Miniony tydzień niewiele zmienił na naszej giełdzie i walucie, co i tak niektórzy uznają za sukces. Niestety gorzej dzieje się w USA. Obama zaproponował rekordowy deficyt budżetowy (zainteresowanych tematyką zapraszam tu), a banki i cała gospodarka walą się coraz szybciej. Indeksy znalazły się w newralgicznych punktach tuż nad ostatnimi dołkami, a właściwie już je dzisiaj naruszyły. Nie za bardzo to zachęca do zakupów, ale niektórzy próbują łapać dołki, bo podobny manewr udał się pod koniec listopada. Trzeba jednak zachować ostrożność.
Portfel 29 203,34 zł (4271,34 zł+23072 zł+1860 zł)
Biuro maklerskie 4271,34 zł
KGHM 109 akcji wartość 3722,35 zł
Gotówka 548,99 zł
Czekałem do piątku, także ze względu na wyniki na KGHM. Nie jest źle. Zero długów, konserwatywne założenia cen miedzi i dolara(2,9 zł) przez zarząd na 2009, dywidenda z Polkomtela, srebro, miedź itd. Technicznie też wyglądało ładnie, więc 109 akcji x 36 zł wraca do portfela (SL 32 zł). Po wynikach jestem przekonany, że to w tej chwili jedna z najlepszych spółek z WIG20, choć martwi mnie słaba końcówka z zepchnięciem na końcowym fixie w piątek.
W przyszłym tygodniu kolejna stówka, z marcowych oszczędności powędruje do maklera.
Lokaty i depozyty 23 072 zł
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
Eurobank 58 zł
SKOK lokaty 14 584 zł
Waluty:
400 Euro = 1860 zł
W marcu kończą mi się dwie lokaty w SKOKu i dojdzie co nieco odsetek (340 zł już 4 marca). Zroluję je w jedną na kolejny rok, ale tak jak zapowiadałem bez szaleństw i nie mam zamiaru do nich dorzucać poza drobnymi w celu zaokrąglenia.
W tym tygodniu dorzuciłem 200 euro kupionych po 4,65 zł. W przyszłym tygodniu dokładam jeszcze 100 z nowych oszczędności. Euro nie jest bezpieczną przystanią, ale prędzej zawali się złoty i bez paniki dywersyfikuję portfel. Przy okazji przypadkowo wróciłem na chwilę do bukmacherki (to poza tym portfelem rzecz jasna):
Nie chodzi mi o to, żeby się chwalić, bo to nic wielkiego, ale chciałem zwrócić uwagę, żeby cały czas się rozglądać za różnymi okazjami. W kryzysie pewnie ich będzie sporo.
Wczoraj dostałem przelew 913 zł za klikane reklamy z Google Adsense, który jest rekordowy w historii bloga. To całkiem przyzwoity wpływ jak na jeden miesiąc, ale za luty nie będzie nawet połowy tego. Może w marcu trochę się poprawi.
Zaczynamy nowy miesiąc i jak zwykle zachęcam do odłożenia kolejnych pieniędzy. Zapłać najpierw sobie, choćby 100 zł.
piątek, 27 lutego 2009
Portfel. Powoli do przodu
Posted by
ZP
at
18:30
11
comments
Labels: portfel
środa, 25 lutego 2009
Ratunku! Biją mnie Niemcy!

W listopadzie Deutsche Bank kusił klientów atrakcyjną lokatą na 6 miesięcy na 10% w skali roku pod nazwą Lokata w Pigułce (jak się okazało lekko zatrutej). Warunkiem do jej otwarcia było założenie bezpłatnego konta oszczędnościowego, na które powędrują środki po upływie terminu, czyli w maju tego roku.
Tymczasem bank teraz rozsyła klientom pisma, że od 2 marca konto przestaje być bezpłatne i kosztuje 5 zł miesięcznie. Tym sprytnym trikiem bankierzy zabiorą każdemu po 15 zł odsetek do końca lokaty, a tym nieszczęśnikom, którzy zapomną je zamknąć będą naliczać co miesiąc po piątaku. Genialne.
Ciekawe ile osób zechce im po tym numerze znowu powierzyć kasę? Ja raczej nie.
Posted by
ZP
at
11:45
35
comments
Labels: deutsche bank, lokaty
wtorek, 24 lutego 2009
Wróżenie z fusów
Dziś tylko obrazek, ale intrygujący. 
link bezpośredni do Unibetu
Wyjaśnienie dla laików - jeśli postawisz 100 zł na to, że euro będzie powyżej 4,5 zł na fixingu NBP w poniedziałek 2 marca, otrzymasz 140 zł, czyli 40 zł na czysto - i tak należy czytać te kursy.
Posted by
ZP
at
11:38
18
comments
Labels: euro, frank szwajcarski, Unibet, złoty
niedziela, 22 lutego 2009
Czas sępów

Od dawna trąbię, że gotówka rządzi i zresztą jeszcze w grudniu 2007 roku uważałem, że w 2008 tak właśnie będzie. Zdania praktycznie nie zmieniłem, o czym świadczy struktura portfela.
Zaniedbałem jednak sprawę ryzyka walutowego i tu bez względu na różne głosy pojawiające się na ten temat na pewno nie będę biernie czekał, tylko lekko dokładał (forma polisy ubezpieczeniowej).
Poza tym portfelem dobieram trochę też złote monety, ale teraz ceny wydają się przesadzone ze względu na słabego złotego (najtaniej wychodzą tak zwane monety kolekcjonerskie – dobry żart przy emisji 9000 i więcej sztuk, których ceny są niższe od bulionowych). Tu czekam na jakąś korektę.
Powtórzę kolejny raz, że nie traktuje tego jako inwestowanie, tylko formę zabezpieczenia się przed krachem, tym razem nie na GPW, tylko złotego i Polski.
Teraz wróćmy, do tytułu. Nadchodzi czas sępów.
Najpierw giełdowych, potem w nieruchomościach. Kto nie ma długów, tylko gotówkę sam staje się królem, który będzie dyktował warunki.
