Giełda ostatnio nie wygląda jednoznacznie, ale znalazłem ciekawą rzecz ze średnią prostą 200 SMA na akcjach małych spółek. Akcje te są z grubsza reprezentowane przez sWIG80 (część po prostu nie zmieściła się w mWIG40 i wcale nie są takie malutkie). Ten indeks dręczy mnie od kilku dni.
Popatrzmy na wykres i tu lekki szok (kliknij obrazek, żeby powiększyć):
Tak, sWIG80 wygląda jakby znalazł się już w … hossie.
Dla mnie to jest mocno zaskakujące, ale tak pokazuje wykres, czy tego chcemy czy nie.
Przebicie średniej 200 SMA przez sam indeks to wstępny sygnał długoterminowego kupna.
Ostatnio sWIG80 przebywał ponad tą średnią jesienią w … 2007 roku.
Dzięki temu teraz znajdujemy się w dość komfortowej sytuacji, bo możemy sobie poczekać czy po wynikach kwartalnych spółek trend wytrzyma, bo trochę wygląda za euforycznie. Potwierdzeniem wiarygodności sygnału byłoby przebicie ostatniego szczytu, a jeszcze lepiej przecięcie tej długiej średniej przez nieco szybszą np. 55 SMA.
Zaznaczone na wykresie zniesienia fali bessy za pomocą poziomów Fibonacciego należy traktować jak zawsze ze sceptycyzmem i najlepiej jeśli pokrywają się jeszcze z czymś dla potwierdzenia swojej wiarygodności. Na przykład 23,6% na 9627,37 punktów pasuje do oporu także z powodu zachowania samego wykresu ceny.
Do tamtych rejonów mogłaby wyciągnąć nas ewentualna kolejna fala entuzjazmu.
A tymczasem obserwujmy czy trend się utrzyma przez kolejne 2 tygodnie. Jeżeli sWIG80 nie spadnie poniżej 7900-8000, to ja na pewno dołożę kolejne małe spółki do portfela.
Stop można sobie ustawić na jakieś 10% i spokojnie czekać.
Tajemnica sukcesu leży także w tym, że indeks nie był zainfekowany zbyt wieloma akcjami banków. Nie mają ona tu większego wpływu.
Co paradoksalne, osobiście wolałbym, żeby giełda jednak na razie przestała rosnąć. Bardziej mi pasowałaby sytuacja, kiedy poprawiają się wyniki finansowe spółek, a nie tylko ich notowania. Tak się nastawiłem ze zbieraniem akcji przy sWIG80 na 4000 pkt, tymczasem jest on dwa razy wyżej. Giełda zachęca do zakupów, ale to na razie wciąż wygląda jak czysta spekulacja.
środa, 29 kwietnia 2009
Giełda zachęca do zakupów średnią 200 SMA
wtorek, 28 kwietnia 2009
Kiedy sprzedam euro, a kiedy kupię?

Euro i kwestia "kiedy je sprzedam czy kupię ?" od dobrych kilku miesięcy zajmuje myśli wielu ludzi. Poza tym Polaków interesują franki, funty czy dolary ze względu na całkiem sporą liczbę emigrantów, którzy albo przysyłają waluty, albo po prostu wrócili niedawno i zastanawiają się co robić.
Dziś przyjrzałem się czy rzeczywiście prawdą jest występujące od kilku miesięcy zjawisko drożejącego euro pod koniec miesiąca. Faktycznie taka anomalia występuje. Prawdopodobnie chodzi o rozliczenia wynikające z opcji walutowych i wzmożony popyt firm na waluty na przełomie miesięcy do regulowania należności. 
Oczywiście próbka nie jest wiarygodna statystycznie, ale tak roboczo możemy przyjąć, że po ujawnieniu sprawy opcji póki co sprawdza się strategia, żeby sprzedawać swoje waluty na przełomie miesięcy, a kupować mniej więcej w środkowej ich części.
Nie jest to żadna strategia dla graczy, szczególnie tych z Forex, ale wydaje się, że jeżeli chcesz na przykład kupić sobie euro na wakacje to lepiej będzie to zrobić w połowie czerwca niż na końcu miesiąca.
Przynajmniej tak to wygląda od kilku miesięcy. Ja w każdym razie spróbuję kolejne euro kupić najwcześniej 11 maja (poza tutejszym portfelem). Rzecz jasna takie zjawisko nie potrwa długo, bo coraz więcej ludzi zacznie się orientować w anomalii, aż efekt zniknie, ale przynajmniej w maju powinien raczej wystąpić.
niedziela, 26 kwietnia 2009
Tanie konto osobiste dla oszczędnych
Tanie konto osobiste w banku każdemu się przyda. Skoro mamy oszczędzać, żeby potem inwestować poszukajmy najtańszego zestawu z niezłymi odsetkami i podstawowymi funkcjami.
Potrzeby wielu ludzi różnią się i nie ma idealnego banku dla każdego, ani doskonałej oferty pasującej wszystkim.
Ogólnie każdy chciałby przede wszystkim nic nie płacić, albo jakieś naprawdę drobne kwoty. Z tego powodu wciąż najlepszym rozwiązaniem, szczególnie dla osób z niskimi czy nieregularnymi dochodami jest mBank. Chodzi tu o konto osobiste, bo o rachunkach dla firm nie umiem się wypowiedzieć.
Co tu mamy? Konto, karta debetowa i przelewy bez opłat, trochę ubogi rachunek maklerski oraz bezprowizyjny Supermarket Funduszy Inwestycyjnych.
Niestety ostatnio mBank zaczyna też eksperymentować z wprowadzaniem opłat i od 1 czerwca za zamówienie papierowych haseł jednorazowych trzeba będzie zapłacić 5 zł. To mi się nie podoba,
Póki co dla studenta czy pracującego dorywczo sam mBank wystarcza. Gorzej jeśli masz na przykład jakieś oszczędności.
Oferta lokat jest kiepska.
Z tego powodu w mBanku rzadko na dłużej goszczą moje pieniądze i wybrałem od kilku miesięcy Eurobank. Bank należy do grupy Societe Generale (Jerome Kerviel - pozdrowienia).
Najtańszy zestaw to konto online bez karty debetowej oraz z tokenem GSM w telefonie (token jest potrzebny do logowania i potwierdzania większości operacji). Ja tutaj jednak wykazałem pewnego rodzaju rozrzutność i płacę całe 2 zeta miesięcznie za token fizyczny.
Przede wszystkim w Eurobanku można założyć sobie 5 rachunków oszczędnościowych z oprocentowaniem 6,06% w skali roku i każdy kto otwiera takie konto niech tak najlepiej zrobi, bo będzie miał wtedy te 6,06 % netto o ile odsetki miesięczne z każdego z nich nie przekroczą 2,5 zł miesięcznie (niecałe 500 zł na każdym z nich). Z tego wynika, że można mieć ponad 2000 zł na 6,06% netto.
Na tym nie koniec.
Eurobank posiada bardzo fajną ofertę lokat krótkoterminowych, w tym siedmiodniowych i czternastodniowych. Ja z nich bardzo często korzystam, bo na przykład trzymam tam pieniądze, które są przeznaczone do zapłaty za rachunki. Mogę sobie dopasować różne wielkości lokat i terminy tak, aby mieć 6% zupełnie bez podatku. W ten sposób grosiki kumulują się prawie jak Duży Lotek :)
Samo konto osobiste online płaci 5,05% odsetek i to i tak jest sporo – WIBOR jest na dużo niższym poziomie, czyli banki sobie nawzajem pożyczają na mniej (no z tym pożyczaniem to różnie bywa). Minusem Eurobanku jest wymóg comiesięcznego zasilania konta kwotą 800 PLN lub średnie miesięczne saldo 10k, bo w przeciwnym wypadku pobierają opłatę 4 PLN.
Dla mnie akurat problem z tymi 8 stówkami nie istnieje, bo mam niestety więcej rachunków miesięcznie do zapłacenia.
Jeżeli ktoś nie ma stałych wpływów wystarczy, że zgromadzi te 8 stówek w Eurobanku i przeleje je sobie do mBanku, a potem z powrotem i już spełnia warunki. Nie jest to zbyt skomplikowana operacja.
Co do kredytów, nie umiem się wypowiedzieć, bo sprawa mnie nie interesuje.
Poza tym jeśli chodzi o lokaty, lepszą ofertę widzę w SKOKu, ale coś się wokół nich ostatnio dzieje niedobrego i raczej nie będę powiększał swoich zbytnio – zastanawiam się póki co.
Na koniec zastrzegam, że nie mam nic wspólnego ani z mBankiem, ani Eurobankiem i nie jest to żaden tekst sponsorowany czy inne tego typu sprawy.
Jeśli ktoś zna jakieś inne ciekawe banki, gdzie można sobie otworzyć tanie konto osobiste, zapraszam do komentarzy.
Posted by
ZP
at
08:18
18
comments
Labels: bank, banki, Eurobank, konto, mBank, porównanie, tanie
sobota, 25 kwietnia 2009
Gdzie powinni inwestować pieniądze młodzi ludzie?
Pytanie gdzie inwestować pieniądze pojawia się co chwilę.
Wielu czytelników bloga to młodzi ludzie szukający swojej drogi w życiu. Według mnie osoba, która ma powiedzmy mniej niż 23-25 lat (początek kariery zawodowej) powinna skoncentrować się na jednej podstawowej inwestycji, czyli w siebie. Ona zawsze zwraca się z nawiązką. Zatem jeśli marzysz o karierze inwestora na Forex czy na giełdzie nie powinieneś teraz przesiadywać całymi dniami przed monitorem gapiąc się w notowania, ale lepiej pogłębiaj swoją wiedzę, czy to na studiach, kursach, czytając książki, artykuły itd. W tym wieku przyswajanie nowych informacji jest naprawdę najefektywniejsze.
