w Warszawie 4500- 5000 zł.
No i to są dobre ceny do zapłaty za nowe mieszkania na dziś dla poszukiwacza okazji.
Niektórzy deweloperzy puszczą po kosztach i poniżej, aby spłacić kredyty, albo splajtują.
Ja uważam, że można przyjąć dość efektowną tezę, że w małym mieście ta kwota powinna wynosić 500 euro za metr, a w Warszawie 1000 euro i po prostu skonwertowałbym przynajmniej część gotówki na euro czekając na jesienne zakupy.
Podobnie wracając do kwestii tytułowej, także myślę, że wiele wyjaśni się w wakacje i ceny mają małą szansę, aby wzrosnąć w złotych, a potencjał spadku jest nadal spory. Z tego powodu zaryzykuję tezę, że warto brać kredyt hipoteczny, ale najwcześniej za 4-5 miesięcy. Wtedy także powinno znacząco spaść ryzyko walutowe (pytanie przy jakim poziomie chf czy euro).
Tymczasem dobrze rozglądać się po rynku i przeglądać wszelkie dostępne oferty, bo dla wielu ludzi to przecież największa inwestycja w życiu i należy się do niej starannie przygotować.
Posted by
ZP
at
14:48
25
comments
Labels: inwestycje, kredyt, kredyt hipoteczny, mieszkanie, nieruchomości
sobota, 16 maja 2009
Sell in May and go away? Giełda na rozdrożu
Giełda znajduje się w konsolidacji zastanawiamy się czy “sell in May and go away” sprawdzi się jak to było wielokrotnie. Osobiście uważam, że inwestycje w akcje są teraz bardzo ryzykowne, bo optymizmu w ich cenach nie potwierdziły w większości kiepskie wyniki kwartalne spółek, a przecież gorsze czasy dopiero nadchodzą. W wariancie optymistycznym dołek będzie w III lub IV kwartale. Gwarancji nikt nie da, ani pieniędzy straconych też nie odda.
Jeżeli założymy, że giełda wyprzedza gospodarkę o 2,3 kwartały wtedy faktycznie istnieją spore szanse, że 1253,24 punktów na WIG20 było dołkiem bessy.
Ja w każdym razie uważam, że strefa 1500-1600 punktów na WIG20 oraz 23-25 000 pkt na WIG to dość ciekawe miejsca do próby akumulacji akcji, o ile faktycznie czekają nas spadki.
Poszukiwaczom konkretnych spółek może pomóc raport DIBRE. Proszę tylko filtrować ich optymizm, a wyceny traktować jako marzenia. Wtedy będzie mniej rozczarowań. Najlepiej jeśli nasze własne przemyślenia potwierdza opinia analityków. W tym konkretnym przykładzie akurat na trzech spółkach występujących w raporcie ustawiłem dość niskie zlecenia kupna: Emperia, Trakcja i Polnord.
Przy okazji ciekawostka dla kupujących mieszkania na ich osiedlu w Wilanowie: koszt budowy metra kwadratowego dla Polnordu to 3500 zł plus działka i inne, czyli niecałe 4 500 zł. Deweloperzy mają naprawdę z czego schodzić i zachować zysk. Ja w tym przypadku zaproponowałbym im 5,5 tys. za metr :), choć ludzie kupowali niedawno zdaje się po 8 tys.
Cały czas istnieje też możliwość realizacji wariantu z przebiciem linii trendu spadkowego, który już zjechał do 1900 punktów, więc na pewno kusi wielu. Zauważmy, że w interesie inwestorów instytucjonalnych taki atak przełożyłby się na zwiększenie nabyć jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, czyli chodzi o naprawdę grubszą kasę z prowizji i opłat za zarządzanie.
Ja jednak w takim wypadku raczej nie będę kupował akcji i do ewentualnego rajdu podłączę się wyłącznie na pochodnych.
O wszystkim i tak zadecydują Stany, a tam nie przebili się na razie przez szczyty i odpadli od 930 pkt na S&P500. Na mój gust powinni zjechać znowu do 750-800 punktów i tym samym pociągnąć i nas do 1500- 1600 na WIG20, ale przecież te miliardy świeżo wydrukowanych dolarów krążą po rynkach i nie wiadomo czy na przykład część zielonego papieru nie zamieni się w akcje.
Portfel 34788,91 zł (8588,91+19141+3536+3523)
Biuro maklerskie 8588,91 zł:
Gotówka 8588, 91 zł
W ostatnim tygodniu zamknąłem wszystkie pozycje na akcjach. Wyniki: Warfama +19,07 zł/+1,5%, Polnord +57,85 zł/+3,9%, Trakcja – 60 zł/- 5,6%.
Obawiałem się nieco wyników kwartalnych Warfamy, ale nie były aż tak tragiczne, więc wbiłem nowe zlecenie kupna.
Po zastanowieniu się zrezygnowałem z certyfikatów na ropę, bo jednak brak zabezpieczenia kursu dolara nieco utrudnia inwestowanie. Czekałem jednak, żeby w końcu i tu wyjść na plus i sprzedałem po 10,35 zł. Zysk +29,99 zł/+2,1% (wliczam obie operacje w marcu i w maju).
Oprócz tego zarobiłem 124 zł na kontraktach na PKO (opis wcześniej).
Gwałtowny rajd od połowy lutego zaskoczył mnie i niewiele na nim skorzystałem. Jednak nie jest ze mną aż tak tragicznie, bo od stycznia założyłem powiększanie stanu rachunku u maklera i z zaledwie 1,5 k 2 stycznia doszedłem do 8,5, a w czerwcu prawdopodobnie przekroczę 10 tys., więc specjalnie nie płaczę.
Teraz czekam na gotówce z powbijanymi zleceniami kupna na niższych poziomach, ewentualnie wezmę jakieś longi, jeśli spekulacja wyciągnie indeksy do góry.
Lokaty i depozyty 19 141 zł:
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 10484 zł
Eurobank 227 zł
W przyszłym tygodniu kończy mi się lokata w pigułce w DB i środki zostaną rozparcelowane na GPW (500 zł), obligacje dziesięcioletnie w czerwcu (zastanawiam się ile), sztabkę złota 10 gramów (około 1000 zł) oraz trochę pieniędzy zostawię w eurobanku.
Waluty 3536 zł:
800 Euro
Złoto 3523 zł:
36 g w monetach
Tytułem wyjaśnienia: monety wyceniam po wyższej cenie skupu złomu złota w NBP, ale w rzeczywistości uzyskałbym lepsze ceny na przykład sprzedając je na allegro, bo są to krążki z certyfikatami nigdy nie otwierane i kupowane jako tak zwane monety kolekcjonerskie.