Nikt nie wie, kiedy trafimy na dołek. Jesień 2007 to WIG20 powyżej 3900 punktów, luty 2009 i mamy niecałe 1400, czyli znacznie bliżej do zera niż do szczytu.
Owszem możemy spaść na przykład jeszcze do 500-600 punktów na WIG20 w razie katastrofy w USA, jednak upieram się, że w tym roku trzeba podejmować przynajmniej próbne zakupy od razu zakładając możliwą stratę i ciąć ją bez zbędnych ceregieli. To jest taka moja uwaga do skupionych na akcjach. Ci na pochodnych nie zawracają sobie raczej głowy takimi sprawami. Emocjonalny rajd do góry przydałby się, aby znowu ubrać ulicę w rzekomo tanie akcje. Poza tym trend jest spadkowy i gra za duże stawki pod prąd wydaje się głupia i nierozsądna.
Jednak cały czas patrzę z dłuższej perspektywy czasu – te wszystkie drobne handelki, które tu uprawiam nie są przecież poważnym inwestowaniem, tylko w pewnym sensie sondowaniem rynku. Przeżywamy największy kryzys od lat trzydziestych i możliwe, że giełdy wykonają podobny lub jeszcze głębszy ruch w dół (czasowo oznaczałoby to spadki do przyszłych wakacji). Jeśli cały system finansowy świata nie rozsypie się w proch i pył, właśnie giełda da fortunę tym szczęśliwcom, którzy przetrwają do dna i zachowają swój kapitał. A jeśli wszystko padnie, to i pieniądze nie będą za wiele warte. Ja zakładam wariant umiarkowanie pesymistyczny, ale bez jakieś wielkiej wojny czy rewolucji -dlatego będę dalej dorzucał po parę stówek do maklera miesiąc w miesiąc.
Co do nieruchomości, na razie deweloperzy i inni sprzedający wydają się jeszcze hardzi i zgrywają twardzieli. Nie bardzo schodzą z cen – tu nie widzę żadnych rewelacji. Rasowy inwestor szuka okazji, żeby zapłacić 50 gr i mniej za każdą złotówkę nabywanych aktywów. Twardzi zmiękną i wpadną w panikę jak przyjdzie im zapłacić kolejne 2-3 k raty kredytu hipotecznego, gdy stracą swoje posady. Dług wzrośnie lawinowo: 10 rat po 2k i już mamy okrągłe 20 kawałków. Tak po ludzku jest mi ich trochę szkoda, ale nikt nikomu nie kazał kupować klitek w blokach w cenach apartamentów i to na kredyt.
Tymczasem polskie domy i mieszkania są wciąż w wielu wypadkach droższe niż na przykład niemieckie, co wydaje się totalnym absurdem. Niecierpliwym polecam wzięcie czegoś na uspokojenie i ewentualną zamianę części gotówki na waluty i złoto (niekoniecznie kupowane akurat jutro).
Trzeba czekać cierpliwie jak sępy krążące nad umierającymi aż dobijemy do dna. Schody wciąż biegną w dół, z każdym tygodniem coraz niżej.
Posted by
ZP
at
09:34
17
comments
Labels: giełda, nieruchomości, strategia
piątek, 20 lutego 2009
Portfel po trzęsieniu ziemi na giełdzie i złotym
Ostatni tydzień na GPW i naszej walucie dostarczył wszystkim nie lada emocji, ale fakt jest taki, że kończymy znowu niżej. W dodatku Ameryka drży w posadach i indeksy wiszą na cieniutkim włosku. Ciężko uwierzyć, że znowu uciekną spod gilotyny jak pod koniec listopada, lecz z góry nie przesądzajmy sprawy.
U nas jest naprawdę źle. Wszystko trzeszczy w szwach. Polska chce pożyczyć 155 mld złotych na rynkach i przy tak niestabilnej walucie oraz bezprecedensowej emisji długu przez USA (już nie miliardy, ale biliony) oraz Euroland trzeba będzie pewnie dać niezłą premię inwestorom. Stawia to pod dużym znakiem zapytania sensowność trzymania w portfelach funduszów obligacji.
Rząd przystąpił do obrony złotego i szanse na zwycięstwo ma znikome. Tylko poprawa koniunktury za Oceanem może nas uratować przed katastrofą. Chciałbym się mylić, ale ta nawałnica medialna przeciw Europie Wschodniej i Polsce nie jest przypadkowa.
Oczywiście, że ma ona też podstawy fundamentalne i nic nie poradzimy, że dla Zachodu Polska, Węgry czy Ukraina to jeden czort. Tak samo padła Korea w kryzysie azjatyckim, choć wydawała się taka silna i zdrowa.
Dzisiejsza popołudniowa szarża niewiele poprawia obraz giełdowy, lecz potężna zmienność z ostatnich dni daje pewne nadzieję na korektę, której maksymalny potencjał szacuję na około 1600 punktów (50% fali spadkowej od 6 stycznia). Bardzo trudno inwestuje się w spółki fundamentalnie na początku kryzysu nie znając dalszych losów złotego, przyszłej koniunktury, ani nawet nie otrzymując informacji od KNFu, które spółki posiadają toksyczne opcje. W ogóle z tymi opcjami jest ciekawa historia, że stracić mogą na nich wyłącznie firmy menadżerów – hazardzistów, a w razie bankructwa spółki banki pośredniczące. Zachodni bank inwestycyjny zawsze wygrywa. A jak Pawlak unieważni opcje to nikt nie pożyczy Polsce ani centa.
Co w takim razie robić?
Według mnie chronić kapitał, czyli złoto oraz waluty obce powinny być w portfelu każdego, nie żeby zarabiać, ale aby w razie katastrofy mieć jakiekolwiek zabezpieczenie.
Witajcie w ciężkich czasach.
Portfel 28 517,29 zł (4488,29+23089+940)
Biuro maklerskie 4488,29 zł
Gotówka 4488,29 zł
W tym tygodniu wyleciałem na stracie z Dudy (pozdro Maciuś i smacznej kaszanki z akcjonariuszy życzę) oraz bardzo krótkiej przygodzie z certyfikatami na ropę. Łącznie strata wyniosła około 200 zł.