Zwykle młodzi ludzie są niecierpliwi i chcą szybkich zysków. Brak doświadczenia, niski kapitał i za duże ryzyko tworzą wybuchową mieszankę, która najczęściej kończy się masakrą rachunku u maklera czy brokera rynku Forex, mimo częstych tymczasowych sukcesów. Przychodzi TA transakcja czy kilka z nich i po zawodach.
Chciałbym zastrzec, że nie chcę nikogo zniechęcać do inwestowania. Absolutnie nic takiego. Buffett zaczął kupować akcje, gdy miał kilkanaście lat i żartuje, że i tak za późno. Wręcz odwrotnie – zdobywaj doświadczenie, bo przyda się kiedy zgromadzisz większy kapitał.
Natomiast jestem zagorzałym wrogiem wszelkich gier i konkursów związanych z giełdą i Forexem. Gra Onetu może być dobra wyłącznie dla gimnazjalistów, żeby poznali mechanizmy giełdowe, ale lepiej zainwestować prawdziwe 500 zł niż wirtualne 40 000, bo dochodzą emocje, których nie ma w wirtualnych inwestycjach.
A co do tych gier - na przykład Parkietu czy XTB, wygrywają w nich nie najlepsi inwestorzy, tylko najwięksi ryzykanci. W ten sposób propaguje się styl inwestowania kamikaze, który w realnym świecie prędzej czy później zbankrutuje. Zresztą samo założenie konkursu giełdowego, który trwa 3 miesiące jest dla mnie absurdalne – proponuję organizatorom dowolną książkę do ekonomii, o inwestowaniu czy o giełdzie i sprawdzenie czy znajdą tam gdziekolwiek zalecenie, żeby pieniądze do zainwestowania na maksimum 3 miesiące wpłacać na giełdę. Od tego są lokaty, a tak to bawimy się w kasyno. Na pewno te gry są dobre dla brokerów, bo wykształcają w uczestnikach potrzebę jak najczęstszych transakcji, czyli docelowo większych zysków z prowizji.
Wracając do tematu, młodzi ludzie powinni koncentrować się przede wszystkim na własnym rozwoju i inwestować w swoje najcenniejsze aktywa, czyli własne ciało i umysł (nie zapomnijcie o ubezpieczeniu się). Na prawdziwe zarabianie przyjdzie czas.
Jeżeli natomiast już pracujesz czy prowadzisz własny biznes, zacznij od funduszu bezpieczeństwa, czyli zgromadzenia łatwo dostępnych środków na przykład na koncie lokacyjnym w banku, które odpowiadają twoim przynajmniej trzymiesięcznym wydatkom i z czasem powoli powiększaj ten fundusz, który wykorzystasz w awaryjnej sytuacji.
Następnie trzeba tak zorganizować swój budżet domowy, aby generować dodatnie przepływy gotówki co miesiąc, czyli przychody-wydatki>0 i zaoszczędzoną nadwyżkę możesz inwestować. Jeżeli ktoś koniecznie chce się zlewarować, lepiej niech omija kredyty, tylko raczej dobrze zapozna się z instrumentami pochodnymi czy rynkiem Forex. Trzeba jednak pamiętać, że dźwignia działa w obie strony i nauczyć się obliczać potencjalne ryzyko. Przed dowolną inwestycją w cokolwiek należy dobrze poznać wybrany rynek czy instrument i PRZED transakcją wiedzieć co zrobisz jeśli cena wzrośnie czy spadnie, a nie w panice szukać porad u innych.
Podsumowując, każdy młody człowiek powinien pamiętać, żeby nie stracić z oczu swojego głównego celu, czyli powiększaniu kapitału wiedzy, ten namacalny w brzęczącej gotówce też przyjdzie, ale trochę później.
Posted by
ZP
at
10:09
14
comments
Labels: Forex, giełda, inwestowanie, młodzi ludzie, Parkiet, pieniądze, XTB
piątek, 24 kwietnia 2009
Portfel fałszywego giełdowego proroka
Debiut na giełdzie w roli proroka na razie zaliczam jako średnio udany. Zaczęło się bardzo ładnie i na przykład kontrakty terminowe od maksa tego dnia na 1808 punktów zjechały do wtorku o 179 punktów, ale liczyłem na więcej i spadek samego WIG20 do okolic 1640 pkt też mi się wydawał zbyt mały.
Po piątku jednak zdanie wypada zmienić i przeprosić się z wariantem z atakiem na linię trendu spadkowego, a potem zobaczymy co dalej. Możliwe, że na przykład hossa drukarzy przerodzi się w hossę inflacyjną i uciekający z papierowego pieniądza wybiorą zamiast dolarów także akcje spółek. Wtedy zarówno giełda jak i nieruchomości mogą przestać tanieć w ujęciu nominalnym. Gorzej będzie po uwzględnieniu inflacji. 
Teraz raczej skłaniam się do bardziej logicznego dobicia do czerwonej kreski i nawet jej naruszenia, a potem powrotu na 1500-1600. Rynek może jak zwykle nas zaskoczyć i na przykład zacząć spadać w przyszłym tygodniu, ale naszym zadaniem nie jest zgadywanie, tylko podążanie za rynkiem, Tak jest trochę prościej, ale wcale nie łatwiej.
Portfel 34 112,92 zł (8040,92+ 18994+3560+3518)
Biuro maklerskie 8040,92 zł:
IDM SA 1100 akcji wartość 1793 zł
Warfama 1000 akcji wartość 1300 zł
Ropa naftowa 100 certyfikatów wartość 964 zł
Gotówka 3983,92 zł
W tym tygodniu w czwartek otworzyłem eskę na futures FW20M09 zakładając, że WIG20 maksymalnie dojedzie do 1740 pkt, a potem znowu wróci do jedynie słusznego kierunku. Lepiej może pokażę co widziałem na futures na obrazku:
Zakładałem, że nie przejdziemy strefy 1720-30 na kontraktach, ale nie udało się. Po pierwszym przejściu 1730 i zejściu niżej, po kolejnej próbie rynek mnie wywalił na 1730 i zaliczyłem stratę 29 pkt czyli 290 zł+19,80 zł prowizji, razem wtopa 309,80 zł. W sumie wyjście było zrobione w miarę ok, a moment wejścia mógł być te 10-15 pkt wyżej.
Z kolei kupiłem dziś 1100 akcji IDMSA po 1,57, 1,58 (liczę na ruch powrotny do 1,9-2 zł) i 1000 x Warfama po 1,3 zł (nie nadaję się na chłopa, to chociaż zainwestuję w maszyny rolnicze).
Lokaty i depozyty 18 994 zł:
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 10484 zł
Eurobank 0 zł
Waluty 3560 zł:
800 euro
Złoto 3518 zł:
36 g w monetach
W ostatnim tygodniu blog otrzymał 2 dotacje, za które serdecznie dziękuję i liczę, że środki już zwróciły się, albo zwrócą.
Zakończyłem kupowanie euro do portfela i doszło ostatnie 50 po 4,4 zł (190 zł nowe oszczędności + 30 zł z dotacji). Kolejne euro dorzucę jeśli spadnie poniżej 10% wartości całego portfela.
Złoto wróciło nad 900 dolarów i wygląda nieźle, chociaż wolałbym w sumie kupić za miesiąc sztabkę za nieco mniej, ale tu nie spekuluję krótkoterminowo, tylko zabezpieczam się.
W przyszłym tygodniu mamy przed sobą długi weekend majowy więc znajdę chwilę czasu i zrobię w czwartek lub piątek porządek tu w portfelu. Zapłaciłem podatki i muszę odliczyć trochę od portfela. O ile z giełdowym nie ma kłopotu, to ten z klikanych reklam Google AdSense jest zagadką dla Urzędów Skarbowych. Ja zrobiłem to standardowo czyli zsumowałem przychody z całego roku odjąłem 20% kosztów uzyskania przychodów i potem obliczyłem należny podatek. Niektórzy bawią się z wpłacaniem co miesiąc zaliczki, ale według mnie to byłoby zbyt uciążliwe i nie do końca wiem jak wyglądałaby sprawa z różnicami kursowymi. W każdym razie ja rozliczyłem się z fiskusem tak jak uznałem za najbardziej logiczne, ale w Polsce to nie musi być prawidłowo.
Tymczasem zachęcam do odpoczynku od giełdy i powrót do analiz w niedzielę popołudniu. Taki reset umysłu każdemu dobrze zrobi.
Posted by
ZP
at
19:33
6
comments
Labels: AdSense, akcje, euro, futures, giełda, kontrakty terminowe, portfel
czwartek, 23 kwietnia 2009
Przymusowy spekulant na giełdzie
Giełda ostatnio jeździ w dół i do góry bez trzymanki. Proszę zauważyć, że stateczny inwestor, który na koniec ubiegłego roku posiadał akcje największych spółek z GPW, czyli mniej więcej indeks WIG20 jest około 4% na minusie (31.12 1789,67 punktów, a teraz mniej więcej 1720 punktów). W jego portfelu niewiele się w sumie pozytywnego wydarzyło o ile nic nie robił, a tymczasem przeżyliśmy ostry zjazd do 1253,24 punktów 18 lutego, a potem niemal równie gwałtownie wybicie do 1814 pkt w zeszłym tygodniu.
Zupełnie inaczej wygląda sprawa z małymi i średnimi spółkami. Wystarczy porównać obecne 8250 pkt na sWIG80 z końcem ubiegłego roku, czyli 6852,79 pkt, aby zorientować się, gdzie na giełdzie leżały pieniądze do podniesienia z parkietu. Średnio 20% na plusie, a przecież cała zwyżka ruszyła tutaj tak naprawdę dopiero na początku marca z okolic 6000 pkt.