W ostatnim tygodniu blog otrzymał znowu dotacje, za które dziękuję i cieszę się szczególnie z tego powodu, że oznacza to, że dedek zarobił całkiem nieźle w tym roku na GPW :)
W poniedziałek przelewam 100 zł do maklera z eurobanku i wszystkich zachęcam przynajmniej do kumulowania gotówki na zakupy akcji, nawet tak niewielkie kwoty. Na razie mogą pracować na rachunku oszczędnościowym aż się uzbiera jakaś solidniejsza sumka, a kto ma naprawdę niewielkie oszczędności niech się zastanowi nad funduszami inwestycyjnymi, bo można zacząć nawet od 100 złotych.
Nawet jeśli sprawdzi się "sell in May and go away" jesienne zakupy mogą dać nieźle zarobić.
Posted by
ZP
at
08:03
6
comments
Labels: giełda, inwestycje, nieruchomości, portfel, sell in May, Złoto
piątek, 15 maja 2009
Lokata 10% na start w Open Finance na 7 dni
W ofercie Open Finance pojawiła się lokata 10% na start na 7 dni. Kwota lokaty wynosi od 500 do 5000 zł, czyli mamy możliwość wrzucenia kasy na szybki depozyt z ładnym oprocentowaniem. Od razu ucieszyłem się z tej lokaty i zacząłem obliczenia jak ominąć Belkę i mieć 10% netto. Wyszło mi, że pieniądze należy podzielić na paczki po 1296 zł lub 1297 zł (kwestia zaokrągleń odsetek) i wtedy mamy od każdej z nich po 2,49 zł. Już przeszedłem do dalszego planowania jakby tu całą rodzinę zapisać na tą lokatę, kiedy przy wypełnianiu formularza okazało się, że jest ona przeznaczona wyłącznie dla nowych klientów.
Podejrzewam, że oznacza to 1 lokatę na 1 osobę, czyli jak ktoś ma parę wolnych złotych niech lepiej zakłada na matkę, żonę, kochankę raczej po 5000 zł i dostanie wtedy za tydzień 7,59 zł.
Z tego wynika, że Open Finance wykonuje sprytny zabieg marketingowy, żeby przyciągnąć więcej klientów i zbudować sobie ładną bazę danych do formatowania. Trzeba przyznać, że taka idea reklamy mi na przykład odpowiada.
Niektórzy marzą o milionach i dziwi ich czemu optymalizuję portfel poszukując takich drobnych kwot. Odpowiem tak: szanuj każdy grosz i nie marnuj pieniędzy, a nie wiadomo kiedy twój kapitał zacznie szybko rosnąć, co staram się w praktyce udowodnić na tym blogu.
Stopa zwrotu jest ważna, ale ostatecznie ważniejsza jest dla mnie realna wielkość portfela, a ta przy mniejszych kwotach rośnie przede wszystkim przez systematyczne oszczędzanie i pracę nad alternatywnymi strumieniami przychodów.
Kto szuka drogi na skróty, najczęściej wraca do punktu wyjścia i ma tyle samo, albo mniej kapitału niż na początku. Jeśli gorączkowo chwytasz się sposobów jak szybko się wzbogacić i ciągle gonisz za nowymi rewelacyjnymi inwestycjami, proponuję porównaj ile miałeś kapitału rok temu i ile dwa lata temu. Czy w ogóle znasz te wartości?
Kiedyś też lekceważyłem takie drobne kwoty - skoro na giełdzie jednego dnia możesz zarobić lub stracić kilka tysięcy złotych, to jakie mają one znaczenie? To błędne myślenie i chodzi o nieporównywalne klasy aktywów i ryzyka.
Dlatego równolegle mogę otwierać longi czy szorty na giełdzie z wahaniami kilkuset złotych (czasem nawet więcej) w ciągu dnia i równocześnie szukać takich lokat jak ta w Open Finance. Są to sprawy zupełnie niezależne.
Poza tym jeden ogląda telewizję, inny pije wódkę, a ja interesuję się finansami także w wolnym czasie, więc dla mnie nie istnieje kwestia nieefektywności wykorzystania czasu.
Czy lokata jest ekscytująca? Na pewno nie, ale kto powiedział, że w ogóle zarabianie ma być ekscytujące? O spokój trudno szczególnie na giełdzie i innych zmiennych rynkach, ale wygrywają zawsze ci z chłodnymi głowami.
Zatem według mnie warto inwestować we wszelkie możliwe instrumenty (dopiero jak dobrze je poznasz), ale zabezpieczenie w postaci lokat czy obecnie złota (właśnie kupiłem suwerena) jest konieczne do spokojnego snu. Skoro już decydujesz się na lokaty, wybieraj te z najwyższym oprocentowaniem, to przecież oczywiste.
Posted by
ZP
at
06:53
17
comments
Labels: 10%, lokata, lokata na start, Open Finance, stopa zwrotu, strategia
czwartek, 14 maja 2009
Kredyt szczęścia w PKO
Mogę napisać, że otrzymałem pewnego rodzaju kredyt w PKO. Nie, nie byłem wypełniać żadnego wniosku, żeby dostać kredyt hipoteczny czy gotówkowy. Nic z tych rzeczy.
PKO, a dokładniej FPKOM09 uratowało mi trochę gotówki nie przebijając we wtorek wyraźnie 29 zł i otrzymałem w ten sposób pewien prezent od losu, taki kredyt szczęścia.
Wystarczyło jeszcze 20 groszy wyżej, a zaliczyłbym wtopę. Dopiero po fakcie zobaczyłem, że zająłem pozycję o 1 złoty za nisko. Logicznie powinienem był się ustawić z eską pod oporem, gdzieś na 28,75-28,85 złotych i wtedy byłoby idealnie. Tymczasem uznałem, że PKO zaczyna zjazd przed wynikami kwartalnymi i pospieszyłem się. 
Następnego dnia mogło się to skończyć dość zasłużoną karą za niecierpliwość, ale kontrakt na PKO jakimś cudem zrobił maksimum na 29,07 złotych. Zabrakło mi naprawdę kilkunastu groszy do wylotu na stopie.
Postaram się następnym razem staranniej otwierać pozycję, bo przez brak czasu zacząłem się robić niechlujny i pora na trochę więcej dyscypliny. Teraz po prostu czekam nieco niżej ze zleceniami kupna na kilku spółkach, a jeśli WIG20 wyjdzie górą z konsolidacji, wezmę znowu futures, bo to przecież byłaby i tak jedna wielka spekulacja, a nie zwyżka fundamentalna.
