sobota, 31 stycznia 2009

Portfel po tuningu

WIG20 spadł poniżej 1600 punktów tracąc już 17% od szczytu z 6 stycznia. Znaleźliśmy się bardzo blisko dołków bessy (stąd szybka ankieta z prawej) i wydaje się, że najprawdopodobniej zostaną one przełamane. Jednak póki nie ma zamknięcia dziennego poniżej 1500 punktów, czekamy na ostateczny werdykt.


Dla mnie ciekawymi spółkami na ten moment z WIG20 wydają się od strony technicznej PGNiG (w trendzie rosnącym) oraz potencjalnie KGHM, o ile w końcu ruszą ceny metali. Zauważmy, że srebro ładnie grzmi na północ, a KGHM też ma całkiem sporą produkcję argentum. Wiadomo, że sprawę rozstrzygnie cena miedzi (jak wyjdzie powyżej 13 000 zł za tonę to będzie dobry znak) oraz zamknięcie luki na 36 zł.

Jednak ogólnie jest to gra pod prąd i wychodzi mi na przykład, ze PKOBP może spaść w tej fali spadkowej do … 18-19 zł i wtedy się zastanowię czy brać bez kolejki czy nie, o ile wejdzie chociaż w trend boczny.

Gospodarka wkracza w poważny kryzys i kupowanie akcji oferuje w sumie duże ryzyko i mały zysk (zabawa w opcje, nieznane wyniki i niepewny 2009), więc generalnie na razie poza spekulacjami nadal nie widzę tu sensu długoterminowych zakupów.

Znacznie bardziej interesuje mnie od paru tygodni rynek surowców, lecz nie mogę się doczekać dobrych cen i chyba pogodzę się z tym co oferuje rynek. Wolę patrzeć na wykres instrumentu w złotówkach i nie zaprzątać sobie głowy problemem z przewartościowanym dolarem. Na złocie czy srebrze widzimy niezbyt zachęcające do wejścia hiperbole, ale ropa wciąż nie wybiła się. Na nią sobie czekam ze zleceniem do końca lutego po 8,31 zł (200 x RCCRUAOPEN).

Portfel 28 385,98 zł (3305,98 zł+ 25080 zł)



Biuro maklerskie 3305,98 zł

Gotówka 3305,98 zł
przelewy +1258 zł

W tym tygodniu namieszałem sporo i bilans ostateczny wyszedł mi jednak lekko ujemny dzięki Getinowi na którym straciłem 149 zł. Czekałem rano czy zacznie rosnąć po openie i tak było więc wrzuciłem do mieszka i ustawiłem się ze sprzedażą kilkanaście procent wyżej, ale nagle wszystko gwałtownie się zawaliło. Jak się okazało dałem się nabrać na trik z infem, że Noble Bank kupuje Getin przy korzystnym parytecie. Tylko, że jest tu mały niuans, że chodziło o Getin Bank, a nie Getin Holding. Dziękuję Panu Czarneckiemu za szybką lekcję i na pewno dobrze ją zapamiętam.

Na JWC celowałem kilka razy w odbiór papieru i w pewnym momencie miałem w piątek 500 akcji (nawet dwa razy), ale nie podobała mi się podaż silnie spychająca na 6 zł, więc kończę zabawę w tą spekulację z ostatecznym zyskiem 121 zł, choć było prawie 300 zł.

Teraz na razie skupiam się na surowcach, a potem zobaczymy
Ten rok na akcjach od początku uważam raczej za stracony, jednak zupełnie się tym nie przejmuję, bo wiem, że kolejna hossa wielokrotnie zrekompensuje mi obecne nieudane próby.
Jak się zacznie ona rozkręcać, to z pewnością mój portfel w bossie będzie wielokrotnie większy niż ten obecny.

Lokaty i depozyty 25 080 zł

Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 14000 zł
Eurobank 2650 zł

Ta pasywna część portfela za mocno już nie będzie rosnąć w tym roku.

Zdecydowałem się na tuning portfela i w celu uproszczenia jego struktury rezygnuję z takich elementów jak sztabka złota, monety srebrne oraz zabytkowy kufel. Całość wyceniłem na 2950 zł i odjąłem 300 zł, aby nie zawyżać wartości. Teraz 2650 zł z Eurobanku weszło w zamian do portfela appfunds. Tak będzie przejrzyściej.

W minionym tygodniu dorzuciłem 500 zł oszczędności do bossy (kolejne na przełomie lutego i marca) oraz przelałem 698 zł otrzymane z Google AdSense za grudzień za reklamy. Kilka osób pytało mnie o podatek – ja to wpiszę zbiorczo do deklaracji za 2008 rok i zapłacę pod koniec kwietnia ten haracz dla państwa. Wtedy też odejmę kwotę podatku od wartości portfela.

W ogóle z tym AdSense dzieją się bardzo dziwne rzeczy i przez pierwszy tydzień stycznia wpływy z klikanych reklam były wyższe niż przez resztę miesiąca. Nie wróży to najlepiej na luty.

Poza tym definitywnie wyrzuciłem z tego bloga e-booki. Przez 2 miesiące było to kilka złotych prowizji – bez żartów.

Dziękuję za dotacje otrzymane od Jarka oraz Przemka.

Jutro zaczynamy nowy miesiąc i tym razem zachęcam wszystkich do odłożenia kolejnych paru złotych oraz zakupu czegoś trwalszego od papierków, czyli na przykład monety bulionowej ze srebra.

piątek, 30 stycznia 2009

Jak ominąć podatek Belki w Eurobanku?


W Eurobanku da się wyciągnąć 7% netto poprzez prosty trik. Jeśli masz na przykład 1500 zł i trzymasz je na rachunku oszczędnościowym oprocentowanym na 7,07%, po miesiącu bank naliczy podatek. Bardziej opłaca się te 1500 zł wpłacić na lokatę siedmiodniową odnawialną na 7% i w ten sposób podatek znika. Nie liczyłem dokładnie, ale manewr powinniśmy wykonać tak mniej więcej do 1800 zł, albo zakładać kolejne lokaty. Dla odmiany środki trzymane na rachunku oszczędnościowym wpadają w Belkę jeszcze przed przekroczeniem 500 zł. Gdyby nie możliwość dokonywania tych operacji w internecie, pewnie w ogóle nie warto byłoby sobie zawracać głowy.

Na razie i tak wciąż dla niedużych kwot rządzi z 10% Killer Banku Pocztowego, lecz to wszystko wydaje się już coraz bardziej krótkotrwałą zabawą ze względu na dramatycznie spadające procenty we wszystkich bankach. Rozsądniej pewnie założyć lokatę o nieco dłuższym terminie – natomiast sztuczkę z Eurobankiem zastosować wobec bieżących środków.

środa, 28 stycznia 2009

Zarabianie jest proste


W latach dziewięćdziesiątych siedziałem godzinami przed kompem pracując nad idealnym sposobem gry na giełdzie. Rozgryzałem dziesiątki wskaźników zaczynając od fundamentalnych, kończąc na technicznych. Robiłem sobie tabelki z ROE czy ROA, grupowałem spółki wg P/E oraz P/BV, dobierałem wykresy sugerując się wskazaniami oscylatorów czy formacjami i … wcale to mi nie poprawiało wyników inwestycyjnych. Posiadając skromny kapitał (porównywalny do obecnego portfela appfunds) nie potrafiłem jakoś osiągnąć zbyt dobrych wyników. Błędnie rozumowałem, że skoro mam tylko paręnaście tysięcy, to niewiele mogę stracić, a zysk z udanej transakcji pobije te słabe. Oczywiście jak większość za długo trzymałem stratne pozycje, natomiast szybko kasowałem zysk.

Złota zasada brzmi: tnij straty, pozwól zyskom rosnąć.

Niby proste, ale jak trudne do realizacji – nawet moje wczorajsze absurdalne posunięcia na JWC za w sumie niewielką kasę świadczą, że bez kontroli emocji człowiekiem zaczynają targać chciwość i strach nawet, gdy w grę wchodzi ledwie 2 tysiące zł (na szczęście wrócił mi rozum, ale co parę miesięcy trafia mi się taki głupi dzień).

Prawdziwa huśtawka pojawia się dopiero na futures i tu uważam, że kto ma mniej niż 20 000 zł kapitału nie powinien nawet rozpatrywać futów na WIG20, o ile nie chce zostać kolejnym hazardzistą (dopiero po latach wiem czemu zarabiałem głównie na nieistniejącym teraz Techwigu - mniejsza dźwignia i wstrzelenie się w trend krachu dotcomowego). Owszem, potem ryzyko można rozłożyć nieco inaczej, na przykład 1 kontrakt na 10 000 zł, ale to wydaje mi się nie jest dobre dla początkujących. Tak wskazuje zresztą statystyka (<10% zarabia).

Najważniejsza jest psychologia i wcale nie trzeba mieć systemu mechanicznego opartego o milion zoptymalizowanych zmiennych na danych historycznych. Zresztą one świetnie działają najczęściej w przeszłości, a gorzej potem w realu.

W ogóle wszystkie reguły dotyczące finansów (i nie tylko) są przecież w sumie banalne jak znane nam dobrze: wydawaj mniej niż zarabiasz, czy odkładaj 10% swoich dochodów. Jednak to nie znaczy, że łatwo się do nich stosować. I tu tkwi zasadniczy problem.

Zarabianie i powiększanie kapitału jest proste, ale wcale nie łatwe.

wtorek, 27 stycznia 2009

Co dalej z JWC?