Zrezygnowałem też z KGHM (bez zysków i strat) na razie ze względu na spadek ceny miedzi i zamieszanie na rynkach.
Co ciekawe zniwelowałem nieco straty krótko spekulując na bankach o tak:
No i troszkę też na Pekao.
W ten sposób mój portfel na GPW stracił przez tydzień na wartości 62 zł/1,4% całości u maklera, co mogę uznać za niezły wynik patrząc na skalę spadku głównych indeksów o 7%, tym bardziej, że nie tykam futures ze względu na wysoki ATR i brak czasu.
Lokaty i depozyty 23 089 zł
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
Eurobank 75 zł
SKOK lokaty 14 584 zł
Waluty:
200 Euro = 940 zł
Doszła niestety nowa pozycja, czyli waluty. Denerwuje mnie ona od samego początku i co może dziwne wolałbym na niej stracić, lecz obawiam się, że w złotych to zarobię nawet na tych euro kupionych za środki z Eurobanku po 4,9 zł. Dziś całkiem prywatnie kupiłem sobie też paręset CHF. Planuje w każdym tygodniu dorzucać po kawałku (uśrednianie), aż uzbieram jakąś tam nieco poważniejszą kwotę. Tutaj w portfelu przeznaczę na euro lub franki przelew, który dostanę za klikane reklamy AdSense –prawdopodobnie w przyszły piątek.
Takie mamy czasy, że niestety w każdym rozsądnym portfelu musi się znaleźć trochę walut i jedyną kwestią dyskusyjną jest poziom wejścia i wybór tych właściwych. Ja wykluczyłem zielone i funty, choć wcale te euro czy franki nie są aż takie pewnie.
No i wiadomo trzeba też dorzucać złoto.
Najważniejsze teraz to przetrwać do końca bessy z jakimiś aktywami, aby później mieć za co kupować.
Posted by
ZP
at
20:24
24
comments
środa, 18 lutego 2009
Co zrobić z opcjami?

Dziś napisałem artykuł, w którym można znaleźć link do ciekawego raportu dr Mariusza Andrzejewskiego na temat opcji. Spodobał mi się ten fragment tekstu:
„Polscy eksporterzy zostali wciągnięci w grę hazardową w wyniku której, przez pewien czas owe określane przez banki jako „zero kosztowe” instrumenty pochodne przynosiły im zyski.Zachowanie tych ludzi było takie samo jak osób grających na automatach potocznie określanych „jednoręki bandyta”. W tego typu grach hazardowych najpierw osobie podejmującej taką grę hazardową daje się kilka razy wygrać, a potem wciągnięta przegrywa, ponosząc przeważnie o wiele większe straty od
wcześniej uzyskanych wygranych.”
W normalnych warunkach rynkowych nierozważne firmy powinny zbankrutować, a ich menadżerowie wyrzuceni na bruk lub w niektórych przypadkach wręcz znaleźć się za kratkami, bo dali się zwieść jak małe dzieci i narazili na straty właścicieli.
Jednak znaleźliśmy się w sytuacji patowej, bo drugą stroną, która teraz kosi miliardy są zagraniczne banki inwestycyjne, a nasze tylko pośrednikami otrzymującymi prowizję jak zwykli sprzedawcy.
Załóżmy, że dana spółka upada, to kto oddaje kasę? Czy nie czasem nasze pseudosprytne banki?
Cała sprawa jest mocno cuchnąca i nie wiadomo jaka jest jej dokładna skala. W raporcie autor ostrożnie szacuje, że 40 mld zł, ale przecież z każdym groszem, o który drożeje euro rośnie (przed chwilą dostało strzał od Tuska i nieco spadło do 4,84 zł). W dodatku umowy są często wieloletnie z wieloma obwarowaniami i karami za zerwanie.
Ogólnie jestem zawsze za wolnym rynkiem, ale sam nie wiem czy to jeszcze wolny rynek czy wolnoamerykanka?
Posted by
ZP
at
12:05
26
comments
Labels: Andrzejewski, opcje
wtorek, 17 lutego 2009
Co robić z walutami? Kupować, sprzedawać, czekać?

Wszyscy gramy na walutach. Jeśli nawet nie kupujesz euro, to spekulujesz, że złoty się wzmocni.
Patrzę na to szaleństwo z zakłopotaniem, bo zostałem bez nawet jednego euro czy franka, a pociąg odjeżdża coraz szybciej. Szczerze mówiąc, do tej pory patrząc na spadki złotego uważałem, że to jest nieco irracjonalne w jakim tempie to się dzieje, szczególnie od 6 stycznia, gdy nagle równocześnie ostro zaczęła lecieć giełda i złoty, a teraz już mamy prawdziwy rollercoaster.
Nikt nie wie dokładnie, gdzie się jazda zatrzyma, ani czym skończy. Siedzenie na samych PLNach jest jednak zbyt stresujące i z dużą niechęcią MUSZĘ kupować walutę broniąc się przed deprecjacją swoich pieniędzy. Zaczynam od franków na swoje prywatne konto, w przyszłym tygodniu wrzucam do portfela appfunds trochę euro i tak będę musiał robić co parę dni aż nie ustabilizuję portfela. A czemu nie wszystko od razu? Nie jest to spekulacja, tylko defensywne zagranie, więc przez rozłożenie w czasie nie trafię w szczyt.
Wręcz zmartwię się, jeśli na tym będę zarabiał, bo przecież topnieje mi wartość niemal wszystkich innych aktywów.
Do tej pory miałem zamiar kupić sobie (poza tym portfelem) jakąś złotą monetę w najbliższych dniach, ale taki błąd z kompletnym brakiem dewiz przytrafił mi się nieco przez przypadek, ale też czekanie na korektę. Najpierw liczyłem na 3,8 za euro, potem 4,2 i ciągle odjeżdżało coraz wyżej.