Wracając do tematu, PKO zaczęło swój zjazd zgodnie z moimi oczekiwaniami, ale dopiero wczoraj rano. Wyniki okazały się dość słabe (kiepskie przychody odsetkowe i pewnie coś za niskie rezerwy), tak jak podejrzewałem i czekałem co się wydarzy. Poszło dość gładko i wydaje się, że być może powinienem dalej trzymać się pozycji.
Jednak skoro dostałem taki kredyt szczęścia, postanowiłem nie kusić losu i zamknąłem najpierw jedną sztukę po 27,17 złotych przed 13:
A kolejną pod koniec dnia po 27,16:
Dlaczego tak zrobiłem?
Wszystko przez Stany. Po słabych danych nie chciały spadać. Wydało mi się to mocno podejrzane od strony misiowej i wolałem w takiej niepewnej sytuacji wyjść ze skromnym zyskiem niż jutro dalej siedzieć nad łamigłówką. Naprawdę ciężko mi ocenić czy zaczniemy odbijać od 1800, czy ruszymy w stronę 1750.
Skoro nie wiem co o tym sądzić, skasowałem zysk i portfel sobie rośnie, a niech inni się męczą. Kredyt z PKO ostatecznie powiększył mi stan rachunku o 124 zł i co najważniejsze nie muszę spłacać teraz żadnych rat, choć tak szczerze mówiąc ostatecznie transakcja nie za bardzo mi się podoba.
Posted by
ZP
at
21:53
1 comments
Labels: FPKO, inwestycje, kontrakty na akcje, kredyt, kredyt szczęścia, pko
środa, 13 maja 2009
Tani zestaw dla inwestora, czyli banki i makler
Każdy inwestor powinien starać się płacić jak najmniej prowizji i różnych opłat, więc dziś podumałem jak skonstruować tani zestaw dla inwestora.
Jeśli nie wierzysz jak to jest ważne, to proszę sprawdź ile zapłaciłeś prowizji w tym roku w biurze maklerskim i porównaj je z zyskiem. Ciekawe, prawda?
Od razu zastrzegam, ze nie jest to jakiś obiektywny ranking, ale wybrałem takie oferty, które uważam, że są ciekawe i tanie według mojej najlepszej wiedzy w maju 2009 roku i nie mam związków z żadnym z poniższych banków, funduszy czy biur maklerskich.
Zaczynamy od rachunku osobistego w banku. Tu wymiata teraz eurobank z rachunkami oszczędnościowymi i codzienną kapitalizacją odsetek. 6,06% netto podoba mi się jak najbardziej. Aby wariant był maksymalnie tani należy zrezygnować z karty oraz wybrać token GSM. Problemem jest wymóg wpływów 800 zł co miesiąc lub saldo średniomiesięczne 10 000 zł. Aby ominąć opłatę 4 zł można sobie na przykład przelewać tam i z powrotem na przykład z mBanku.
MBank wiele stracił ze swojego blasku, ale nadal konto jest bezpłatne i warto korzystać z niego przede wszystkim ze względu na Supermarket Funduszy Inwestycyjnych. Fundusze jakoś mnie specjalnie nie kuszą, ale jeśli ktoś nie ma czasu, umiejętności, wystarczających pieniędzy czy chęci do samodzielnego inwestowania w akcje, najlepiej zrobi jeśli przynajmniej część środków powierzy fundom.
Jedną grupę stanowczo odradzam – są to tak zwane fundusze bezpieczne, czyli na przykład pieniężne. Po przygodach z DWSem i Skarbcem wolałbym środki trzymać na lokacie lub bezpośrednio w obligacjach niż ryzykować utratę pieniędzy przy marnym potencjale zysku.
Innym plusem mBanku jest bezpłatna karta.
Sytuacja w wojnie bankowej jest naprawdę dynamiczna i taki słoń, a właściwie żubr też się ruszył i od miesiąca w Pekao SA jest dostępne tak zwane Eurokonto Net zupełnie za darmo, czyli zyskujemy dostęp do kas (nie wiem czy dają jakąś darmową kartę) praktycznie w całej Polsce, gdzie możemy dość dowolnie wpłacać i wypłacać gotówkę – na przykład mieszkaniec małej miejscowości w ten sposób może wypłacić kasę z eurobanku.
Poza tym od niedawna promuje swój nowy rachunek BOŚ: Konto Wyjątkowe z oprocentowaniem 8% dla kwot od zera do 3000 zł. Pewnie za pół roku promocja się skończy, ale przez parę miesięcy może warto rozważyć ich propozycję?
Banki walczą o klienta i jego depozyty, więc korzystajmy.
Co do lokat, to ostatnio im się przyglądałem pod kątem nowych zakładanych przez mnie za paręnaście dni i wydaje mi się że lokata rewolwer Open Finance na 7% (powinni mi chyba zacząć płacić prowizję za klientów:) oraz czerwcowe obligacje dziesięcioletnie wyglądają teraz najciekawiej. Dane makro wskazują na możliwą wyższą inflację za kilka miesięcy, ale na razie będzie spadać, a RPP pewnie przytnie stopy do 3%, więc lokaty w kolejnych miesiącach znowu trochę stracą z procentów. Potem może wrócić kwestia rosnącej inflacji i lepszy jest ten rewolwer z Open Finance, z którego można się wycofać niż tradycyjna lokata długoterminowa.
No i teraz kolej na biura maklerskie. Miałem do czynienia z różnymi i na pewno jestem zadowolony z DM BOŚ, czyli popularnej bossy. Nawet w razie rzadkich awarii problemy rozwiązywałem bez trudu.
Świat jednak idzie do przodu i od niedawna przyglądam się ofercie Alior Banku. Alior
Bank proponuje od razu niższe prowizje i ten sam sprytny aplet NOL3. Jak zwykle na przeszkodzie stoi mi czas i nie mam kiedy się zabrać za otwarcie tego rachunku, ale chętnie poznałbym opinie już korzystających.
Na pewno są inne solidne biura (sam byłem na przykład dość zadowolony z DMWBK czy ING), ale ja tu patrzę przez pryzmat kosztów. E-makler mBanku odpada ze względu na jego ograniczone funkcje, choć faktycznie jest tani.
Oczywiście nie poruszam tu teraz takich spraw jak tani kredyt hipoteczny czy tania karta kredytowa, bo w sumie wyszedłby za długi tekst, ale myślę, że każdy inwestor powinien szukać takiego zestawu, który jest tani i w miarę możliwości niezawodny.