Nas interesuje zawsze bardziej przyszłość niż filozofowanie, więc dziś stałem się nieco przymusowym spekulantem. Podumałem trochę, pokombinowałem i wyszło mi tak, że otworzyłem 1 eskę na WIG20 po 1701 punktów (nie wklejam screena, bo teraz jest parę pkt wyżej).
Zakładam, że WIG20 raczej nie przejdzie 1730, a futy 1720 punktów. Jeśli tak się jednak stanie, zaraz wylecę z niezbyt dużą stratą, a póki co z umiarkowanym zainteresowaniem czekam czy wytrzyma 1670 pkt. Jeśli futy spadną niżej, powinny polecieć dość szybko w kierunku 1600. Trwa bessa.
Ile czasu może trwać odbicie? Według mnie 571 punktów na futures wystarczy, ale jeżeli się mylę, to zamknę transakcję i nie będę rozpaczał. Do końca nie jestem przekonany do swojej pozycji stąd tylko 1 eska –poza tym brak czasu i chęci odstręcza mnie raczej do daytradingu, choć jak zawsze nie jestem jakimś tam ortodoksem.
A skąd ten przymusowy spekulant?
Teraz giełda, nie tylko nasza zamieniła się w wielkie kasyno.
Kupujesz akcje = stawiasz na koniec kryzysu w przyszłym roku; longi to samo.
Obstawiasz spadki? W takim razie grasz lekko pod prąd dwumiesięcznego trendu wzrostowego.
Nie ma prostego rozwiązania, ale albo przyjmujesz reguły rynkowe, albo na 100% przegrywasz. Bardzo chciałbym przemienić się w długoterminowego inwestora latami trzymającego akcje, lecz rynek zmusił mnie do zostania spekulantem, bo moim celem jest powiększanie wartości portfela przy dość ograniczonym ryzyku, a nie udowadnianie komukolwiek kto ma rację.
Posted by
ZP
at
12:19
10
comments
Labels: akcje, futures, giełda, kontrakty terminowe, sWIG80, WIG20
środa, 22 kwietnia 2009
Które akcje kupić? PKO? KGHM?
Giełda spadła co nieco od szczytów i zaczynam poszukiwanie atrakcyjnych akcji. Z dużych walorów interesuje mnie bank PKO BP oraz KGHM. Z wiadomych względów o małych nie bardzo chcę pisać.
Bank PKO BP posiada 6 mln klientów, najwięcej z wszystkich banków. Od maja podnosi opłaty i wątpię żeby wielu z nich odeszło. Na samej podwyżce 1,5 zł za prowadzenie konta zarobi dodatkowe 9 mln zł miesięcznie – akurat w skali tego banku jest to niewiele, ale to tylko przykład, że nawet w cięższej sytuacji bank powinien sobie jakoś tam poradzić.
Wiadomo, że na PKO źle wpływa na decydujący głos skarbu państwa oraz planowana nowa emisja (pewnie w lecie), ale nawet biorąc to wszystko pod uwagę podejrzewam, że obecna cena akcji od strony fundamentalnej nie jest zła. Nawet spowolnienie, czy wręcz recesja w Polsce raczej nie powinny już aż tak mocno wpływać na kurs, który przecież zleciał od szczytów z blisko 60 złotych do obecnych 24,22 zł. Zauważmy przy okazji, że historia zatoczyła koło i bank wrócił do swojej ceny z debiutu. Czy to jest drogo? Nie sądzę.
Z wykresu wynika, że naprawdę solidnym oporem są okolice 27-28 zł i dopiero przebicie tej strefy dałoby nadzieję na znacznie poważniejszą zwyżkę. Od dołu w razie zejścia niżej stawiam, że może zatrzymać się na połowie ruchu od dna na 18,53 zł, czyli na około 23,20. Z tego powodu wystawiam zlecenie kupna 70 akcji po 23,25 i zobaczymy czy wejdzie. Jeśli tak, stoploss 2 zł niżej i kolejna próba poniżej 20 zł z większą ilością.
Drugi walorek z dużych spółek to KGHM. Ostatnio sprzedałem po 55,95 zł i teraz czekam z odkupieniem na korektę. KGHM omawiałem nie raz, nie dwa, więc nie chcę się powtarzać, tylko od razu przejdę do konkretów. Po wzroście z 20,08 do 59,55 zł, czyli o blisko 200% należy się jakaś korekta i dla bezpieczeństwa inwestycji wolałbym kupować po wychłodzeniu rozgrzanej miedzi. Idealną strefę zakupów znajdziemy od 40 zł w górę. Ustawiłem się po 41,20. Zobaczymy czy wejdzie, bo jednak na razie KGHM znajduje się znacznie wyżej.
Wiele osób zastanawia się czy to koniec bessy, czy tylko korekta, a ja proponuję inne spojrzenie. Tak naprawdę nikt tego nie wie i lepiej robić swoje. Z kontraktami i ogólnie lewarowaniem byłbym raczej ostrożny, choć trochę żałuję, że ze względu na brak czasu nie zaszorciłem w rejonie 1800: byłoby ponad 100 pkt dość łatwo zarobione, ale bywa i tak.
Z tego samego powodu przegapiłem też wczoraj Ganta po 20 zł – to byłby prosty ruch: kupno po 20 zł, stop loss niecałe 10% niżej i czekanie dziś na odpał po rozmowie z prezesem w TVN CNBC Biznes.
Póki S&P500 trzyma się nad 750 pkt, zachowuję dość umiarkowanie bycze nastawienie w średnim terminie, ale z zastrzeżeniem, że akcje wolałbym kupować w dołkach.
Podsumowując, z największych spółek najbardziej podobają mi się na dziś bank PKO BP oraz KGHM i spróbuję wykorzystać przecenę do akumulacji.
niedziela, 19 kwietnia 2009
Lokaty na przeczekanie: 9% na dwa miesiące oraz lokata pół na pół
Część kapitału powinniśmy trzymać na lokatach i w związku z tym, że kończy mi się niedługo lokata w Deutsche Banku i malutka w Open Finance/Noble Bank zacząłem szukać alternatyw. Pierwszą jaką znalazłem okazał się ... neoBANK. Przyznam się, że widzę taką markę pierwszy raz w życiu, ale to nazwa handlowa Wielkopolskiego Banku Spółdzielczego - well, to też mi nic nie mówi :)
Oferta wygląda tak:
9% na dwa miesiące w skali roku prezentuje się całkiem nieźle. Przejrzałem tabelę opłat i znalazłem na razie jeden mały haczyk, czyli 0,4 zł za przelew, ale to chyba nie jest żaden problem. Może jeszcze tam coś ukryli (jakieś tokeny czy minimalne wpłaty na powiązane konto), ale trzeba dokładniej poczytać umowy. Gdybym się zdecydował, wtedy uważnie je przejrzę.
Bank jest objęty gwarancjami BFG, więc dla mnie jest tak samo dobry/niedobry jak i inne. No może nieco bardziej ryzykowny, więc majątku życia raczej nikomu nie polecałbym tam wpłacać, ale parę tysięcy w sumie można, tym bardziej, że oferta dotyczy tylko wkładów od 1000 do 10 000 zł.
Więcej w linku.
Druga propozycja to znany nam tandem Open Finance/Noble Bank.
Aktualnie najciekawsza propozycja to według mnie lokata pół na pół, czyli połowa środków idzie na 9% na dwa miesiące, a druga połowa na 12 miesięcy na 7%. Wszystko jak zwykle przez internet i od 1000 zł. Z boku zauważyłem licznik, że oferta jest ograniczona –pewnie to taki chwyt marketingowy, żeby zachęcić więcej ludzi, lecz możliwe, że niedługo oferowana lokata rzeczywiście się skończy.
Jeśli ktoś ma coś lepszego na parę miesięcy, może śmiało dopisać w komentarzach.
Jeżeli odbicie na giełdzie rzeczywiście zakończy się (jeszcze nie jest to przesądzone), to wiadomo, że trzeba przeczekać kolejną zwałkę z częścią kasy na lokatach.
Posted by
ZP
at
08:58
32
comments
Labels: 9%, bank, lokata, lokaty, neoBANK, Noble Bank, Open Finance
sobota, 18 kwietnia 2009
Giełda spada od 16 kwietnia, a portfel stracił akcje
Największe spółki zaczęły tracić w czwartek, ale dopiero wczoraj zobaczyliśmy prawdziwą korektę prowadzoną przede wszystkim przez banki PKO oraz Pekao „wspomagane” przez PKN Orlen. Mieliśmy dzień pod znakiem trzech P.
Oprócz tego tercetu dla WIG20 najważniejszymi spółkami są KGHM oraz TP SA.
Każdy, kto zajmuje się na poważnie czy to akcjami, czy kontraktami terminowymi powinien przynajmniej orientować się w sytuacji technicznej „Wielkiej Piątki”. Ruchy na tych spółkach decydują o obrazie rynku, a skoro nie możemy zajrzeć do portfela grubym inwestorom, pozostaje nam analiza techniczna czy fundamentalna, a najlepiej obie.
Patrząc na wykresy wychodzi mi, że najważniejsze są teraz banki, ale na świecach pokazały się niepokojące formacje. Wątpię natomiast, żeby KGHM dalej szedł bez korekty na północ. Podobnie nie do końca przekonują mnie PKN oraz TP SA.
Jeżeli chodzi o WIG20, to jeśli przebijemy 1680, powinien polecieć na 1600. Sam obstawiam, że w maju jeszcze niżej do 1500-1530 i tam można się zastanowić nad zakupami. Jeżeli pęknie 1500 polecimy szybko niżej.