Trochę też łudziłem się, że wpływy z klikanych reklam AdSense będą rosły tak jak do tej pory – tymczasem po dobrym styczniu, a właściwie jego pierwszym tygodniu, luty to dramatyczny spadek porównywalny do spadku sprzedaży mieszkań u deweloperów (mimo rosnącej oglądalności bloga). Kryzys.
A co z ludźmi, którzy już są zapakowani w waluty? Czekałbym spokojnie aż minie ta zawierucha i nawet dobrał, a jak ktoś spekuluje, to najrozsądniej mieć jakiegoś stopa i nie szukać szczytu.
Nie podoba mi się, że Polska znalazła się w oku cyklonu i lekko wkurzony jadę do kantoru. Wolałbym wydawać pieniądze na co innego niż na też w sumie niezbyt wiele realnie warte papierki.
Posted by
ZP
at
08:11
18
comments
poniedziałek, 16 lutego 2009
Ostatni numer Dudy?
Dzisiejsza historia z opcjami raczej oznacza koniec już mocno wątłęgo zaufania wobec Macieja Dudy i jego spółki. Przynajmniej mojego. 1 grudnia zapewniał na łamach Pulsu Biznesu, że spółka nie posiada żadnych opcji. Poniedziałkowy komunikat uważam za skandaliczny i ciekawe jak potraktuje go nadzór finansowy oraz fundusze. Po obrotach i spadku o 33,3% ocena rynku jest jednoznaczna.
p.s.
Sam miałem sporo szczęścia, bo czekałem czy kurs utrzyma się nad 1,2 zł. Nie udało się, więc:
Gdyby nie to, pewnie poszłoby około 1 zł i też strata przecież nie byłaby za wielka, bo jednak do tej spółki podchodziłem z lekkim dystansem. Teraz wykreślam ją definitywnie z kręgu zainteresowań.
Pozycja niewielka, ale niesmak wobec rynku i takich ludzi pozostaje olbrzymi.
Posted by
ZP
at
16:26
8
comments
Labels: Duda
niedziela, 15 lutego 2009
Jak przetrwać i zarobić na kryzysie?

Najbardziej ekstremalną wersją zrobienia z nas milionerów wydaje się ta, do której usilnie dążą magicy sterujący światem finansów, czyli podjazd taczką do banku po wypłatę. Wtedy mój cel zostanie zrealizowany nadspodziewanie szybko, lecz w zupełnie nieoczekiwany i niechciany sposób.
Odrzucam jednak na razie skrajny wariant, czyli wojny, koniec świata itd., ale nie znaczy to rzecz jasna, że w razie krachu złotego będę bezczynnie czekał na wypełnienie się losu (niekoniecznie w portfelu appfunds). Tym bardziej, że wyraźnie słabnie moja wiara w papierowy pieniądz drukowany w tak kosmicznych ilościach przez szalonych Jankesów.
Fortuny powstają w czasach takich jak obecne, które trafiają się raz na sto lat. Na razie trochę ekstrapoluję, bo wszystkie ruchy rynkowe nadal mimo wszystko mieszczą się w normie, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jeszcze wiele przed nami.
Gdzie widzę wielką szansę na przyspieszenie i gwałtowny skok wartości naszego majątku?
W akcjach i potem w nieruchomościach.
Po drodze mogą nadal trafiać się spekulacje na przykład na surowcach, obrona kasy w złocie i tak dalej, ale długoterminowo zaczynam się przygotowywać do zbierania akcji.
Obecnie nawet, jeśli wystąpi jakieś odbicie, to będzie według mnie korekcyjne i zmienię zdanie dopiero po wyraźnym przebiciu trendu spadkowego.
Tutaj wtrącę małą dygresję: zauważyłem w niektórych komentarzach pewną dezorientację czytelników. Część zdaje się zupełnie ignorować fakt, że ponad 85% portfela stanowią lokaty i depozyty oraz inne względne bezpiecznie instrumenty (było złoto i srebrne monety ostatnio skonwertowane na gotówkę na rzecz przejrzystości portfela), a niedawno było jeszcze więcej.
To chyba najlepiej wyraża moje zdanie na temat rynku.
Z drugiej strony zakładam, że zawsze mogę się mylić i nigdy nie wiadomo czy dno już było. W końcu ceny niektórych spółek trudno uznać za wygórowane (przykładem służy Duda).
Jednak to jeszcze nie jest to na co czekam. Kupując teraz na przykład akcje PKOBP jaką mam szansę na potrojenie pieniędzy w jakimś rozsądnym horyzoncie kilku lat? Nikłą, skoro max szaleńczej hossy był poniżej 60 zł.
Na niektórych mniejszych spółkach takie okazje na pewno już widać, lecz tam oczekiwałbym stosunku zysk:ryzyko w rodzaju 5:1 czy 10:1, a może i więcej. Sporo z nich przecież zbankrutuje, albo będą krążyć po parkiecie jak zombie po kilka groszy za akcję.
Na razie wszelkie oceny są zagmatwane – dopiero gdzieś po 2 kwartałach tego roku da się jakoś to trochę objąć od strony fundamentów. Pozostaje technika, która też za bardzo nie zachęca do jazdy pod prąd.
Oczywiście, jeśli ktoś ma czas na spekulację, teraz wiele rynków chodzi w trendach i może też zarabiać nawet w bessie na przykład na walutach czy futach.
Ogólnie w tej chwili dla przeciętnego człowieka ważna jest raczej defensywa i obrona aktywów przed wyparowaniem oraz dokładanie nowych środków niż agresywny trading.
Dow Jones 8 lipca 1932 roku zamknął się na 41,22 punktów. Od maksimum z września 1929 roku (381,17 pkt) spadł aż o 89%. Do cen z 1929 wrócił dopiero 25 lat później, czyli długoterminowcy nie zwracający uwagi na straty sromotnie przegrali. Czy obecny kryzys będzie podobny? Trudno oceniać, bo są nieco inne przyczyny, ale zasadnicza jest ta sama - wybujała spekulacja i to się nie zmienia w historii ludzkości.
Chciwość, która zamieniła się w strach.