Wczoraj popołudniu i wieczorem nagle okazało się, że wszyscy mają w portfelu akcje JWC. Dało mi to do myślenia. Nie będę wymieniał znanych wtapiaczy z forum Parkietu, ani wspominał o niedzielnych inwestorach, którzy zapałali miłością do dewelopera. Uaktywniła się też grupa naganiaczy próbujących wymyślać bzdury z wyraźną chęcią zakupu tych akcji.
Od rana wiedziałem, że będzie nerwowo i postanowiłem poczekać na opena czy zacznie spadać czy rosnąć. Najpierw poszło w dół, więc puściłem swój pakiet po 6,9 zł:



Zarobek 25% w parę dni to chyba całkiem nieźle jak na akcje w bessie?
Oczywiście istnieje ryzyko, że przekombinowałem i JWC pójdzie dalej w górę bez korekty, ale wszystko wskazuje na choćby małą w biegu, żeby z pokładu wypadli kupujący powyżej 7 zł. Z tego powodu stanąłem z kupnem tym razem 280 sztuk (nie napalam się, trwa bessa i nie szarżuję) troszkę powyżej połowy wczorajszej świecy na 6,31 zł i czekam jak się rozwinie sytuacja. Pierwszy wysyp poszedł do 6,51, czekam na kolejne.

Aktualizacja 12:20

Jednak nie spada dalej, więc wziąłem 265 po 6,76 i czekam co dalej, wyszło takie mieszanie ku uciesze maklera. Stop loss nieco poniżej 6,20 i na dziś koniec zabawy (mam nadzieję :). Jeśli wypadnę, to spekulację na JWC uznam za zakończoną.

12:35

To był najgłupszy pomysł i zamykam całość spekulacji na JWC po 6,55 zł, bo WIG20 się sypie, a do końca dnia jeszcze daleko.

Ostateczny bilans +359,25 zł -67,64 zł= +291,61 zł/+20,4 %.

Nie było źle, ale mogło pójść też lepiej. Wiadomo.

15:00

Co za dzień :0 Myślałem intensywnie nad tym co dziś powyczyniałem wcześniej i stwierdziłem tak - niepotrzebnie kombinowałem z jakimś dziwnym daytradingiem, którym wcale nie mam zamiaru się przecież zajmować. Wieczorem postanowiłem, że nie sprzedam JWC, o ile nie spadnie poniżej 6 zł. Chyba jakaś klepka mi się poluzowała i zacząłem mieszać niepotrzebnie. Pogapiłem się w wykres i stwierdziłem, że przy takim zamknięciu nic się szczególnie złego nie wydarzy po wystrzale waloru, a ja się sam wyleszczyłem z akcji jak nowicjusz. Czasem lepiej nic nie robić.

Jednak nie widzę powodów czemu nie miałbym otworzyć nowej pozycji na ... JWC. Tym razem jest to 340 akcji kupionych po 6,86 zł ze stopem na wspomnianych wcześniej 6 zł.

A zatem zacząłem dzień z 260 akcjami JWC, a kończę z 340, ale nie spodziewałem się, że tak się to pomiesza - niezły bigos wyszedł.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

JWC odbija

Dziś wykres JWC z ostatnią dłuższą falą spadkową od 31.07.08 do 31.12.08.
Jej zniesienia mogą stać się potencjalnymi oporami. Pierwsze widać na 7,89 zł.

Następny dość ważny poziom to rejon 8,6 zł, czyli miejsce skąd zaczęły się spadki do 4,02 zł po nieudanej próbie odbicia od 5,7 zł pod koniec października.

Zazwyczaj 50% zniesień Fibonacciego stanowi dość trudne zasieki do przejścia, czyli jeśli uda się pociągnąć wyżej, to trzeba patrzeć na okolice 12 zł, ale to przecież 100% wyżej niż teraz, więc na razie nie ma o czym mówić.
Dla papieru teraz ważne jest, żeby utrzymał się co najmniej nad 5,80, a jeszcze lepiej 6 zł.

niedziela, 25 stycznia 2009

PKN Orlen - insider kupuje

"23.01.2009 15:59

Raport bieżący 7/2009
Zarząd Polskiego Koncernu Naftowego ORLEN S.A. ("PKN ORLEN S.A.") informuje, że otrzymał zawiadomienie od osoby wchodzącej w skład Zarządu PKN ORLEN S.A. w 2008 roku, o dokonanym zakupie 1 akcji PKN ORLEN S.A. w maju 2008 roku, po cenie 40 złotych. Transakcja została zawarta podczas sesji zwykłej na rynku regulowanym za pośrednictwem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie."

sobota, 24 stycznia 2009

Million Dollar Traders

Dziś coś dla znających angielski. Polecam!



Jeśli się spodobało, reszta tego odcinka oraz następne są tutaj.

Ostatnia część zostanie wyemitowana w poniedziałek na BBC2 i pokaże się na YouTube we wtorek.

Jeśli ktoś ma kłopoty z angielskim, może sobie przeczytać mój dzisiejszy art na notowanym.

piątek, 23 stycznia 2009

Portfel w końcu do góry

Ostatni tydzień był bardzo ciężki dla posiadaczy akcji. Mimo dzisiejszego cudofixa wygląda to nieciekawie. Na pocieszenie dla byczków nie wyłamaliśmy się dołem na wykresie liniowym na WIG20:



Jednak jest to balansowanie na cieniutkiej linie skoro w ciągu dnia WIG20 w piątek już zawędrował poniżej najniższego zamknięcia dziennego tej bessy.
Teraz możliwe jest też krótkie odreagowanie spadku z 1919 do 1545, czyli maksymalnie do mniej więcej opena z 23 grudnia poniżej 1740, ale na nic lepszego nie liczyłbym.


Trwa bessa i jeszcze każdy, kto jest cierpliwy zdąży wsiąść do pociągu.
Wyniki spółek będą złe, a potem jeszcze gorsze. Dopiero po nich da się jakoś ocenić ten bałagan.

Portfel 27342,75 zł (2039,75+22430+2873)


Biuro maklerskie 2039,75 zł

JWC 260 akcji wartość 1443 zł
Gotówka 596,75 zł
przelewy +790 zł

Kupiłem JWC za drogo (po 5,47), ale już jestem nawet lekko na plusie.
Mnie WIG20 na razie nie interesuje i pozostaję przy swojej spekulacji na JWC. Czekam na wyjście nad 6 zł z dokupieniem małego pakietu. Na razie wygląda nieźle i jeśli WIG20 zanotuje dzień bez krachu, to na pewno chętnie wyskoczy w górę.
Kolejny temat to ropa naftowa i za jakieś dwa tygodnie trochę uzupełnię stan u maklera. Tak jak obiecywałem, moja aktywność tutaj zacznie rosnąć.
Nie wiem, kiedy będzie dno bessy – raczej nieprędko, ale już narobiłem wystarczająco lokat, żeby teraz sobie tu spokojnie dorzucać.

Lokaty i depozyty 22 430 zł

Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 14000 zł

Przelałem resztki z Eurobanku do bossy. Od lutego Eurobank otwiera jakieś konto oszczędnościowe oprocentowane 7,07% i mi to wystarcza.

Pozostałe inwestycje 2873 zł:

Monety kolekcjonerskie - srebrne 1300 zł
Sztabka złota 1/2 uncji 1423 zł
Sztuka/kolekcjonerstwo 150 zł

W mijającym tygodniu blog otrzymał dotację 10 zł od Pawła (dzięki), w nadchodzącym przyjdzie przelew z Google i tu mi trochę pomoże wysoki kurs dolara.

Udało mi się dorzucić ponad trzy stówki nowych oszczędności. Nowe dojdą w pierwszym tygodniu lutego. Teraz już zaczynam myśleć o przekroczeniu 30k do końca marca i wydaje mi się to realne. Grunt to iść do przodu i mieć przed sobą cel i wszystkich zachęcam do ustalenia sobie jakiegoś realistycznego zadania do wykonania. Czas ruszać w drogę.

środa, 21 stycznia 2009

O wielkości i piramidowaniu pozycji

Często wracam do tego tematu, bo uważam go za podstawę w inwestowaniu. Niektórzy czytelnicy znają moje zdanie, inni nie.

Zaczynamy od tyłu, czyli „ile mogę stracić”, inaczej mówiąc naszego ryzyka.

Aby dyskurs nie był zbyt nudny i akademicki oprę się na portfelu z tego bloga.

Wyjdę od tego, że moim zdaniem maksymalne ryzyko w pojedynczej transakcji powinno wynieść 2, góra 3% całości kapitału (ta druga sytuacja tylko wyłącznie w przypadku ponadnormatywnie wysokiego potencjału zysku rzędu 5:1 i więcej). Najlepiej gdyby to jednak chodziło o 1%, albo i mniej.

W takim razie skoro portfel inwestycyjny wynosi tu teraz 27 000 zł, maksymalnie w 1 transakcji powinienem stracić około 810 zł. Raczej nie podoba mi się taka proporcja i prędzej wybiorę 2%, czyli około 540 zł.

Trzeba od razu pamiętać o prowizjach i tzw. slippage - poślizgu cenowym (składamy zlecenie a rynek na przykład odjeżdża, albo nam stopa przeskoczą itd.).

Teraz przyjemniejsza część, czyli szukanie potencjalnego zysku. Tu sprawa wydaje się mocno subiektywna i szacunkowa, lecz można próbować. Najlepiej omijać sytuacje, gdy nasz możliwy zysk wyniesie mniej niż dwukrotność akceptowalnej straty.

Czas na konkret.