Do góry mogą nas tylko pociągnąć teraz drukarze. Nie wiem na czym polega entuzjazm z oszukanych wyników banków, ale całkiem możliwe, że za te drukowane zielone papierki kupuje się akcje na giełdzie w USA. Wtedy faktycznie mogliby nas wyciągnąć w kierunku linii trendu spadkowego do 1900 punktów. Wydaje mi się, że prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest znacznie mniejsze, ale zobaczymy co pokaże czas.
Przy okazji zauważyłem też ciekawy fenomen psychologiczny. Podałem dokładnie co do dnia prognozę, że zacznie spadać od 16 kwietnia i zapadła cisza. Podobnie jak przy wielu spółkach. Oto pierwsze z brzegu przykłady: JW Construction, KGHM, Warfama, Ponar ... Gdybym się pomylił, pewnie znalazłoby się co najmniej kilkunastu „życzliwych” (vide pierwszy komentarz do portfela sprzed tygodnia) czy regularna, czasem absurdalna krytyka prawie wszystkich spółek, które opisuję. Taka to uroda internetu, szczególnie w naszym pięknym kraju, ale co do tego nigdy nie miałem złudzeń, więc tylko stwierdzam fakt, który znam od dawna.
Zdaniem wielu należy im się wszystko za darmo, a oni łaskawie skorzystają ze wskazówek, albo i nie. A jak nie daj Boże ktoś się pomyli, to go zrugają ze zdwojoną furią. Czasem trudniej mi przez to znaleźć motywację do pisania, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni i nie ma co się rozklejać. Jednak niektórzy chyba trochę za nisko oceniają moją inteligencję, raczej błędnie.
Portfel 33 821,86 zł (8307,86 +18994+3195+3325)
Biuro maklerskie 8307,86 zł:
Ropa naftowa 100 certyfikatów wartość 973 zł
Gotówka 7334,86 zł
Ze względu na brak czasu do pilnowania małych spółek pozamykałem transakcje o dzień za wcześnie, ale wszystkie na niewielkich plusach:
Famur +80 zł/+6,6%, New World Resources+ 96,88 zł /+8%, Warfama +96,34 zł/+6,7%, Tell +37,57 zł /+2,5% Razem zysk 310,79 zł.
Żadna z tych transakcji nie została prawidłowo zamknięta ze względów niezależnych ode mnie. Zysk powinien być sporo większy. Tak bywa.
W sumie na małych spółkach nadal nie ma sygnału sprzedaży i kto je posiada w portfelu niech trzyma się swojego planu nie zapominając o zachowaniu zysku, żeby przypadkiem nie zamienił się w stratę. Tyle wystarczy.
Lokaty i depozyty 18 994 zł:
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 10484 zł
Eurobank 0 zł
Waluty 3195 zł:
750 euro
Złoto 3325 zł:
36 g w monetach
W tym tygodniu blog otrzymał kolejną dotację (dzięki Jarek).
Kupiłem 50 euro po 4,3 zł i została mi ostatnia pięćdziesiątka w przyszłym tygodniu.
Na początku maja, a może jeszcze w kwietniu do maklera pójdzie znowu kasa, bo te 8 tysięcy to naprawdę jest mało i nawet podwojenie tych pieniędzy nic mi nie zmienia za bardzo.
Maj raczej nie zanosi się na super miesiąc dla posiadaczy akcji i może jednak sprawdzi się przysłowie „sell in May and go away”.
piątek, 17 kwietnia 2009
Google pokazuje lepsze wyniki kwartalne niż banki
Google podało wczoraj kwartalne wyniki finansowe i na plus należy zaliczyć wypracowanie 5,16 USD ($4,49 bez uwzględnienia programu kompensacyjnego dla pracowników) zysku na akcję oraz wygenerowanie aż 2,25 mld zielonych w gotówce. Tu widzimy żywy kontrast z amerykańskimi bankami, którym gotówkę drukuje Fed. Zresztą można je porównać do zombi, bo to takie żywe trupy w garniturach i ich aktualnie podawane rzekomo dobre rezultaty wynikają w głównej mierze z kreatywnej księgowości. Myślę, że niedługo banki jeszcze wrócą na pierwsze strony gazet, gdy na początku maja powoli zacznie się pokazywać wyniki analizy wrażliwości przeprowadzonej przez nadzór finansowy. Na razie są tajne.
Google skupia się teraz na poprawieniu klikalności reklam oraz pracuje nad monetyzacją serwisu YouTube (we współpracy ze studiami filmowymi). Poza tym ma zamiar nadal rozwijać platformę Android i zastanawia się co zrobić z górą gotówki,
którą ma w kasie.
Wiele osób, także czytelników tego bloga zarabia na reklamach Google AdSense, więc pewnie żywo ich interesuje ten temat. Przychody łączne z klikania w AdSense wzrosły o 17% rok do roku i recesja przede wszystkim wpłynęła na dużych reklamodawców. Małe i średnie firmy cały czas wydają kasę na AdSense jak dawniej, a wręcz wybierają internet kosztem gazet czy telewizji, bo skuteczność jest dobra, a koszty niskie.
Właśnie cięcie kosztów przyniosło pozytywne efekty w Google, bo sama spółka po raz pierwszy w historii zanotowała niższe przychody w stosunku do poprzedniego kwartału (5,5 mld USD). Zresztą zarząd dość ostrożnie wypowiada się na temat kolejnych kwartałów i wiadomo że, gdy gospodarka zwalnia to i spadają wpływy z reklam, w tym także AdSense.
Wczoraj Amerykanie pod koniec notowań nagle rzucili się na Google:
Jednak po sesji nieco wystygli, bo zysk faktycznie jest ładny, ale przychody już niekoniecznie i przyszłość też wydaje się niepewna.
Ostatecznie w notowaniach posesyjnych Google zakończyło na niewielkich minusach.
Google interesuje mnie nie tylko dlatego, że dostaję od nich regularnie pieniądze z reklam, ale także jako inwestycja. W sumie spółka przecież spełnia wszelkie wymogi wspomnianego w środę Lyncha, czyli korzystamy z jej usług codziennie i raczej nikt nie ma do Google takich pretensji jak na przykład do TPSA (pozdrowienia). Myślę, że większość czytelników zgadza się z taką oceną.
Jednak nie podoba mi się wyśrubowana cena. P/E 27? Hej, czy to hossa?
No i wykres też wydaje mi się, że znalazł się na lokalnym szczycie:
Jak cena wróci gdzieś na 250 dolarów i pochodzi w bok, wtedy zainteresowałbym się otwarciem rachunku u brokera zagranicznego i tematem Google. Na pewno jest to spółka, której akcje kiedyś chcę kupić.
środa, 15 kwietnia 2009
Czy laptopy i komputery dadzą zarobić na giełdzie?
Polska wciąż jest dość zacofana informatycznie i wydaje się, że laptopy, komputery i wszelkie akcesoria informatyczne nadal powinny się sprzedawać całkiem nieźle mimo pogorszenia koniunktury gospodarczej. Niepokoił przede wszystkim słaby złoty, ale na szczęście dolar, który jest powszechnie używany do rozliczeń importerów wyraźnie osłabł i elektronika znowu będzie się cieszyła bardziej przystępnymi cenami.
Widać zresztą ciekawą przemianę mentalną w naszym społeczeństwie i komputer czy laptop wyraźnie przechodzą z dóbr raczej luksusowych, mało dostępnych do artykułów powszechnego użytku.
W końcu te 1,5, 2 czy 3 tysiące PLN to nie jest żaden majątek, a nie mam teraz zamiaru prowadzić wywodu do czego przydaje się laptop czy komp. Wszyscy wiemy.
Problemem spółek działających w branży handlujących żelastwem jest szybkie starzenie się technologiczne zapasów i stąd ryzyko niestety jest tu spore. Dochodzą jeszcze zmiany kursów i duża konkurencja, która nas cieszy w sklepach, ale obniża marże spółkom.
Na giełdzie działa ich sporo i od ponad miesiąca ciekawie zachowuje się przynajmniej kilka z nich.
Odbicia wyglądają naprawdę solidnie. Wybrałem dziś 3 spółki do przyjrzenia się.
Niestety problemem może być jak zwykle płynność, ale każda z nich ma za sobą już solidny wzrost i teraz jeśli spełni się scenariusz z zatrzymaniem się tej „hossy” i giełda się cofnie poszukałbym na nich poziomów do wejścia - takich, które zaznaczyłem na wykresach. Proszę jednak wykonać samodzielną analizę, żeby potem nie było nieporozumień. Sam na razie nie wiem czy kupię akcje tych firm.
Oczywiście warto zastanowić się nad wielkością pozycji, szacowanym potencjałem wzrostu oraz poziomem ucięcia ewentualnej straty PRZED transakcją.
Action strefa 6,1 - 6,60 PLN:
Komputronik: 6,5 - 7,1 PLN:
NTT Systems 1,35- 1,5 PLN:
Nie podejmuję się teraz wycen tych spółek, ale nie ma co się martwić, bo giełda sama je wyceni. Tu można też zastosować dość zabawną analizę fundamentalną, której hołduje Peter Lynch. Po prostu zaczyna od tego, że sprawdza czy produkty spółki, której akcje miał nabyć sprawdzał jako użytkownik, również pytając o zdanie żonę i domowników. W takim razie jeśli ktoś miał do czynienia z laptopami, komputerami kupowanymi od podanych wyżej spółek może się podzielić wrażeniami w komentarzach, a kto wie czy nie zarobimy przez to więcej na giełdzie :)
Posted by
ZP
at
11:00
9
comments
Labels: Action, giełda, informatyka, komputer, Komputronik, laptop, NTT System, zarabianie
wtorek, 14 kwietnia 2009
Warszawa wzmocniona przez Forex
Wydarzeniem dnia na giełdzie w Warszawie była zaskakująca sytuacja na Forexie i gwałtowna przecena euro i dolara do PLN, choć wcześniej wydawało się, że ważniejsze będą banki. To bardzo przyjemne teraz zobaczyć euro po 4,24 PLN czy dolara po 3,19 PLN.