Posted by
ZP
at
15:18
21
comments
Labels: bank, banki, biuro maklerskie, fundusze, inwestycje, lokaty, tani
poniedziałek, 11 maja 2009
Czy to koniec fali wzrostowej?
Wydaje mi się, że przynajmniej na WIG20 obserwujemy koniec fali wzrostowej. Na razie piszę „wydaje mi się”, bo nie mamy jeszcze twardych dowodów, ale zwracam uwagę, że w drugiej połowie lutego była dość podobna konsolidacja i potem nastąpiło wybicie górą.
Zauważmy, że tydzień temu w poniedziałek 4 maja praktycznie zaczęliśmy niemal równo na tym samym poziomie, na którym kończymy dziś w okolicach 1830 punktów. Wtedy apetyty na przebicie długoterminowego trendu spadkowego były naprawdę spore, a na razie skończyło się na małym draśnięciu 1900 i praktycznie z każdym dniem konsolidacji rynek wygląda coraz słabiej.
W ogóle panuje niezłe zamieszanie, bo długoterminowy trend mamy spadkowy, średnioterminowy wzrostowy, a krótkoterminowy boczny. Słowem totalny chaos.
Teraz najniższy wymiar kary to według mnie 1750 punktów, a raczej nawet sto punktów niżej.
Katalizatorem do spadków zapewne będą wyniki Pekao SA oraz PKO BP. No dobra, ale co warte jest takie gadanie bez działania?
Tak pomyślałem dziś rano i otworzyłem 2 x S na FPKOM09, czyli wyjaśniając laikom zarabiam jeśli kurs PKO, a właściwie kontraktu na PKO spada. W uproszczeniu 1 zł spadku na PKO daje mi 200 zł zysku. Podobnie analogiczny wzrost kursu futa na PKO o 1 zł oznacza moją stratę 200 zł. Wszystkie kontrakty na akcje na GPW opierają się o pakiety 100 akcji i w tej chwili z płynnych najtańszy jest na TP SA.
Jeden otworzyłem po 27,80 a drugi po 27,89. Można było wyżej, bo dziś było spore bujanie na parkiecie i PKO też powracało nad 28 zł, ale ostatecznie skończyło się dość remisowo akurat na akcjach tego banku.
Stopa mam nieco nad 29 zł i czekam co z tego wyniknie. Jutro pojawią się rezultaty Pekao, więc rozwiązanie jest blisko. Ryzyko niezbyt duże, a potencjał jakiś tam jest.
Najbardziej pasuje mi akumulacja akcji małych i średnich spółek po korekcie i z tego powodu dziś znowu odchudziłem portfel. Sprzedałem Polnord po 30,59 i Trakcję po 4,10 tylko po to, żeby wbić zlecenia kupna tych spółek sporo niżej. Poszła też w końcu ropa po 10,35 na otwarciu (o tym kiedy indziej). Warfama zostaje jako maskotka.
Jeszcze bardziej obiecująco wygląda sWIG80, bo przebił średnią dwustusesyjną i się nad nią utrzymuje. Krótkoterminowo prezentuje się też spadkowo i powinien spaść do jakichś 8000 punktów. Tu wbiłem zlecenia oczekujące na Famurze i Noble Bank (właściciel Open Finance).
Proponuję przejrzeć skład indeksu sWIG80 oraz wykresy co najmniej kilku spółek z górnej połówki, bo obojętnie kiedy nadejdzie TA hossa to tu będą naprawdę niezłe jazdy w górę, szczególnie kiedy naród zacznie znowu wpłacać kasę do funduszy agresywnych.
Wariant wzrostowy i wyraźne przebicie 1900 pkt na WIG20 uważam za mało prawdopodobny, ale wciąż go nie wykluczam. Wtedy nie będę gonił się z rynkiem łapiąc akcje na oślep tylko użyję pochodnych. Raczej prędzej dobijemy do 1750, a wręcz do strefy 1575-1655 i ta ostatnia byłaby całkiem niezłym miejscem do akumulacji akcji.
Posted by
ZP
at
18:54
10
comments
Labels: akcje, giełda, inwestycje, pko, WIG20
niedziela, 10 maja 2009
Lokata rewolwer, obligacje dziesięcioletnie, eurobank i złoto
Kwartet: lokata rewolwer w Open Finance, obligacje dziesięcioletnie EDO0619, eurobank oraz złoto teraz pasuje mi najbardziej, choć na rynku bezpiecznych inwestycji sytuacja jest naprawdę dynamiczna.
Po 20 maja pojawi mi się w portfelu ponad 8 tysięcy złotych ze zwolnionych środków z lokaty sześciomiesięcznej w Deutsche Bank i lokaty pięciomiesięcznej w Open Finance.
Tym razem nie dostanę już 10%. Nie ma szans.
Na tą chwilę jestem zdecydowany na lokatę rewolwer w Open Finance na 7% na 2 lata z możliwością zerwania jej co trzy miesiące. Nie jestem specjalnie zapalonym miłośnikiem aż tak długich lokat, ale zauważmy, że w razie skoku inflacji można się z niej w miarę bezboleśnie wycofać. Moje depozyty w Open Finance są naprawdę mikre i tu po prostu dorzucę parę stówek do tego co mi wróci z aktualnej i powiększę stan w OF/ Noble Bank o parę setek.
Sytuacja na rynku jest zmienna i naprawdę nie jest łatwo przewidzieć co się wydarzy, ale przynajmniej na razie zapowiada się, że inflacja osiągnie tymczasowo szczyt 3,9% w maju, a potem lekko spadnie. Nie jestem aż takim optymistą jak nasza RPP czy minister Rostowski (jestem, jakby tu delikatnie napisać, lekko zdziwiony jego niektórymi wypowiedziami) i wręcz podejrzewam, że w przyszłym roku może być to więcej niż obecne 3,9%, ale zobaczymy co pokaże czas.
Na razie nie chcę powiększać zaangażowania w SKOKu i dlatego czekam aż do jesieni lub zimy z nowymi lokatami akurat tam.
Kolejna część gotówki powędruje na EDO0619, czyli obligacje Emerytalne Dziesięcioletnie Oszczędnościowe wygasające w czerwcu 2019 roku. Nie chciało mi się tego jeszcze szukać, ale zastanawia mnie ich kupon po wprowadzeniu euro. Z moich obliczeń przedstawionych we wcześniejszym tekście wynika, że w pierwszym roku będą one oprocentowane 7,3 lub 7,4%, co daje pewną premię nad inflację. Później będzie to inflacja w maju 2010 +2,75% i tak co rok. W tym przypadku w końcu skorzystam z IKE, bo w liście emisyjnym widnieje taki zapis:
„przy wypłacie świadczeń z tytułu przedterminowego wykupu, wysokość odsetek należnych od każdej obligacji pomniejszana jest o kwotę 1,00 zł (jeden złoty). Potrącenia nie dokonuje się wobec posiadaczy obligacji dokonujących wypłaty lub wypłaty transferowej z IKE”.