W poniedziałek kupiłem 260 akcji J.W. Construction po 5,47 zł. Zapłaciłem w sumie 1422,2+5,47= 1427,67 zł. Stop loss ustaliłem na poziomie 4,79 zł, czyli sprzedałbym powiedzmy po 4,7 zł w razie negatywnego scenariusza. No to policzmy 4,7 x 260= 1222 -5=1217 zł z powrotem. Potencjalna strata wynosi wciąż około 210 zł, czyli około 0,78% kapitału. Jaki jest natomiast potencjalny zysk?


Tutaj sprawa wygląda mocno subiektywnie, ponieważ na JWC widać pierwszą strefę oporu w obszarze 5,7-6 zł i jeśli założylibyśmy, że jest ona rzeczywiście istotna należałoby transakcji w ogóle nie zaczynać. Sprzedaż po 5,69 zł daje przecież tylko 1479,4 zł – prowizja = 1473,63 zł, co oznaczałoby zaledwie 45,96 zł zysku brutto. 45,96 vs 210 wygląda fatalnie. Strata niemal 5 x większa od zysku oznacza, że jeśli masz rację w 3 -4 transakcjach na 5 i tak jesteś na minusie.

Ja jednak proponuję popatrzeć szerzej na wykres. Wydaje się, że mamy do czynienia z klasyczną długoterminową formacją W, podwójnego dna z wybiciem do góry na dużych obrotach. Wszystko na to wskazuje.

A tu obrazek ze zniesieniami ostatniej fali spadkowej:

Po dzisiejszej nerwowej sesji z zejściem poniżej 5 zł i wyjściem na zieleń, JWC jednak znowu wyrysował wyższy szczyt i teraz przesuwam stopa wyżej na 5,1, ale z małą modyfikacją – jeśli close będzie poniżej tej wartości, następnego dnia sprzedaję bez względu na dalszy scenariusz.

Może zamiast opowiadać co, jak i dlaczego, kolejny obrazek:



A gdzie w takim razie ustaliłem swój potencjalny zysk?
Może ktoś pamięta? Na 17 zł, tak jest.

Czy to jest realne? Na razie nie wydaje mi się, ale tak sobie patrzyłem na ten wykres lecący od 92,8 i patrzyłem i tak mi jakoś wyszło. 17 x 260 = 4420 zł – prowizja = 4402,76 zł. Teraz zysk/ryzyko: 2975,09/210, czyli 14:1.

Jakie są na to szanse? Naprawdę nie wiem i nie przejmuję się na razie tym czy się to sprawdzi, ale uważam, że potencjał tu jest spory.

Będę sobie po prostu wędrował z coraz wyższym stopem, ale nie będę się chwalił, gdzie on dokładnie jest, żeby nie kusić losu.

Teraz sprawa piramidowania pozycji.

Uważam, że jeśli masz pozycję o wielkości x, możesz dobrać najwyżej ½ x w kolejnym rzucie i potem jeszcze mały kawałeczek, czyli dla kontraktów może to być piramida 4-2-1 o ile stać cię na taką pozycję (nie chodzi o wielkość depozytu, ale szacowane ryzyko łączne).

Nigdy odwrotnie czyli 1-2-4, jak robią niektórzy w miarę wzrostu ich depo. Z kontraktami sprawa jest nieco bardziej zawiła, bo jeszcze trzeba brać pod uwagę zmienność rynku mierzoną na przykład przez ATR i modyfikowanie wielkości zaangażowania w zależności od tego wskaźnika.

Z akcjami nie wydaje mi się, żeby trzeba było bardzo udziwniać.

Teraz czekam, aż JWC przekroczy 6 zł i wtedy trochę dorzucę (max. to 130 akcji, czyli ½ aktualnej pozycji). Okazało się, że zabrakło mi paliwa w baku i dopłaciłem w Eurobanku 219 zł nowych oszczędności i wraz z pozostałymi 371 zł powędrują jutro do bossy czekając na 6 zł na JWC.

W tym wpisie nie chodzi mi o żadne naganianie na JWC jak może pomyśleć jakiś niedoświadczony inwestor (tak przy okazji: naganianie po forach to strata czasu, uwierzcie mi, posiadacze grubszych portfeli wchodzą czasem na nie wyłącznie dla śmiechu), tylko tak mi wygodniej, bo o tym myślałem w poniedziałek, a chciałem przekazać logikę, jaką się kieruję przy kupowaniu/sprzedawaniu akcji.

Każdego zachęcam do sporządzenia indywiudalnej strategii, której podstawowe elementy powinny zawierać odpowiedzi na następujące pytania:

Ile mogę stracić?
Jaki jest potencjalny zysk?
Jaka jest wielkość pozycji?
Czy będę powiększać pozycję?
Gdzie zrealizuję zysk?

To tak na dobry początek :)

Aktualizacja 22.01

W komentarzu jzp słusznie zauważył problem kilku pozycji na raz. Wg mnie trzeba najpierw zbadać ich korelację, czyli czy podążają w tym samym kierunku. Jeśli tak, nie ma powodu, żeby je traktować jako oddzielne tylko tą samą, nieco zdywersyfikowaną.

Z pewnością nie jest tak, że jeśli ktoś posiada 27 000 zł to otwiera 10 pozycji z ryzykiem 2 czy 3% w każdej z nich. Wtedy przecież może stracić w sumie co najmniej kilkanaście procent kapitału w dość krótkim czasie (ujemne korelacje nieco znoszą ryzyka).

Zatem jeśli kupiłbym teraz inne akcje z GPW to do ryzyka JWC dodałbym nowe, powstałe z tej następnej, ale tu pojawia się problem, kiedy kupujemy aktywa w różnych odstępach czasu i na przykład jesteśmy na czymś na plusie czy wtedy należy liczyć łączne ryzyko przeszacowując je od tego nowego punktu czy nie?

Postępowałbym tu raczej dość ostrożnie, a jak dokładnie, to być może wkrótce się okaże na blogu. I tak liczy się praktyka, a nie teoria. Przykładowo, takie wyliczenia wyglądają ładnie w teorii, ale jak je zastosować w nieruchomościach?

wtorek, 20 stycznia 2009

J.W. Construction – czy warto kupić te akcje?

JWC to deweloper z Ząbek pod Warszawą. Specjalizuje się w budowie tańszych mieszkań o powiedzmy kontrowersyjnej architekturze :). Głównym rozdającym karty jest Józef Wojciechowski.

Każdy wie jaka jest sytuacja w branży i nie ma co się nawet próbować pocieszać, że zaraz wszystko wróci do normy, a raczej nienormalności, czyli rynku sprzedawcy.
Prognozowanie zysków na ten rok wydaje się zabawą w zgadywanie, więc zostawiam ją analitykom, którzy biorą za te wyceny grubą kasę (intryguje mnie czy oni sami wierzą w te swoje „rekomendacje”).

Mam za to swoją tezę: Wojciechowski należy do tak zwanych twardzieli w biznesie i nie ma żadnych skrupułów, o czym boleśnie już się przekonali posiadacze akcji Energopolu jakiś czas temu.

Możemy sobie polamentować jaki ten świat niedobry, ale ja doszedłem do takiego wniosku: Wojciechowski wie, że teraz ze sprzedażą mieszkań będzie krucho albo bardzo krucho, więc kasa na inwestycje raczej mu nie będzie potrzebna, jak sądzę. Logiczniej będzie skupować akcje z rynku i przeczekać bessę, a potem opchnąć nową emisję naszym kochanym OFE czy fundom, gdy sytuacja zacznie się poprawiać.

Już teraz ma ponad 82% towaru, więc sam mógłby wciągnąć resztę bez trudu.

Raczej wątpliwe, żeby opłacało mu się wycofywać spółkę z giełdy – zawsze to większy prestiż - sam wolałbym kupić mieszkanie od dewelopera giełdowego niż jakiegoś Pana Władka i raczej zostawi jakieś kilka procent w obrocie.

Spółka już prowadzi skup akcji.

Zabawne, że przy cenie emisyjnej 71 zł pod koniec maja 2007 roku na walorki JWC wręcz rzucili się inwestorzy i redukcja wyniosła ponad 98%. Teraz mamy 5 zeta z kawałkiem i ci sami inwestorzy trzęsą gaciami, że stracą kasę. Psychologia tłumu.

Cała ta gadka byłaby głównie biciem piany, gdyby nie wykres:



Zwracam uwagę na gigantyczny jak na tę spółkę obrót. Tu się coś wyraźnie dzieje ciekawego i bardzo dobrze, że nie ma żadnego komunikatu.
Co jeszcze lepsze zauważmy, że leci ona lotem szambonurka od pierwszego notowania na 92,8 zł praktycznie bez większych korekt, aż do niedawnych 4,02 zł. Teraz rysujemy coś na kształt długoterminowego dna i jeśli przejdzie 5,75, wtedy naprawdę zacznie wygladać ciekawie. Zaryzykuję efektowną tezę, że skoro oferta była 71 zł, w takim razie może odbić do ... 17 zł (także na wykresie da się coś tam wypatrzeć).

Zagrożeniem dla zwyżki jest rzecz jasna sytuacja zewnętrzna, czyli ogólnie słaby rynek. Jak WIG20 zacznie walić poniżej 1600 pkt, to będzie ciężko o efektowną jazdę.