Ten Forex nieco mnie męczy, bo odkładam zajęcie się tym segmentem rynku od bardzo dawna, ale fizycznie brak mi na to czasu.
Wracając do nieprawdopodobnej Polish power i gwałtownego umocnienia naszej waluty katalizatorem stała się informacja o otwarciu nam linii kredytowej w MFW na 20 mld dolarów, z której możemy korzystać w awaryjnej sytuacji. Trochę zabawna była retoryka ministra Rostowskiego, który coś mówił o platynowym klubie, do którego należy teraz Polska.
Chciałem nieśmiało zauważyć, że w platynowym klubie nie potrzebują kredytów na spłatę odsetek. Obojętnie jak tam sobie to tłumaczyć, info jest pozytywne i naprawdę jeśli nie dojdzie do jakiegoś kataklizmu to teraz złoty ma szansę zejść do poziomu 4 za euro, wymarzonym przez Pawlaka i posiadaczy opcji.
Opór to 4,4 PLN za euro.
Wszystko byłoby fajnie, ale zauważmy, że Warszawa urosła od dna na 1253,24 pkt do 1814 pkt dziś aż o prawie 45% w niecałe 2 miesiące. Korekty były bardzo delikatne i naprawdę trudno uwierzyć, że z marszu przejdziemy linię trendu spadkowego wiszącą nad 1900 pkt.
Po prostu pokusa do realizacji zysków dla tych, którzy weszli w ciągu ostatnich tygodni będzie naprawdę olbrzymia, więc teraz dla zdrowia rynku powinien on trochę wystygnąć do na przykład 1680 punktów i jechać dalej. Inne potencjalne miejsce przystanków korekty to jakieś 1600 i bardzo ważne okolice dołków z listopada w rejonie 1533.
Kliknij w obrazek, żeby powiększyć
Tak technicznie wszystko nadal wygląda nieźle, ale problemem są według mnie banki. Goldman niby podał dobre wyniki, ale zostały one wykpione tu i tam. Możliwe, że z podobnym niedowierzaniem spotkają się Citigroup czy JP Morgan. W ogóle banki miotają się od bandy do bandy i ostatnio Goldman zaatakował całkiem nową stronkę poświęconą temu bankowi oskarżając ją o … łamanie praw autorskich. Polecam przejrzeć link.
Ogólnie wszyscy są mocno wkurzeni na banki, a w USA nawet ludzie zaczęli na ulicach wygrażać pracownikom banków, które podnoszą opłaty za korzystanie z usług (nasze banki robią zresztą to samo). Jak ktoś chce śledzić newsy o programach pomocowych dla banków, czasem na wesoło proponuję stronę „The Daily Bail”.
Warszawa w zgodzie z Budapesztem rąbnęłą dziś w dół na koniec, ale zauważmy moc małych spółek. Tu inwestorzy mają spóźniony zapłon i tak jak później zaczęło rosnąć, tak samo później zacznie spadać.
Aby być zgodnym z moim prorokowaniem zamknąłem dziś swoje pozycje na akcjach i spokojnie czekam na zwałę. Może się mylę, ale warunki są bardzo dobre, no i ten Armstrong (19.04). Szykuje się naprawdę ciekawy okres z dużą zmiennością, a że nie umiem za bardzo ocenić co lepsze, popatrzę na harce z boku. Tak coś mi mówi, że po wynikach właśnie banki w USA zdecydują co będzie dalej, tym samym także i na giełdzie w Warszawie.
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Hotele na giełdzie: Orbis i Interferie
Na giełdzie znajdziemy dwie spółki, które prowadzą hotele w Polsce: Orbis i znacznie mniejsze Interferie. Ogólnie z branży turystycznej znajdziemy jeszcze biura podróży takie jak Rainbow Tours czy Travelplanet ( z tego ostatniego nawet kupowałem wczasy ze dwa razy i było w porządku).
Nie trzeba być wielkim fachowcem, żeby zgadnąć, że dla Rainbow czy Travelplanet nadchodzący sezon będzie ciężki ze względu na spowolnienie gospodarcze i zubożenie społeczeństwa. Biura podróży zarabiają przede wszystkim na wyjazdach zagranicznych, a przy takich kursach euro czy dolara będzie im w tym roku trudno zarobić tyle co wcześniej i pewnie znowu będziemy w telewizji oglądać tradycyjne obrazki z polskimi turystami uwięzionymi przez zdesperowanych właścicieli hoteli w Grecji czy Egipcie.
Trochę inaczej wygląda sprawa z podmiotami operującymi głównie na rynku krajowym, w tym właśnie Orbisu i Interferii.
Zacznijmy od tej mniejszej spółki. Interferie to praktycznie wydzielona z KGHMu część z ośrodkami wypoczynkowymi dla pracowników kombinatu. Ostatnio spółką zainteresował się Marian Urbaniak i pewnie zmierza do powolnego przejęcia kontroli nad firmą.
Widać, ze ośrodki wypoczynkowe i hotele posiadane przez Interferie nie są zbyt efektywnie zarządzane o czym świadczy wysoki wskaźnik C/Z przy C/WK sporo poniżej 1. W spółce właśnie wymieniono prezesa. Po namyśle odpuszczam na razie obserwację, tym bardziej, że obroty na sesji giełdowej są tu nieciekawe.
Znacznie bardziej intryguje mnie Orbis. Pierwszą rzeczą, która mnie niepokoi to inwestor strategiczny, czyli francuski Accor. Bardzo lubię francuskie wina czy Lazurowe Wybrzeże, ale akurat ich model prowadzenia biznesu w Europie Wschodniej i Środkowej przypomina nieco kolonializm i wyciskanie miejscowych z kasy jak się da na tysiące sposobów.
Przykładem służy TPSA, która została zmuszona do pozbycia się bardzo dobrej marki, czyli Idei na rzecz Orange głównie po to, żeby odprowadzać opłaty licencyjne do France Telekom, czyli bardzo pięknie transferować kasę za granicę. Teraz podobny numer ma zostać wykonany z Neostradą. Solidna marka pójdzie do kosza, a w zamian będzie jakiś klon z Orange i znowu kaska popłynie do Francji.
Podobne zakusy są czynione wobec Orbisu i szkoda byłoby, aby taka tradycyjna polska nazwa zniknęła w imię krótkoterminowych interesów. Wydaje mi się, że marka Orbis jest warta naprawdę sporo i hotele pod tym szyldem kojarzą się raczej pozytywnie.
Niestety spółka jest zlewarowana i ma spore zadłużenie, a banki teraz raczej nie przypominają dobrych wujków, a niektóre wręcz dostały polecenie z centrali, żeby pozbywać się kredytobiorców.
Zauważmy tutaj, że ponad 60 hoteli Orbisu znajduje się w Polsce i owszem teraz czeka nas spowolnienie gospodarcze, ale z drugiej strony słaby złoty spowoduje, że trochę gości jednak zmieni kierunek na polskie hotele. Ja tu jednak jestem ostrożny i czekałbym na kolejną falę obsuwy, żeby ustawiać się długoterminowo znacznie niżej niż obecna cena akcji, czyli zaledwie na 15 zł. Do tego oczywiście potrzeba końca tej hossy głupców, ale kto powiedział, że na giełdzie trzeba się spieszyć?
Taka cena pasowałaby mi jako punkt docelowy w bessie, a perspektywa Euro 2012 i rozbudowa infrastruktury powinny wpłynąć na poprawę sytuacji spółki. W tej chwili hotele w Polsce nie są dla mnie idealnym celem do zakupów, ale długoterminowo wspomniane 15 zł na pewno będzie kusić do otwarcia pozycji.
Posted by
ZP
at
09:38
14
comments
Labels: giełda, hotel, hotele, Interferie, Neostrada, Orbis, Polska, Rainbow Tours, tpsa, Travelplanet
sobota, 11 kwietnia 2009
Czy amerykańskie banki pociągną giełdy?
W ostatnich dniach wszyscy mówią o amerykańskich bankach, które prześcigają się w optymistycznych prognozach na temat swoich zysków i w ten sposób dostarczają paliwo do wzrostów na giełdach. Bank Wells Fargo nie jest wcale wyjątkiem, bo podobne deklaracje składali prezesi Citigroup, Bank of America czy JP Morgan, chociaż ten ostatni stwierdził, że marzec nie będzie już tak udany.
Dodatkowo władze amerykańskie zapewniają, że wszystkie banki objęte programami pomocowymi z pewnością zaliczą testy warunków skrajnych (stress testy), które służą do określania ryzyka. Prościej mówiąc zdaniem organów kontrolnych banki nie zbankrutują, a ich kondycja teoretycznie nie jest tak zła jak nam się wydaje. Czyżby?
Regulatorzy stwierdzili, że wszystkie 19 kontrolowanych banków przejdzie te testy. W sumie nic dziwnego skoro zakłada się, że jeśli istniałoby jakiekolwiek zagrożenie, otrzymają dodatkową pomoc finansową, rzecz jasna z kieszeni podatnika.
Wciąż w panice szuka się w USA jakiegoś rozwiązania problemu toksycznych aktywów. Najnowszym pomysłem jest przepakowanie ich i sprzedawanie pod zmienioną nazwą przez fundusze inwestycyjne, które w zamian otrzymałyby sowitą prowizję. To naprawdę szatański i ryzykowny krok, bo nie wiem czy gdyby Amerykanie ponownie straciliby pieniądze na takich „inwestycjach”, wytrzymaliby nerwowo i wtedy przepowiednie Jima Rogersa o zamieszkach na ulicach amerykańskich miast stałyby się rzeczywistością.