Przy okazji przypomnę, że w tym roku limit na IKE wynosi 9579 złotych. Ja wielkim entuzjastą tego programu nie jestem, bo żyję parę lat na świecie i nasze Państwo zawsze znajduje sposób, aby nas dodatkowo ograbić, więc i tu coś pewnie przyszykuje zbyt łatwowiernym.
Eurobank mnie zastrzelił tym rachunkiem oszczędnościowym z codzienną kapitalizacją odsetek i już zdążyłem tam parę tysięcy umieścić. Przyjemnie sobie popatrzeć jak po te kilkadziesiąt groszy dziennie dopisują do konta. Zatem kasa przeznaczona na obligacje poczeka tutaj do czerwca. Jeżeli masz nawet mało środków warto od razu założyć 5 rachunków oszczędnościowych. Dlaczego?
Załóżmy, że posiadasz całe 160 zł. W takim przypadku otrzymasz na 1 rachunku 3 grosze dziennie, czyli 90 groszy po miesiącu. Jeżeli natomiast podzielisz te 160 na 5 równych części dostaniesz 5 groszy dziennie, czyli 1,5 zł po miesiącu. 60 groszy za drobny trik.
To naprawdę mało, ale sprawa jest istotna przy wyższych kwotach, czyli pilnujemy, żeby dziennie nie przekroczyć 2,49 zł odsetek i w ten sposób nawet ponad 74 000 zł da się utrzymywać na 6,06% netto.
Podejrzewam, że eurobank zaraz zmniejszy te procenty, ale i nawet 5% przy codziennej kapitalizacji nadal zmiata konkurencję.
W ogóle zawsze warto mieć 5-10% portfela w gotówce na niespodziewane okazje i eurobank spełnia moje warunki na teraz – z tego powodu 2,5-3 tysiące złotych portfela APP Funds zostanie właśnie na rachunku oszczędnościowym.
Na koniec w maju dorzucę jeszcze sztabkę złota, 5 lub 10 gramów. Nie interesują mnie specjalnie bieżące ceny, a jeśli dla mnie mało prawdopodobne scenariusze ze spadkiem uncji do ceny 650-700 dolarów i kursem około 3 zł za zielonego rzeczywiście staną się faktem, dołożę kolejną. Zresztą ostatnio problemy z fizycznymi sztabkami ma giełda NYSE Liffe. Grali w cyferki grali, ale ktoś nagle zechciał naprawdę zabrać złoto fizyczne i pojawił się problem.
Ja takiego wolę nie mieć, czyli część defensywna portfela na kolejne miesiące to lokata rewolwer na 7% w Open Finance, obligacje dziesięcioletnie EDO019, rachunki oszczędnościowe w eurobanku oraz złoto jako ubezpieczenie przed fiat money.
Posted by
ZP
at
11:24
16
comments
Labels: Eurobank, inwestycje, lokata rewolwer, lokaty, obligacje, obligacje dziesięcioletnie, Open Finance, rachunek oszczędnościowy, Złoto
sobota, 9 maja 2009
Jak się wzbogacić?

Kwestia jak się wzbogacić nurtuje wielu ludzi. Najczęściej rozwiązanie sprowadza się do ponarzekania i ewentualnie puszczenia kuponu lotto. Druga wersja to marzenia i piękne plany, czytanie kolejnych książek i artykułów w internecie, uczęszczanie na seminaria i kursy itp. Jeszcze inna to zasuwanie od rana do wieczora na dwóch etatach i wiązanie jakoś koniec z końcem.
Niewielka grupka to ludzie sukcesu, którzy wyrwali się z wyścigu szczurów i świata marzeń.
Przejdźmy zatem do mojej wersji.
Posted by
ZP
at
11:30
15
comments
Labels: art banking, bogactwo, cele, finanse osobiste, inwestycje, jak zmniejszyć wydatki, pieniądze, przychody
piątek, 8 maja 2009
Giełda zatrzymana pod oporami, spokój w portfelu
Od kilku dni nasza giełda straciła ochotę do wzrostów mimo całkiem niezłej otoczki międzynarodowej. W sumie ile można rosnąć bez przystanku? 50% to chyba na razie wystarczy? Tego do końca nie wiem, ale skoro nie udało się przebić oporu nad 1900 punktów na WIG20, uważam, że teraz znacznie bardziej prawdopodobna jest korekta i to taka przynajmniej do 1650 punktów. W każdym razie uważam, że w granicach 1575-1650 punktów warto podjąć próbę akumulacji akcji z dość szerokimi stopami, no i przygotować sobie gotówkę na jesień. A dlaczego tak sądzę? Szczegóły we wcześniejszych wpisach.
Portfel 34 295,07 zł (8403,07+18991+3456+3445)
Biuro maklerskie 8403,07 zł:
Polnord 50 akcji wartość 1500 zł
Trakcja 250 akcji wartość 1042,5 zł
Warfama 1000 akcji wartość 1270 zł
ropa naftowa:
RCCRUAOPEN 100 certyfikatów wartość 1024 zł
gotówka 3566,57 zł
+przelew 540 zł
W tym tygodniu wypadłem z akcji TPSA oraz Wasko. Straty wyniosły odpowiednio -83,17 zł/-4,6% oraz -158,33 zł/-10,3%. Aha i zapomniałem kolejny tydzień o wcześniejszym zysku 21 zł na akcjach INGBSK, więc dodaję teraz (szkoda, że nie poczekałem). W ogóle w tym roku wielokrotnie za wcześnie zamykałem zyskowne pozycje zaskoczony skalą odbicia.
Poza tym w piątek wpadł mi po 29,2 zł Polnord (ma sporo ziemi, ale i pana Rysia z lekko dziurawymi kieszeniami).
Lokaty i depozyty 18 991 zł:
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 10484 zł
Eurobank 77 zł
Waluty 3456 zł:
800 Euro
Złoto 3445zł:
36 g w monetach
W tym tygodniu blog otrzymał dotację, za którą dziękuję Piotrowi i mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda się Czytelnikom zarobić konkretne pieniądze dzięki artykułom z bloga. Tu chodziło o konkretne spółki.