A teraz, żeby nie wyszło, że uważam się za jakiegoś nie wiadomo kogo opiszę co wczoraj narobiłem z JWC. Ustawiłem zlecenie na 5,11 zł. Otwarcie było jednak dużo wyżej i nie załapałem się. Tymczasem okazało się, że otrzymałem dotację bloga – dyszkę (dzięki Paweł!) i trochę się zawstydziłem, że sam nic nie odłożyłem w tym tygodniu, więc postanowiłem wybrać się do Eurobanku, żeby wpłacić stówkę (w międzyczasie z samego rano posłałem 200 zł do bossy). Później patrzyłem z lekką frustracją na wzrost JWC do 5,74 zł, ale nagle nastąpił powrót. Zobaczyłem, że mam te 200 więcej już zaksięgowane i zamiast odczekać do końca sesji, anulowałem zlecenie i ustawiłem się z kupnem po 5,47 260 sztuk. I tu popełniłem błąd nowicjusza.
Miałem nie podejmować decyzji w trakcie sesji i dziś spotkała mnie za to zasłużona kara. JWC wyznaczył minimum na 5,11 zł, a teraz kosztuje > 5,4 zł. Zamiast być już na plusie, wciąż jestem lekko w plecy. Co prawda chodzi o niewielkie kwoty, ale jednak zachowałem się wybitnie jak leszcz i tego postaram się wystrzegać.
Stop loss nieco poniżej 5 zeta.

Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.

PIGS

Hiszpania właśnie straciła swój najwyższy rating ustalany przez S&P. Niedawno tak samo zdegradowano Grecję. Co to oznacza? Te kraje będą musiały oferować wyższe oprocentowanie sprzedając swój dług w postaci obligacji i pewnie długo będą dochodzić do siebie z trwającego właśnie kryzysu.
Dla południowych krajów europejskich wymyślono kiedyś dość obraźliwe określenie PIGS (Portugal, Italy, Greece, Spain) ze względu na ich ustawiczne problemy gospodarcze i chaos polityczny.


Tymczasem kłopoty ma już coraz więcej państw europejskich i jeden z komentujących w FT zaproponował nowy termin:

Finland United Kingdom Ireland Norway Greece
Czech Republic Austria Poland

Grunt to nie tracić poczucia humoru.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Oszczędzamy!

To bardzo pozytywny wniosek z ankiety, która właśnie zakończyła się na blogu.

Dlaczego?

Na portalu eGospodarka znalazłem raport Pentora, z którego wynika, że oszczędza zaledwie 7% Polaków, choć 62% naszych rodaków uważa, że warto odkładać. Wiadomo, że nie potrzeba żadnych badań, aby się domyślić, że skłonność do oszczędzania jest bardziej widoczna u osób lepiej wykształconych, dojrzałych i dobrze zarabiających. Trudno przecież wymagać od sklepowej z wiejskiego sklepu otrzymującej nieco ponad 1000 zł co miesiąc, aby regularnie odkładała pieniądze, tym bardziej, że wielu z takich ludzi nie ma nawet zwykłego konta w banku. Z drugiej strony niedawno widziałem następujący obrazek w jakimś programie telewizyjnym: dziarski starszy pan bardzo chwalił sobie Providenta, który po spłacie pożyczki zaproponował mu kolejną, wyższą. Jak stwierdził, to bardzo uczynni i mili ludzie.

Zgodzę się, że jakieś 20 -25% populacji ma naprawdę małe dochody, ale nawet oni kupują przecież na raty czy biorą kredyty i zapętlają się jeszcze bardziej w swojej biedzie. Nikogo nie interesuje odłożenie 50 zł miesięcznie; często oni sądzą, że lepiej wydać na kupony lotto czy postać pod sklepem i ponarzekać.

Tymczasem ankieta na blogu przyjemnie zaskoczyła mnie swoimi wynikami:


Zaledwie 14% klikających w ogóle nie oszczędza. Ciekawe czy ktokolwiek z tej grupy nie musi tego robić ze względu na okazały majątek?

Widać też bardzo pokaźną grupę osób, które zadeklarowały co najmniej 2000 zł odkładanych co miesiąc. To już niezła kwota do rozporządzania i tu naprawdę szybko zaczyna liczyć się każdy procent zysku (zaczynając od zera, właściwie już po 2 latach trzeba się solidniej przykładać do stopy zwrotu).

Cieszy mnie duża ludzi (pewnie młodych), którzy zaczynają od małych kwot rzędu nawet kilkudziesięciu złotych. Nie ma co się zrażać, grunt to motywacja. Lepiej mieć nawet 2000 -3000 zł za rok niż nic, choć trudno być cierpliwym.
Wnioski są bardzo dla mnie budujące, że czytelnicy wiedzą, że warto oszczędzać.

Teraz pora na kolejny krok: inwestowanie.

niedziela, 18 stycznia 2009

Jak szybko zarobić?

Pewnie głowicie się nad tym nie raz, nie dwa. Myślę, że lepiej wywalić z tego „szybko” i już będzie prościej i przyjemniej.

Inwestowanie polega przede wszystkim na czekaniu na odpowiednią okazję, a nie miotaniu się co chwila od ściany do ściany, ale jak ktoś naprawdę musi szybko, szybko, to mu pokażę dwa dość ciekawe wykresy:



Laikom wyjaśniam, że biała świeca oznacza, że zamknięcie notowań było wyższe niż otwarcie. Zatem w większości przypadków na tych dwóch spółkach kupno rano i sprzedaż o 16:20 przynosiło regularne zyski w ostatnich tygodniach. Czy tak będzie dalej? Trudno powiedzieć.

Nie jestem zwolennikiem takiej taktyki – wystarczy zauważyć, że Immoeast wzrósł od dna blisko 350% w dwa miesiące, więc lepiej nie rozdrabniać się, ale jak komuś się strasznie gdzieś spieszy, niech się zastanowi nad tym.

Oczywiście, efekt wkrótce zniknie, bo widzi go coraz więcej inwestorów, ale może ktoś jutro w ten sposób zarobi na frytki. Sprawdzimy popołudniu czy rzeczywiście udało się.

P.S.
Rzecz jasna nie mam tych akcji, ani ich jutro nie kupuję.

Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.

sobota, 17 stycznia 2009

Portfel w konsolidacji

Giełda utknęła w dość jałowej przepychance w horyzoncie zakresu mniej więcej 1600 – 1900 punktów i po beznadziejnej serii siedmiu spadkowych sesji wczoraj w końcu zaliczyła odbicie, ale też czarną świecą. Nastroje na dużych spółkach są niezbyt ciekawe, a słabnący złoty wzbudza już lekką panikę wśród posiadaczy kredytów we frankach. Swoją drogą zauważcie absurd postępowania bankierów i nadzoru finansowego. Przy kursie 2 zł Franek ze Szwajcarii był bezpieczną walutą do brania kredytów, a teraz przy 2,90 zł jest ryzykowną. Ja powiedziałbym, że jest zupełnie odwrotnie, ale z tym bezpieczeństwem nie szarżowałbym zbytnio, bo trend is your girlfriend i może sobie rosnąć dalej.

Do powrotów wzrostów na akcjach potrzebne jest zamknięcie luki na KGHM. Dlaczego akurat Miedź? Wydaje mi się, że fala odbicia na bankach już nie wróci z taką siłą ze względu na ich nadchodzące różnorakie problemy zaczynając od wciąż niestabilnego systemu finansowego, a kończąc na kurczących się gwałtownie zyskach. Fundamenty inaczej mówiąc nie wyglądają za solidnie.
Tymczasem te wszystkie programy stymulujące jakie wprowadzane są w USA czy w Chinach obejmują także projekty poprawy infrastruktury, czyli będzie potrzeba do nich surowców. Zatem zmniejszenie się popytu ze względu na recesję i kryzys gospodarczy ma szansę zostać zneutralizowane w dużym stopniu. Z tego powodu u nas jedyną ciekawą czysto surowcową i to płynną spółką dla mnie jest KGHM, ale warunkiem do jazdy jest zamknięcie luki – inaczej mówiąc jak zobaczymy 36 zł to podążający za cenami powinni bacznie się przyglądać temu pociągowi. Teraz plan dla szybkiego tradera może być taki: k 30 zł, s 33 zł. W razie pozytywnego scenariusza są szanse nawet na 65-68 zł, ponieważ tam znajduje się mniej więcej 50% fali spadkowej, która zakończyła się w październiku oraz średnia dwustusesyjna.


Oprócz akcji proponuję śledzić ropę naftową i certyfikaty RCCRUAOPEN – to też może być niezły hit na ten rok.

Zauważmy, że wiara wszystkich co do wzrostów szybko prysła – w tym i moja, czyli psychologicznie moment do odbicia jest niezły. Tym bardziej, ze w poniedziałek nie ma sesji w USA, a we wtorek makaron na uszy naiwnym Jankesom nawinie elokwentny Barack Obama. Cyniczna Wall Street może to wykorzystać do rozkręcenia jakieś falki na północ, aby chociaż opchnąć trochę drożej trefnego towaru, a jak się uda to nawet zrobić coś trwalszego.

Są to na razie wszystko czyste spekulacje i technicznie średnioterminowym sygnałem kupna na WIG20 jest jak cały czas zaznaczam przejście 1900 i utrzymanie się choć chwilę powyżej.

Póki co mamy bessę i nie ma co się napalać, tylko lepiej nieco odsunąć od kompa i popatrzeć z dalszej perspektywy. Gdybym miał szukać prognoz to stawiam, ze w tej chwili max. dla WIG20 powinno być dojście nieco poniżej 1800 pkt i to wszystko, ale jak będzie zobaczymy. Trwa bessa i nie ma co się spieszyć jeszcze z normalnymi zakupami i całkiem wygodnie mi patrzeć sobie na to z boku.