Kolejnym sposobem na ratowanie banków ma być emisja akcji, ale pytanie kto je kupi? Po zmianie reguł księgowych praktycznie nie wiadomo co tak dokładnie znajduje się w bilansach.
W przyszłym tygodniu poznamy wyniki Goldman Sachs, JP Morgan czy Citigroup. Prawdopodobnie będą one podrasowane i wyglądały bardzo ładnie na pierwszy rzut oka. To może zaowocować jakąś euforią – stąd moja teoria o szczycie giełdowym 16 kwietnia (oparta na obliczeniach Armstronga) może znaleźć podstawy fundamentalne.
Znamy przysłowie giełdowe „kupuj plotki, sprzedawaj fakty” i tu pasuje mi ono także doskonale, tym bardziej, że za nami już jest naprawdę potężne odbicie. Nasza giełda reprezentowana przez WIG20 urosła aż o 42% od dna z 18 lutego. To naprawdę dużo.
Kryzys przecież wcale się nie skończył, a w Polsce w realnej gospodarce tak naprawdę dopiero się zaczyna. Czy obecne ceny nie są zbyt optymistyczne? Nie można zapomnieć o kolejnej bombie tykającej w USA: zadłużeniu na kartach kredytowych.
Nie ma co się oszukiwać, że tu sytuacja się poprawi, jeżeli bezrobocie gwałtownie rośnie. Amerykanie beztrosko zazwyczaj używają po kilka kart kredytowych naraz i na dodatek spłacają tylko minimalne kwoty zadłużenia.
Co teraz zrobi bank? Podniesie oprocentowanie i opłaty także dobrym klientom, żeby pokryć straty.
Poza tym w Reutersie znajdziemy też taką niewinną notatkę, że na razie nie należy publikować szczegółowych wyników stress testów banków, bo spowodowałoby to „skomplikowaną reakcję rynku akcji”, czyli zwałę.
Zatem wracając do tytułowego pytania czy akcje banków pociągną giełdy, odpowiedź może być zaskakująca i brzmieć: Tak, ale do dołu.
Posted by
ZP
at
09:34
11
comments
Labels: akcje, bank, banki, giełda, inwestycje, karta kredytowa, kryzys hipoteczny, zarabianie
piątek, 10 kwietnia 2009
Hossa do 16 kwietnia? Portfel wielkanocny
Ogólnie wiadomo, że wszystko porusza się w określonych cyklach zaczynając od najprostszego nam znanego w przyrodzie wiosna –lato- jesień – zima, a kończąc na skomplikowanych strukturach fraktalnych. Niestety jestem raczej sceptykiem co do możliwości ich precyzyjnego oznaczania, a szczególnie jeśli chodzi o tak złożony mechanizm jak gospodarka czy giełda. Teraz mamy dodatkowe zaburzenia spowodowane przez manipulacje Amerykanów (druk pieniądza, zaniżone stopy, kreatywna księgowość), czyli trik stosowany w ZSRR, kiedy artyleria strzelała w niebo, żeby rozgonić chmury w trakcie Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku (to samo zdaje się robili w zeszłym roku Chińczycy).
Czy ktoś uwierzy, że Wells Fargo z kulejącego kocura nagle przepoczwarzył się w tygrysa i znienacka zarobił 3 mld dolarów w I kwartale? W takim razie po co była ta cała pomoc z kieszeni podatnika? Zapętlili się trochę w tych machinacjach.
Podejrzewam, że jednak długoterminowo rynków nie da się oszukać i od pewnego czasu zastanawiam się czy właśnie nie zbliżamy się do szczytów tej fali, po której wkraczamy w nieznany teren.
Technicznie wydaje się, że idealnie byłoby dotknąć, a nawet przebić linię trendu spadkowego opadającą powyżej 1900 punktów, aby wszyscy odetchnęli z ulgą i zaczęli krzyczeć o 2500-2700 (50% zniesienia bessy zaznaczone na wykresie).
Na razie widać jeszcze sceptycyzm ulicy (nastroje czytelników testuję w ankiecie z prawej strony) i raczej na giełdzie powitaliśmy nowicjuszy (od jesieni powinni być lekko na plusie, a ci co weszli 2-3 miesiące temu nawet już na sporym) oraz starych cwaniaków, którzy po kolei pompują wybrane spółki tak jak na przykład ostatnio alfabetycznie czy wybierając sobie groszowe.
Oprócz nich jakiś duży gracz (gracze?) zagraniczny ośmiesza naszych wystraszonych zarządzających i pojechał sobie ponad 500 punktów na WIG20 od dołka w lutym.
Wczoraj widziałem w TV panią z najlepszego OFE dumną z tego, że mają tylko 18% akcji w portfelu. Hm, wolałbym, żeby akurat teraz trzymali ponad 30, a nie przy 3500 punktów, ale może się nie znam. Z ostatnich ujawnionych danych wynika, że OFE sprzedawały akcje w lutym. No świetnie.
Zresztą saldo wpłat i wypłat do TFI też nie wskazuje na jakieś szczególnie zmasowane zakupy krajowych fundów.
Zastanawiałem się jak to wszystko poskładać do kupy i jeden z komentujących (dzięki Jay Dee) przypomniał mi o Armstrongu. W grudniu opublikowałem tekst pod tytułem „Wzrosty do 16 kwietnia 2009?” Polecam str. 31 tej ciekawej książeczki z linku. Co prawda na okładce jest data 19 marca jako szczyt koniunkturalny, ale mi pasuje od początku 16 kwietnia (z cykli wynika raczej 19 kwietnia).
Teraz ładnie układa się to w całość z możliwą euforią w przyszłym tygodniu po kolejnych „fantastycznych” wynikach banków. Jeśli to się sprawdzi, będę rano mógł zażartować do lustra „Witaj guru”, ale sam nie wyprzedzam ruchów rynku i spokojnie czekam z akcjami na rachunku. Zastanawiam się tylko nad jedną z nich czy jej nie oddać wcześniej, a resztę trzymam z dość szerokimi stopami, bo prognozy prognozami, ale wróżenie traktuję wyłącznie rozrywkowo.
Portfel 33 667,42 zł (8233,42 +18994+3038+3402)
Biuro maklerskie 8233,42 zł:
Famur 1000 akcji wartość 1240 zł
INGBSK 7 akcji wartość 1563,80 zł
New World Resouces 100 akcji wartość 1293 zł
Tell 170 akcji wartość 1520,8 zł
Warfama 1200 akcji wartość 1488 zł
Ropa naftowa 100 certyfikatów wartość 1020 zł
Gotówka 118,82 zł
W minionym tygodniu zamknąłem kilka transakcji i zainkasowałem w nich łączny zysk 1009,4 zł (szczegóły w poprzednich wpisach), co pozwoliło mi na przeskoczenie z poziomu 7k na 8k u maklera. Teraz mam sporo kolejnych otwartych niedużych pozycji i zobaczymy co z tego wyjdzie. Cokolwiek się wydarzy, cały czas będę regularnie przelewał niewielkie sumy do maklera i bardzo mi to pasuje.
Trochę jestem wydrenowany z gotówki, ale wszystkie dotacje i wpływy z klikanych reklam będą praktycznie szły teraz tutaj.
Chciałem też zauważyć, że 2 stycznia stan konta w bossie wynosił 1502,1 zł, więc tempo przyrostu nie jest złe.
Lokaty i depozyty 18 994 zł:
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 10484 zł
Eurobank 0 zł
Waluty 3038 zł:
700 euro
Złoto 3402 zł:
36 g w monetach
Kupiłem kolejne 50 euro po 4,4 zł (122 zł nowe oszczędności + 98 zł z Eurobanku). W przyszłym tygodniu dorzucam jeszcze 50 i teraz będę tylko kontrolował, żeby poziom nie spadał zbytnio poniżej 10% wartości portfela, czyli jeśli euro będzie drożeć, to nic nie robię, a jeśli stanieje, dokupię kolejną 50 czy może i więcej. Aktualnie technicznie wygląda na to, że euro powinno spadać w kierunku 3,9- 4 zł, ale zobaczymy czy tak się stanie, tym bardziej ciekawe czy druga strona opcji walutowych („Morgany”) pozwoli na taką przecenę.
Co do złota, mam plan na maj zakupu sztabki 10g i podobny na czerwiec.
Technika też tutaj nie sprzyja i dopiero przebicie 900$ oznaczałoby zanegowanie rozpoczętej zniżki.
Teraz życzę wszystkim udanego wypoczynku i proponuję zapomnieć na 2-3 dni o cyferkach i procentach, a w poniedziałek wieczorem wrócić z naładowanymi akumulatorami.
środa, 8 kwietnia 2009
Piękna fala B

Szybkość wzrostów wskazuje, że mamy najprawdopodobniej do czynienia z falą B i powinny wrócić spadki, ale na giełdzie nie ma nic pewnego i nie ma co się upierać przy swojej racji, tylko raczej zająć się zarabianiem pieniędzy.
Wiadomo, niedźwiedzie zarabiają, byki zarabiają, a osły tracą. Ważne, żeby nie znaleźć się w tej ostatniej grupie.
Zakładam, że klasycznie powinniśmy dojść do linii trendu spadkowego i nawet go naruszyć, żeby więcej ludzi się nabrało, że to coś trwalszego i wtedy powinna nadejść niszczycielska fala spadkowa, tak sobie dywaguję.
Zobaczymy czy tak będzie, a póki co podam co się u mnie działo ostatnio.