W niedzielę wprowadziłem reklamy AdSense do rss i wcześniej dziś już o tym pisałem, więc nie będę się powtarzał i wyrażam tylko nadzieję, że nie będą one przeszkadzały, a czasem nawet się przydadzą.
Parę osób interesuje lokata rewolwer zakładana w Noble Bank poprzez Open Finance. Wydaje się, że te 7% z możliwością zerwania co 3 miesiące wygląda nieźle. Jakąś lokatę będę zakładał pod koniec maja i wtedy rozejrzę się. Na pewno część środków zostawię w eurobanku. 6,06% netto z codzienną kapitalizacją zupełnie mnie zadowala, choć obawiam się, że ta idylla długo nie potrwa.
O ile nie przebijemy oporów na giełdzie pozostanie nam akumulacja kapitału i powolne przesuwanie środków do maklera. Taki scenariusz mi pasuje i proponuję na początek każdemu, aby w przyszłym tygodniu odłożył pierwsze pieniądze pod efekt października (WIG rósł 14 razy w 15 ostatnich latach w okresie koniec października –maj).
Posted by
ZP
at
17:45
8
comments
Labels: inwestycje giełda, lokaty, portfel
Reklamy AdSense w RSS
Co do reklam AdSense w RSSie wahałem się, ale w końcu zdecydowałem wyłącznie na tekstowe, żeby nie denerwować za bardzo czytelników.
Kierowały mną przede wszystkim względy materialne, wiadomo, ale dodatkowo uznałem, że skoro ktoś czyta bloga nie wchodząc tutaj, może i tam sobie znajdzie jakąś ofertę uzupełniającą wpis. Na przykład piszę o lokacie na X procent i pod spodem pokazuje się reklama z tą lokatą. Ktoś klika w nią, zakłada lokatę i wszyscy są zadowoleni, łącznie z reklamodawcą. O to w sumie chodzi. Rzecz jasna istotne jest, żeby nie przekroczyć cienkiej granicy między naganianiem na reklamy, a pisaniem tego co naprawdę myślę.
Nigdy nie napisałem i nie napiszę, że konto w banku X jest świetne wyłącznie dlatego, że ich reklama w AdSense przynosi więcej za kliknięcie. To dla mnie niepoważne.
Podobnie jeśli chodzi o inwestycje. Jeżeli uważam, że giełda będzie lecieć w dół i amatorzy powinni czekać, bo akcje będą tanieć nie będę pisał, żeby szybko otwierali rachunek maklerski tylko dlatego, że dany makler zorganizował jakąś dobrze płatną kampanię reklamową.
Właśnie dlatego zrezygnowałem z programów partnerskich tu na blogu, bo nie do końca zgadzałem się z ofertą ich produktów. Nie zawsze jest ona uczciwa i klient mógłby czuć się oszukany pośrednio przeze mnie.
Od razu zastrzegam, że nie jestem też w stanie kontrolować wszystkich reklam w AdSense, ale jak widzę oszustów, wrzucam ich do filtra choćby płacili i po 2 dolary za kliknięcie.
Wybrałem taki model, że jeśli ktoś skorzysta z bloga w wymierny sposób, po prostu przeleje jakąś dotację na jego rzecz (całość reinwestowana oczywiście także w celach edukacyjnych), albo jeśli naprawdę jest zainteresowany produktem reklamowanym przez AdSense skorzysta z niego poprzez bloga.
Mam nadzieję, że wyjaśniłem sprawę reklam AdSense w czytnikach RSS i proszę się nie niepokoić, że coś mi strzeli do głowy i nagle w RSS pojawi się jakiś jazgoczący filmik.
Posted by
ZP
at
13:03
7
comments
czwartek, 7 maja 2009
Giełda dla optymistów
Wiadomo, że najbardziej opłacalne inwestycje to te w ryzykowne instrumenty, czyli przede wszystkim giełda i okolice (Forex, surowce, towary itd.). Jesteśmy tuż przed kluczowymi poziomami na WIG20 pod 1920 punktów. Wynikają one z 3 zasadniczych czynników: szczyty ze stycznia (akurat najmniej ważne), średniej 200 SMA (wczoraj wypadła na 1920,84 punktów) oraz najważniejszego, czyli linii trendu spadkowego. Przebicie trendu nie będzie łatwe, ale jeśli się uda może doprowadzić do wybuchu entuzjazmu i kolejnej szalonej jazdy. Wtedy inwestycje w akcje i longi przyniosą naprawdę solidne stopy zwrotu.
Poza tym potencjalnie na wykresie WIG20 rysuje się (uwaga, jeszcze jej nie ma!) formacja odwróconej głowy z ramionami. Jest to silna formacja techniczna wskazująca na zmianę trendu długoterminowego. Idealnie do jej ukształtowania WIG20 powinien jednak najpierw spaść gdzieś do 1650 punktów, a potem dopiero wybić się do góry. Byłoby to tym łatwiejsze, że trend byłby już nieco niżej i wystarczyłoby wrócić do obecnych poziomów, aby go wyraźnie przełamać.
Czy sam wierzę w ten wariant? Nie za bardzo, ale giełda to nie religia i chodzi o zarabianie pieniędzy, a nie ideologię i sprawy ezoteryczne. Z tego powodu celowo na złość swoim przekonaniom wczoraj kupiłem 700 akcji spółki Wasko, bo jeśli wariant z wybiciem się sprawdzi jeszcze szybciej, to małe ruszą ostro do góry, a tu zaczęło się dziać coś ciekawego, także na wykresie. Inwestycje w takie nieduże walory powinny potencjalnie w scenariuszu odwróconego RGR przynieść naprawdę niezłe pieniądze. Poza tym zawsze warto pośmiać się ze swojego ego, które woli mieć rację niż zarabiać.
Na razie jestem umiarkowanie sceptyczny, ale mamy przed sobą decyzję Europejskiego Banku Centralnego (drukować czy nie drukować, oto jest pytanie) oraz reakcję na „stress testy” amerykańskich banków. Trudno wyrokować, ale wolę na wszelki wypadek mieć w portfelu trochę akcji.
Gdyby formacja odwróconej RGR sprawdziła się, byłbym mocno zdziwiony, ale lepiej przy okazji zarobić parę złotych niż marnować czas na marudzenie o braku fundamentalnych podstaw tej zwyżki. Tak, nie ma ich żadnych i upadek może być bolesny. Na razie poczekajmy z wyraźnym przebiciem 1920. Jeżeli to ma być coś solidniejszego, każdy jeszcze zarobi, więc ja dorzucę papiery w okolicach 2000 punktów. Wtedy potencjał wychodziłby całkiem nieźle od strony technicznej, a poziom ucieczki można ustalić dość blisko.