Zauważmy jednak, że kto wszedł nawet 50% wyżej od dołka, czyli na powiedzmy poziomie 60 pkt, jeszcze w trakcie trwającego kryzysu potroił pieniądze w niecałe 6 lat.
Podobne zjawiska nastąpią na rynku nieruchomości (rzecz jasna z mniejszą dynamiką zmian).
Z tego powodu teraz najważniejsza strategia to ochrona kapitału. U nas niestety dochodzi jeszcze ryzyko walutowe i w ogóle samego papierowego pieniądza, przed jednym i drugim trzeba się zabezpieczyć.
Nie traćmy jednak nadziei, bo właśnie w takich czasach buduje się prawdziwe majątki, czego życzę wszystkim czytelnikom.
Posted by
ZP
at
10:29
20
comments
Labels: dow jones, kryzys hipoteczny, strategia, WIG20
piątek, 13 lutego 2009
Portfel zmęczonego
Od zeszłego piątku WIG20 znowu spadł i znalazł się poniżej 1500 punktów Plan Obamy okazał się zlepkiem sloganów i nic ciekawego nie dowiedzieliśmy się. To szczególnie niebezpiecznie jest dla naszego rynku, gdzie ponad 40% giełdy stanowią banki. Omijam ich akcje szerokim łukiem, choć liczyłem na jakieś odbicie. Reakcja na przemówienie Geithnera była jednoznaczna. Więcej o sytuacji na WIG napisałem w tym artykule (zainteresowanych zapraszam do podzielenia się przemyśleniami).
Praktycznie cały czas dla długoterminowca najlepszym sposobem na radzenie sobie z rynkiem to pozostawanie poza akcjami, ciekawsze są pewnie surowce i metale (złoto, srebro), no i niestety z powodu ryzyka trzeba część kasy przerzucić ze złotych na twardsze waluty, ale coś ciężko o jakąkolwiek korektę. Ja czekam, czekam i nie mogę doczekać się na euro.
Portfel 28 617,88 zł (4550,88 zł + 24 067 zł)
Biuro maklerskie 4550,88 zł:
KGHM 95 akcji wartość 3187,25 zł
Duda 1000 akcji wartość 1200 zł
Gotówka 163,63 zł
+ przelewy 1050 zł
Trochę broniłem zysku na KGHMie (dzięki temu jestem bez strat) i stąd zostało ostatecznie 5 akcji mniej niż tydzień temu. Teraz stop-loss w okolicach 32,5 zł, a jeśli taki się trafi, czekam na KGHM po 29 zł lub jak wróci ponad 33,5 zł. Poniżej 27,5 zł przestanie mnie na razie interesować.
Na Dudzie mam szeroki stop nieco poniżej 1 zł i zobaczymy co z tego będzie.
Kolejny dopływ gotówki na przełomie lutego i marca.
Lokaty i depozyty 24 067 zł
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
Eurobank 1053 zł
SKOK lokaty 14 584 zł
Przerzuciłem z Eurobanku 450 zł oraz dorzuciłem 100 zł nowych oszczędności, aby utworzyć nową lokatę w SKOKu z poprzednimi 634 zł, czyli łącznie za 1184 zł na kolejny rok. Oprocentowanie 9,5%. W przyszłym tygodniu zrobię podobną niewielką, a w marcu przy kolejnych wygasających zmniejszę trochę zaangażowanie w SKOKu.
Jestem dziś trochę zmęczony i dlatego nie opisuję tych kilku transakcji giełdowych, ani nie wklejam z nich screenów. Zrobię to po ostatecznym zamknięciu pozycji.
Na przyszły tydzień proponuję zakup przynajmniej 50 euro na uspokojenie sumienia. Jak kupimy na górce, to będziemy się najwyżej z tego później śmiać, że spanikowaliśmy, lecz obawiam się, że to nie koniec osłabienia złotego na co wskazuje zamieszanie na Ukrainie i raczej czeka nas sporo więcej i to poważniejszych takich transakcji. Kto ma trochę więcej wolnej gotówki, niech kupi sobie jakieś małe złotko i schowa do szuflady – trudno mi powiedzieć czy akurat w najbliższych dniach, ale tygodniach na pewno.
Posted by
ZP
at
21:28
11
comments
czwartek, 12 lutego 2009
Lokata 9,5% w SKOK Wołomin

Wczoraj założyłem lokatę roczną w SKOK Wołomin na 9,5%, a w przyszłym tygodniu dorzucę jeszcze parę złotych na kolejną (jak skończy mi się siedmiodniowa w Eurobanku). To dobre oprocentowanie.
W przyszłym miesiącu nieco zmniejszę tu zaangażowanie, żeby nie mieć za dużej części portfela w jednym miejscu. Podaję to info dlatego, że może ktoś szuka teraz dobrej oferty lokacyjnej, a wydaje mi się, że nic lepszego nie znajdzie.
Prawdopodobnie i tu niedługo zmniejszą oprocentowanie.
Posted by
ZP
at
08:05
29
comments
wtorek, 10 lutego 2009
Czy zarobimy na bankach?

Za bardzo nie wierzę w te wszystkie administracyjne projekty pobudzania gospodarki za pomocą drukowania monstrualnych ilości zielonych papierków, lecz na giełdzie chodzi o zarabianie, a nie udowadnianie swoich racji. Z tego powodu warto poczekać na reakcję Ameryki po ewentualnym zatwierdzeniu TARP II. Naturalnymi beneficjentami stałyby się ponownie banki amerykańskie, a za nimi pójdą europejskie, o ile rzeczywiście rynki uwierzą w nowe bajki.
Z tego powodu podejrzewam, że u nas właśnie akcje instytucji finansowych mają szansę odpalić całkiem ładnie. Wysłałem parę groszy z Eurobanku, żeby otworzyć niewielką pozycję jutro rano w przypadku, gdy wszystko pójdzie OK i na razie zastanawiam się który bank wybrać.
Oto lista: Pekao, PKOBP, BZWBK, BRE, Getin, Handlowy, INGBSK, Millenium, BankBPH, Kredyt Bank, BOŚ, Noble Bank oraz Unicredit.