Wczoraj Armatura dotknęła 1,68 i z tego powodu zamknąłem ją po 1,69 zł (nie wklejam screenów, bo dziś close mamy wyższy). Zysk 59,41 zł/+3,6%. Praktycznie to taki quasi-stop był, bo nie chciałem zamieniać zysku w stratę.
Dziś miałem poustawiane na k różne spółki, a tymczasem w ciągu dnia z ociąganiem musiałem pogodzić się z tym co oferuje rynek.
Najpierw wykonałem prosty handel na Drozapolu:
Trzeba jeszcze dodać 2,22 zł zwrotu za daytrading i ostatecznie wychodzi akurat na orzeszki, czyli +48,02 zł/+2,7%. Nie za bardzo podoba mi się ta spółka, a skąd taki pomysł, to więcej można znaleźć w tekście, który napisałem już po transakcji.
Poza tym od dziś jestem także posiadaczem akcji INGBSK, Warfamy, Famuru i Tella, a z wcześniejszych została mi ropa i NWR.
Wygląda na to, że w przyszłym tygodniu możemy zobaczyć ładną euforię po wynikach Goldmana, zaraz we wtorek po świętach.
wtorek, 7 kwietnia 2009
Pechowy arbitraż
Arbitraż polega na zarabianiu na różnicy cen tego samego instrumentu na różnych rynkach.
Dziś rano standardowo przeglądałem sobie najróżniejsze notowania i zauważyłem ciekawą sprawę.
Kurs TKO certyfikatów na złoto RCGLDAOPEN wynosił zaledwie 286 zł, a cena realna na zagranicznych rynkach w tym samym czasie przekraczała 290 zł.
Animator z Raiffeisena wkracza do akcji dopiero po otwarciu i stąd te rozbieżności.
Nie namyślając się wiele przygotowałem sobie zlecenie do zdjęcia całej podaży 7 sztuk na k po 288,1 i czekałem do 8:59.
Wbiłem je do systemu i tu spotkała mnie nieciekawa niespodzianka. Zlecenie zrealizowało się w ilości sztuk 1 po 288,1, bo ktoś inny tuż przed openem wklepał wyższe i tym sposobem z arbitrażu wyszła klapa
Kurs RCGLDAOPEN chodzi teraz tak jak miał czyli 293-295 zł i skasowałbym zysk nawet, gdybym dostał zaledwie 2 certyfikaty.
Tymczasem teraz potrzebuję 288,1 zł +10 zł prowizji w obie strony =298,1 zł, aby wyjść na zero. Naprawdę śmieszna wtopa w wydawałoby się pewnym zarobku.
Aktualizacja 13:25
Skoro los sobie dziś ze mnie zakpił, to nie pozostałem mu dłużny i zakończyłem operację zyskiem ... 12 groszy.
Posted by
ZP
at
09:15
10
comments
Labels: arbitraż, RCGLDAOPEN
Karta kredytowa do kontroli budżetu domowego

Wcześniej już pisałem o karcie kredytowej i określiłem siebie jako niezbyt dobrego użytkownika, bo kiedyś zdarzało mi się nawet taka głupota jak spłacanie wyłącznie kwoty minimalnej i to na kilku kartach. Naiwnie uważałem, że takie rzeczy nie mają większego znaczenia, bo i tak liczy się tylko to ile zarobię na przykład na giełdzie, a kontrola wydatków jest dobra wyłącznie dla biednych emerytów.
Podejrzewam, że podobny błąd popełnia wielu ludzi i nawet, gdy zarabiają naprawdę przyzwoite pieniądze gdzieś im one ciągle przepływają między palcami.
Teraz drugi miesiąc z rzędu korzystam z karty kredytowej gdzie się da, żeby zbadać na co obecnie wydaję pieniądze. Ten etap aktualizowania budżetu jest w miarę przyjemny, bo jedynie potem przeglądam poprzez konto internetowe w banku na co to wszystko idzie.
Kolejny będzie nieco bardziej przykry, czyli szukanie cięć.
Cały czas trzeba optymalizować strukturę budżetu, żeby zachować zasadę: przychody-wydatki>0.
Tym bardziej, że teraz nadwyżki mają iść na moją ulubioną giełdę, a nie na spłatę kredytu czy w sumie niezbyt ekscytujące lokaty. Lokaty czy obligacje są potrzebne, owszem – w końcu portfel musi mieć jakąś bazę, ale nie oszukujmy się – nikt się na nich jeszcze nie wzbogacił.
Jednak każdy powinien potraktować swoje gospodarstwo domowe jak firmę, która ma generować dodatni cash flow, no i jeszcze byłoby super, gdyby doszły zyski z inwestycji.
W sumie w wielu wypadkach równie dobrze wystarczyłaby zwykła karta debetowa, ale mi podoba się ta iluzja, że za zakupy w kwietniu zapłacę w czerwcu. No i przy okazji mam pod ręką fundusz awaryjny, o ile spłacany w porę naprawdę poręczny.
Niestety większość ludzi robi różne głupoty ze swoją kredytówką – na przykład wypłacają kasę w bankomacie. Wtedy od razu leci prowizja 3%, a wzięta gotówka staje się strasznie drogim kredytem (oprocentowanie liczy się od razu od podjęcia kasy z maszyny). Z tego żyją banki i jak widać po agresywnym marketingu bardzo im się to opłaca.
Na razie jeszcze kontynuuję eksperyment, ale zastanawiam się czy nie schować karty kredytowej do szuflady, żeby mnie nie kusiły jakieś głupie pomysły i używać jej tylko wtedy, kiedy muszę.
Posted by
ZP
at
07:26
13
comments
Labels: budżet domowy, karta kredytowa
poniedziałek, 6 kwietnia 2009
Zrealizowałem zyski na KGHM i Warfamie
Piątkowy komunikat o wykreśleniu Warfamy z WIG oraz przeniesieniu jej do segmentu MINUS5 zaburzył mi plany. Na pewno zaangażowanie w taką spółkę nie powinno być zbyt wielkie, a tymczasem dość przypadkowo stała się ona największą pozycją w portfelu akcyjnym.
Rano byłem gotów do wyrzucenia jej od razu, jeżeli spadnie do 1,2 zł lub niżej. Tymczasem otwarcie było bardzo udane na 1,4 i w pierwszej chwili przyjąłęm je za dobrą monetę, ale potem z bólem serca dokonałem chłodnej kalkulacji i pomyślałem, że skoro to będzie i tak bardzo ładny zysk, szczególnie w procentach, zamknąłem transakcję.
Ostateczny zysk +46%/+735,85 zł nie wygląda chyba źle jak na 11 dni?
Z kolei drugą pozycją jest KGHM i tu wyszedłem po 55,95 ze względu na pewien oporek jaki widzę w tym rejonie.
Zysk +17,5%/+166 zł
Na KGHM na pewno wrócę. Co do Warfamy, też chcę otworzyć pozycję (1000 akcji), ale po korekcie.
Jeśli pociąg odjedzie mi dalej na północ, nie będę płakał, tylko wsiądę na innej stacji. Stawiam jednak na ruch powrotny w tym lub przyszłym tygodniu, bo fruniemy trochę za wysoką hiperbolą.
Posted by
ZP
at
10:37
2
comments
Jak zarobić na wodzie?

Na szczęście zima w końcu dała sobie w końcu spokój i od razu zrobiło się przyjemnie ciepło. Wiadomo, że w takiej sytuacji zaczynamy też więcej pić.
Człowiek w zależności od wagi i innych warunków takich jak na przykład wysiłek fizyczny powinien dziennie spożywać mniej więcej 2-3 litry wody.
Pijemy codziennie, czy chcemy czy też nie i tu można znaleźć prawdziwą żyłę złota dla naszego budżetu domowego.
Niech każdy sobie przeliczy ile wydaje miesięcznie na alkohol, napoje gazowane, soki, kawę i herbatę. Kwota jest naprawdę potężna.
Wystarczy zastosować prosty trik, o którym zapominamy: pijmy wodę.
Niektórzy mają dostęp do czystej wody nawet z kranu, czyli koszt jest groszowy – inni muszą kupować butelkowaną (im większa butla, tym taniej). W każdym przypadku warto przerzucić się na aquę.
Zyskamy zarówno na zdrowiu, mniej trując się kofeiną, cukrami czy barwnikami jak i w wymiarze konkretnych pieniędzy, których nadwyżkę przeznaczymy na znacznie bardziej pożyteczne cele.
Oczywiście nie należy wpadać w przesadę i nie chodzi o to, żeby się umartwiać, bo poranna kawa czy chłodne piwo w upalny dzień są naprawdę całkiem fajne i nie mam zamiaru z nich rezygnować, ale raczej o przyzwyczajenie organizmu do tego, że podstawowym płynem jaki mu dostarczamy stanie się zwyczajna woda.
Patrząc z jeszcze innej strony dla przedsiębiorczych uczniów czy studentów natchnieniem do realnego zarobku może być projekt sprzed czterech lat, który zrealizował Neville (szczegóły w linku) i tu przy okazji mała podpowiedź dla tych, dla których angielski jest językiem bardzo obcym, pomocą służy narzędzie Google Translate (tam na blogu też jest).
Posted by
ZP
at
08:09
11
comments
Labels: jak zarobić, woda
niedziela, 5 kwietnia 2009
Co oznacza komunikat Zarządu GPW?