Posted by
ZP
at
08:51
10
comments
Labels: analiza techniczna, giełda, inwestycje, RGR, Wasko, WIG20
środa, 6 maja 2009
Obligacje dziesięcioletnie 7,3% w czerwcu

Obligacje są idealnym rozwiązaniem dla osób, które cenią spokój i względnie niezły przychód. Obecnie najciekawsze wydają się obligacje dziesięcioletnie nabywane w czerwcu, które przyniosą prawdopodobnie 7,3% w pierwszym okresie odsetkowym.
Mniej zorientowanym w temacie wyjaśniam, że obligacje skarbu państwa to po prostu pożyczka, której udzielamy państwu na finansowanie jego nieograniczonych wydatków. Ja na przykład z powodów ideologicznych nie kupowałem żadnych obligacji, kiedy wicepremierem był Lepper. Temu Panu z zasady dobrowolnie nie chciałem dawać żadnych pieniędzy. No ale dość polityki, bo naprawdę szkoda czasu i nerwów.
Niektórzy mylą obligacje z funduszami obligacji. Trzeba pamiętać, że stopy zwrotu z funduszy obligacji są zmienne i są one ryzykowne zarówno w pozytywnym jak i negatywnym znaczeniu tego słowa, więc nie wiemy z góry jaki przyniosą nam one zysk.
Najczęściej idealnym momentem do zakupu większości funduszy obligacji jest początek cyklu obniżek stóp procentowych, ale teraz przy głównej stopie referencyjnej NBP 3,75% nie ma za wiele miejsca do zejścia w dół.
Oczywiście fundusze różnią się strukturą portfeli i strategią. Poza tym inwestują też w bony skarbowe, obligacje korporacyjne czy zagraniczne, ze stałym kuponem itd., ale sam nie planuję ich zakupów z tej prostej przyczyny, że cały świat chce teraz pożyczać kasę, a gorzej z oddawaniem.
W USA istnieje wiele spółek, które znajdują się w całkiem niezłej kondycji i muszą pożyczać pieniądze na bieżące finansowanie inwestycji, a ze względu na problemy z bankami oferują wysokie oprocentowanie na swoich papierach dłużnych. Wielu doświadczonych inwestorów lokuje w nich teraz całkiem sporą część swoich środków.
W Polsce obowiązuje inny model, zbliżony raczej do niemieckiego, bez rozwiniętego rynku obligacji korporacyjnych powszechnie dostępnych, a finansowaniem potrzeb przedsiębiorstw zajmują się głównie banki. Stąd naprawdę ograniczone możliwości dla przeciętnego Kowalskiego lokowania w nie pieniędzy, ale na razie i tak nikomu nie polecałbym samodzielnych prób, bo trzeba naprawdę nieźle znać się na finansach, aby umieć ocenić kondycję pożyczkobiorcy, szczególnie w tak trudnych czasach.
Pozostają obligacje skarbowe. Mamy do wyboru obecnie 2,3,4 i 10-letnie. Najciekawiej wyglądają według mnie te ostatnie. Zwrócił na nie moją uwagę wczoraj Emil Szweda z Open Finance w TVNCNBC Biznes i skoro zaraz pod wtorkowym wpisem pojawiło się pytanie Czytelnika o w miarę bezpieczne długoterminowe oszczędzanie, wiadomo już skąd wziął się ten dzisiejszy tekst.
Konstrukcja obligacji pozwala nam na prognozowanie ich oprocentowania nieco wcześniej. Do wskaźnika inflacji podawanego w poprzednim miesiącu w skali rocznej dodawana jest premia, za pierwszy rok nieco wyższa, a potem trochę mniejsza.
Obecna seria majowa da nam 7% odsetek za rok, a za rok inflacja + 2,75%.
Tymczasem w czerwcu dostaniemy nieco więcej, czyli (i tu mam wątpliwość, bo Szweda podawał wczoraj zdaje się 7,4%) 3,9% inflacja +3,4% premii, czyli 7,3%. Nie jestem pewien czy premia będzie taka sama jak majowa, więc może być 7,3 lub 7,4%. W kolejnych latach premia będzie mniejsza i oprocentowanie będzie pewnie wyglądało tak: inflacja roczna +2,75%.
To wygląda całkiem nieźle, tym bardziej, że obligacje można bez problemu kupować przez internet w wygodnych nominałach po 100 zł. Szczegóły na stronie obligacje skarbowe.
Jeżeli zapragniesz sprzedać je wcześniej przed zapadnięciem, poniesiesz koszt 1 zł od każdej umorzonej sztuki.
Dziesięciolatki można też wrzucić do IKE.
Jaki jest minus? Jeżeli inflacja zacznie rosnąć to bufor premii może nie wystarczyć i tu mam spore, według mnie uzasadnione wątpliwości. W takim wypadku posiadacze pewnie będą zmuszeni umorzyć je wcześniej i przerzucić się na inne instrumenty finansowe.
Ciekawi mnie też dziura budżetowa, która powinna się pokazać w wakacje, ale zakładam, że Polska jednak nie zbankrutuje jak Rosja w 1998 ;)
Na razie zanosi się, że inflacja powinna spadać i przynajmniej przez pierwszy rok obligacje dziesięcioletnie z 7,3% czy 7,4% to całkiem niezła alternatywa dla poszukujących spokoju i bezpieczeństwa, chociaż mi ze względu na elastyczność na razie wystarczają tradycyjne lokaty i konto oszczędnościowe na 6,06% netto.
Posted by
ZP
at
08:22
8
comments
Labels: dziesięcioletnie, fundusze, inwestycje, obligacje
wtorek, 5 maja 2009
Skarbiec Gotówkowy stracił 4% w jeden dzień
Skarbiec Gotówkowy na stronie internetowej pisze o sobie tak:
„Subfundusz rekomendowany jest inwestorom:
• poszukującym inwestycji pozwalającej na osiągnięcie zysków znacznie przewyższających dochód z tradycyjnych lokat bankowych;
• ceniącym płynność i bezpieczeństwo inwestycji przy ograniczonym ryzyku inwestycyjnym.”