Naprawdę ciekawe rzeczy dzieją się na małych i średnich spółkach i tu warto popracować przez weekend, żeby sobie znaleźć coś ciekawego, a w nagrodę dla osób, które dotąd doczytały mam swój mały typek, nad którym zastanawiam się czy nie zabawić się w groszową spekulację (1200 zł), żeby nie zgnuśnieć:


Portfel 26 875,5 zł (1234,5 +22891+2750)


Biuro maklerskie 1234,5 zł

Gotówka 1234,5 zł
+ przelew 100 zł

Bardzo kiepsko poszło z opcjami skoro WIG20 zaliczył takie szybkie odbicie od sufitu na 1900. Zamiast się łudzić skasowałem nieudaną transakcję: strata 523 zł (dokładniej opisałem transakcję w tygodniu). Podobnie wypadł mi Lotos. Tu strata symboliczne 46,8 zł.
Rok zacząłem od wtopy, ale od początku wiedziałem, że to ryzykowna gra i nie przeżywam tego.
Bardzo prawdopodobne, że w poniedziałek ustawie sobie zlecenie kupna JWC –chociaż przyznam, że ich bloki jakoś tak nie wyglądają delikatnie mówiąc zbyt efektownie :)

Lokaty i depozyty 22 891 zł

Open Finance/Noble Bank 1430 zł
Eurobank 461 zł
Deutsche Bank 7000 zł
SKOK lokaty 14000 zł

Pozostałe inwestycje 2750 zł:

Monety kolekcjonerskie - srebrne 1300 zł
Sztabka złota 1/2 uncji 1300 zł
Sztuka/kolekcjonerstwo 150 zł

Jeśli ktoś pamięta, priorytetem dla mnie w portfelu na 2009 rok jest spokojne powiększanie aktywów miesiąc po miesiącu. Na tle WIGa wygląda całkiem ciekawie, bo w końcu udało mi się go nominalnie wyprzedzić (26 177 pkt). Na razie podejrzewam, że przez kilka najbliższych będzie to wynikać głównie z kolejnych wpłat, odsetek od lokat oraz wpływów z klikanych reklam (strasznie się to waha i nie wiem nawet jak szacować, ale ogólnie tendencja rosnąca). Z kolei zupełnie ustały dotacje. Akcent na konkretne inwestycje będzie się przesuwał powoli na maklera i tu popłynie strumyczek (kolejne 500+500 na przełomie stycznia i lutego). Szczerze mówiąc cały czas marzeniem dla mnie byłoby zejście WIG20 poniżej 1000 punktów i boczniak w trakcie którego akumulowałbym akcje – co byłoby pewnie koszmarem dla większości innych inwestorów.
A na koniec tradycyjnie zachęcam do wpłacenia choćby 100 zł w poniedziałek na konto w banku, do makreli czy na fundusz inwestycyjny. Niech to będzie kolejny mały kroczek dla człowieka i wielki dla jego przyszłego bogactwa.

Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego artykułu, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie niniejszego artykułu.

czwartek, 15 stycznia 2009

Yes, we can

We wtorek władzę w USA oficjalnie obejmie Barack Obama. Czy jest on w stanie wyciągnąć gospodarkę z kryzysu? Nie wiem, ale przypomina mi się anegdota o Ronaldzie Reaganie – kiepskim aktorze i świetnym prezydencie, że recesja pojawia się, gdy twój sąsiad traci pracę, prawdziwy kryzys, kiedy sam zostajesz zwolniony, a gospodarka zacznie się odradzać, gdy Jimmy Carter straci swoją. I coś w tym może niestety być, że populizm i skłonność do nadmiernych wydatków demokraty będzie ciążyć Ameryce, ale nie uprzedzajmy się od razu do Obamy zanim nie zaczął jeszcze urzędować.

O bieżącej koniunkturze giełdowej u nas zadecyduje sytuacja na parkiecie na NYSE. Przypomnijmy sobie, że w listopadzie wydawało się już, że lecimy do piekła, gdy nagle sygnał sprzedaży okazał się pułapką i indeksy wystrzeliły jak z procy frunąc ponad 20% do góry aż do początku stycznia, czyszcząc przy okazji misie z depozytów. Dla mnie ten entuzjazm wyglądał dość podejrzanie, ale korekta w bessie zawsze się należy.

Czerwone światło zapali się, gdy na liczniku S&P500 pokaże się znowu 7 na początku. Dla odważnych pozostanie próba łapania dołków z bliskimi stopami. Trwa jednak bessa i powinno to być robione jednak za niezbyt dużą część portfela, bo gra przeciw trendowi głównemu na dłuższą metę nie opłaca się. W znacznie bardziej komfortowej sytuacji są siedzący na eskach - myślę, że wszystkie systemy dały sygnały sprzedaży, ale nawet pozycja zgodna z kierunkiem rynku to nie wszystko jeśli drukarnia Bena wyśle pociąg z forsą do Plunge Protection Team. Ratownicy znowu mogą zacząć kręcić indeksami przy wsparciach.


Czy tym razem możemy przełamać 750 pkt i polecieć do piekła? Yes, we can.

środa, 14 stycznia 2009

Ścigany 2.0

Wszyscy pamiętamy film z Harrisonem Fordem pod tym tytułem. Teraz pora na sequel.



Wczoraj sąd w Miami ogłosił, że Raoul Weil ma oficjalny status ściganego przez amerykańskie prawo. Nie byłoby może w tym fakcie nic nadzwyczajnego, gdyby nie taki drobny szczegół, że Weil był szefem amerykańskiego pionu zarządzania aktywami najbogatszych klientów w szwajcarskim banku UBS. Oskarża się go o to, że przy jego pomocy i innych szwajcarskich bankierów 17 000 Amerykanów uciekło przed podatkami i ukryło około 20 miliardów dolarów na kontach w szwajcarskich bankach.
Weil kierował całym procederem ze Szwajcarii. Gdy sprawa się wydała, oczywiście władze banku odcięły się od Weila i zamknęły amerykańskie oddziały. Prasa spekuluje, że UBS może zapłacić nawet 2 mld dolarów kary.

Tymczasem Bernard Madoff odpoczywa w swoim penthousie w Nowym Jorku czekając na proces. Przypominam, że SEC kontrolowała 16 razy jego fundusz i nie dopatrzyła się nieprawidłowości. W tym przypadku za nikim nie wysłano listów gończych, ani nawet nie zabrano bonusów.

p.s.
Dziś GUS pewnie poda inflację 3,1% za grudzień, więc RPP będzie ciąć stopy niemal na 100% i co za tym idzie będzie spadać oprocentowanie lokat. Kto planuje ich zakładanie, lepiej niech za długo nie zwleka, bo dostanie dużo mniej.

wtorek, 13 stycznia 2009

Pierwsze koty za płoty

Dziś wypadłem z gry pod odbicie na opcjach i Lotosie.

Jak wyglądała historia opcji?

Początek był udany i wszystko szło zgodnie z planem odbicia. Spodziewałem się przynajmniej dojścia do 2000 punktów. Do zeszłego wtorku wyglądało to obiecująco, ale wczoraj pozbyłem się złudzeń. Dziś rano zastanawiałem się czy zostawić i czekać na cud i odwrócenie się trendu, czy wziąć ile dają i zamknąć. Zdecydowałem się zmniejszyć stratę i opcje wypadły z portfela. Transakcja nieudana 688-165= 523 zł na minusie. Zatem początek roku nie wypadł najlepiej.


Nieszczęścia chodzą parami i Lotos też wyleciał. Wiedziałem, że będzie kiepsko na sesji i sprzedałem go na otwarciu po 12,05, nieco uprzedzając stop lossa (tak, tak nieprawidłowo, ale takie rzeczy można jednak zauważyć). Drobna sztuczka. Tu strata wyniosła z kolei 46,8 zł/- 4,7%.

Teraz odpuszczam WIG20 na co najmniej miesiąc – dwa, a zastanowię się nad ropą lub jakimiś mniejszymi spółkami. Szczerze mówiąc zrobiłem to wszystko dość beznamiętnie, jednak dla zasady robię regulaminowy tydzień przerwy przed jakąkolwiek transakcją, a tymczasem przelałem stówkę z Eurobanku, bo coś tu strasznie pusto na rachunku u maklera, prawie jak na moim koncie w mBanku.

Gdybym nie pisał codziennych komentów giełdowych, pewnie jednak walczyłbym troszkę na futach, a tak sobie wolę je darować, żeby nie mieszało się w głowie zarówno mi jak i czytelnikom. Zresztą trudno wtedy o nawet elementarny obiektywizm i sprawa jest dość śliska moralno-prawnie.

Konto oszczędnościowe na 0%

Trwa chocholi taniec na rynkach finansowych.

Drastyczne cięcie stóp doprowadziło w Wlk. Brytanii do takiej sytuacji, że już pojawiły się oferty 0% na kontach oszczędnościowych prowadzonych przez towarzystwa budowlane i banki. Przy oficjalnej inflacji, która wynosi przynajmniej 4,1%, Brytyjczycy są okradani w biały dzień przez politykę rządu i BOE prowadzoną w porozumieniu z USA i Fedem.

U nas trwa nagonka na RPP, żeby też tak samo cięła stopy do poziomu poniżej granicy absurdu.

Problem leży przecież gdzie indziej – czyli w zadżumionych bilansach banków, które bojąc się upadłości nie chcą sobie nawzajem pożyczać, a tym bardziej klientom. Już w styczniu przekonamy się co w trawie piszczy, gdy zostaną opublikowane wyniki kwartalne amerykańskich magików.

Tymczasem nadal nikt nie chce kupować akcji banków i rząd Wlk. Brytanii funduje podatnikom pakiet akcji łączących się banków Lloyds i HBOS. Państwo dzięki temu stanie się posiadaczem ponad 43% kapitału.

Parę dni temu Niemcy ogłosiły przejęcie 25% akcji właściciela BRE, czyli Commerzbanku.