Odrzucam z różnych względów kilka i moja krótka lista wygląda teraz tak:
Pekao, PKOBP, BZWBK, BRE, Getin, Handlowy, INGBSK, Millenium, Kredyt Bank lub Noble Bank.
Tutaj niektórzy popełniają podstawowy błąd oceniając dane akcje i zarazem bank pod takim kątem czy dostali gdzieś kartę kredytową,czy jaka jest jej obsługa, jak wyglądała procedura przyznania kredytu hipotecznego czy konsumpcyjnego, czy naciągnęli ich na jakieś kiepskie fundusze inwestycyjne czy niepotrzebne ubezpieczenia.
Po pierwsze, wrażenia jednostki są bardzo subiektywne, a po drugie, w tym przypadku nie ma to żadnego znaczenia. Wręcz sądzę, że beznadziejny bank z opryskliwą obsługą, marnym zarządem, kiepskimi wynikami czy prognozami analityków ma w takich sytuacjach nawet większe szanse na duże odbicie. Oczywiście, zaraz trzeba się ewakuować, ale te kilkanaście procent da się wyciągnąć.
Dziś posiedzę trochę nad wykresami i zdecyduję, ale żeby nie marnotrawić czasu w razie klęski TARP II zaraz na starcie, poczekam z analizami do godziny 22.
Czy macie swoich kandydatów?
Posted by
ZP
at
11:57
11
comments
Labels: banki, plan Obamy
niedziela, 8 lutego 2009
Kokos pożycza 1 mln zł

Operator Kokos.pl, czyli firma Blue Media chce pożyczyć na miesiąc łącznie milion złotych od użytkowników oferując oprocentowanie 1% za tę operację. Na razie widzę, że zadeklarowano niecałe 250 000 zł, więc chętni spokojnie załapią się. Oferta kończy się za 3 dni.
Trzeba przyznać, że to sprytny zabieg marketingowy i całkiem ciekawa propozycja dla osób z pewną skłonnością do ryzyka. Sam kiedyś zastanawiałem się nad tym Kokosem, ale w końcu dałem sobie spokój ze względu na pewne wątpliwości.
Tu mała uwaga dla organizatorów: 1% na miesiąc nie odpowiada 12% rocznie, tylko niecałym 12,7% ze względu na comiesięczną kapitalizację odsetek.
W sumie nie jest to świeży news, ale blog nie ma takich ambicji, żeby być koniecznie najszybszym serwisem informacyjnym, tylko raczej w dużej mierze przydatnym praktycznie.
Tu napiszę może mało profesjonalnie, że mi się nie chce w to bawić, bo mam za mało wolnej gotówki, a skarpeciarzem trzymającym głównie lokaty zostałem raczej przypadkiem ze względu na anomalie rynkowe. Bardziej interesuje mnie w tym momencie uzupełnienie stanu w biurze maklerskim.
Czy ktoś skusi się na Kokosa?
Posted by
ZP
at
14:01
17
comments
Labels: Blue Media, kokos, kredyt, social lending
sobota, 7 lutego 2009
Emerytura 23,65 zł

Wczoraj Gazeta Prawna podała, że ZUS wypłacił pierwszą emeryturę powiązaną z II filarem. Całość wynosi 917,80 zł, z czego OFE wypracowały z kapitału zabieranego szczęśliwej uczestniczce ich genialnego programu tak potężny zysk, że co miesiąc będzie ona otrzymywała aż 23,65 zł. Tyle zarobili fachowcy przez 10 lat.
Jak wynika z artykułu, w funduszu ING OFE spośród 500 kobiet, które w tym roku będą mogły przejść na emeryturę, najwięcej zgromadzono na koncie pewnej krezuski: 70 000 zł, co daje zawrotne 285 zł co miesiąc wypłacane szczęśliwej emerytce z II filara.
Oczywiście Państwo zaopiekuje się pozostałymi środkami po śmierci emerytki. W końcu socjalizm nie jest martwą ideą w PRL, pardon RP.
Czy ktoś tu jeszcze liczy na OFE czy ZUS?
Posted by
ZP
at
16:05
29
comments
piątek, 6 lutego 2009
Portfel z miedzią
W tym tygodniu znowu zaliczyliśmy minima bessy na indeksach i mimo udanej drugiej części tygodnia długoterminowcy raczej nie mają zbyt wesołych min. Ostatnia fala spadkowa od 1919 do 1439 punktów na WIG20 jest idealnie zgrana ze spychaniem złotego, więc trzeba obserwować zarówno giełdę jak i walutę.
Moim zdaniem, o ile w ogóle dojdzie do odbicia, to nie powinno ono przekroczyć 1680-1700 punktów. Wszystko teraz zależy od tego jak rynki przyjmą poniedziałkowe gadanie Geithnera przedstawiającego plan ratunkowy dla Ameryki (zielona farba i papier to podstawa).
Wtedy może i nasze banki znajdą wytchnienie.
Póki co dla mnie oczywistym typem jest KGHM. Nie będę znowu powtarzał tego co można przeczytać w tym artykule, lecz trzeba dodać, że w tym momencie KGHM znalazł się z powrotem na progu rentowności dzięki rosnącej cenie surowca oraz słabnącemu złotemu.
Jeżeli ktoś nie pamięta, to jeszcze doliczmy srebro oraz udziały telekomunikacyjne (te ostatnie pewnie warte co najmniej 10 zł na akcję). Na niekorzyść przemawia silna pozycja związków i wysokie koszty produkcji.
Nawet, gdy złoty się wzmocni, uważam, że Jim Rogers ma rację z hossą surowcową i dla potwierdzenia odjazdu trzeba jeszcze zamknąć dwie luki straszące na wykresie. Pierwszą prawdopodobnie w poniedziałek (tą do 36 zł).
Portfel 28 602,66 zł (3621,66 zł+24 981 zł)
Biuro maklerskie 3621,66 zł
100 akcji KGHM wartość 3500 zł
Gotówka 121,66 zł
+przelew 100 zł
W tym tygodniu dosłałem stówkę z Eurobanku.