Poza tym podoba mi się zdanie powitalne zarządzającego Olafa Pietrzaka (w innych źródłach występuje Marta Miranowicz, ale nie szukałem dalej kto w końcu kieruje tym fundem teraz, bo to raczej dla mnie nieistotne): „Znaczna nadpłynność na rynku krótkoterminowego pieniądza w zestawianiu z wysoką rentownością aktywów o zapadalności w okresie 1 roku powoduje, że mimo obniżek stóp procentowych dochodowość funduszu nadal pozostaje atrakcyjna” (pisownia jak w oryginale).
Horyzont inwestycyjny to rzekomo 3 miesiące. Benchmarkiem funduszu jest według samego Subfunduszu Skarbiec Gotówkowy WIBOR 6M (hmm, ciekawe czemu nie 3M i dlaczego nazywają ten pierwszy „benchamarkiem”?) pomniejszony o koszty wynagrodzenia funduszu, czyli 1% w skali roku opłaty za zarządzanie.
Dziś Skarbiec podał najnowszą wycenę … - 4,01% w stosunku do poprzedniej z 30 kwietnia i tym samym subfundusz przez rok przyniósł … +0,44% zysku. Już wcześniej wynik raczej nie powalał na kolana, ale teraz posiadacze jednostek chyba naprawdę mocno się zdenerwowali.
Zwracam uwagę na pozycję „papiery komercyjne denominowane w USD” – o tu pewnie leży pies pogrzebany.
Nie wiem czy jest tu wiele do komentowania, ale rzeczywiście nasze fundusze starają się jak mogą, żeby mnie do siebie zniechęcić i na razie im się to udaje znakomicie.
Fundusz klasyfikowany razem z pieniężnymi, który traci 4% w jeden dzień to ponad moje siły i ciekawe co sobie myślą teraz klienci, którzy powierzyli swoje środki Skarbcowi? Lepiej ich pewnie nie cytować.
Niedawno mieliśmy jeszcze gorszy kwiatek z DWS, ale ten klops jest kolejnym samobójem ze strony TFI. Ja na pewno wolę jednak bank i lokatę czy konto oszczędnościowe od bezpiecznych funduszy przynoszących straty.
Posted by
ZP
at
18:49
12
comments
Labels: fundusz, inwestycje, Skarbiec
Goldman Sachs. Teoria spisku, odcinek nr 150

Teoria spisku jest bardzo dobrym wytłumaczeniem naszych porażek giełdowych. Jej zwolennicy oglądają 150. odcinek swojej sagi, czyli bank inwestycyjny Goldman Sachs i jego siatkę wpływów.
Stephen Friedman, członek nowojorskiego oddziału Banku Rezerwy Federalnej równocześnie zasiada w radzie nadzorczej banku Goldman Sachs, a wcześniej był nawet jej przewodniczącym przez 2 lata.
Przypomnijmy sobie, że jesienią ubiegłego roku Goldman otrzymał szybkie wsparcie rządowe w wysokości 10 mld dolarów. Intrygujące, że aktualny szef Goldmana Lloyd Blankfein jako jedyny człowiek z Wall Street prowadził indywidualne rozmowy w sprawie wielomiliardowego programu ratunkowego AIG z Henrym Paulsonem. Ciekawym „zbiegiem okoliczności” GS był mocno zaangażowany w transakcje z AIG i przez to jego fundamenty byłyby mocno zagrożone w przypadku katastrofy ubezpieczyciela.
Jeśli ktoś się zastanawia skąd taka łaskawość wobec Goldmana niech zgadnie gdzie wcześniej pracował Henry Paulson?
Tak jest – większość kariery to 32 lata w Goldman Sachs od szeregowego pracownika aż do fotelu prezesa. Paulson zgromadził majątek osobisty o wartości około 700 mln dolarów (dane z 2006 roku) i potem przeszedł do instytucji rządowych, ale przecież nie zapomniał o swoim dawnym chlebodawcy. W końcu te 700 baniek piechotą nie chodzi.
Tymczasem „the Wall Street Journal” podaje, że wspomniany na początku tekstu Friedman posiada znaczący pakiecik akcji Goldmana i co istotniejsze dokupił 37 500 akcji w grudniu ubiegłego roku. Od tamtej pory kurs akcji poszedł ostro w górę (wczoraj na zamknięciu $134.16, a w grudniu poziomy poniżej $80) wspomagany także przecież przez znanego nam Warrena Buffetta.
Jaki z tego wniosek? Powiedzmy, że świat finansów delikatnie mówiąc nie gra do końca fair, a korupcja nie jest wyłącznie pojęciem znanym z opowieści o biednych afrykańskich państewkach.
No dobrze, ale co ja mam z tym zrobić?
Albo uznam, że rynek jest jaki jest i przyjmuję jego reguły, albo rezygnuję z inwestowania i zajmuję się zupełnie czym innym.
Ja wybieram to pierwsze, ale nie mam złudzeń co do czystej gry zgodnej z przepisami. Zakładam, że poruszam się po niebezpiecznej dżungli i mogę nadepnąć na jadowitego węża i w każdej chwili umrzeć od jego ukąszenia, a nie, że jestem w parku z wiewiórkami i ptaszkami.
Podobnie ostrożnie traktuję bieżące odbicie na giełdzie. Równie dobrze może się ono okazać pułapką na naiwnych. W takim wypadku powinno nastąpić przebicie 1900 punktów i rozdanie akcji na wysokich obrotach w krótkoterminowej konsolidacji, ale jak będzie to dopiero się okaże.
Poza tym skoro takie banki jak Goldman Sachs robią co chcą w USA, to chyba tylko naiwni wierzą w zupełnie czystą grę rynkową także i u nas. Według mnie to zagranica napędza te wzrosty i tylko ona zdecyduje kiedy przyjdzie czas na realizację zysków.
Z tego powodu warto patrzeć na to co się dzieje na giełdach ościennych, czyli w Budapeszcie czy Pradze oraz krajów BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny), a wskaźnikiem pomocniczym jest nasza waluta oraz zachowanie pary EUR/USD (mocniejsze euro nam sprzyja).
Teoria spisku jest bardzo chwytliwa, ale ja patrzę na nią wyłącznie pod kątem możliwości podłączenia się do ruchów kreowanych przez manipulantów lub przynajmniej unikania spekulacji przeciw ich potężnym kapitałom, a do ich wykrywania są powołane różne urzędy i tylko one powinny być rozliczane ze swojej skuteczności. Jeżeli natomiast stracę pieniądze nie będę płakał, że to wina Morgana, Goldmana czy jakiegoś analityka, tylko przyjmę winę stuprocentowo na siebie. I to jest początek sukcesu.
Posted by
ZP
at
09:55
5
comments
Labels: bank, Friedman, Goldman Sachs, inwestycje, Paulson, teoria spisku