Wcześniej Amerykanie dostali w prezencie AIG. Można mnożyć takie przykłady.

Ta wersja kapitalizmu jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.
Marks i Engels są zadowoleni, ale czy to na pewno dobra droga?

Czy w taki sposób świat wyjdzie z kryzysu?

Państwo w każdej postaci jest najgorszym możliwym właścicielem przedsiębiorstw i teraz dopiero dojdzie do prawdziwych nadużyć i przekrętów. Przedsmak mieliśmy przy kontroli wykorzystania środków z amerykańskiego TARP.

Ja tej nowej ekonomii nie rozumiem i jestem coraz większym sceptykiem, jeśli chodzi o szybkość otrząśnięcia się z recesji.

Z tego powodu fundamentalnie nie widzę sensu w szukaniu akcji pod długoterminowe inwestycje już teraz. Spekulacja na odbicia i tyle. Prognoz wyników spółek nie biorę na poważnie, bo w wielu wypadkach zarządy nie umieją liczyć, albo się zgrywają, bo jak inaczej traktować regularne korekty prognoz na dany rok w… styczniu kolejnego.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Reguła 100 złotych

Na blogu No Credit Needed znalazłem ciekawy wpis, który może spróbuję wypróbować w praktyce. Tam była mowa o 100 dolarach, ale można go przenieść do naszych realiów i zejść do 100 złotych.

Kiedy masz zamiar kupić coś pod wpływem impulsu, bo ci się podoba i dana rzecz kosztuje 100 zł i więcej, odczekaj jeden dzień z decyzją zakupu. Jeśli kosztuje 200 zł, dwa dni i tak dalej.

Wydaje mi się, że to bardzo fajny, praktyczny pomysł ułatwiający racjonalizację naszych decyzji konsumenckich.

W ten sposób nie kupimy zbędnych gadżetów, a tylko rzeczy, które nam są naprawdę przydatne.

Spróbuję przetestować – hmm, myślę o pewnym netbooku (MSI Wind U100), czyli powinienem odczekać ze 2 tygodnie i przeanalizować sprawę dokładnie przez ten czas (już wiem, że trzeba szukać z większą baterią sześciokomorową).

Socjalizm wiecznie żywy

Przeczytałem ciekawy artykuł w Financial Times (polska wersja tutaj) i bardzo spodobał mi się fragment wypowiedzi Keynesa z 1931 roku, która jest zdaje się aktualnym mottem socjalistów sterujących gospodarkami największych państw:

„w czasie recesji oszczędzanie więcej niż zwykle jest "niezwykle szkodliwe i niewłaściwe". W przypadku nadwyżki na rynku pracy, oszczędzanie jedynie je pogłębia, tworząc błędne koło.

I apelował: "Niech wszystkie patriotyczne gospodynie domowe udadzą się jutro do sklepów i skorzystają na ogłaszanych wszędzie wyprzedażach. Niech kupują wszystkie potrzebne tekstylia, pościele, czy koce. Niech dodatkowo podnosi je na duchu fakt, że zwiększają w ten sposób zatrudnienie i dobrobyt kraju oraz dają szansę i nadzieję Lancashire, Yorkshire, czy Belfastowi".


Czy to nie jest nawoływanie do życia ponad stan i katastrofy także w finansach osobistych?

Smutne, że taka właśnie postawa doprowadziła do obecnego kryzysu i ogień mamy ugasić benzyną. Zwariowany konsumpcjonizm napompował jak balony ceny akcji i nieruchomości, które z hukiem pękły.
Banki, w pogoni za zyskami naprodukowały jakiś przedziwnych instrumentów i teraz zamiast nieudolnym dać upaść, całe kraje zrzucają się na finansistów.
Piękna droga do socjalistycznej katastrofy .

Taką samą filozofię wyznaje nasz rząd, który nadal upiera się, że podatek Belki to świetna rzecz, a jednocześnie chce obniżyć wymagane rezerwy bankom, żeby skłonić je do ryzykowniejszego pożyczania.

Czy świat otrzeźwieje i przypomni sobie o wolnym rynku i kapitalizmie, czy na długo pogrąży w socjalistycznym chaosie? Nie wygląda to wszystko na razie zachęcająco i podejrzewam, że kolejnym etapem będzie nawrót inflacji, nad którym ciężko pracują banki centralne. A póki co może warto zastanowić się nad produkcją takich znaczków?:

sobota, 10 stycznia 2009

Jak skutecznie powiększać kapitał

Dziś zakończyła się ankieta (pojawiła się też kolejna) na temat wielkości kapitału posiadanego przez czytelników przeznaczonego na inwestycje. Łatwo zauważyć żartownisiów w ostatnim przedziale i prawdziwa liczba osób z aktywami powyżej 10 mln zł powinna wynosić 1 lub 0 patrząc na rozkład pozostałych głosów.


Wzięło w niej udział ponad 400 osób i wszystkim dziękuję.

Jakie z niej wypływają wnioski?

Blisko 90% posiada kapitał do aktywnego zarządzania poniżej 100 000 zł, z czego aż 60% poniżej 25 000 zł. Z tego wynika, że w tej chwili dla niemal każdego ważniejsze jest oszczędzanie i dopłacanie kolejnych kwot niż szukanie wielkich stóp zwrotu.

Trzeba myśleć racjonalnie.

Załóżmy, że rozporządzasz teraz kwotą 10 000 zł (niektórzy mają mniej, inni więcej).

Jeśli będziesz świetnym inwestorem i osiągał co roku równo po 20% zysku na czysto po opłaceniu podatków, za 5 lat dojdziesz do około 25 000 zł. Aby osiągnąć taką stopę zwrotu z pewnością trzeba zagrywać ryzykownie i prawdopodobnie większość albo skasuje gros zysku w kilku nieudanych transakcjach, zbankrutuje lub będzie kręcić się wokół tych poczatkowych 10 000 zł. Statystycznie jakieś 5-15% inwestorów ma szansę na taki lub lepszy wynik. Każdy rzecz jasna przeszacowuje swoje szanse i liczy, że jest wyjątkowy, ale to nie jest dobry tok myślenia.

Drugi wariant wygląda zdecydowanie prościej. Koncentrujesz się na optymalizacji swojego budżetu domowego, żeby wygenerować z niego dodatkowych 200 zł co miesiąc i wpłacasz je na zwykłe konto, które daje ci 5% rocznie na czysto. Po 5 latach masz blisko 27 000 zł.

Takie są fakty.

Pewnie, że najlepiej równolegle oszczędzać i inwestować, ale nie każdy ma czas i umiejętności, aby robić to naprawdę skutecznie i bez większych wtop.

Trzeba jednak patrzeć też dalekowzrocznie. W dłuższej perspektywie nie zarobisz na lokatach. One wyłącznie przechowują kapitał i nic więcej.

Zarabia się na inwestycjach, ale brutalna prawda jest taka, że z 10 000 czy 20 000 zł nie ma co zgrywać wielkiego inwestora tylko lepiej skoncentrować się na przykład na szukaniu dodatkowych strumieni pieniędzy płynących do naszej kieszeni. Im bardziej pasywnych, tym lepiej (dla mnie świetnym przykładem są klikane przez czytelników tu na blogu kontekstowo dopasowane reklamy Google AdSense, z którymi od dawna nic specjalnego nie robię).

Długoterminowo tak czy siak trzeba znać przynajmniej podstawy inwestowania, aby nie dać się nabrać jakiemuś akwizytorowi czy nierzetelnej reklamie. Każdego zachęcam do inwestowania we własną edukację w tej dziedzinie.

Tutaj ktoś może przytomnie zauważyć czemu sam się do tego nie stosowałem wcześniej. Odpowiedź brzmi tak: inwestowanie to jest moje hobby – jeden zbiera znaczki, inny dłubie przy samochodzie, jakaś babeczka ogląda seriale, a mnie to od dawna po prostu interesuje i tak czy siak będę się tym zajmował czy będę miał 5 zł czy 5 mln zł. Dla takich jak ja nie ma lekarstwa, ani ratunku.

Nie każdy pamięta, że przez większość czasu po prostu cierpliwie się czeka na dobrą okazję do zarobku i akumuluje kapitał. Siedzimy sobie ze strzelbą z pełnym magazynkiem i jak widzimy zwierzynę to naciskamy na spust, a nie strzelamy do wszystkiego co się rusza. Zamiast strzelać z procy do niedźwiedzia, uzbieraj najpierw na strzelbę.

piątek, 9 stycznia 2009

Portfel po defekcie stycznia

Wiele osób liczyło i jeszcze pewnie liczy na efekt stycznia, korektę i co tam im jeszcze przyjdzie do głowy. W każdym razie miały być wzrosty i ostry odpał, a tymczasem główne indeksy znalazły się ledwie 1,6% wyżej niż 31 grudnia. Moja wiara jest dość ograniczona, o czym najlepiej świadczy, że nawet w dniu odjazdu w poniedziałek otworzyłem kolejną lokatę powyżej 5k zł. Owszem może coś tam odpalimy i mam dlatego opcje i parę zeta w bossie, ale jakoś jestem taki niezbyt chętny do zakupów.

Zwracam uwagę, że dziś kolejny dzień widać było dużą podaż na bankach i na dodatek wszystkie blue chipy mają kłopoty z pokonaniem oporów. Oj ciężko będzie przebić się nad 1900 punktów. Jako posiadacz opcji kibicuję, ale szczerze mówiąc szanse są na pewno niższe niż 50%.