W czwartek próbowałem łapać dołek na Lotosie, ostatecznie z zyskiem 134,7 zł.
Mogło być lepiej, ale nie wiem tak naprawdę co sądzić o tej spółce i miałem wyłącznie zamiar zarobić parę zeta.

Dziś otworzyłem rano pozycję na KGHMie o 9 rano, potem zaczął się cofać, więc zamknąłem, póki byłem na plusie i ustawiłem się po 33,20 z kupnem, ale nie było szans na taką okazję, więc wróciłem po 34,16 zł. Stop loss w okolicach 29 zł i czekam.

Zrezygnowałem tym samym na razie z ropy, ale tylko chwilowo, bo w przyszłym tygodniu zaczynam powoli dorzucać gotówkę do bossy małymi kroczkami (w poniedziałek 150 zł i na pewno coś jeszcze pójdzie).
Lokaty i depozyty 24 981 zł
Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 14000 zł
Eurobank 2551 zł
W przyszłym tygodniu kończy mi się niewielka lokata w SKOKu i przerzucę te środki do Eurobanku, no i znowu coś wyślę do maklera.
Dzięki Kamil za dotację :), przesłałem ją do Eurobanku. Co prawda była ona najmniejsza w historii bloga, lecz liczą się chęci, no i wiadomo w końcu mamy kryzys.
Mam nadzieję, że blog przynosi czytelnikom także wymierne korzyści.
W sumie giełda w porównaniu z zeszłym piątkiem kończy tydzień na minusie, więc mnie cieszy kolejny plusik przy portfelu (+0,8%) i to bez pomocy wpłat. Mam nadzieję, że i Wam nie poszło źle. Krok po kroku dojdziemy do celu.
Posted by
ZP
at
19:50
11
comments
czwartek, 5 lutego 2009
Co dalej ze złotym?
W zeszłym roku pytaliśmy się czy pęknie dolar, a tymczasem w ostatnich tygodniach nagle nasza waluta stała się ulubioną zabawką spekulantów. Szczególnie gwałtowna fala, idealnie skorelowana ze spadkami na giełdzie zaczęła się na początku stycznia.
Coś słabo z moją orientacją, skoro nie zarobiłem ani na jednym, ani na drugim ruchu.
Teraz czytam różne prognozy o 5 czy 6 zł za euro i zastanawiam się czy rzeczywiście tak może się zdarzyć. Tego nikt nie wie, bo trend trwa i nie widać, żeby słabł.
Co w takim razie powinien robić zwykły zjadacz chleba?
Jak masz jakieś długi, to zaciśnij zęby i spłacaj. Zadłużenie z karty kredytowej, kredyty konsumpcyjne i inne balasty trzeba wyrzucić za burtę jak najszybciej. Kryzys atakuje z zaskakującą siłą.
Jeśli masz wolne środki i akurat takie plany, nie ma co czekać z większymi zakupami importowanych dóbr konsumpcyjnych, bo zaraz zdrożeją. Z tego powodu w tym tygodniu nabyłem drogą zakupu netbooka MSI Wind.
Szczerze mówiąc czekałem w styczniu aż euro zejdzie do 3,8 zł, żeby kupić sobie walutę na wydatki wakacyjne. Teraz jestem nieco zdezorientowany tempem spadku złotego w ostatnim miesiącu i po prostu kupię trochę z bólem serca po spadku do 4,3 zł, po cichu licząc na uspokojenie.
W ogóle najpraktyczniej wydaje mi się skoncentrować właśnie na euro, skoro Polska za ileś tam lat w końcu przyjmie tę walutę.
Za część kasy kupiłbym może trochę jenów, ale tu pewnie lepiej otworzyć jakąś pozycję na Forexie – przeszkadza mi brak czasu i temat leży odłogiem.
Dolara w ogóle nie biorę pod uwagę z wiadomych względów. Fundamentalnie nie wiem czy on jest wart ze 2 zł, ale póki trwa wielka spekulacja i ssanie wszystkich rynków z kapitału może iść na 4 zł i wyżej jak swego czasu Skotan na 500 zł (porównanie nieprzypadkowe).
Przy okazji wyjaśnię czemu niespecjalnie zajmowałem się walutami - co miesiąc rosły mi wpływy z klikanych na blogu reklam Google AdSense, które jak wiadomo rozliczane są w dolarach. Wyraźnie podskoczyły w grudniu i na początku stycznia, ale już od 8 stycznia - zabawna zbieżność z początkiem spadków na giełdzie i wyprzedaży złotego, radykalnie spadły. Wiadomo, że kryzys powoduje obcinanie budżetów reklamowych, a kliki przeliczane są w AdWords ze złotych na dolary i stąd spadek ich wartości jednostkowych. Luty będzie słabszy od stycznia, więc automatycznie wraca temat walut w portfelu, Z tego powodu po ruchu powrotnym euro niedużą część kasy z Eurobanku przeznaczę na zakup €.
Nie przekonuje mnie ani funt, ani frank szwajcarski. Szczególnie ten pierwszy. Zadłużeni we frankach powinni zmobilizować się i kupić trochę franków na korekcie (po 3 zł).
Ze względu na rosnące ryzyko postanowiłem od marca kupować w niewielkich porcjach euro do swojego funduszu bezpieczeństwa (to nie portfel appfunds).
Najważniejsze, aby nie tracić głowy i bacznie obserwować ruch walut, bo wyraźnie widać, że kiedy złoty zacznie się lekko umacniać, prawdopodobnie nastąpi jakieś odbicie na giełdzie. Długoterminowcy nie mają powodów do nerwowowości i mogą spokojnie czekać na kasie aż się nasz ryneczek oczyści. Szkoda tylko, że ta kupka kasy topnieje z każdym dnim razem z taniejącym złotym.
środa, 4 lutego 2009
Buffett na Harleyu

Buffett nie poddaje się. Tym razem zaangażował się w legendarną firmę Harley-Davidson.