W piątek wieczorem ukazał się następujący komunikat sygnowany przez Zarząd GPW:
„Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie informuje, że na podstawie uchwały nr 42/2007 Zarządu GPW z dnia 16 stycznia 2007 r. z późn. zm.,
w wyniku korekty nadzwyczajnej po sesji w dniu 3 kwietnia br. akcje spółek BIPROMET, CASHFLOW, EFEKT, EUROFAKTR, FASING, GROCLIN, KAREN, KROSNO, MAKARONPL, ONE2ONE, SANWIL, TRION, VARIANT, WANDALEX, WARFAMA, ZASTAL i ZNTKLAPY zostaną wykreślone z list uczestników indeksów WIG oraz WIG-PL. Ponadto akcje spółki ONE2ONE zostaną wykreślone z indeksu WIG-informatyka, akcje spółki BIPROMET z indeksu WIG-budownictwo oraz akcje spółki MAKARONPL z indeksu WIG-spożywczy.
Operacja wykreślenia akcji poszczególnych spółek z portfeli wyżej wymienionych indeksów wynika z ich metodologii, zgodnie z którą w indeksach giełdowych nie mogą uczestniczyć spółki zakwalifikowane do segmentów MINUS 5 i LISTA ALETRÓW i/lub zakwalifikowane do Strefy Niższej Płynności.”
Co to wszystko znaczy i czy te spółki znikną z GPW?
Krótka odpowiedź: nie znikną, przynajmniej na razie.
W kilku przypadkach może jednak grozić przeniesienie na system dwóch fixingów, a np. sytuacja finansowa Łap czy Krosna jest wiadoma.
Trzeba jednak przyjąć do wiadomości, że jest to informacja negatywna i może wpłynąć na nieco bardziej nerwowych zachęcając ich do sprzedaży akcji.
W moim przypadku chodzi o akcje Warfamy, która została zakwalifikowana do segmentu MINUS 5, czyli spółek o kapitalizacji poniżej 5 mln euro. Zresztą dane te mogą się wkrótce okazać nieaktualne, bo licząc według piątkowego zamknięcia kwota zbliża się do 7 mln euro.
Prawdopodobnie ten nadzwyczajny krok możemy powiązać ze sprawą tajemniczych wzrostów spółki AD Drągowski, którą GPW wpuściła na parkiet mimo praktycznie zerowego free-floatu. Teraz pewnie chcą wykazać się przed KNF i opinią publiczną – ale nie wiem czy z najlepszym skutkiem.
Zanosi się na trudny początek jutro. Ja swojej strategii na WFM nie zmieniam i nie zrealizowałem zysku w piątek, a jedynie pilnuję, żeby z zysku nie zrobiła się strata nie uprzedzając ruchów rynku. Czas pokaże co się wydarzy
Posted by
ZP
at
14:06
4
comments
piątek, 3 kwietnia 2009
Portfel zyskuje na hossie kłamców
WIG20 przebił w piątek kolejne opory, ale jednak patrzę na to wszystko z lekkim niedowierzaniem. No nic, sprawa wydaje się na razie prosta i powinien nas czekać kierunek 1900, a pierwsze stopy można sobie ustawić nieco poniżej ostatnich szczytów, czyli gdzieś w obszarze 1600-1630, a niżej czekać z kupnem od 1550. Do góry aż do wspomnianych 19xx nie widzę żadnych przeciwwskazań, a potem będziemy się martwić. Piotr Kuczyński od razu na wyścigi zaczął wieszczyć nawet 2600 punktów – faktycznie 2600 byłoby zniesieniem 50% całości spadków, ale trzeba najpierw pokonać te poważne opory wyznaczone przez linię trendu spadkowego, szczyty styczniowe i średnią dwustusesyjną.
A tak w ogóle to raczej wtedy upierałbym się z zasięgiem gdzieś ze 150 pkt niżej, na początku fali spadkowej w październiku. Na razie jest to science fiction i poczekajmy czy w ogóle na początek uda się utrzymać nad 1650 pkt, a potem będziemy się martwić co dalej, bo podstaw fundamentalnych ta śmieszna „hossa” nie ma żadnych.
Portfel 33 523,11 zł (8100,11 +19012+2899+3512)
Biuro maklerskie 8100,11 zł:
Armatura 1000 akcji wartość 1730 zł
KGHM 20 akcji wartość 1068 zł
New World Resouces 100 akcji wartość 1293 zł
Warfama 1750 akcji wartość 2415 zł
Ropa naftowa 100 certyfikatów wartość 996 zł
Gotówka 608,11 zł
+200 zł przelewy
Tydzień upłynął mi na budowie portfela akcji, a na razie póki co właściwie portfelika. Nieco skonsolidowałem swoje aktywa i zmniejszyłem liczbę walorów.
W środę po dłuższym namyśle zrezygnowałem z Mieszka, bo sytuacja spółki jest niejasna, a inwestor łotewsko-estoński chce za wszelką cenę sprzedać swój pakiet, więc ryzyko wzrasta. Gdyby był tu jakiś stabilny podmiot branżowy zostałbym na pewno. Zysk 38 zł/+4,4%.
W zamian wybrałem kolejnych 400 akcji Armatury.
W czwartek widzieliśmy eksplozję entuzjazmu na GPW, a tymczasem Teta stała w miejscu, więc moja tolerancja wobec funduszy, które sobie nawzajem plują do zupy została wystawiona na zbyt ciężką próbę i w końcu zrezygnowałem z tego walorku, przynajmniej na razie. Strata -16,38 zł/-1,8%.
Wolałem póki co dorzucić Warfamę, która dynamicznie ruszyła na północ, kończąc tydzień na 1,38 zł (powklejałem screeny tylko z tych transakcji, gdzie kurs jest teraz wyższy, żeby nie było niedomówień).
Lokaty i depozyty 19 012 zł:
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 10484 zł
Eurobank 98 zł
Waluty 2899 zł:
650 euro
Złoto 3512 zł:
36 g w monetach
Dla złota, na razie dość umiarkowanym ciosem okazała się planowana sprzedaż kilkuset ton kruszcu przez MFW i przeznaczenie uzyskanych środków na pomoc biednym krajom. Szczerze mówiąc mnie to cieszy, bo w maju chcę zamienić część pieniędzy z kończącej się lokaty w DB właśnie na złotą sztabkę lub monetę i wolę zapłacić mniej niż więcej.
Poza tym kupiłem kolejne 50 euro po 4,5 zł za środki z Eurobanku i brakuje mi jeszcze tylko około 100 do planowanego 10% w portfelu.
Euro i złoto są ubezpieczeniem portfela, więc dzięki temu mogę pozwolić sobie na bardziej agresywne ruchy u maklera kosztem lokat i depozytów, których udział procentowy będzie na pewno cały czas spadał.
W tym tygodniu blog został wsparty dotacją przez Sławka (dzięki) i mam nadzieję, że treści są przydatne także od strony praktycznej.
W nadchodzący weekend wszystkich zachęcam do posiedzenia i podumania nad małymi spółkami, bo premia w wielu przypadkach wciąż wydaje się kusząca.
Posted by
ZP
at
19:03
9
comments
Labels: portfel
czwartek, 2 kwietnia 2009
Piotr Zagała ma 90% racji
Wczoraj rano w TVNCNBC występował Piotr Zagała z TFI Idea i ku mojemu pewnemu zaskoczeniu powiedział niemal dokładnie to samo, co myślę od pewnego czasu. Jego zdaniem największy potencjał wzrostowy tkwi w małych spółkach, które w najbliższych latach wzrosną w wielu wypadkach nawet kilkukrotnie.
Należy jednak wybierać je starannie i szczególnie uważać na te zagrożone bankructwem, bo takich spektakularnych katastrof jak w przypadku Krosna czy Toory będziemy obserwowali niestety całkiem sporo. W studiu dyskutowali o słabej kondycji finansowej Dudy czy Vistuli - dla mnie takie spółki dobre są wyłącznie do spekulacji, czyli w tej chwili są poza moimi zainteresowaniami.
Jak ustrzec się przed takimi zonkami?
Zagała oczywiście dość buńczucznie stwierdził, że najlepiej powierzyć pieniądze profesjonalistom, którzy zarządzają funduszami inwestycyjnymi. W ten sposób amatorzy powinni rozproszyć ryzyko - tu mogę z nim częściowo się zgodzić, że jak ktoś nie ma czasu czy umiejętności, to w sumie powinien tak właśnie postąpić.
Z drugiej strony, kiedy patrzę na wynik Investors FIZ za marzec: -11,8% to już nie jestem taki pewien co do tych fundów i wybrałem wariant zysków i strat wyłącznie na swoje konto.
Zagała wręcz odważnie stwierdził, że zaczęła się już nowa hossa, bo widać ruch na małych spółkach potwierdzony dynamicznym odbiciem na sWIG80. Ja tutaj byłbym jednak dość sceptyczny, ale fakt jest taki, że premia oferowana przez maluchy wydaje się naprawdę kusząca.
Trudno sobie wyobrazić PKOBP po np.: 70 zł w najbliższych latach, ale np.: Armaturę po 5 zł? Czemu nie?
Takich mniejszych walorów znajdziemy całe mnóstwo i można założyć roboczo na przykład tak: stop kilkadziesiąt procent niżej od zakupu, a realizacja zysku przynajmniej po dwa razy wyższym wzroście od ceny wejścia.
Zatem konkretnie opiszę krótko na przykładzie Armatury (posiadam 1000 szuk).
Średnia zakupu 1,62 zł. Stop loss, niech będzie z poślizgiem: 1,35 zł.
Z tego prosty wniosek, że zrealizowany zysk powinien wynieść na każdej akcji przynajmniej 55-60 gr. Patrząc na wykres oraz wskaźniki finansowe i zastanawiając się czy ruch jest realny wydaje się on absolutnie możliwy, ale wymaga cierpliwości i spokoju.
Takie samo ćwiczenie warto powtarzać przy każdym walorze. Premia może być olbrzymia, ale stopy trzeba trzymać szeroko, czyli wielkość pozycji powinnna to uwzględniać.