W sumie nuda na giełdzie i boczniak trwa, a wystrzały są na pojedynczych mniejszych spółkach jak na przykład Petrolinvest, który zdrożał już ponad 100% od dna w listopadzie (a są tacy jak ja, którzy jakoś się źle wstrzelili i przerąbali kasę).

Prawdziwym hitem tygodnia był dla mnie list/raport prezesa OPERY TFI Macieja Kwiatkowskiego. Polecam wszystkim lekturę -więcej na ten temat napisałem w dzisiejszym artykule na notowany.pl (zachęcam do komentowania i proszę się nie zrażać poziomem niektórych dyskutantów :). Niesamowite – Parkiet uznał ich za najlepszy polski fundusz inwestycyjny w 2008 roku. Strach pomyśleć o innych.

Portfel 26 925,5 PLN (1502,1+22791+2714)



Biuro maklerskie 1242,5 PLN

Opcje:
OW20C9230 wartość 140 PLN
2 x OW20C9250 wartość 120 PLN

Akcje :
80 x Lotos wartość 972 PLN
Gotówka 10,5 PLN

Piątkowa sesja dokonała spustoszenia w wartości opcji. Jakoś tym się niespecjalnie martwię, bo zakładałem od razu, że możliwa jest strata. Jeśli w styczniu jednak WIG20 wybije się powyżej 2000 pkt, nie musi być wcale aż tak tragicznie. Czy tak będzie? Nie mam pojęcia.

Lotos był nawet na plusie, ale niestety został poturbowany jak wiele spółek. Przy negatywnym wariancie wyleci z portfela już w poniedziałek. Ciężko zostać długoterminowcem, ba nawet kilkudniowcem. Ja chętnie trzymałbym akcje i 5 lat, lecz miś nie daje.

Lokaty i depozyty 22 991 PLN:

Open Finance/Noble Bank 1430 PLN
Eurobank 561 PLN
Deutsche Bank 7000 PLN
SKOK lokaty 14000 PLN

5 stycznia doszła mi kolejna lokata, tym razem roczna w SKOKu po zrolowaniu poprzedniej 3000 PLN (odsetki 85 PLN+115 PLN nowe oszczędności +2200 PLN z Eurobanku) w sumie na 5400 zł oprocentowana 9,5% rocznie. Kolejna będzie po 10 lutego (kończy mi się drobna w SKOKu na 600 PLN).

Pozostałe inwestycje 2692 PLN:

Monety kolekcjonerskie - srebrne 1300 PLN
Sztabka złota 1/2 uncji 1242 PLN
Sztuka/kolekcjonerstwo 150 PLN

Styczeń zapowiada się nieźle pod względem wpływów z reklam, choć wpływy bloga są coś nie za wielkie (na przykład wyschły dotacje). Nie przejmuję się tym specjalnie, jednak wcześniej było miło otrzymać nawet symboliczne parę złotych świadczących o tym, że blog komuś pomógł w jakiś sposób.

Bardzo cenię sobie wszelkie komentarze Czytelników i te krytyczne także - jak najbardziej. Ważne, żeby były merytoryczne.

Od marca zaczną mi się kończyć niektóre lokaty i wtedy będę powoli przenosił się też na inne rynki. Jakie? O to dobre pytanie i cały czas zastanawiam się. Druga połowa roku to już nie będzie dobry okres dla lokat- pewnie będą mniej więcej na poziomie inflacji, a to już poniżej moich wymagań na ten rok. Styczeń przeznaczam na zastanawianie się nad strategią, ale na pewno nie będę szarżował, bo to będzie ciężki rok dla inwestorów, może nawet dla niektórych gorszy niż poprzedni. Szczerze mówiąc najbardziej pasowałyby mi … spadki na giełdzie i kupowanie akcji na poziomach niższych niż w październiku. Nie chcę łapać dołków, tylko brać jak się porobią jakieś spodki, albo chociaż boczniaki, bo co to za bessa, kiedy PKO rośnie od dołka o 50% i ma P/E 9,5. Ja czekam na 5 i mniej (to tak w uproszczeniu bo P/E dla mnie tak naprawdę niezbyt wiele znaczy).

czwartek, 8 stycznia 2009

Ostatnia chwila na lokatę 10%

Już zmieniły się reklamy i oferty. Do niedzieli można jeszcze zakładać w internecie lokatę na 10% na 5 miesięcy w Open Finance/Noble Bank od 500 zł w górę. Oferta jest trochę ukryta - link jest tutaj i jak sprawdziłem w serwisie można ją spokojnie otworzyć. Co ważne, mamy zdaje się potem jeszcze dwa tygodnie, żeby przelać kasę, więc kto ma dylemat co zrobić z pieniędzmi, parę złotych może tu wrzucić.


Swoją drogą trochę mnie dziwi, że jeszcze nie dostałem potwierdzenia na papierze, ale poczta działa w sobie tylko znany sposób i na przykład wczoraj dostałem kartkę świąteczną.

W Rzeczpospolitej z 30.12 znajduje się zestawienie najlepszych lokat rocznych i widzę tam ewidentny błąd, że lokata w SKOK Wołomin jest na 9,2% rocznie. Sam założyłem na 9,5% w styczniu.

Gorączka lokatowa powoli mi przechodzi i teraz czas na nieco bardziej ryzykowne przedsięwzięcia.

wtorek, 6 stycznia 2009

Lotos zamiast ropy

Ropa naftowa wystrzeliła zanim zdążyłem wsiąść do pociągu i certyfikaty RCCRUAOPEN wczoraj zdrożały ponad 25%. Miałem temat już zarzucić, ale zerknąłem przez chwilę na spółki związane z tym sektorem. Zaciekawił mnie Lotos, dokładniej coś takiego:


Tak trochę na siłę (tylko dwa punkty zaczepienia) znalazłem wczoraj przełamany trend spadkowy średnioterminowy. Walorek chodzi w prostokącie mniej więcej 11,8-12 do niecałych 13,4 zł (na wykresie świecowym nawet do 13,6 zł).

Zatem taktyka wydaje się dość prosta –wziąłem dziś na open po 12,45, stop nieco poniżej 12 zł, czyli strata z prowizjami może wynieść jakieś 55-60 gr na akcji, potencjalny zysk (przynajmniej na razie) to może być mniej więcej 90 gr za akcję. Zysk/ryzyko jakieś 1,5, czyli nic szczególnego, ale jednak ten prostokąt na szczęście u góry wygląda mocno wątpliwie, więc istnieje szansa, że zwyżka może trwać dużo dłużej.

Szczerze mówiąc aż tak długo się nie zastanawiałem nad tą transakcją, bo chodzi raptem o 1000 zł, więc zarówno zysk jak i strata będą miały raczej niezbyt wielki wpływ na portfel, ale wiadomo, że miło byłoby zacząć nowy rok od zarobku.
K 80 x 12,45 zł= 996 zł+5 zł prowizja. Razem 1001 zł


Poza tym wczoraj, czyli 5.01 założyłem jeszcze jedną lokatę roczną w SKOKu za 5400 zł na rok oprocentowaną na 9,5 %. Zrolowałem w ten sposób lokatę półroczną z lipca za 3 000. Odsetki wyniosły ponad 85 zł (dla równego rachunku zaokrągliłem je do tylu). Dorzuciłem 115 zł oszczędności oraz 2200 zł z Eurobanku. Gdybym nie miał tej poprzedniej lokaty w SKOKu to pewnie założyłbym sobie przez internet bardzo podobną przez Open Finance w Noble Bank. 9,4% na rok to naprawdę nieźle i nie trzeba pałętać się po dworze na takim mrozie. Teraz ze spokojem czekam na cięcia stóp procentowych przez RPP (pierwsze jeszcze w styczniu) i spadek oprocentowania depozytów.

Portfel jest za bardzo doważony lokatami, lecz już w lutym i marcu kończą się kolejne, więc na pewno środki z nich zostaną częściowo wyciągnięte na inwestycje.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Co robić w bessie?

Sprzedawać szczyty.

Taka zasada wciąż obowiązuje. Z tego powodu czekam na dojście przez WIG20 do linii trendu spadkowego, żeby zamknąć swoje opcje call i może lekko się odkręcę. Wariant z odbiciem wydaje się całkiem prawdopodobny, ale zakładam, że trend zasadniczy wciąż jest spadkowy, więc mam zamiar zrobić dokładnie to, co napisałem. Dotąd 4 razy były wtedy świetne momenty na szorcenie, więc i 5 raz warto próbować. Wystarczy zerknąć na wykres, żeby się przekonać:


Co do konkretnych akcji uważam, że w pierwszej fali ma szansę się wybić PKN Orlen i jakieś banki (PKOBP już poszło ostro). W sumie, w takim przypadku duzi nie patrzą czym się zajmuje firma, tylko czy zapewnia im płynność i biorą pkcem pierwszą piątkę - szóstkę z WIG20 (PKOBP, Pekao, TPSA, PKN, KGHM, PGNiG), a potem dopychają indeks wystrzałami na mniejszych.

Ewentualnie zaryzykuję z bliskim stopem … zakup wybranych akcji mniejszych spółek. Dlaczego? Tak wskazuje statystyka. W ostatnich 10 latach WIG20 przyniósł 44,2% zysku. Z kolei WIG 112%. W tym czasie inflacja wyniosła około 45%. Z tego wynika, że samo trzymanie, szczególnie największych akcji nie za bardzo sprawdza się jak na razie. Poza tym podejrzewam, że w razie ewentualnych wzrostów WIG20 pierwszy pociągnie, a za nim dopiero mniejsze, które będą przez to miały mniej wyprzedane wskaźniki techniczne, bo wykresy mWIG40 czy sWIG80 wyglądają naprawdę kiepsko.