W końcu wyznaje zasadę, żeby kupować marki, którym ufa i dobrze zna.
Miliarder nabędzie niezabezpieczone obligacje z kuponem 15% rocznie, czyli de facto udziela firmie kredytu o wartości łącznej 300 mln dolarów. Kurs spółki od razu poszybował wczoraj także o ponad 15%. Inwestorzy uwierzyli, że Harley przetrwa kryzys.
Szkoda, że u nas nie ma rynku obligacji spółek podobnie rozwiniętego do tego w USA. Chętnie pożyczyłbym kasę Żywcowi na 15% rocznie.
Posted by
ZP
at
13:12
8
comments
Labels: Buffett Harley-Davidson
wtorek, 3 lutego 2009
Krosno - okazja czy pułapka na naiwnych?

Od kilku tygodni drobni inwestorzy zbierają siły i akcje Krosna. Tymczasem z drugiej strony sypał nimi (a może i dalej sypie) Zdzisław Sawicki, którego delikatnie mówiąc niezbyt udana strategia doprowadziła spółkę na skraj bankructwa. Najpierw przeszkadzał za niski kurs dolara, potem za wysoki. No i teraz zabawa w opcje spowodowała, że Krosno złożyło wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu. Oddzielną kwestią badaną przez KNF jest sprzedaż olbrzymich pakietów przez Sawickiego przed opublikowaniem informacji o stratach ponad 37 mln złotych na opcjach.
Zdenerwowani drobni tracący na akcjach zmobilizowali się i zbierają akcje z rynku. Króluje tu forum Bankiera (tak przy okazji, ciężko się je czyta w takim chaosie i zalewie bzdetów). Uczestnicy twierdzą, że zebrali blisko 15% akcji Krosna.
Zastanawia mnie jedno – w jaki sposób ci desperaci są w stanie zweryfikować swoje marzenia bez realnych liczb z bilansu spółki, których przecież nie znają dopóki nie pokaże się raport kwartalny czy audytowany raport za 2008 rok?
Czy znają się na zarabianiu pieniędzy zarządzając hutą szkła? Wątpię.
Czy nie są zbyt rozdrobnieni? Z pewnością każdy może mieć swoją własną koncepcję, jak to wśród Polaków bywa.
Czy biznes będzie rentowny w czasach recesji? Nie wiem, ale ciężko będzie.
Moim zdaniem prościej pogodzić się ze stratą i używać stop-lossów w swojej strategii, lecz każdy sam niech decyduje za siebie.
W każdym razie sądzę, że w sumie trop z przejmowaniem na własność nadmiernie przecenionych spółek jest ciekawy, ale wykonanie w tym przypadku bardzo amatorskie i uczestnicy projektu muszą liczyć na dużo, dużo szczęścia. Czego im wypada życzyć.
Posted by
ZP
at
11:22
17
comments
Labels: Krosno
niedziela, 1 lutego 2009
Spłacić długi, oszczędzać, inwestować. Co najpierw?

Napisałem już w tytule jak to widzę, ale w życiu nie jest aż tak prosto jak się wydaje na pierwszy rzut oka.
Od czego zacząć?
Moim zdaniem najpierw trzeba zbudować fundusz bezpieczeństwa na nieprzewidziane wydatki losowe (choroba, zwolnienie z pracy itd.)
Jeśli zaczynałbym dziś od zupełnego zera, wydzieliłbym konto z łatwym dostępem i systematycznie na nie wpłacał aż nie osiągnę przynajmniej wielkości rzędu trzymiesięcznych wydatków domowych (teraz skłaniam się nawet do 5-6 miesięcy).
Równolegle należy też oszczędzać i inwestować.
Jednak sporo osób jest w takiej sytuacji, że zżerają ich długi konsumpcyjne np.: 20 000 zł i równolegle inwestują powiedzmy 10 000 zł na giełdzie.
Czy to jest racjonalne? Według mnie absolutnie nie.
Przede wszystkim z powodów psychologicznych. W ten sposób wywierasz na sobie dodatkową niepotrzebną presję i prawdopodobnie po kilku miesiącach będziesz miał dużo mniej niż 10 000 zł. Ja spłacałbym długi i dopiero potem brał się za giełdę czy forex.
A co z kredytami hipotecznymi?
Mieszkanie, w którym żyjesz jest raczej obciążeniem, czyli pasywem. Gdy trwała hossa na nieruchomościach, ludzie trochę się oszukiwali, że ich mieszkania były inwestycjami, ale przecież nie kupowali ich po to, żeby na nich spekulować, ale aby w nich żyć. Zresztą ich radość była złudna – co z tego, że ich mieszkanie na przykład zdrożało z 300 na 400 tysięcy, gdy chcieliby zamienić je na inne też musieliby zapłacić odpowiednio więcej.
Co innego, kiedy kupujesz lokal na kredyt, potem wynajmujesz i spłacasz je czynszem płaconym przez lokatorów. Sam tego nie próbowałem, lecz wydaje mi się, że w polskich warunkach jest znacznie trudniej niż w zamożniejszych społeczeństwach. Teraz jednak nieoczekiwanie kryzys pomógł wynajmującym. Ciężej o kredyt i z pewnością tym samym można podnieść ceny oraz znaleźć sobie solidniejszych klientów.
Wracając do dylematu: spłacać kredyt hipoteczny czy inwestować? Ja raczej byłbym dość konserwatywny i jeśli zostawałyby mi nadwyżki finansowe, kupowałbym za ich część walutę w jakiej mam kredyt i pakował na konto czy szybciej spłacał hipotekę, o ile bank pozwala, a dopiero za resztę bawił się w giełdę.
Przy okazji proszę nie wpaść w głupią pułapkę kategoryzacji swoich pieniędzy, która powoduje, że ludzie postępują tak irracjonalnie, że trzymają na przykład lokaty na kilka procent, a jednocześnie spłacają raty za jakiś sprzęt z oprocentowaniem dwukrotnie wyższym.
Posted by
ZP
at
20:12
18
comments
Labels: finanse osobiste, strategia