Z innej beczki - patrzcie na ropę naftową jak szaleje. No i jak tu się ustawić z kupnem certyfikatów? Później nad tym dziś pomyślę, a tymczasem pora na przedłużenie lokaty w SKOKu. Tu zabawna historia - mogę wpłacić na 12 miesięcy na 9,5% bez problemu, a na 13 miesięcy musiałbym posiadać ... 600 000 zł.

sobota, 3 stycznia 2009

Pułapka na drobnego inwestora: stopa zwrotu


Skuteczność funduszu czy inwestora zwykle bada się na podstawie stopy zwrotu, czasem z pewnymi modyfikacjami uwzględniającymi poniesione ryzyko. Taki obraz często wypacza priorytety drobnych inwestorów. Nie oszukujmy się – większość czytelników bloga dysponuje kapitałem (nie licząc mieszkania czy domu) rzędu co najwyżej kilkudziesięciu tysięcy złotych. Owszem są wyjątki ze znacznie pokaźniejszymi portfelami, ale te osoby raczej czytają bloga dla rozrywki, bo pewnie same dobrze wiedzą jak dojść do milionów skoro już posiadają przynajmniej setki tysięcy (choć i tu są rzecz jasna mniej doświadczeni – wracający z zagranicy, otrzymujący spadek itp.). Aby się upewnić co do moich przypuszczeń wrzuciłem na bloga ankietę (w panelu bocznym) i proszę o anonimowe szczere odpowiedzi (proponuję wliczyć wyłącznie kapitał aktywnie zarządzany, a nie na przykład własne mieszkanie, dom czy samochód, o ile nie służą one nam do dalszego inwestowania). Jeśli odfiltrujemy kilka procent tradycyjnych trolli –żartownisiów zobaczymy mniej więcej jak to jest naprawdę (to nie badanie statystyczne, bo nieprawidłowo przeprowadzone i za mała próbka).

Może, żeby nie było to takie zupełnie teoretyczne rozważanie, przejdę do swojego portfela.

Na dziś jego wartość oscyluje w granicach 27 000 zł.

Teraz załóżmy, że jestem skutecznym inwestorem i uzyskuję 20% na czysto w 2009 roku.
Wydaje mi się, że to dobry wynik, prawda? Za mało? No to niech będzie 25%. W takim razie na początku przyszłego roku wartość portfela wynosiłaby około 27 000 zł x 1,25 = 33 750 zł. Inaczej mówiąc byłoby to 6 750 zł do przodu. W tym wariancie sam się chwalę za swoje świetne ruchy giełdowe i jestem poważanym internetowym ekspertem.

W drugim, w sumie dość aktualnym wariancie jestem inwestorem-ciamajdą, który jedynie odkłada po 500 zł miesięcznie i nic nie robi tylko wymądrza się na blogu oraz zbiera cash. Kasa w tym wypadku pracuje też na lokatach, czyli śmiało można doliczyć około 2000 zł z odsetek plus 500 x 12 = 6000 zł, czyli łącznie 8 000 zł. W takim razie w styczniu 2010 wartość portfela wyniesie 35 000 zł. Hmm, więcej niż genialny inwestor, zgadza się?

Który jest lepszy?

Dla mnie ważniejsze są przychody gotówkowe, a dopiero na drugim miejscu procentowe.

Wiadomo, że najlepiej połączyć jedno i drugie, co wydaje się naprawdę trudnym zadaniem. Chciałem pokazać co powinno być najważniejsze dla każdego drobnego inwestora. Procent składany to świetna rzecz, ale jego siła pojawia się dopiero przy nieco większym kapitale. Tak, ten 1% więcej dopiero coś znaczy jeśli to jest ze 100 000 zł, a nie tysiąca czy nawet dwudziestu.

Rzecz jasna gdybym tylko miał wpłacać do banku i dorzucać po parę stówek co miesiąc nie byłoby o czym czytać, jeśli chodzi o portfel appfunds przez najbliższe kilka lat. Na szczęście, trochę też eksperymentuję, ale chciałem tylko pokazać na czym i dlaczego na tym właśnie koncentruję się i staram nie spuszczać wzroku z piłeczki. Wcale to nie znaczy, że na przykład za rok nagle nie wpakuję się w chińskie akcje czy kapsle po rumuńskim piwie. Jak będzie dobry potencjał zysku z małym ryzykiem mogą to być i mongolskie znaczki pocztowe. Jednak na razie pamiętam przede wszystkim o dorzucaniu nowych stówek i zachęcam wszystkich do tego samego.

Na początku lepiej skoncentrować się na regularnym oszczędzaniu niż szukaniu genialnych systemów inwestycyjnych. Optymalnie jest robić to równolegle, ale najczęściej posiadacze niewielkich zasobów błędnie uważają, że nie mają nic do stracenia i szybko je rozwalają wracając na początek gry. Im szybciej zrozumiesz ten mechanizm, tym prędzej wkroczysz na ścieżkę bogactwa.

piątek, 2 stycznia 2009

Portfel. Pora na ropę naftową?

Jednym z tematów inwestycyjnych na ten rok jest ropa naftowa. Widać, że coś zaczyna się dziać. Czekamy dziś na potwierdzenie środowego wystrzału. Jeśli zachowa swoją siłę, w poniedziałek kupię trochę certyfikatów RCCRUAOPEN (więcej o nich tu) na GPW (zakup za 1k PLN). Istnieje dużo przesłanek fundamentalnych do tych ruchów poza obawami o recesję i spadek popytu. Czy Indie i Chiny zmniejszą swoje zapotrzebowanie? Wątpliwe. A tam jest przyszłość, a nie w oszukanej (cały ten absurdalny bailout i drukowanie dolarów) gospodarce amerykańskiej. Zatem prawdopodobnie przeproszę się z certyfikatami i przeprowadzę małą spekulację z niewielką potencjalną stratą.


Na giełdzie nic specjalnego nie działo się przez ostatnie dni. Jednak parkiet w USA zazielenił się co nieco, więc wciąż widzę szansę na jakiś rajd na północ. Na razie sygnału kupna nie ma (przebicie 1900 na WIG20). Zobaczymy czy coś ustukam na opcjach. Przypomnę, że traktuje je jako moje alibi w razie odbicia. Wtedy zamknę 1 zaraz po wybiciu, jeśli przyniesie mi ona niezły zysk.

Banki zgodnie z zapowiedziami już zaczynają ciąć oprocentowanie lokat i dobrze się jednak pospieszyć z założeniem lokat na różne terminy. Kto ma wolną gotówkę, niech nie zwleka.

Potem będziemy się zastanawiać co robić z kolejnymi oszczędnościami. Okazji nie powinno zabraknąć w drugiej połowie roku.

Portfel 27 007,1 PLN (1502,1+22791+2714)


Biuro maklerskie 1502,1 PLN

Opcje:
OW20C9230 wartość 260,6 PLN
2 x OW20C9250 wartość 230 PLN
Gotówka 1011,5 PLN
+ przelew 200 PLN

Dojdzie 200 złotych przelewu z oszczędności styczniowych (przelew jeszcze nie jest zaksięgowany)

Lokaty i depozyty 22 791 PLN:

Open Finance/Noble Bank 1430 PLN
Eurobank 2761 PLN
Deutsche Bank 7000 PLN
SKOK lokaty 11600 PLN

Nowy rok i zmiana- kasa przeniesiona z mBanku do Eurobanku. Nie chodzi mi o te drobne z odsetek, ale o traktowanie klientów, czyli paniczne obcięcie oprocentowanie eMaxa plus połączone z brakiem jakichkolwiek sensownych lokat w mBanku. Z plusów zostaje tylko bezpłatność konta i przelewów oraz darmowy Supermarket Funduszy Inwestycyjnych.
Do Eurobanku doszło też 200 zł oszczędności styczniowych (w realu cała ta kasa jest w drodze z mBanku + dopłata ręczna w oddziale, ale wieczorem już powinno być poksięgowane). W poniedziałek 29.12 założyłem też lokatę roczną na 9,4% w Open Finance/Noble Bank za 742 PLN. W poniedziałek 5.01 roluję lokatę na 3k w SKOKu na 13 miesięczną @9,5% rocznie z dorzuceniem paru groszy do odsetek (>80 PLN) i zaokrąglę ją do około 3200.

Pozostałe inwestycje 2714 PLN:

Monety kolekcjonerskie - srebrne 1300 PLN
Sztabka złota 1/2 uncji 1264 PLN
Sztuka/kolekcjonerstwo 150 PLN

We wtorek 30.12 doszły mi pieniądze z reklam Google AdSense 313 zł (zaokrąglam) i poszły ze wszystkim do Eurobanku. Coś mi blog ostatnio podupadł jako moneymaker, ale nieoczekiwana fantastyczna końcówka roku pod względem kliknięć spowodowała, że grudzień okazał się najlepszym miesiącem w historii i pod koniec stycznia otrzymam ponad 500 zł (dokładnie ile zależy od kursu $/PLN). Ten skok wynika prawdopodobnie z dobrego dopasowania reklam lokat do treści. W sumie taki układ według mnie jest uczciwy. Czasem patrzę kto się reklamuje i już zdarzyło mi się wywalać oszustów do filtra.

Nowy miesiąc zacząłem od 400 zł nowych oszczędności i zachęcam wszystkich do podobnego kroku. Nie ma co zwlekać. Staram się udowadniać, że naprawdę opłaca się, skoro portfel od zupełnego zera w parenaście miesięcy dzięki stosunkowo niewielkim oszczędzanym kwotom i ich inwestowaniu doszedł do wartości niezłego używanego auta. A to dopiero początek.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...